Katedry, będące jednymi z najstarszych i najważniejszych zabytków sakralnych, niejednokrotnie padały ofiarą niszczycielskich pożarów. W historii Polski odnotowano kilka takich dramatycznych zdarzeń, które na trwałe zapisały się w pamięci lokalnych społeczności i wpłynęły na losy tych monumentalnych budowli. Poniższy artykuł przedstawia wybrane incydenty, ich przebieg, skutki oraz procesy odbudowy.

Pożar Katedry w Gorzowie Wielkopolskim (2017)
1 lipca 2017 roku miała miejsce rzecz nieprawdopodobna, która bezwzględnie zapisała się w historii Gorzowa Wielkopolskiego. Tego dnia, w czasie obchodów jubileuszu 760-lecia lokacji miasta, żywym ogniem zapłonęła Katedra pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, będąca jednym z symboli miasta. Pożar, w wyniku którego spłonęło kilka kondygnacji, w tym część zabytkowej wieży z XVII wieku, wybuchł po południu, gdy w katedrze trwała wieczorna msza święta, a Gorzowianie bawili się na dniach miasta. Zabawa ustąpiła miejsca trwodze o najstarszy i najważniejszy zabytek miasta, a także o strażaków, którzy ryzykując własnym życiem, walczyli o ocalenie kościoła.
Przebieg pożaru i akcja ratunkowa
O godzinie 18:28 dyżurny straży pożarnej odebrał pierwsze zgłoszenie o dymie wydobywającym się z katedralnej wieży. W mgnieniu oka na miejsce zaczęły przyjeżdżać kolejne zastępy strażaków. Pod katedrą zaczęły gromadzić się tłumy zszokowanych mieszkańców, a Dni Gorzowa zostały przerwane. Ogień trawił wnętrze wieży na najwyższych kondygnacjach. Taki pożar jest koszmarem każdego strażaka, jednak dowódcy i ratownicy byli zdeterminowani, aby kościół uratować. Walka o katedrę była długa i trudna. W akcji gaśniczo-ratunkowej brało udział około czterystu strażaków, a także około 30 zastępów Straży Pożarnej, łącznie ok. 170 strażaków. Lubuskich strażaków wspierali koledzy z ościennych regionów; z woj. zachodniopomorskiego przyjechał 50-metrowy podnośnik, a podobny dotarł z Wielkopolski. Akcja nie była łatwa, gdyż wieża gorzowskiej katedry ma około 40 m wysokości. Do tego w środku nie było zbyt wiele miejsca, a do samej kopuły i wieżyczki od środka nie było dostępu. Bez specjalistycznego sprzętu akcja nie mogłaby się udać - zaznaczył komendant Klusek. Strażacy opanowali ogień dopiero następnego dnia. Dzięki pracy i ofiarności strażaków udało się uratować zewnętrzną część wieży, która nie uległa zawaleniu. Proboszcz parafii katedralnej ks. Zbigniew Kobus podkreślił, że pożar zaatakował przede wszystkim górne kondygnacje wieży, co sprawiło, że nie nastąpiły zniszczenia nawy głównej. Nawa kościoła i prezbiterium zostały zabezpieczone. Na szczęście w pożarze nikt nie ucierpiał.
Pożar katedry w Gorzowie Wielkopolskim - były dwa momenty kryzysowe
Śledztwo, przyczyny i aspekty prawne
Pożar gorzowskiej katedry wywołał szeroko zakrojone śledztwo. Ekspertyza, która wpłynęła do prokuratury w Gorzowie Wielkopolskim, ustaliła, że zwarcie w instalacji elektrycznej miało charakter pierwotny, czyli zainicjowało powstanie ognia. Nie udało się jednak ustalić dokładnego czasu wybuchu pożaru, choć możliwe jest, że ogień tlił się już kilka dni wcześniej, o czym świadczyły problemy z rzutnikiem wyświetlającym teksty pieśni kościelnych. Wśród prawdopodobnych przyczyn zwarcia wymieniano przeciążenie nadajników sieci komórkowych zamontowanych na wieży lub czerwcową burzę. W związku z pożarem, obecny proboszcz katedry ks. Zbigniew K. i jego poprzednik ks. Zbigniew S. zostali oskarżeni o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach. Zarzucono im niewykonanie, jako zarządcom obiektu, obowiązków związanych z zapewnieniem w nim bezpieczeństwa pożarowego. Sąd Okręgowy w Gorzowie Wlkp., rozpatrując apelacje, uznał winę oskarżonego ks. Zbigniewa K., ale złagodził poprzedni wyrok. W pierwszej instancji gorzowski sąd rejonowy skazał go na rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na dwa lata i 14 tys. grzywny, a nadto zobowiązał go do wpłaty 10 tys. zł. Drugi z oskarżonych, poprzedni proboszcz, dobrowolnie poddał się karze i latem 2019 r. został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i 7 tys. zł.
Skutki pożaru i odbudowa
Wielogodzinny pożar spowodował zniszczenie górnej części wieży. Z zewnątrz widoczne były uszkodzenia tarczy zegara, miedzianej blachy na kopule i wieżyczce oraz ich wewnętrznych, drewnianych konstrukcji. Duże ilości wody użytej do gaszenia spowodowały zalanie empory organowej i wszystkich kondygnacji na wieży. Określenie zniszczeń, jakich dokonał żywioł, było możliwe dopiero po zakończeniu działań strażaków. Remont katedry rozpoczął się już kilka miesięcy po pożarze, w październiku 2017 roku. Objął on nie tylko odbudowę uszkodzonych elementów, ale praktycznie cały kościół. Naprawie została poddana cała wieża, kopuła, organy oraz drewniana konstrukcja podtrzymująca hełm i mur pruski. Remont samych organów miał wynieść prawie 2 mln złotych. Łącznie naprawa kosztowała 10-12 mln złotych. Zielonogórsko-gorzowska diecezja otrzymała na ten cel z budżetu państwa 3,3 mln złotych, a kolejne 2-3 mln miały pochodzić z odszkodowania od ubezpieczyciela. Milion złotych zebrano w ramach zbiórek. Chociaż wierni wrócili do świątyni 1 lutego 2021 roku, remont jeszcze nie zakończył się do dzisiaj. Wewnątrz wieży, która została oczyszczona, a drewniane elementy ścian wymienione, planuje się m.in. budowę platformy widokowej.

Pożar Archikatedry Łódzkiej (1971)
Zbliża się 50. rocznica pożaru Archikatedry Łódzkiej. Wybuchł on we wtorek, 11 maja 1971 roku, około godziny 18:20. Wówczas odprawiał msze święte nieżyjący już ks. Piotr Rycerski, który wspominał: „Nagle usłyszałem szum - Obejrzałem się i zobaczyłem, że ludzie uciekają z ławek do bocznych naw i kierują się do wyjścia.” Początkowo ksiądz sądził, że doszło do spięcia elektrycznego. Po chwili jednak kleryk, ks. Bogumił Walczak, przybiegł, by oznajmić, że katedra jest w płomieniach. Ks. Piotr Rycerski wyniósł z kościoła Najświętszy Sakrament, przenosząc go do kaplicy seminaryjnej.
Akcja gaśnicza i jej wyzwania
W stronę katedry zaczęły jechać na sygnale wozy strażackie. Ulicę Piotrkowską zamknięto, a tramwaje przestały jeździć. Jan Paczuski, młody strażak w 1971 roku, opowiadał, że akcja ratunkowa była niezwykle wymagająca. „Takiego pożaru w Łodzi nie było. Nigdy nie płonął tak wysoki budynek. Palił się dach - wspominał pan Jan. - Najważniejszym zadaniem było utrzymanie stumetrowej wieży.” Na tę akcję zjechały wszystkie łódzkie jednostki straży pożarnej - blisko trzydzieści. Aby zapewnić bezpieczeństwo w mieście, do Łodzi przyjechały jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej z okolicy. Wokół katedry zaczęły się gromadzić tłumy łodzian, ludzie płakali i byli przerażeni. Jan Paczuski wspominał, że dach katedry był pokryty blachą, a paliła się konstrukcja pod nim. Było za to bardzo dużo dymu, a nie buchały płomienie ognia. W czasie akcji ratowniczej ucierpiał jeden ze strażaków, 22-letni Mieczysław Bąk, na którego spadł kawałek rozżarzonego muru. Na szczęście nie odniósł poważnych obrażeń.

Skutki i odbudowa
Kiedy wybuchł pożar, w mieście nie było ks. biskupa Józefa Rozwadowskiego, ówczesnego ordynariusza łódzkiego, który przebywał we Wrocławiu. Na wieść o tym co się stało, ruszył do Łodzi. Proboszczem katedry był wtedy ks. biskup Jan Fondaliński. Udało się uratować 100-metrową wieżę katedry, ale straty, jakie przyniósł pożar, były ogromne. W liście do wiernych, odczytanym w łódzkich kościołach, ks. biskup Józef Rozwadowski napisał: „Na skutek pożaru, który wybuchł we wtorek 11 maja, katedra nasza uległa potężnemu zniszczeniu. Całkowicie spalił się dach katedry; sklepienie utrzymało się, ale jest również uszkodzone; tynki wewnątrz katedry odpadły na dużych powierzchniach stropu”. Ks. Rycerski, który po północy wszedł na chór katedry w towarzystwie strażaka, z przerażeniem odkrył, że piszczałki i klawisze organów były zalane błotem i nie nadawały się do użycia. Temperatura była tak wielka, że nie pozostał nawet ślad po sygnaturce. Po pożarze niedzielne msze święte odbywały się przy ołtarzu ustawionym na boisku seminaryjnym. W całej Łodzi zaczęto zastanawiać się nad przyczynami pożaru. Nie brakowało spiskowych teorii twierdzących, że katedra została podpalona. Jan Paczuski uważał, że powodem pożaru było zaprószenie ognia - być może któryś z robotników pracujących na dachu rzucił niedopałek, iskra poleciała podczas spawania, lub ktoś nie wyłączył grzałki. Katedrę udało się wyremontować. Część pieniędzy otrzymano z ubezpieczenia, a zbiórki na jej remont przeprowadzano we wszystkich kościołach diecezji łódzkiej.
Pożar Katedry Poznańskiej (1945)
Poznańska Bazylika Archikatedralna, czyli Katedra Poznańska, zaczyna swoją historię już w 968 r., kiedy to w tym miejscu wybudowano pierwszy kościół katedralny pw. św. Piotra. Jest to świątynia ściśle związana z historią miasta, polskiej państwowości i chrześcijaństwa w Polsce. Przez wieki bazylika była wielokrotnie przebudowywana i doświadczała zniszczeń, w tym także pożarów. Niezwykle znaczącym był pożar, do którego doszło 15 lutego 1945 roku, podczas bitwy o Poznań. Katedry nie oszczędzono podczas ostrzału artyleryjskiego, a pożar, który wówczas wybuchł, prawdopodobnie zaczął się w momencie, gdy Armia Czerwona użyła granatów zapalających.
Zniszczenia wojenne i zaskakujące odkrycia
Z kronik i danych Archidiecezji Poznańskiej wynika, że ogień zniszczył wówczas 65 proc. świątyni. Ocalało niewiele - jedynie wieniec kaplic, które częściowo zostały uszkodzone. Choć początkowo uznano to za ogromną stratę kulturową, historyczną i materialną, to szybko okazało się, że pożar miał też pozytywny skutek. Zniszczenia odkryły pozostałości po gotyckim stylu Poznańskiej Katedry. Po zakończeniu II wojny światowej, gdy możliwe było przystąpienie do odbudowy, odkryto kolejne ukryte elementy. Właśnie wtedy podjęto decyzję o regotyzacji poznańskiej świątyni. Na podstawie odkrytych elementów, zapisów historycznych oraz znanych w architekturze rozwiązań z czasów gotyku, katedrę odbudowano w stylu gotyckim. To właśnie wtedy zyskała swój obecny wygląd i styl. Powojenna odbudowa po pożarze pozwoliła także na odkrycie oryginalnej gotyckiej rozety na ścianie szczytowej. Obecnie wraz z oknem jest wypełniona witrażem autorstwa prof. Taranczewskiego. Tuż pod nią znajduje się gotycki portal z charakterystycznymi detalami i brązową bramą. Po bokach Katedry wstawiono gotyckie okna o głębokim rozglifieniu. W trzonie głównym zastosowano cechy gotyckie budowli z I połowy XIX w., w tym frontową ścianę z nowym szczytem oraz dwie wieże z masywnymi skarpami, zakończone odtworzonymi późnobarokowymi zwieńczeniami i hełmami z roku 1729, pokrytymi blachą miedzianą. W wieży południowej, między skarpami zachowano fragment muru romańskiego, na którego fundamentach budowana była późniejsza katedra gotycka.
