Strażacy Podpalacze: Ciemna Strona Służby Ochotniczej Straży Pożarnej

Powołaniem strażaków jest ratowanie ludzkiego życia i walka z zabójczym ogniem. To powszechnie szanowana i podziwiana służba mundurowa. Niestety, dobre imię strażaków, szczególnie tych z Ochotniczych Straży Pożarnych (OSP), jest od lat szargane przez incydenty, które są sprawką ich własnych kolegów po fachu. Podpalenia, choć stanowią margines marginesu, co jakiś czas się zdarzają i są chętnie nagłaśniane przez media, wywołując szok i niedowierzanie.

W każdej grupie zawodowej i społecznej znajdą się "czarne owce", które plamią honor całej formacji. Niestety, tak też rodzą się stereotypy. Część strażaków, zamiast gasić pożary, wznieca je, by potem samemu brać udział w akcjach, nierzadko czerpiąc z tego finansowe korzyści. Dlaczego ułamek strażaków-ochotników decyduje się na tak niebezpieczne i sprzeczne z etosem zachowania? Motywy są różne: od chęci zarobku, przez potrzebę adrenaliny, po zaburzenia psychiczne.

ilustracja przedstawiająca strażaka w hełmie patrzącego na płonący obiekt

Przypadki Podpaleń dla Zysku

Sprawa z Białej Podlaskiej: Podpalacz na zlecenie

Wzbudzający przerażenie incydent miał miejsce pod Białej Podlaskiej w województwie lubelskim, gdzie strażacy ochotnicy wynajmowali podpalacza, aby wzniecał pożary. Wszystko to działo się dla pieniędzy. Zazwyczaj ochotnicy sami podpalali stodoły, pola i stogi siana, by potem je gasić i zarabiać. Jednak ochotnicy spod Białej Podlaskiej wpadli na inny pomysł: by nie "brudzić sobie rąk", wynajęli osobę do podpaleń.

Co kilka dni w mieście i okolicach zaczęły wybuchać pożary - płonęła opuszczona stodoła lub stóg słomy. Śledczy nie mieli wątpliwości, że były to dzieła podpalacza. Sytuacja była poważna, gdyż z pewnością doszłoby do tragedii. Krzysztof Semeniuk, oficer prasowy policji w Białej Podlaskiej, wyjaśnił: „Choć podpalacz nie zostawił zbyt wielu śladów, udało się nam go namierzyć”.

Zatrzymano 18-letniego Macieja K., który wyznał śledczym, że wynajął go strażak. „Za każde podpalenie mężczyzna dostawał 10 zł i kanister benzyny. Podejrzanym o dawanie zleceń jest strażak-ochotnik Rafał S. (17 l.)” - dodał Semeniuk. Śledczy potwierdzili, że to właśnie Rafał S. i jego koledzy wkraczali do akcji, gdy pojawiał się ogień. Starannie wybierali obiekty do podpaleń, takie jak ciężkie do ugaszenia płonące bele słomy, co zapewniało im pełne ręce roboty i długie, trwające po kilkanaście godzin akcje. Za każdą z nich do kieszeni strażaków płynęły pieniądze. Zarówno strażaka, jak i podpalacza zatrzymano.

Wtorkowego wieczoru policjanci zostali powiadomieni o palących się belach słomy przy ul. Borowej w Białej Podlaskiej, co spowodowało straty na blisko 18 tysięcy złotych. Ustalono, że było to podpalenie. Sprawą zajęli się bialscy kryminalni, którzy następnego dnia zidentyfikowali Macieja K. jako sprawcę. Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Kryminalni ustalili, że 18-latek nie działał sam; miał wspólnika, 14-letniego Tomasza A., mieszkańca Janowa Podlaskiego. Podczas przesłuchania okazało się, że młodzieńcy mieli na swoim koncie jeszcze trzy podpalenia, a także kilka kradzieży i włamań oraz uszkodzenia dwóch samochodów. Policjanci dokonali przeszukań w miejscach ich zamieszkania, odnajdując znaczną część łupów. Dalsze czynności ujawniły, że młodzi ludzie czerpali inspiracje do podpaleń od samych strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej, od których otrzymywali również benzynę do wzniecania ognia.

Incydenty w Reczu: Niskie zarobki, wysokie straty

Podobny przypadek miał miejsce w gminie Recz (woj. zachodniopomorskie). Policja z Choszczna namierzyła sprawcę podpalenia suchych traw na nieużytkach oraz dwóch pożarów słomy. Okazało się, że zatrzymany to 21-letni członek Ochotniczej Straży Pożarnej, który brał udział w gaszeniu wznieconego przez siebie ognia. Mężczyzna od dwóch lat należał do OSP w Reczu. Za udział w akcjach podpalacz pobierał wynagrodzenie w łącznej kwocie ponad 200 złotych. Niestety, straty, które ponieśli właściciele zniszczonego mienia, wyniosły prawie 14 tysięcy złotych.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił prokuratorowi na przedstawienie zatrzymanemu zarzutów zniszczenia mienia. Czyn ten zagrożony jest karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Strażak-ochotnik został wydalony z OSP po dwóch latach służby.

Zdarzenie w Iławie: Mandaty i rozlane paliwo

Policjanci z Iławy ukarali mandatem w wysokości 1,7 tys. zł strażaka-ochotnika z gminy Iława. Udowodniono mu wzniecenie trzech pożarów traw oraz rozlanie oleju na drogę krajową nr 16. Ustalono, że 20-latek trzykrotnie w ciągu ostatniego miesiąca podpalił trawy. W związku z udowodnieniem wywoływania pożarów jednostka nadzorująca drużynę ochotników, czyli gmina, może zdecydować o wykreśleniu 20-latka z szeregów OSP.

Zorganizowane Grupy: "Gang podpalaczy" ze Starych Błotnic

Niektórzy podpalacze nie działają w pojedynkę, ale w zorganizowanych grupach. W zeszłym roku policjanci rozpracowali sześcioosobowy "gang podpalaczy", z którego pięciu członków należało do OSP gminy Stare Błotnica. Działali przez rok, podkładając ogień nawet w lasach prywatnych. Za godzinę akcji dostawali 14 złotych.

Zenon Jachowski, zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Białobrzegach, skomentował: „Dla mnie takie informacje są szokiem. Znam tych ludzi, zawsze można na nich polegać. Nie wiem, jak to się mogło stać”. Policjanci przyznali, że był to pierwszy przypadek w powiecie, kiedy to właśnie strażakom stawiano zarzuty.

zdjęcie przedstawiające płonący stóg siana w nocy

Inne Motywacje i Konsekwencje

Przypadek z Przasnysza: Naczelnik OSP i "zalążki ognia"

Naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Lipie, Zbigniew P., dowodził strażakami i jednocześnie... wzniecał pożary. Przyznał się do pięciokrotnego podłożenia ognia w lasach. Tajemnicze pożary, których od 2006 roku było ponad 60, spędzały sen z powiek leśnikom z Przasnysza. Sławomir Niestępski, komendant Powiatowej Straży Pożarnej w Przasnyszu, mówił: „Wszystko wskazywało na to, że to jest mieszkaniec okolicznych wsi albo któryś ze strażaków. Wiedział, że przynajmniej jedna jednostka szybko dojedzie na miejsce akcji”.

W okolicy Przasnysza w ciągu sześciu lat spłonęło około 5 hektarów poszycia. Ostatni alarm ogłoszono 27 października ubiegłego roku. Zbigniew P., naczelnik OSP, osobiście pojechał do pożaru, gdzie spaliło się tylko kilka metrów kwadratowych ściółki. Policjanci wyczuli od niego alkohol; okazało się, że miał ponad promil w organizmie. Ewa Śniadowska, rzecznik policji w Przasnyszu, wyraziła zdziwienie: „Myślę, że strażacy wiedzieli bardzo dokładnie, że kierowca jest pod wpływem alkoholu. Pomimo tego wsiedli z nim do samochodu”.

Na komendzie Zbigniew P. przyznał się do zaprószenia ognia. Z daleka obserwował rozwój sytuacji, a gdy straż nie nadjeżdżała, sam po nią dzwonił. W sumie przyznał się do pięciu podpaleń. Jednak prokuratura umorzyła cztery sprawy, tłumacząc, że w świetle prawa pożar to ogień o wielkim zasięgu, zagrażający życiu ludzkiemu i mieniu wielkich rozmiarów. Artur Folga, Prokurator Rejonowy w Przasnyszu, wyjaśnił: „Zamiarem tego sprawcy było zainicjowanie reakcji ochotniczej straży pożarnej. Wykluczyliśmy zniszczenie mienia przez podpalenie, bo nie było strat”. Komendant Niestępski sugerował, że P. „chciał pokazać, że oni są potrzebni”, ponieważ jednostka starała się o nowy samochód. Nadleśnictwo złożyło zażalenie na decyzję o umorzeniu postępowania, obawiając się, że brak kary może skłonić P. do dalszych podpaleń. Mimo to, niektórzy strażacy z OSP w Lipie deklarowali obronę kolegi, powołując się na brak wyroku.

schemat przedstawiający motywy podpaleń przez strażaków

Piromania i Adrenalina: Strażak z Bogunic/Łagoszowa Wielkiego

Nie wszyscy podpalacze działają wyłącznie dla zarobku. Niektórzy mają zaburzenia, które wywołują chorobliwą żądzę podpalania, czyli piromanię. Były strażak-ochotnik z Bogunic tak "pokochał ogień", że sam zaczął go podkładać. Podczas przesłuchania stwierdził, że „lubi czuć adrenalinę” - wyjaśniała prokurator Danuta Kozakiewicz.

Modus operandi 24-latka polegało na podpalaniu zapalniczką, na przykład słomy, a następnie obserwowaniu płonącego pustostanu lub stodoły. Józef Olejnik, sołtys Łagoszowa Wielkiego, opisał: „Ten chłopak był niepozorny i jego zachowanie zaskoczyło nas, chociaż już jakiś czas podejrzewano właśnie jego. Zawsze miał jednak alibi. No i jeszcze gasił te pożary. Nie wiem jakie miał korzyści, bo przecież za gaszenie na naszej wiosce nie dostawał pieniędzy. Był cichy i spokojny, a tu się okazało, że robił takie paskudztwa”. Seryjnym podpalaczem, który terroryzował okolicę, okazał się 24-letni strażak z OSP.

"PERUKARKA" film dokumentalny fabularyzowany

Szeroki Kontekst Zjawiska

"Czarne owce" i stereotypy

Wymienione przypadki pochodzą z ostatnich lat i są jedynie wycinkiem tego, co dzieje się w służbie strażaków, którzy wyjeżdżają kilkanaście razy dziennie do pożarów i innych zdarzeń. Incydenty te przyczyniają się jednak do powstawania pewnych stereotypów, które szkodzą wizerunkowi całej formacji. Ryszard Starko, rzecznik prasowy zawodowej straży pożarnej z Lublina, podkreślał, że „takie czarne owce powinny być natychmiast usuwane z szeregów ochotniczej straży”.

Strażacy pracują na okrągło, ale najwięcej wyjazdów mają wiosną i latem - ludzie nadal wypalają trawy, a butelki pozostawione w lasach powodują, że wyschnięta ściółka zajmuje się ogniem. W tych porach roku obserwuje się także najwięcej przypadków strażaków-podpalaczy.

Finansowanie i wynagrodzenia w OSP

OSP są finansowane w 80 proc. przez samorządy, a każda gmina ustala swoją stawkę za godzinę akcji strażackiej. Anonimowy strażak-ochotnik, który od 20 lat gasi pożary, opowiadał o przeszłej rywalizacji w jednostce: „U nas w jednostce była ostra rywalizacja, bo na koniec roku dostawaliśmy nagrody za liczbę wyjazdów. Ten 'strażak' był u nas pierwszy, bo sam wzniecał pożary. Gdy zawyła syrena, wszyscy biegliśmy do wozu, ale do środka mieściło się tylko 5 osób, więc część zostawała w remizie lub dołączała o własnych siłach. Ten chłopak podpalał trawy i zanim zawyła syrena, on czekał już w wozie. W końcu namierzyła go policja”. Przyznał jednak, że w jego karierze zdarzyła się tylko jedna taka "czarna owca" i wtedy, gdy za godzinę akcji dostawali jedynie 10 zł. Kwota ta niedawno powiększyła się dwukrotnie, stając się, jego zdaniem, bardziej adekwatna do poświęcenia.

Temat tabu i ryzyko

Zjawisko strażaków-podpalaczy jest często tematem tabu. Rzeczniczka Związku Ochotniczych Straży Pożarnych nie chciała wypowiadać się oficjalnie, tłumacząc, że „nawet w beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu - i tak trzeba patrzeć na świat”. Przyznała, że jest "larum", kiedy raz na jakiś czas trafi się strażak-podpalacz, ale nikt nie mówi, że np. dziennie wyjeżdżają 13 razy do pożarów traw. W OSP Czerna usłyszano, że „to temat tabu”, mimo że jednostka prowadzi kampanię społeczną „Nie wypalaj traw” i na jej terenie grasuje podpalacz lasów, za którego schwytanie wyznaczono nagrodę 10 tys. złotych.

Żaden strażak oficjalnie nie będzie mówić o tym zjawisku, ale druhowie, którzy celowo podpalają lub piją na akcji, narażają na śmierć w płomieniach nie tylko siebie, ale i innych. Zdarzały się też zakrapiane alkoholem akcje strażaków - w jednej 50-latek miał 2 promile alkoholu i prowadził wóz, w czasie innej "zawiany" druh z OSP wjechał w zaparkowane auto. Nie trzeba nikogo przekonywać, jak niebezpieczną pracę strażacy z OSP wykonują - nawet jeśli tylko pomagają swoim zawodowym kolegom.

tags: #strazak #dla #pieniedzy #wzniecal #pozary #polcija