Pożar kamienicy w Poznaniu przy ulicy Kraszewskiego: Tragiczny bilans i śledztwo

Pod koniec sierpnia ubiegłego roku w Poznaniu, w trakcie akcji gaśniczej w palącej się kamienicy przy ulicy Kraszewskiego 12, doszło do tragedii. Dwaj młodzi strażacy zginęli w jej piwnicach, kilkanaście osób zostało rannych, a wiele rodzin straciło dach nad głową. Śledztwo w sprawie przyczyn pożaru jest w toku, a jego wstępne ustalenia wskazują na działalność punktu napraw baterii.

Thematic photo of a burned tenement house, firefighters at work, emergency services

Tragiczne konsekwencje i przebieg akcji ratunkowej

Do pożaru w kamienicy przy ulicy Kraszewskiego 12 w Poznaniu doszło w nocy z 24 na 25 sierpnia ubiegłego roku, chwilę przed północą. Pierwsze zastępy Państwowej Straży Pożarnej (PSP) przybyły na miejsce po kilku minutach. Początkowo informacje, przekazywane przez służby, nie wskazywały na to, że konsekwencje pożaru będą aż tak tragiczne.

W trakcie prowadzonych działań ratowniczych nastąpił wybuch. Jak relacjonował zastępca Komendanta Głównego PSP nadbryg. Józef Galica, był to "nieoczekiwany wybuch", w wyniku którego obrażenia odniosło jedenastu strażaków oraz trzy osoby cywilne, w tym dwie przechodzące obok kamienicy i jedna z budynku mieszkalnego. Z budynku objętego pożarem ewakuowano około 20 osób, które głównie ewakuowały się przed przybyciem zastępów straży pożarnej na miejsce zdarzenia. Miasto zapewniło ewakuowanym transport i zakwaterowanie w hotelu przy ulicy Łozowej.

Działania strażaków polegały na ugaszeniu pożaru, który objął swoim zasięgiem cały budynek, w tym dach. Na miejscu działało około 100 strażaków i 30 specjalistycznych samochodów ratowniczych, w tym grupy specjalistyczne z Poznania i Łodzi. Obecny na miejscu zdarzenia rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP st. bryg. Karol Kierzkowski informował wówczas, że ratownicy ręcznie odgruzowują konstrukcję budynku, by dotrzeć do piwnicy, gdzie prawdopodobnie znajdowali się poszukiwani strażacy.

Uwięzieni strażacy i heroicznosć działań

W momencie przyjazdu służb praktycznie cały budynek był w ogniu, wszystkie kondygnacje i dach. Strażacy uwięzieni w piwnicy mieli kontakt z ratownikami na początku akcji, jednak później został on utracony. Siła eksplozji oraz pożar spowodowały zawalenie się wszystkich trzech drewnianych kondygnacji, co utrudniało dotarcie do poszukiwanych.

Około południa do mediów i zebranych wokół mieszkańców dotarły tragiczne informacje. Premier Donald Tusk poinformował na portalu X, że obaj poszukiwani strażacy nie żyją. Wiceminister Wiesław Leśniakiewicz z MSWiA podkreślił, że siła wybuchu była tak duża, że "zrywało hełmy z głów" strażakom. Bezpośrednią przyczyną śmierci dwóch strażaków były "rozległe obrażenia termiczne powstałe w wyniku pożaru".

Infographics showing the timeline of the fire and rescue operation

Ofiary tragedii: Pamięć o strażakach i los poszkodowanych

W wyniku tragedii zginęli dwaj strażacy: śp. ogn. Patryk Michalski oraz śp. ogn. Łukasz Włodarczyk, pośmiertnie awansowani do stopnia starszego ogniomistrza. Informacja o ich śmierci poruszyła mieszkańców miasta, przedstawicieli rządu i służb mundurowych. W niedzielę, 25 sierpnia o godzinie 18. we wszystkich jednostkach Państwowej Straży Pożarnej zawyły syreny w związku ze śmiercią strażaków.

St. ogn. Łukasz Włodarczyk

  • Urodzony 11 lutego 1991 roku w Wolsztynie (woj. wielkopolskie).
  • Pochodził z rodziny z tradycjami strażackimi - jego ojciec jest emerytowanym funkcjonariuszem PSP.
  • Był mężem i ojcem dwójki dzieci.
  • Od 2013 roku związany z ochroną przeciwpożarową, pełnił służbę w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 Komendy Miejskiej PSP w Poznaniu na stanowisku operatora sprzętu.

St. ogn. Patryk Michalski

  • Urodzony 2 lutego 1990 roku w Lipnie (woj. kujawsko-pomorskie).
  • Służbę w ochronie przeciwpożarowej rozpoczął 1 lutego 2012 roku, a od 1 stycznia 2017 roku został przeniesiony do Komendy Miejskiej PSP w Poznaniu.
  • Był dobrze zapowiadającym się lekkoatletą, mistrzem Polski juniorów w rzucie oszczepem w 2009 roku, reprezentował kraj na mistrzostwach Europy. Jego karierę sportową przerwała kontuzja.
  • Pasjonował się motocyklami i był cenionym nurkiem oraz pewnym w swoim działaniu strażakiem.

W kolejnych dniach odbyły się pogrzeby tragicznie zmarłych strażaków. Wojewoda wielkopolska i prezydent Poznania zaapelowali o oddanie im hołdu, a na budynkach zawisły flagi z kirem żałobnym. Pamiątkowe tablice upamiętniające strażaków zostały zainstalowane na hydrancie przy placu, gdzie mieściła się kamienica, oraz w jednostkach, w których służyli. Zastępca komendanta wielkopolskiej PSP st. bryg. Sławomir Brandt podkreślił, że śmierć kolegów uświadomiła społeczeństwu i wielu strażakom, jak niebezpieczną i nieprzewidywalną pracę wykonują.

Los Pana Artura

Jedną z cywilnych ofiar pożaru był pan Artur, mieszkaniec kamienicy, który wynajmował tam mieszkanie od 10 lat i opiekował się dwoma psami. Gdy dowiedział się o pożarze, natychmiast wrócił do domu, by ratować swoje pupile, niestety nie udało się ich ocalić. Mężczyzna doznał poparzeń około 60-70 procent powierzchni ciała. Lekarze z Poznania zdecydowali o natychmiastowym przetransportowaniu drogą powietrzną na specjalistyczny oddział leczenia oparzeń w Nowej Soli. Jego stan jest krytyczny, a rodzina apeluje o wsparcie i modlitwę. W internecie ruszyła zbiórka na rzecz poszkodowanych i zmarłych strażaków.

Przyczyna pożaru: Punkt napraw baterii i akumulatorów

Wstępne ustalenia śledczych i medialne doniesienia wskazują, że przyczyną pożaru mogły być materiały składowane w piwnicy kamienicy. Działał tam punkt napraw baterii i akumulatorów firmy Lupo. Według prokuratury, źródło ognia znajdowało się w piwnicy, gdzie składowano akumulatory litowo-jonowe, łącznie około 3,5 tony.

Działalność firmy Lupo i jej wpływ na bezpieczeństwo

Punkt napraw baterii działał przy ulicy Kraszewskiego od kilku lat, mając widoczny szyld. Pracownicy firmy Lupo, która zajmowała się serwisem akumulatorów, w rozmowie z mediami ujawnili, że w przeszłości dochodziło u nich do małych pożarów, które wówczas udawało się ugasić chałupniczymi metodami, na przykład poprzez wrzucenie baterii do piasku. Zdarzały się one nawet dwa, trzy razy w tygodniu. Były pracownik serwisu, do którego dotarł "Głos Wielkopolski", zdradził, że zużyte baterie i akumulatory składowano w piwnicy budynku, a małe pożary tłumaczono presją czasu narzuconą przez szefa, niesprawnością baterii i czasami błędem ludzkim.

W rozmowie z TVN24 pracownik relacjonował: "Jak się połączył plus z plusem, to te blaszki się nagrzewały i ogień się pojawiał. Gasili to w ten sposób, że wrzucali to do piasku. Przy tej presji czasu, którą szef narzucał, łatwo było się pomylić". Dodał również, że "jeśli któreś ogniwo się źle ze sobą sparowało, to były zwarcia. Najpierw iskrzyło się, potem pojawiał się płomień i z racji tego, że tam był drewniany stół, to nietrudno, żeby ogień się rozprzestrzenił".

Właściciele firmy Lupo w swoich oświadczeniach dla mediów twierdzili, że ich działalność była w pełni legalna i prowadzona zgodnie z prawem oraz normami bezpieczeństwa. Jednak prokuratura potwierdziła, że zeznania świadków pokrywają się z tym, co pracownicy anonimowo mówili w mediach o kulisach działania punktu napraw baterii.

Straż pożarna z Poznania, która wcześniej korzystała z usług serwisowych firmy Lupo, potwierdziła, że znała jej działalność, ale nie przeprowadzała kontroli w kamienicy i nie nadzorowała jej. Wicekomendant wielkopolskich strażaków Tomasz Wiśniewski stwierdził, że przepisy dotyczące przechowywania akumulatorów są nieprecyzyjne i nie nadążają za rozwojem technologii, co może wyjaśniać brak szczególnego nadzoru. Anonimowy strażak z Poznania podkreślił, że "właścicielowi zabrakło elementarnego zdrowego rozsądku" i wyraził opinię, że w Polsce pojawiło się mnóstwo nowego sprzętu, w tym hulajnogi i samochody elektryczne, a przepisy za tym wszystkim nie nadążają, co może prowadzić do problemów z dynamiką rozwoju i opanowaniem ognia.

Historic staircase in a tenement house in Poznań

Śledztwo prokuratury i oczekiwania na ekspertyzy

Po tym, jak na początku września rozpoczęła się rozbiórka spalonego budynku, do jego piwnic mógł w końcu wejść prokurator wraz z biegłym oraz innymi ekspertami. Ich prace na miejscu zostały zakończone. W piwnicy znaleziono mnóstwo ogniw baterii, z których niektóre są w dobrym stanie, ponieważ nie wszystkie uległy spaleniu. Materiały te zostaną poddane specjalistycznym badaniom, by wykazać, jak zachowywały się w trakcie pożaru, w tym czy wydzieliły tyle gazów, że ich eksplozja doprowadziła do śmierci dwóch strażaków.

Prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej, poinformował, że "musimy uzbroić się w cierpliwość" i że prokuratura czeka na opinię biegłych, w której zostanie wskazana przyczyna pożaru. Dopiero potem możliwe będą kolejne czynności. Niewykluczone jest sprawdzenie, czy baterie zawierały łatwopalne wodorki i inne substancje, których nagromadzenie mogło doprowadzić do wielkiej eksplozji. Jeśli tak, będzie można mówić o klasycznym wybuchu. Jeśli nie, a baterie spalały się powoli w zamkniętym pomieszczeniu, przyczyną tragedii mógł być tzw. ognisty podmuch, czyli zjawisko polegające na nagłym dostarczeniu powietrza do pomieszczenia z "kiszącym się" ogniem, na przykład poprzez otwarcie drzwi przez strażaków.

Śledztwo prokuratury, prowadzone "w sprawie" (co oznacza, że nikomu nie postawiono zarzutów), zostało przedłużone do końca bieżącego roku. Zgromadzono obszerny materiał dowodowy, w tym dokumentację budowlaną, przesłuchano świadków (w tym strażaków), przeprowadzono oględziny odzieży ochronnej strażaków oraz miejsca pożaru przy użyciu laserów 3D i dronów.

Prokuratura nadal czeka na ostateczną opinię z zakresu pożarnictwa oraz opinię ekspertów z Politechniki Poznańskiej, która dotyczy stworzenia modelu przebiegu zdarzenia dla różnych jego wariantów. Termin na jej wykonanie przedłużono na wniosek biegłych do 31 października. Akademia Pożarnicza w Warszawie ma opracować opinię w zakresie prawidłowości działań ratowniczych na miejscu zdarzenia, z terminem wydłużonym do 31 sierpnia. Kompleksowa opinia dotycząca pożaru ma być gotowa w połowie 2025 roku.

Pamięć i następstwa

Budynek przy ulicy Kraszewskiego, w którym doszło do pożaru, został rozebrany. 30 sierpnia zdemontowano okoliczną sieć tramwajową, aby umożliwić przejazd maszyn, które miały być wykorzystane w rozbiórce. W maju, na hydrancie, przy placu gdzie mieściła się kamienica, zainstalowana została tablica upamiętniająca tragicznie zmarłych strażaków. Pamiątkowe tablice zawisły też w jednostkach, w których służyli.

tags: #pozar #w #kamienicy #w #poznaniu