Rola Ochotniczych Straży Pożarnych i remiz w życiu społeczności wiejskich

Remiza strażacka to coś więcej niż zwykły budynek służący do magazynowania sprzętu przeciwpożarowego, takiego jak samochody pożarnicze, pompy czy inny sprzęt gaśniczy. Dla polskiej wsi remiza jest miejscem kultowym, tętniącym życiem na co dzień i otoczonym szczególną troską przez jej mieszkańców. Jest to miejsce, w sprawy którego zaangażowana jest cała społeczność wiejska. Tu nie tylko czuwa się w gotowości do ruszenia na pomoc płonącym domom, stodołom czy lasom, ale także gotuje, przyrządza wypieki, wyrabia kiełbasę, organizuje zebrania, zawody sportowe, wiejskie zabawy, chrzciny, wesela czy stypy.

Tematyczne zdjęcie remizy strażackiej w polskiej wsi z widocznym życiem społecznym wokół niej

Uroczystość otwarcia nowej remizy w Banicy

W sobotę 12 lipca 2025 roku w Banicy (gmina Uście Gorlickie) odbyła się uroczystość, która zapisze się złotymi zgłoskami w historii tej miejscowości. Tego dnia druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Banicy odebrali symboliczne klucze do nowej, nowoczesnej remizy, która od tej pory będzie ich miejscem pracy, spotkań i szkolenia. Świętowanie rozpoczęła msza święta odprawiona w kościele pw. Św. Kosmy i Damiana w Banicy.

Ceremonia i wyróżnienia

Po nabożeństwie uczestnicy przemaszerowali przed nowopowstały budynek remizy, gdzie odbył się uroczysty apel. Zebranych gości powitała Wójt Gminy Uście Gorlickie Ewa Garbowska-Góra, która następnie przekazała symboliczne klucze do remizy na ręce Prezesa OSP Banica dh Krzysztofa Nowaka. Podczas wydarzenia wyróżniono druhów szczególnie zasłużonych dla ochrony przeciwpożarowej:

  • Złotym Medalem Za Zasługi Dla Pożarnictwa uhonorowani zostali dh Czesław Nowak i dh Mirosław Siuta.
  • Srebrnym Medalem - dh Jan Drab, dh Dariusz Chrobak, dh Krzysztof Nowak i dh Wacław Nowak.
  • Brązowym Medalem - m.in. Wójt Ewa Garbowska-Góra, dh Dominik Bodziarczyk, dh Eugeniusz Drab oraz wielu innych strażaków i przyjaciół jednostki.

W swoich wystąpieniach zaproszeni goście podkreślali ogromne znaczenie tej inwestycji, a także doceniali codzienny trud i gotowość druhów do niesienia pomocy. Był to wyjątkowy dzień dla Banicy i całej gminy Uście Gorlickie - dzień, w którym marzenia druhów o nowej remizie stały się rzeczywistością.

Zdjęcie przedstawiające uroczystość przekazania kluczy do remizy w Banicy

Ochotnicza Straż Pożarna w Szerenosach: Historia, codzienna służba i wsparcie społeczności

Szerenosy to niewielka wieś w gminie Juchnowiec Kościelny, licząca trzydzieści cztery zabudowania rozrzucone wzdłuż skrzyżowanych ulic. Miejscowi z dumą mówią, że Szerenosy to dawna wieś szlachecka herbu Ślepowron. Najbardziej okazałym budynkiem we wsi jest remiza strażacka, którą mieszkańcy wybudowali w czynie społecznym w 1975 roku. W tych trzydziestu czterech zabudowaniach mieszka ponad trzydziestu członków Ochotniczych Straży Pożarnych.

Pożar domu sołtysa i mobilizacja pomocy

W Walentynki, czyli Dzień Zakochanych, dorobek życia sołtysa z Szerenos, Jerzego Bieleckiego, spłonął w ciągu kilkudziesięciu minut. Ledwo udało mu się uratować z ognia żonę i pięcioro dzieci. Rodzina nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia; siedziała w domu i oglądała telewizję, gdy rolnik przechodzący ulicą zauważył pożar. Chwilę później zawyła syrena, a pięć minut później „żuk” miejscowego OSP już gasił pożar. Bieleccy wybiegli z domu tak, jak stali, zabierając tylko dzieci i dokumenty. Ich najmłodsze dziecko ma 5 lat, najstarsze - 16. Koledzy sołtysa z Ochotniczych Straży Pożarnych zamierzają odbudować mu dom w ciągu kilku miesięcy, zbierając pieniądze, drewno i inne materiały budowlane.

Komendant OSP w Szerenosach, Antoni Czeczkowski, wraz z pozostałymi ochotnikami gasił pożar do godziny dwudziestej trzeciej. Do szóstej rano następnego dnia pilnowali pogorzeliska, a potem rozpoczęli dogaszanie. Syn sołtysa, będący członkiem młodzieżowej drużyny OSP, wraz z kolegami i dorosłymi uczestniczył w akcji ratowniczej. Stanisław Hermanowski, prezes OSP w Szerenosach, który w przeszłości przez wiele lat był komendantem, z dumą wspominał zaangażowanie dziesięcio- i dwunastolatków: „Do ognia ich nie dopuszczano, ale podawali bosaki, zwijali i rozwijali węże, na koniec pomogli wyczyścić sprzęt i przygotować go do kolejnej akcji.” Uratowano stodołę i stary domek matki Bieleckich, z którego rodzina sołtysa wyprowadziła się kilka lat temu, jednak wszystkie meble, sprzęty i ubrania znajdujące się w domu spłonęły. Strażacy pomogli Bieleckim uprzątnąć posesję, rozebrali spalony szkielet dachu i wywieźli większość zgliszcz.

Zdjęcie przedstawiające zgliszcza po pożarze i pracujących strażaków ochotników

Społeczny Komitet Pomocy i wsparcie lokalnych władz

Ledwo ugasili pogorzelisko, strażacy ochotnicy zwołali we wsi zebranie, na które ściągnęli wójta gminy Juchnowiec Kościelny, Jana Gratkowskiego, będącego również czynnym strażakiem ochotnikiem, prezesem zarządu gminnego Związku OSP RP oraz członkiem zarządu wojewódzkiego OSP. Jeszcze przed zebraniem mieszkańcy wsi zaczęli przynosić sołtysowi ubrania dla dzieci, jedzenie oraz pieniądze. Strażacy wydobyli z piwnicy spalonego domu zgromadzone zapasy ziemniaków, warzyw i marynat, przewożąc je do piwnic sąsiadów, by nie zmarnowały się na mrozie.

Podczas zebrania powołano Społeczny Komitet Pomocy Rodzinie Bieleckich. Wójt wydał zezwolenie na publiczną zbiórkę pieniędzy, a komendanci OSP z okolicznych wsi zbierali środki, wpłacając je na konto komitetu. Uzbierano już kilka tysięcy złotych.

Antoni Czeczkowski relacjonuje: „Poza tym każdy strażak z Szerenos obiecał dać sosnę ze swego lasu na budowę. Wójt Gratkowski załatwił obróbkę drewna. Ci, którzy mają samochody, obiecali, że nieodpłatnie przewiozą materiały budowlane i żwir. Wójt obiecał pomoc w znalezieniu tańszych materiałów oraz opracowaniu planów odbudowy budynku. Fundamenty i część murowanych ścian zostały, trzeba zbadać, czy nadają się do odbudowy.” Następnego dnia po pożarze Adam Łupiński, dyrektor szkoły w Turośni Kościelnej, do której uczęszczają dzieci Bieleckich, przywiózł im komplety książek. Strażacy zwrócili się też z prośbą do firmy ubezpieczeniowej, w której sołtys wykupił polisę, o jak najszybszą wypłatę odszkodowania. Jerzy Bielecki z wdzięcznością mówi: „Nie wiem, co bym zrobił, gdyby nie koledzy strażacy. Może jak dobrzy ludzie pomogą, uda się dom odbudować. Póki co mieszkamy w ośmioro w starej chałupce…”

Działalność i wyposażenie OSP Szerenosy

Edmund Mierzwiński, sekretarz OSP w Szerenosach, z dumą prezentuje trzy opasłe tomy kronik strażackich. Znajduje się w nich lista druhów OSP, którzy w latach pięćdziesiątych zobowiązali się - w razie potrzeby - dostarczyć konie do zaprzęgu do akcji gaśniczej. Na początku działalności OSP w Szerenosach nie miała samochodu, a jej jedyny sprzęt stanowiła... sikawka ręczna. W 1957 roku strażacy otrzymali motopompę, a sikawkę ręczną przekazali innej jednostce. Dopiero w 1980 roku, za aktywność i osiągnięcia w zawodach, otrzymali wóz marki "Żuk", który służy im do dziś.

Zdjęcie historycznego wozu strażackiego

Z kronik można się dowiedzieć, kiedy zasłużeni strażacy zawierali związki małżeńskie i kiedy umierali, jakie medale zdobyli i jakie uroczystości uświetnili swoją obecnością. Kroniki dokumentują liczne wydarzenia: od trzymania straży przy grobie Chrystusa w kościele przed Wielkanocą, święcenia przydrożnych kapliczek, pielgrzymki strażaków na Jasną Górę i do Krypna, po uroczystości gminne "swoje" i gmin sąsiednich, zawody i ćwiczenia, pokazy strażackie, konkursy kronik. Niedawno jednostka zdobyła puchar podczas ogólnopolskiego przeglądu kronik.

Liczne zdjęcia dokumentują wyświęcenie sztandaru OSP w Szerenosach z 1997 roku. Oglądanie kasety video, która wówczas została nagrana, do dziś stanowi jedną z ulubionych rozrywek we wsi. Na nagraniu widać strażaka wiozącego sztandar na koniu przystrojonym w białą szatę, przyozdobioną z przodu mosiężnym orzełkiem w koronie. Towarzyszą mu dwaj inni strażacy na podobnie udekorowanych koniach. „Sekretarz zrobił nam taką niespodziankę, trzymał te konie w tajemnicy do końca” - wspominają komendant i prezes OSP w Szerenosach. „A z innej okazji ufundował figurę św. Floriana.” Edmund Mierzwiński dodaje: „Teraz nie ma czasu na uzupełnianie kronik. Trzeba odbudować dom sołtysowi, druhowi OSP.”

Tradycje rodzinne i pokoleniowe zaangażowanie

Jerzy Bielecki sam od wielu lat jest strażakiem ochotniczych straży pożarnych w Szerenosach. Antoni Czeczkowski jest komendantem OSP w Szerenosach już drugą kadencję. Ze strażą jest związany od najmłodszych lat; jego ojciec był jednym z założycieli miejscowego OSP i wieloletnim komendantem. Nazwisko Czeczkowski wielokrotnie powtarza się w strażackiej kronice - druhami ochotnikami byli także jego wujowie, stryjowie i dalsi krewni. Antoni był w drużynie młodzieżowej OSP, potem poszedł do straży zawodowej odsłużyć wojsko. Mówi: „Podobało mi się, ale nie wszyscy junacy mogli zostać w straży państwowej. Gospodarka czekała, więc wróciłem. Gdybym wiedział, że rolników czekają takie ciężkie czasy, to zrobiłbym wszystko, żeby zostać w PSP. Bo gaszenie pożarów to mój żywioł.”

Strażacy ochotnicy z Szerenos regularnie uczestniczą w szkoleniach organizowanych przez Komendę Miejską Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku. Niektórzy mają uprawnienia do obsługi motopompy, inni do prowadzenia wozu strażackiego. Każdego roku gaszą lokalne pożary traw przylegających do torów kolejowych przebiegających w pobliżu wsi. Wspomagają działania sąsiednich ochotniczych straży pożarnych z Juchnowca Kościelnego i Turośni Kościelnej, które mają po kilka wozów bojowych i są członkami Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

Strażacy mówią, że drogę do remizy znają na pamięć, trafią tam nawet z zawiązanymi oczami. Syrenę włącza ten, kto pierwszy dobiegnie do budynku. Nie są zawodowymi strażakami, nie pełnią dyżurów w remizie. Prowadzą gospodarstwa rolne - sieją zboże, hodują krowy. W obejściach pracy jest dużo, rzadko więc wycie syren rozlega się w momencie, kiedy nie są zajęci. Jeśli już - to zdarza się to nocą, kiedy syrena wyrywa ich ze snu. Najczęściej bywa tak, że rzucają widły, wiadra lub łopaty i biegną co sił do remizy.

„Nie da się ukryć, adrenalina wówczas skacze” - mówią. „Czasami człowiek narzeka, że z powodu pożaru się nie wyspał, ale tak naprawdę, to bardzo lubimy to swoje hobby. Może to słowo głupio brzmi, ale czym innym jest członkostwo w OSP, jak nie hobby? Przecież nie otrzymujemy za gaszenie pożarów żadnych pieniędzy, a wręcz odwrotnie - czasami dopłacamy do tego zajęcia.” Kupują ubrania, za swoje pieniądze organizują część imprez. Nie żałują środków, bo świadomość tego, że potrafią zapanować nad żywiołem, jakim jest ogień, satysfakcja z ugaszenia pożaru, rekompensuje poniesione wydatki i poświęcony czas.

Życie towarzyskie i rola remizy

Strażacy spotykają się w remizie nie tylko wtedy, kiedy wybuchnie pożar. Co roku organizują tam Wigilię, ostatki, bale karnawałowe. W remizie odbywają się dyskoteki dla młodzieży, zabawy dla dorosłych, wesela, stypy, czasami - msze święte. W remizie skupia się życie towarzyskie mieszkańców Szerenos. Czują się tu u siebie, na miejscu. Żaden z rolników nie czuje się wyalienowany ze społeczności wiejskiej, gdyż niemal wszyscy są strażakami.

ŻYCIE NA KRAWĘDZI - FILM POKAZUJĄCY PRACĘ STRAŻAKÓW | PROMO OSP | 2022

Kobiety w Ochotniczych Strażach Pożarnych: Perspektywa OSP Świderki

Ochotnicza Straż Pożarna to nie tylko męska domena, o czym świadczy historia Magdaleny Żentały z OSP Świderki, która stała się członkinią Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej.

Początki zaangażowania i rola rodziny

Magdalenę Żentałę do wstąpienia w szeregi OSP pociągnęła jej mama, która sama zapisała się do kobiecej drużyny pożarniczej powstałej w Świderkach. Już jako dziecko Magdalena wraz z rodzeństwem zaczęła chodzić z mamą na zbiórki do remizy. „Rzeczywiście spodobało nam się tam, bo cały czas coś się działo. W garażu stał wóz strażacki, do którego mieliśmy dostęp, uczyliśmy się rozwijać i zwijać węże strażackie, a potem gasić pozorowane pożary, organizowano nam przeróżne wycieczki, braliśmy udział w uroczystościach lokalnych, organizowaliśmy festyny, wydarzenia lokalne, stworzyliśmy kabaret strażacki, zespół muzyczny, taneczny, piłkarski - i to wszystko w ramach MDP.” - wspomina Żentała. Jako młody strażacki narybek lubili spędzać czas ze starszymi strażakami i strażaczkami, których nazywali ciociami i wujkami, traktując straż jako swoją drugą rodzinę.

Dopiero później, już jako osoba dorosła, Magdalena podjęła samodzielną decyzję o wejściu w struktury OSP. Powierzono jej funkcję opiekuna Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Świderkach, a po przejściu szkolenia podstawowego OSP aktywnie uczestniczy w działaniach ratowniczo-gaśniczych. Jednostka OSP Świderki w zeszłym roku wyjeżdżała na akcje 54 razy, co daje średnio raz w tygodniu.

Udział kobiet w działaniach ratowniczo-gaśniczych

W OSP Świderki, mimo iż podstawowy trzon stanowią mężczyźni, w 2006 roku do tego męskiego świata wkroczyły kobiety. Było to coś przełomowego, gdyż ich drużyna była pierwszą w powiecie i trzecią w województwie. Początkowo podejście do kobiet-strażaczek było różne: od kibicowania po pytania, „po co nam te kobiety w straży? Kobiety powinny siedzieć w domu, zajmować się domem, dziećmi i koniec.” Początkowo kobiety pomagały mężczyznom w organizacji przedsięwzięć i zajmowały się remizą. Z czasem przeszły przeszkolenie w Komendzie Powiatowej PSP i zaczęły uczestniczyć w akcjach ratowniczo-gaśniczych oraz zawodach sportowo-pożarniczych, zdobywając czołowe miejsca, często pokonując męskie drużyny.

Magdalena Żentała podkreśla, że zadania w OSP są różnorodne i wymagają uzupełniania się w zespole: „Są w naszej OSP kobiety, które uczestniczą w działaniach ratowniczo - gaśniczych, ale są też takie, które nie uczestniczą, a świetnie odnajdują się w innych działaniach i podkreślam, że każdy z nas jest bardzo ważny i potrzebny! Nasza działalność jest wszechstronna.” Mimo dramatycznych akcji, w których uczestniczy, Magdalena podkreśla, że na szczęście nie zdarzyło jej się wchodzić do płonącego budynku. Akcje ratownicze wymagają odwagi i umiejętności, a oczekiwania ludzi w potrzebie są ogromne.

Zdjęcie przedstawiające kobiety-strażaczki podczas szkolenia lub akcji

Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze (MDP) i rekrutacja

Statuty oraz wzorcowy regulamin organizacyjny MDP określają wiek członków drużyn na od 12 do 18 lat. Obecnie jednak coraz częściej powstają dziecięce drużyny pożarnicze, obniżając tę granicę wieku. W OSP Świderki stosunek ilości chłopców do dziewczynek wynosi mniej więcej pół na pół.

Co przyciąga dzieci i młodzież do wstępowania do drużyn pożarniczych? Magdalena Żentała uważa, że to przede wszystkim „mundur i związany z tym prestiż przynależenia do najbardziej zaufanego społecznie zawodu.” To formacja umundurowana, obowiązuje w niej dyscyplina i musztra. Dzieci i młodzież przyciąga również chęć pozyskiwania nowych umiejętności, szczególnie tych związanych z udzielaniem pierwszej pomocy przedmedycznej oraz innej wiedzy pożarniczej. Istotna jest także chęć przebywania z rówieśnikami poza szkołą czy sąsiedztwem.

Zdobywanie środków na mundury jest kwestią indywidualną każdej OSP. W Świderkach, gdzie jest około 50 osób, fundusze pozyskiwano od lokalnej społeczności (mieszkańców, rodziców, gminy, proboszcza), a także z różnych zbiórek, akcji społecznych i dotacji.

Część osób po pobycie w MDP kontynuuje swoją karierę w OSP, a nawet PSP. Obserwuje się prawidłowość, że osoby, które dotrwają do osiemnastki, często zostają w OSP. Jest to jednak także kwestia indywidualna młodej osoby, czy zwiąże swoją przyszłość z miejscowością pochodzenia, czy wyjedzie do większego miasta na studia lub do pracy.

Sukcesy i wpływ na życie osobiste

W 2019 roku drużyna z Świderków zdobyła pierwsze miejsce w X edycji konkursu „Najlepsi z Najlepszych” na Wzorową Młodzieżową Drużynę Pożarniczą i jej Opiekuna, co było ogromnym osiągnięciem. „Nie spodziewaliśmy się zupełnie, że działania lokalne na terenie naszej małej miejscowości, które wykraczały jedynie na tereny gminne i powiatowe, zostaną dostrzeżone też w Warszawie.” - mówi Żentała. Zwycięzca konkursu otrzymuje tytuł dla całej drużyny oraz dla opiekuna. Magdalena Żentała zdobyła taki tytuł w 2019 roku. Od czasu zwycięstwa drużyny została członkinią Komisji ds. Młodzieży i Sportu (obecnie Komisji ds. Dzieci, Młodzieży i Sportu) przy Zarządzie Głównym Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej, a także członkinią Zarządu Głównego ZOSP RP, będąc tam najmłodszą członkinią i jedną z dwóch kobiet.

„Myślę, że straż pożarna jest we mnie głęboko zakorzeniona. Dorastałam w jej strukturach i zbierałam też tam doświadczenie w różnych aspektach.” - podsumowuje Magdalena Żentała, podkreślając, jak służba wpłynęła na jej życie. W małych miejscowościach, takich jak Świderki (nieco ponad 500 osób), poza OSP często nie ma innych organizacji pozarządowych czy zajęć dodatkowych. W czasach jej dorastania młodzi ludzie, poza szkołą i domem, nie mieli gdzie pójść, co ze sobą zrobić. „Remiza strażacka w małej miejscowości to jest naprawdę centrum aktywności obywatelskiej.”

ŻYCIE NA KRAWĘDZI - FILM POKAZUJĄCY PRACĘ STRAŻAKÓW | PROMO OSP | 2022

Remiza jako centrum aktywności obywatelskiej

Organizacja OSP nie zajmuje się jedynie akcjami ratowniczo-gaśniczymi. W Świderkach strażacy są na etapie pisania książki historycznej o swojej organizacji, od początków do dnia dzisiejszego. Rozmawiają ze starszymi mieszkańcami, uczą młodych ludzi przeprowadzania wywiadów, odkrywając wiele ciekawych historii lokalnej społeczności. Opierają się także na archiwach i historycznych książkach. „Jak czasami jeżdżę do jakiegoś archiwum i mówię, że jest to inicjatywa OSP, to jest duże zdziwienie. Pytają: wy też takimi rzeczami się zajmujecie, nie jeździcie tylko do pożarów?” - mówi Żentała, podkreślając dynamiczność ich jednostki. Młodzieży nie trzeba specjalnie zachęcać; kiedy są zbiórki, zawsze przychodzą. Potrzeba jedynie ludzi, którzy zorganizują pierwsze spotkanie, a potem już to „się kręci.”

Rodzina strażaka i wyzwania współczesności

Ochotnicza Straż Pożarna nie jest instytucją, którą można zamknąć z dnia na dzień. Remiza to Dom Strażaka i jego Rodziny. Dzień 4 marca był dniem refleksji, rozmów i szukania zrozumienia dla „ratownictwa z pasją” u „drugich połówek”, które niejednokrotnie w pędzie dnia codziennego są tłem dla wydarzeń związanych z życiem stowarzyszenia. Bez ich wsparcia i aprobaty zaangażowanie w działalność jednostki byłoby niemożliwe. Tradycja pożarnictwa powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie, a prawie 150-letnia historia stowarzyszeń obrazuje zmiany społeczne. Dziś OSP staje przed nowymi wyzwaniami związanymi ze współczesnym światopoglądem, realiami życia w wszechobecnym konsumpcjonizmie, gdzie „mieć” jest ważniejsze od „być”. W świecie, gdzie ratownictwo ochotnicze musi rywalizować z oczekiwaniami pracodawcy. U każdego strażaka rośnie także świadomość związana z bezpieczeństwem i odpowiedzialnością w działaniach w stosunku do poszkodowanego, swojej rodziny i samego siebie. Za nieocenione wsparcie, każdej rodzinie strażaka, należą się podziękowania.

Wsparcie rodziny w służbie OSP

Rodziny strażaków odgrywają kluczową rolę w umożliwianiu ich służby. Bez wsparcia i aprobaty ze strony najbliższych, zaangażowanie w działalność Ochotniczej Straży Pożarnej byłoby niemożliwe. Prawie 150-letnia historia stowarzyszeń OSP ukazuje, jak na przestrzeni lat zmieniały się społeczne realia. Współcześnie, w dobie konsumpcjonizmu, gdzie priorytetem często jest posiadanie, a nie bycie, ochotnicze ratownictwo musi mierzyć się z nowymi wyzwaniami, w tym z oczekiwaniami pracodawców. Każdy strażak ma również rosnącą świadomość bezpieczeństwa i odpowiedzialności w działaniach - zarówno wobec poszkodowanych, jak i własnej rodziny oraz siebie samego. Wsparcie bliskich jest w tym kontekście nieocenione.

Projekt "Karta Rodziny Mundurowej"

Karta Rodziny Mundurowej była jednym z kluczowych elementów Porozumienia zawartego 6 marca 2025 roku między Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji a stroną społeczną. Ostatecznie projekt ustawy o Karcie Rodziny Mundurowej trafił do Sejmu jako projekt poselski w październiku 2025 roku, a w styczniu został skierowany do pierwszego czytania, które odbyło się w lutym. Projekt wywołał dużą polityczną burzę, ponieważ Kartą nie zostali objęci funkcjonariusze części służb mundurowych i strażacy OSP. Od lutego projekt leży w sejmowej „mroźni”, i nic się z nim nie dzieje.

Infografika przedstawiająca koncept

tags: #remiza #strazacka #w #lujzinie