W miejscowości Dąbrówka Wielkopolska doszło do pożaru gigantycznej hałdy śmieci, który miał znaczący wpływ na okoliczne gospodarstwa i jakość życia mieszkańców. Zdarzenie to wzbudziło ogromne zaniepokojenie i frustrację lokalnej społeczności, która zmaga się z problemami związanymi ze składowiskiem od dłuższego czasu.
Historia i Lokalizacja Zdarzenia w Dąbrówce Wielkopolskiej
Dąbrówka Wielkopolska, kiedyś wieś szlachecka, posiada bogatą historię sięgającą pierwszych wzmianek z 1406 roku. Wieś, wedle legendy założona przez samą żonę Mieszka I, obecnie mierzy się z problemami środowiskowymi. Do Dąbrówki wjeżdża się od strony Zbąszynka. Z daleka widać było słup dymu, który unosił się nad lasami, a także wieże pałacu, osnute białą mgłą. Na głównej drodze we wsi mieszkańcy przebijali się przez gęsty dym. Pożar hałdy odpadów we wsi płonął od soboty, 19 września.

Przebieg Pożaru i Akcja Gaśnicza
Ogień trawił hałdę odpadów, w której znajdowało się dosłownie wszystko - od gumy i plastiku, aż po opakowania po farbach i lakierach. Mieszkańcy opowiadali, że dym zmieniał barwę, był raz czarny, raz żółtawy, a raz nawet rdzawoczerwony, przy czym najgorszy, najbardziej toksyczny, był czarny. Dróg dojazdowych pilnowali policjanci, którzy skrupulatnie legitymowali wszystkich, wpuszczając na chwilę tylko ewakuowanych mieszkańców, którzy musieli nakarmić zwierzęta, pozostawione w gospodarstwach.
Na brzegu stawu koło pałacu pracowała ogromna pompa. Wokół uwijało się kilku strażaków, a ciężkie wozy gaśnicze kursowały w dwóch kierunkach. Ogromna cysterna jechała w stronę słupa dymu. Wzdłuż drogi rozciągnięty był wąż strażacki, który podawał wodę bezpośrednio ze stawu do jednostek gaszących wysypisko śmieci. Akcja gaśnicza była niezwykle trudna, ponieważ ogień często kryje się w środku hałdy. Najpierw strażacy musieli zdusić pożar powierzchniowy, a następnie roztrząsali górę i zraszali płonące odpadki. Cała akcja miała zająć od 10 do 15 dni.

Wpływ na Mieszkańców i Gospodarstwa
Dym i duszący smród płonących śmieci sprawiał, że nawet w masce trudno było wytrzymać. Wszędzie było siwo, jak we mgle, ale nie była to mgła, lecz toksyczny dym z płonących odpadów, który zakrywał znaczną część wsi. Szkoła w Dąbrówce została zamknięta z powodu zadymienia, a dzieci przewieziono autobusami do placówki w Kosieczynie. Niektóre maluchy na twarzach miały maski ochronne. Mieszkańcy ulicy Poznańskiej zostali ewakuowani już około 4:00 rano w sobotę. Czarny, toksyczny dym przeniósł się na ich domy.
Jak relacjonował Karol Dzikoń, „to było coś strasznego. Dym był wszędzie. Śmierdziało okropnie”. Po ewakuacji wracał kilka razy dziennie do domu, aby nakarmić zwierzęta, a gryzący dym czuć było w każdym pokoju. Bruno Wrzyszcz, mieszkaniec Dąbrówki, wyraził swoje załamanie, mówiąc: „Kochamy to miejsce, chcemy tu żyć, ale to, co się dzieje, to średniowiecze, a nie Europa”. Mieszkańcy narzekają, że życie w Dąbrówce to koszmar.
Pożar hałdy śmieci w zakładzie w Dąbrówce Wielkopolskiej (Lubuskie)
Wcześniejsze Problemy i Obawy Mieszkańców
Hałda w Dąbrówce rosła z każdym rokiem. Estera Mania, mieszkanka, pytała: „Kto dopuścił do tego, żeby śmieci rozrosły się w tak wielką górę, w tak ogromnym tempie?”. Kobieta pamięta pożar z 2010 roku, kiedy śmieci płonęły dziewięć dni, oraz przeżyła inwazję karaluchów. W wakacje piękny drewniany dom pana Bruno Wrzyszcza zaatakowały miliony robaków, które wypełzły z hałdy śmieci i opanowały wieś. Właziły ludziom do łóżek, gryzły dzieci, a podczas snu wchodziły do uszu, nosów i ust. „To coś okropnego, strasznego, koszmar” - kręcił głową pan Bruno.
Mieszkańcy ul. Poznańskiej, którzy sąsiadują ze składowiskiem, mają dość sytuacji. Wokół składowiska znajdują się pola uprawne, a niedaleko jest też zbiornik wody. Ludzie denerwują się: „Niech nikt nam nie mówi, że to nie ma wpływu na wodę, którą pijemy z naszych studni przy domach i którą podlewamy nasze ogrody!”. Mieszkańcy nie mają wątpliwości, że pożar to było podpalenie, i uważają, że „ta akcja pokazuje, jak tu jest, jak tu się żyje. To nasz krzyk w ciemności, bo normalnie nikt nas nie zauważa. My żyjemy koło śmieci”.
Reakcja Władz i Dalsze Działania
W dniu wybuchu pożaru na miejscu zebrał się sztab kryzysowy. Mieszkańcy narzekają, że władze gminy nie są po ich stronie, konsultują się z prawnikami i zastanawiają się, czy nie pozwać właściciela składowiska, a może nawet gminy, która - jak twierdzą - nie chce im pomóc lub działa opieszale. Urzędnicy anonimowo przyznają, że śmieci to „trudny temat”.
Wiesław Czyczerski, burmistrz Zbąszynka, poinformował, że doprowadzono do ograniczenia ilości przyjmowanych odpadów. Na pytanie „Co dalej?” odpowiedział: „Najpierw musimy zrobić porządek z pożarem, potem zastanowimy się, co dalej ze śmieciami”. Znacznie bardziej konkretny był Zbigniew Szumski, starosta świebodziński, który zapowiedział: „Dopilnuję, żeby zaraz po ugaszeniu pożaru zbadano glebę pod kątem szkodliwych związków i wysypisko, czy jest na tyle szczelne, że woda, którą wlali strażacy, nie przeciekła do gleby”.
W Dąbrówce nadal unosił się dym z płonącej hałdy, jednak na szczęście był to dym biały, co oznaczało, że miał znacznie mniej toksycznych związków. Ewakuacji przymusowej już nie było, ludzie mogli wrócić do swoich domów, a wieś powoli wracała do codzienności. Mieszkańcy skomentowali to ironicznie: „Tak, do następnego pożaru śmieci, do następnej inwazji karaluchów”.
tags: #pozar #gospodarstwa #w #bialym #stawie