Pożary w okolicach Mszczonowa

W ostatnich latach region Mszczonowa i jego okolice były świadkami kilku znaczących zdarzeń pożarowych. Od tragicznego pożaru spichrza w Osuchowie w 1948 roku, który pochłonął wiele ofiar, po współczesne akcje gaśnicze w zakładach produkcyjnych czy opuszczonych budynkach. Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje na temat wybranych incydentów.

Tragiczny pożar spichrza w Osuchowie (1948)

Jednym z najbardziej pamiętnych i tragicznych wydarzeń w historii regionu był pożar spichrza w Osuchowie, do którego doszło 26 września 1948 roku. Ta katastrofa pochłonęła życie wielu osób, a jej okoliczności do dziś budzą emocje.

Okoliczności i przyczyny tragedii

Zabawa, z której dochód miał być przeznaczony na Fundusz Odbudowy Warszawy, została zorganizowana przez miejscową Ochotniczą Straż Pożarną. Pierwotnie miała odbyć się w pałacu, jednak ówczesny administrator dóbr pohrabiowskich nie wyraził na to zgody. W związku z tym, aby nie sprawić zawodu młodzieży, zabawę przeniesiono do solidnego, kamiennego spichlerza. Sala do tańca znajdowała się na piętrze, a wiodły do niej wąskie, strome, drewniane schody. Na parterze składowano łatwopalne materiały, w tym beczki i opakowania po paliwach oraz smarach, które podczas wojny przechowywali tam Niemcy. Podłoga była nasiąknięta tymi substancjami.

Pożar wybuchł około północy i bardzo szybko rozprzestrzenił się po całym budynku. Przyczyną mógł być niedopałek papierosa; według wspomnień ocalałych, kilku zmęczonych zabawą paliło papierosy na sianie pod schodami. Niektórzy świadkowie do dziś są przekonani, że było to podpalenie. Ogień spotęgował pan Arak, prowadzący bufet, który upuścił skrzynkę z butelkami spirytusu na płonących już schodach. Już po godzinie od pojawienia się płomieni zawalił się strop, zbudowany z solidnych desek. Płonące od początku schody uniemożliwiały ucieczkę, podobnie jak zakratowane, wysoko umieszczone okna. Gdy schody się zawaliły, niektórzy wydostawali się na dach i skakali z wysokości około 10 metrów na pobliskie drzewo lub wprost na ziemię, doznając licznych obrażeń. Około 100 osób zgromadzonych wokół płonącego spichlerza płakało z bezsilności, słysząc przeraźliwe krzyki płonących w środku ludzi - swoich krewnych, przyjaciół i sąsiadów.

Wspomnienia i świadectwa ocalałych

Pani Stanisława Łokaj, mieszkanka Grodziska obchodząca swoje setne urodziny, wspominała, że „gdyby saladery tam pod spodem nie było, nic by się nie stało. Kilku paliło papierosy, niektórzy spali na tej saladerze i to przez nich było”. Strażak Mieczysław Cieślak stał przy wejściu i pilnował porządku, lecz po namowach kolegi odszedł, i „to zaraz się stało”. Gdy była na schodach, zauważyła ogień i próbowała ostrzec resztę, ale została wypchnięta, prawdopodobnie przez Staśka Kowalskiego, który „złapał [ją] za ręce, by [uciekała] przed ogniem”. Wspominała również krzyk Edka Dębskiego: „Dajcie drabinę! Dajcie drabinę!”.

Inna kobieta, która również była na zabawie, relacjonuje: „Pamiętam, że na sali po prawej stronie od schodów, znajdował się bufet, prowadzony przez pana Araka. Orkiestra znajdowała się na środku sali. Grali bracia Dziadkiewicze ze Mszczonowa. Był akordeon, skrzypce i bębny. Pierwsze objawy pożaru, dym po prostu zlekceważono. Kiedy pożar się rozwinął, wybuchła panika. Tłum kłębiący się na schodach wypchnął mnie na zewnątrz. Potem sły...”.

Zdzisław Kociołczyk, który wybrał się pieszo do Osuchowa na zabawę, zauważył dym podczas tańca. Udał się do drzwi, po czym skoczył w ogień. Stojący przed spichlerzem koledzy wyciągnęli go poparzonego. Po paru sekundach ogień bardzo się rozprzestrzenił, zapaliła się sala taneczna i spłonęło około 40 osób. Brat z poparzonymi kolegami wrócił do domu, gdzie został opatrzony.

Liczba ofiar i upamiętnienie

Informacje na temat liczby ofiar są bardzo rozbieżne: od 22 osób (Józef Woźnicki), przez 33 (artykuł w „Życiu Żyrardowa”), 38 (Ryszard Swaczyński i Jarosław Dębski, powołujący się na kronikę strażacką), do 40 (Jadwiga Popławska) lub nawet ponad 50 (wspomnienia mieszkańców, którzy twierdzili, że ówczesne władze zaniżyły liczbę do 49, aby uniknąć żałoby narodowej). Przedstawicielom Mszczonowskiego Stowarzyszenia Historycznego (MSH) i Zespołu Szkół w Osuchowie udało się potwierdzić jedynie 25 nazwisk ofiar, które zostały umieszczone na pomniku. Większość danych zweryfikowano w mszczonowskim USC, gdzie przechowywane są „akty zejść” z 1948 roku. Na liście ofiar znaleźli się m.in.:

  • Marian Arak, lat 17
  • Zofia Arak, lat 37
  • Walentyna Banasiak, lat 18
  • Ryszard Brewiński, lat 18
  • Stanisława Cegiełka, lat 18
  • Edward Dębski, lat 18 - strażak
  • Anna Dymitrowicz, lat 19
  • Antoni Grzegułka
  • Kazimierz Grzegułka
  • Genowefa Jankowska, lat 25
  • Mieczysław Lewandowski, lat 17 - strażak
  • Antoni Machałowski
  • Henryk Machałowski
  • Kazimierz Machałowski, lat 30
  • Henryk Nalej, lat 27
  • Konstanty Nowacki, lat 22
  • Piotr Olborski, lat 20
  • Zygmunt Pawlak, lat 17
  • Andrzej Strojczyk, lat 18
  • Krystyna Strojczyk, lat 17
  • Szczepan Wacławski, lat 17
  • Zagórski
  • Stanisław Zgórzak, lat 40
  • Stanisław Zgórzak, lat 16

Aż 66 lat trzeba było czekać na godne uczczenie ofiar tragicznego pożaru spichrza. Na terenie okalającym osuchowską świątynię stanął głaz z pamiątkową płytą, na której wyryte zostały nazwiska wszystkich zidentyfikowanych osób. Poświęcenia monumentu dokonał proboszcz Parafii Osuchów ks. kanonik Jerzy Witkowski w niedzielę 26 października 2014 roku. Pomnik postawiono z inicjatywy władz samorządowych gminy, grona pedagogicznego Zespołu Szkół w Osuchowie oraz samych mieszkańców. W uroczystościach wzięli udział m.in.: burmistrz Mszczonowa Józef Grzegorz Kurek, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Marek Zientek, radni, prezes Mszczonowskiego Stowarzyszenia Historycznego Marek Wardak i wiceprezes Piotr Dymecki.

Zdjęcie pomnika upamiętniającego ofiary pożaru w Osuchowie

Pożary w Mszczonowie w ostatnich latach

Pożar rodzinnego domu dziecka w Badowie

W niedzielę 13 października około godziny 10:50 doszło do pożaru rodzinnego domu dziecka w Badowie pod Mszczonowem. Prawdopodobną przyczyną była nieszczelność w przewodzie kominowym. Ogień pojawił się najpierw na poddaszu.

Pożar w zakładzie produkcyjnym w Mszczonowie (ul. Keramzytowa)

Strażacy prowadzili akcję dogaszania pożaru w zakładzie produkcyjnym przy ulicy Keramzytowej w Mszczonowie od północy. Zapalił się stos opiłków z piłowania metalu, co, jak zaznaczył rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Żyrardowie Jarosław Belina, czyni akcję nietypową. Dogaszanie tego typu pożarów jest procesem trudnym do przyspieszenia ze względu na specyfikę materiału. W kulminacyjnym momencie w akcji brało udział 17 zastępów straży pożarnej i specjalistyczna jednostka chemiczna z Warszawy.

Pożar pustostanu przy ul. Mszczonowskiej w Warszawie

Dzisiaj z samego rana, o godzinie 5:30, służby odebrały zgłoszenie dotyczące pustostanu na granicy warszawskich dzielnic Ochota i Wola, mieszczącego się przy ul. Mszczonowskiej. Budynek nagle zaczął się palić. Zgodnie z przekazanymi informacjami, wewnątrz mogły przebywać osoby w kryzysie bezdomności, dlatego służby jak najszybciej udały się na miejsce. Po ugaszeniu pożaru straż pożarna z ulgą powiadomiła, że w środku nikogo nie było i nie znaleziono żadnych poszkodowanych.

tags: #pozar #dzisiaj #kolo #mszczowa