Pożar pod kamienicą posła Krzysztofa Brejzy w Inowrocławiu: okoliczności i śledztwo

W nocy z piątku na sobotę pod domem parlamentarzysty Platformy Obywatelskiej, Krzysztofa Brejzy, w Inowrocławiu wybuchł pożar. Zdarzenie, które postawiło na nogi mieszkańców kamienicy przy ulicy Solankowej, gdzie poseł mieszka wraz z rodziną, wywołało szereg pytań i zapoczątkowało szeroko zakrojone śledztwo.

Zniszczenia po pożarze pod kamienicą w Inowrocławiu

Przebieg zdarzeń i szybka reakcja sąsiadów

Pożar miał miejsce około godziny 2 w nocy. Ogień objął zgromadzone materiały budowlane, w tym styropian przeznaczony do ocieplania kamienicy, oraz przenośną toaletę typu toi-toi, z której korzystali pracownicy firmy remontowej. Wspólnota mieszkaniowa kamienicy prowadziła wówczas prace remontowe, a materiały budowlane zostały zgromadzone od strony podwórza, w części, gdzie znajdował się pokój dzieci posła.

Poseł Brejza relacjonował, że spłonęła toaleta, a od ognia i towarzyszącej mu temperatury zaczął topić się styropian. Ściana domu została mocno okopcona. Szczególnie niepokojący był fakt, że intensywny pożar miał miejsce tuż pod instalacją gazową. Krzysztof Brejza podkreślił: "Została ona mocno okopcona. Prawdopodobnie tylko dlatego, że jest to instalacja nowej generacji, nie doszło do jej rozszczelnienia i wybuchu".

Dzięki błyskawicznej interwencji sąsiadów, którzy jako pierwsi zauważyli zagrożenie, rozprzestrzeniający się ogień udało się ugasić, co zapobiegło znacznie większej tragedii. "Sąsiedzi uratowali nam życie. To pewne. Jestem im bardzo wdzięczny" - powiedział Brejza, dodając, że o pożarze on i jego bliscy dowiedzieli się dopiero po fakcie, gdy sąsiedzi już ugasili ogień. W kamienicy mieszka łącznie około dwudziestu kilku osób, a starsze dzieci posła spały właśnie w części zagrożonej pożarem. Widok miejsca pożaru był przerażający - tynk odpadł ze ściany, która była cała popalona.

Śledztwo prokuratury i działania policji

Od rana wjazd na teren posesji przy ul. Solankowej był zamknięty przez policję, która prowadziła czynności. Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce, stwierdzili podpalenie. Rzecznik prasowa inowrocławskiej policji, asp. sztab. Izabella Drobniecka, przekazała, że policjanci mieli dwa zgłoszenia: jedno dotyczyło pożaru toi-toia na szkodę firmy budowlanej przy remontowanej kamienicy, a drugie złożonego przez posła Brejzę zawiadomienia o usiłowaniu zabójstwa jego rodziny.

Ciekawym aspektem sprawy był brak oficjalnego zgłoszenia pożaru do Państwowej Straży Pożarnej w Inowrocławiu. Miejscowe służby PSP dowiedziały się o zdarzeniu z mediów. Oficer prasowy Komendanta Powiatowego PSP w Inowrocławiu potwierdził, że straż pożarna nie prowadziła działań gaśniczych i nie brała udziału w gaszeniu ognia, co wynikało z faktu, że pożar został ugaszony przez mieszkańców kamienicy.

W niedzielę poseł Krzysztof Brejza oficjalnie zawiadomił policję o usiłowaniu zabójstwa jego rodziny. W poniedziałek szef Prokuratury Rejonowej w Inowrocławiu, Robert Szelągowski, poinformował, że choć formalnej decyzji o wszczęciu śledztwa jeszcze nie ma, postępowanie w tej sprawie zostanie wszczęte. Potwierdziła to czynność oględzin przeprowadzona z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa, który stwierdził, że "mamy do czynienia z podpaleniem".

Prokurator Szelągowski wyjaśnił, że wszczęcie postępowania jest konieczne do ustalenia okoliczności, tła zdarzenia oraz sprawców. Zaznaczył również, że pożar najprawdopodobniej stwarzał zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób. Kwestia zakwalifikowania czynu jako usiłowania zabójstwa będzie przedmiotem dalszego postępowania, które ma na celu ustalenie intencji sprawcy. Pożar skomentował także szef MSWiA, Joachim Brudziński, zapewniając, że sprawa zostanie wyjaśniona przez policję i odpowiednie służby.

Policja na miejscu zdarzenia przy ulicy Solankowej

Zatrzymanie podejrzanego i kontrowersje wokół przyczyny

We wtorek policja zatrzymała mężczyznę w związku z pożarem. Okazał się nim 51-letni mieszkaniec kamienicy, Sławomir M., któremu przedstawiono zarzut nieumyślnego spowodowania pożaru. Podczas przesłuchania Sławomir M. przyznał się, że nieumyślnie, niedopałkiem papierosa, spowodował pożar toi-toia przy ul. Solankowej.

Żona Sławomira M., Katarzyna M., w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" wyraziła rozgoryczenie, twierdząc, że jej mąż "z bohatera stał się przestępcą". Jak mówiła, Sławomir M. spał w swoim mieszkaniu w feralną noc, a obudzony telefonami o pożarze, ruszył z pomocą sąsiadom. Podkreśliła również, że mąż ma własną łazienkę w domu i nie potrzebował korzystać z przenośnej toalety.

Poseł Krzysztof Brejza przyznał, że zna Sławomira M. jedynie z widzenia. Choć wcześniej nie wykluczał "czynu chuligańskiego albo o innym charakterze", teraz liczy na rzetelne wyjaśnienie sprawy. Jednocześnie wyraził sceptycyzm wobec wersji z niedopałkiem papierosa, twierdząc, że "trzeba dużo złej woli i dużo energii włożyć, żeby wywołać taki ogień, który obejmie instalację gazową". Dodał, że gdyby w kamienicy była starszej generacji instalacja gazowa, "doszłoby do eksplozji, a na pewno do znacznego rozszerzenia się ognia".

Wątpliwości co do tej wersji zdarzeń podniósł również Leszek Walkiewicz, właściciel firmy Lemur, odpowiedzialnej za ocieplanie kamienicy. Nie wierzy on w samoczynne zapalenie się toalety od niedopałka. Tłumaczył, że materiały budowlane pozostawione na podwórku są samogasnące i nie palą się, lecz topią. Zaznaczył, że sama toaleta przenośna, zbudowana z wysokiej gęstości polietylenu, "nie zapala się od niedopałka".

Kontekst polityczny i wcześniejsze groźby

Krzysztof Brejza zaznaczył, że jest "daleki od teorii spiskowych" i nie chce łączyć tego wydarzenia wprost ze swoją działalnością polityczną, jednak nie wyklucza czynu chuligańskiego. Wskazał, że wcześniej niszczono skrzynki pocztowe czy szyld kancelarii jego żony, a on sam spotykał się z hejtem i pogróżkami, część z których zgłosił już na policję.

Polityk stwierdził, że "nie może wobec wydarzenia przejść obojętnie" i musi wziąć pod uwagę fakt, że sprawcy mogli działać celowo. Zwrócił uwagę, że ogień został wywołany w bezpośrednim sąsiedztwie instalacji gazowej i w budynku o konstrukcji drewnianej, gdzie na pierwszym piętrze spały jego dzieci. "Osoba, która to robiła, musiała liczyć się z tym, że mogło to doprowadzić do uśmiercenia mieszkańców" - zauważył w rozmowie z Gazetą.pl.

Podejrzenia o związek podpalenia z działalnością polityczną Brejzy nasilały się również ze względu na fakt, że jest on jednym z najbardziej zaangażowanych opozycjonistów. Naraził się Prawu i Sprawiedliwości m.in. ujawniając wysokość premii dla ministrów rządu Beaty Szydło, docierając do dokumentów założonej przez Jarosława Kaczyńskiego spółki Srebrna, a także wskazując na związki afery Amber Gold z nieprawidłowościami dotyczącymi SKOK-ów wspieranych przez PiS. Ataki na polityka były również prowadzone na antenie TVP, co dodatkowo podsycało spekulacje.

tags: #pozar #inowroclaw #brejza