Pożar Hali Stoczni Gdańskiej w 1994 roku

24 listopada 1994 roku, w czwartkowy wieczór, doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof w powojennej historii Gdańska - pożaru Hali Stoczni Gdańskiej. Wydarzenie to na zawsze zapisało się w pamięci mieszkańców miasta i całej Polski, stając się symbolem tragicznych zaniedbań i ogromnej solidarności.

Tragiczny wieczór 24 listopada 1994 roku

W Hali Stoczni Gdańskiej odbywał się koncert zespołu Golden Life, który promował swój najnowszy album "Natura". W programie imprezy było również wspólne oglądanie transmisji z ceremonii rozdania nagród MTV, która odbywała się w Berlinie. Początek występu rozpoczynał się o godzinie 20:00. W pomieszczeniu znajdowało się około 2 tysiące osób, w większości młodych ludzi - uczniów szkół podstawowych i średnich.

zdjęcie Hali Stoczni Gdańskiej przed pożarem lub zdjęcie koncertu

W pewnym momencie na trybunach zauważono niewielkie światełko, które początkowo wyglądało jak sztuczny ogień lub pokaz pirotechniczny. Jednak bardzo szybko stało się jasne, że sytuacja jest poważna, gdy ogień zaczął błyskawicznie rozprzestrzeniać się po drewnianym wnętrzu hali.

Przebieg tragedii i ewakuacja

Gdy publiczność uświadomiła sobie skalę zagrożenia, wybuchła panika. Ludzie w panice opuszczali halę, tłocząc się i tratując przy wyjściu. Grozę sytuacji potęgował fakt, że ogień i dym zaczął podążać w kierunku głównego wyjścia, a inne wyjścia z budynku, w tym dwa z pięciu wyjść ewakuacyjnych, były zamknięte. Tłum gęstniał z każdą sekundą, a ludzie zaczęli wzajemnie na siebie napierać.

Jedną z uczestniczek koncertu była ówczesna 16-letnia Anna Golędzinowska, obecnie radna miasta Gdańska. Znajdowała się ona po przeciwległej stronie sali, dość daleko od wyjścia. Jak wspomina, w momencie narastającego chaosu miała absurdalną myśl, by zabrać pozostawiony płaszcz, ale szybko zdała sobie sprawę, że trzeba jak najszybciej uciekać. Razem z innymi udało jej się stłoczyć w przedsionku między halą a głównym wejściem. Ktoś zdołał zamknąć drzwi, które oddzielały ich od głównej sali.

zdjęcie płonącej hali lub akcji ratunkowej

Chwilę po zamknięciu drzwi do przedsionka runął dach hali. Paradoksalnie, to zdarzenie mogło uratować wiele osób, gdyż ogień zyskał nową drogę wyjścia w górę, a strumień chłodniejszego powietrza z zewnątrz złagodził bezpośrednie zagrożenie dla stłoczonych w przedsionku. Pani Golędzinowska wspomina, że wycieńczenie było tak silne, że ledwo trzymała się na nogach, obawiając się, że jeśli się osunie, zostanie stratowana przez tłum.

Strażacy, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce, musieli zmierzyć się z ogromnymi trudnościami. Akcja ratunkowa trwała około 20 minut, podczas której próbowano udrożnić drogi ewakuacyjne. Jednym z wstrząsających obrazów, które zapamiętano z relacji strażaków, był widok ludzkich rąk wystających przez zakratowane okna budynku. Ludzie, nie mogąc się wydostać przez zatamowane drzwi, wołali o pomoc. Strażakom udało się wyciąć kraty z tych okien, co było trudną decyzją, biorąc pod uwagę obecność ludzi próbujących jednocześnie przez nie uciec. Na podłodze hali leżał dywan z ciał, a ludzie tratowali się nawzajem w walce o życie.

Bilans ofiar i konsekwencje

W wyniku pożaru zginęło 7 osób, w większości byli to uczniowie szkół podstawowych i średnich. Pierwszą ofiarą, stratowaną przez tłum, była 13-letnia Dominika Powszuk. Ponadto, blisko trzysta osób zostało rannych lub poparzonych, z czego około 80 trafiło do Szpitala Akademii Medycznej w Gdańsku. W ciężkiej sytuacji znalazły się liczne osoby z poważnymi poparzeniami, wymagające długotrwałego leczenia i rehabilitacji.

grafika przedstawiająca bilans ofiar pożaru

Śledztwo i proces karny

Śledztwo i ekspertyza biegłych wykazały, że przyczyną pożaru było umyślne podpalenie. Niestety, sprawcy lub sprawców tego aktu nigdy nie wykryto. Proces karny, który toczył się przez 16 lat, dotyczył zaniedbań w organizacji i zabezpieczeniu koncertu. Oskarżonymi o nieumyślne spowodowanie tragedii byli: były komendant stoczniowej straży pożarnej Jan S., ówczesny kierownik hali Ryszard G. oraz dwaj organizatorzy koncertu z Agencji Reklamowej FM, Tomasz T. i Jarosław K.

Kary za te zaniedbania spotkały kierownika hali (2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata) oraz dwóch organizatorów koncertu (1 rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata). Sędzia Krzysztof Ciemnoczołowski podkreślał w uzasadnieniu wyroku, że oskarżeni zaniechali jakichkolwiek działań w celu otwarcia drzwi ewakuacyjnych.

Anna Golędzinowska, która zeznawała w procesie po wielu latach, wspomina, że patrzyła na oskarżonego byłego szefa straży pożarnej, człowieka bardzo zniszczonego psychicznie i zmęczonego. Przyznała, że nie pałała chęcią zemsty, a jedynie pragnęła, by ciągnąca się latami sprawa jak najszybciej się zakończyła, czując, że jest ona udręką zarówno dla niego, jak i dla niej samej.

Wspomnienia Anny Golędzinowskiej - świadka i ofiary

Anna Golędzinowska, jako 16-letnia nastolatka, sama doznała poważnych obrażeń w pożarze. Miała poparzone ręce, twarz, szyję oraz nogi, w sumie około 30 procent powierzchni ciała. W przypadku rąk konieczne były przeszczepy skóry. Jej urodziny, które przypadały chwilę po pożarze, spędziła w szpitalu. Po kilku dniach pobytu na Akademii Medycznej w Gdańsku została przetransportowana do Siemianowic Śląskich, gdzie spędziła około półtora miesiąca. Rehabilitacja w trybie codziennym trwała natomiast około półtora roku.

Pomimo ciężkich obrażeń, pani Annie zależało na podtrzymaniu roku szkolnego. Dzięki wsparciu kolegów, którzy wysyłali jej kserówki notatek, oraz nauczycieli, którzy spotykali się z nią po godzinach, udało jej się wrócić do szkoły jeszcze przed feriami. W szpitalu w Siemianowicach Śląskich, gdzie przebywały najbardziej poparzone osoby, Anna Golędzinowska nie miała okazji poznać wszystkich ofiar, które wymagały intensywnej terapii, jednak regularnie docierały do niej zatrważające informacje o kolejnych zgonach.

W Gdańsku poszkodowani mieli okazję poznać psychologa, a obecnie profesora, Bogusława Borysa. Organizował on spotkania, na których mogli otwarcie mówić o swoich obawach i lękach. Profesor Borys wyjaśniał, że większość z nich cierpi na zespół stresu pourazowego, co jest naturalną reakcją organizmu. Porównywał ich sytuację do nauki języka obcego, podkreślając, by się nie załamywać, jeśli początkowo jest trudno. Po przeżyciu takiego szoku zmienia się perspektywa na życie, pojawia się rodzaj apatii i ograniczenia wiary w przyszłość. Rozmowy z psychologiem, które Anna Golędzinowska opisuje jako prowadzenie przez przewodnika, dawały nadzieję i pozwalały na stawianie sobie nowych celów, najpierw mniejszych, takich jak ukończenie roku szkolnego.

Większość ciężko poszkodowanych była w trudnym wieku - na etapie końca szkoły podstawowej lub liceum, kiedy naiwnie marzy się o dorosłym życiu. Pożar był dla nich brutalnym zderzeniem z rzeczywistością, ale jednocześnie - mimo wszelkich trudności - wzbudził poczucie wdzięczności za to, że udało im się przeżyć.

Pamięć o ofiarach i bohaterach

Hala Stoczni Gdańskiej po pożarze została rozebrana. Jedynym śladem po niej jest pomnik, będący fragmentem muru z pamiątkową tablicą. Na kolumnach pomnika znajduje się belka z napisem "Życie choć piękne tak kruche jest", a poniżej ciąg dalszy: "Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć". Jest to cytat z piosenki zespołu Golden Life, który wówczas występował. Pomnik ten znajduje się przy ulicy Jana z Kolna, tuż przy torach tramwajowych biegnących wzdłuż terenów Stoczni Gdańskiej.

zdjęcie pomnika ofiar pożaru

Gdańsk od pierwszych lat dba o pamięć o tragedii. Wśród prawdziwych bohaterów tamtych wydarzeń wymieniany jest Ryszard Tomczak, szef firmy ochroniarskiej, który wracał do płonącej hali i wynosił kolejnych ludzi, ryzykując własne życie. Anna Golędzinowska co roku odwiedza jego grób, podkreślając jego wielką odwagę i należny mu szacunek. Ryszard Tomczak ma swoją ulicę na Oruni, choć jego biogramu brakuje w Gedanopedii.

Pani Golędzinowska z wdzięcznością wspomina również personel medyczny, który zaangażował się w ratowanie życia i zdrowia poszkodowanych. Wymienia m.in. doktor Tosińską-Okrój i doktor Honory z Kliniki Chirurgii Plastycznej w Gdańsku, a także doktora Paschmayera z Bremy, który wraz ze społecznością polonijną organizował wieloletnią pomoc w postaci konsultacji i bezpłatnych operacji chirurgii ręki w klinice w Bremie. Ciepło wspomina też doktora Sakiela i cały zespół Oddziału Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Mobilizacja wśród lekarzy szpitala wojewódzkiego, Marynarki Wojennej i innych jednostek była ogromna.

Ogromnym wsparciem okazali się również mieszkańcy Śląska, którzy przynosili posiłki i zapewniali namiastkę domu, a licealiści z Siemianowic przychodzili do szpitala, by po prostu porozmawiać z pacjentami. Niezwykle istotna była też rola służb mundurowych - strażaków i policjantów, którzy ryzykowali swoje życie, oraz honorowych krwiodawców, osób zaangażowanych w zbiórki publiczne, artystów występujących na rzecz ofiar, a także Polonii z angielskiego Sefton i wielu innych ludzi dobrej woli.

Zespół Golden Life, by uczcić pamięć ofiar, nagrał później utwór "24.11.94", nawiązujący do tych wydarzeń, ze słowami "Życie choć piękne, tak kruche jest". Anna Golędzinowska przyznaje, że nie jest w stanie słuchać tej piosenki spokojnie, postrzegając jej odtworzenie w charakterze utworu rozrywkowego jako formę profanacji, choć rozumie osoby, dla których jest to po prostu dobry, melodyjny kawałek.

Pomimo traumatycznych doświadczeń, po latach dominuje w niej uczucie wdzięczności za solidarność, którą ludzie potrafią wykazać w tak dramatycznych chwilach.

Rocznice i upamiętnienie

Miasto Gdańsk corocznie upamiętnia ofiary pożaru. W rocznice tragedii, wielu świadków i poszkodowanych, w tym Anna Golędzinowska, stara się być w Gdańsku. W 25. rocznicę tragedii, 24 listopada 2019 roku, znicze pod pomnikiem zapaliła prezydent Gdańska w gronie osób osobiście doświadczonych pożarem. Podobnie, 24 listopada 2021 roku, w 27. rocznicę, zapalono znicze pod murem upamiętniającym wydarzenia, łącząc się myślami z poszkodowanymi i rodzinami ofiar pożaru.

Gdańsk w Polsce i ruch Solidarności: miasto, w którym rozpoczęła się rewolucja!

W listopadzie 2024 roku przypada 30. rocznica pożaru. Z tej okazji zaplanowano specjalne wydarzenia. Dzień wcześniej, w sobotę 23 listopada, w godzinach 10:00-15:00, w Auditorium Primum im. prof. Mariana Cieślakowskiego w GUMed odbędzie się konferencja naukowa pt. „Kompleksowe leczenie i rehabilitacja pacjentów oparzonych wczoraj, dziś i jutro”. Współorganizatorka konferencji i kierownik Kliniki Rehabilitacji UCK GUMed, prof. dr hab., podkreśla, że celem jest podsumowanie działań z perspektywy minionych lat oraz przedstawienie aktualnej wiedzy na temat kompleksowego leczenia i rehabilitacji pacjentów oparzonych. Wstęp na wydarzenie jest wolny, bez konieczności rejestracji. W niedzielę 24 listopada o godzinie 13:00 pod Pomnikiem Ofiar Pożaru - fragmentem muru stoczni - znicze zapalą m.in. Piotr Grzelak, zastępca prezydenta ds. zrównoważonego rozwoju, oraz inni przedstawiciele władz i społeczności.

tags: #pozar #hali #w #gdansku #1994