Strażacy-podpalacze: Fenomen piromanii wśród ochotników

Wydawać by się mogło, że strażacy, zarówno zawodowi, jak i ochotnicy, to niezłomni obrońcy mienia i życia, którzy z poświęceniem walczą z ogniem. Niestety, w polskiej rzeczywistości zdarzają się przypadki, gdy to właśnie osoby powołane do gaszenia pożarów stają się ich sprawcami. Incydenty te, choć rzadkie, budzą ogromne zaskoczenie i negatywnie rzutują na wizerunek całej formacji. Przedstawiamy przegląd spraw, w których strażacy-ochotnicy zostali oskarżeni lub skazani za podpalenie stodół i innych zabudowań gospodarczych.

Sprawy młodych podpalaczy z gminy Górno i Strzelec

Zatrzymanie 19-latka w okolicy Kielc

Kieleccy policjanci zatrzymali 19-letniego mieszkańca gminy Górno, podejrzewanego o podpalenie stodoły w podkieleckim Radlinie (woj. świętokrzyskie). Podczas akcji gaśniczej w Radlinie doszło do rozszczelnienia butli z gazem znajdującej się wewnątrz obiektu, co dodatkowo utrudniło działania. Śledczy od początku podejrzewali podpalenie, a zebrane ślady i informacje doprowadziły ich do młodego mężczyzny. Gdy kryminalni złożyli mu wizytę wczesnym rankiem, nie ukrywał zaskoczenia. Śledczy ustalili także, że 19-latek może mieć związek z innym pożarem, który miał miejsce 20 kwietnia, również w Radlinie. Sprawą zajmie się kielecki sąd.

Zdjęcie przedstawiające spaloną stodołę w wiejskim krajobrazie.

19-latek z Górecka - podpalacz-strażak chcący odsunąć podejrzenia

Od czerwca do września wieś Górecko była nękana tajemniczymi podpaleniami. Nocami w różnych częściach wsi ktoś podpalał zabudowania gospodarcze. Strzeleccy policjanci rozpoczęli śledztwo, przesłuchując świadków i zabezpieczając dowody. Ich podejrzenia padły na 19-letniego mieszkańca miejscowości, w której dochodziło do podpaleń. Zaczęli mu się przyglądać, a w dniu, kiedy pojechali go zatrzymać, pożar wybuchł w zabudowaniach należących właśnie do niego. Podpalacz wpadł w ręce policjantów uciekając z miejsca pożaru.

Jak później tłumaczył, podpalając własną stodołę, chciał odsunąć od siebie podejrzenia policji. Przyznał się również, że był strażakiem-ochotnikiem i zawsze czynnie uczestniczył w gaszeniu podpalonych przez siebie zabudowań. 19-latek jest podejrzany o podpalenie pięciu innych stodół oraz stogu siana. Łączne straty, na jakie naraził gospodarzy, to kilkaset tysięcy złotych.

Przypadek strażaka z Turzy Śląskiej

W dniu 4 maja, podczas święta strażaków, doszło do pożaru stodoły stojącej na rogu ul. Tysiąclecia i Powstańców Śl. w Turzy Śląskiej, kilkaset metrów od remizy straży pożarnej. Budynek spłonął doszczętnie. Do pożaru wyjechało aż pięć jednostek OSP oraz strażacy z Jednostek Ratowniczo-Gaśniczych z Wodzisławia Śląskiego i Rydułtów. Istniało ryzyko rozprzestrzenienia się ognia na pobliski budynek jednorodzinny, ale szybka akcja pozwoliła go uratować.

Policjanci, którzy przybyli na miejsce, dotarli do nagrania z monitoringu, na którym widoczny był sprawca. Udało się ustalić jego personalia - okazało się, że to 21-latek, strażak ochotnik z Turzy Śląskiej. Został niezwłocznie zatrzymany i usłyszał zarzut zniszczenia mienia poprzez podpalenie. Policja potwierdziła, że zatrzymany złożył wyjaśnienia i przyznał się do winy, wyrażając skruchę i chęć naprawienia szkody. Nawiązał już kontakt z poszkodowaną 75-latką.

Iwona Wajsman, prezes OSP w Turzy Śl., potwierdziła, że sprawca był strażakiem OSP. Po otrzymaniu informacji od policji podjęto decyzję o jego usunięciu z jednostki, w związku z rażącym złamaniem statutu. Prezes wyraziła obawę, że sytuacja negatywnie rzutuje nie tylko na ich jednostkę, ale też na ogół strażaków-ochotników. Brygadier Jacek Filas z JRG w Wodzisławiu Śl. zaznaczył jednak, że tego typu sytuacje należą do rzadkości i są incydentalnym przypadkiem na ich terenie.

Wszyscy w straży byli w szoku, gdy okazało się, że to ten chłopak przyznał się do podpalenia. Nic nie wskazywało na to, że może zrobić taką rzecz. Był porządnym strażakiem, dowódcą, ratownikiem, miał ukończone różne kursy. To nie był nastolatek, który nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji podpaleń, a motywu zarobkowego nie można tu było mówić.

Chernobyl is on Fire – And Firefighters are Blocked by Landmines

Wacław N. z Poręby Dzierżnej: Dwukrotny podpalacz

Wacław N., strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej z Poręby Dzierżnej, w grudniu 2015 roku dwukrotnie podpalił stodoły w swojej wsi. Za swoje czyny został skazany na rok i cztery miesiące ograniczenia wolności, przez 30 godzin. Niektórzy mieszkańcy uważają, że to za mała kara. Jeden z nich, dzwoniąc ze skargą, wyraził niedorzeczne zaskoczenie, że ktoś, kto dwukrotnie podpalił budynki, nadal jest w straży i bierze udział w uroczystościach pożarniczych.

Janusz Grela, prezes OSP w Porębie Dzierżnej, wyjaśnił, że pan N. nie został wyrzucony ze straży, ale jest zawieszony. Wacław N. nie wyjeżdża już z jednostką do żadnych akcji, choć czasem uczestniczy w spotkaniach czy zbiórkach, nie mając prawa głosu. W tegorocznym Dniu Strażaka brał udział w nabożeństwie, ale był ubrany po cywilnemu. Wyjątkowo pozwolono mu założyć mundur na pogrzeby kolegów strażaków, co Janusz Grela określił jako "pechowy rok" i "wyjątkową sytuację". Wacław N. ma 39 lat, jest kawalerem, nie ma dzieci ani zawodu.

13 grudnia 2015 roku Wacław N. podpalił ciągnikowy opryskiwacz roślin znajdujący się w wolnostojącej stodole za remizą w Porębie Dzierżnej. Maszyna całkowicie spłonęła. Tego samego dnia mężczyzna podpalił drugą stodołę, gdzie wraz z częścią dachu spaliła się konna kosiarka do trawy. Straty wyceniono na 8 tys. zł. Obie stodoły były stare, zaniedbane i stały z dala od domów. Policja szybko ustaliła, że były to podpalenia, a Wacław N. został schwytany. Funkcjonariuszom przyznał, że zrobił to, żeby móc gasić.

Wacławowi N. postawiono zarzuty zniszczenia mienia. Stanął przed sądem 8 lipca 2016 r., który uznał jego winę. Janusz Grela, prezes straży pożarnej od 22 lat, przyznał, że nigdy nie miał takiego przypadku i był tym bardzo zaskoczony. Jego zdaniem Wacław N. to sumienny strażak i "dobry chłopak".

Dziś Wacław N. w ramach prac społecznych pilnuje porządku na targowisku w Wolbromiu. Bardzo żałuje tego, co zrobił. "Nie planowałem tego, nie chciałem nikomu zrobić krzywdy. Byłem trochę po wypiciu, a alkohol robi swoje" - wyjaśnia mężczyzna, zdając sobie sprawę, że to go nie tłumaczy. "Bardzo mi przykro, wiem, że zrobiłem błąd. Na pewno nigdy więcej się to nie powtórzy. Teraz chcę swoje odpracować" - podkreśla.

Infografika przedstawiająca statystyki podpaleń przez strażaków w Polsce (hipotetycznie).

Sprawa braci z Tarnowa: Podążając śladami rodziny

Policjanci z Tarnowa zatrzymali 20-letniego podpalacza, który podpalił kilka stodół w okolicy. Tłumaczył, że chciał być jak dziadek, ojciec i brat - strażakiem. Straty wywołane pożarami wyniosły kilkadziesiąt tysięcy złotych, a podpalaczowi grozi kara od roku do 10 lat więzienia.

W Komendzie Miejskiej w Tarnowie powołano specjalną grupę policjantów, której zadaniem było wykrycie podpalacza. Funkcjonariusze szukali także wśród osób biorących udział w gaszeniu pożarów, trafiając w ten sposób na ślad piromana. Zatrzymano 20-latka i jego 16-letniego brata. 20-letni chłopak na co dzień pracował w sklepie. Wieczorami wraz z bratem podpalał okoliczne stodoły, a następnie aktywnie uczestniczył w ich gaszeniu. Mężczyzna zaczął od podpalania traw i kontenerów na śmieci, po czym dzwonił na numer alarmowy, wielokrotnie zgłaszając fikcyjne pożary.

Na pierwsze "duże" podpalenie zdecydował się 16 kwietnia 2007 roku, zabierając ze sobą 16-letniego brata, aby go "ubezpieczał". Wytypował stodołę w sąsiedniej miejscowości. Wieczorem wraz z bratem pojechali do kolegi, a wracając od niego, podpalili stodołę. Następnie anonimowo zadzwonili na numer 112, informując o pożarze. Jadące na sygnale wozy strażackie minęli na przedmieściach swojej miejscowości, a widząc to, zawrócili i aktywnie gasili pożar. Stodoła niemal doszczętnie spłonęła, a straty wyniosły blisko 20 000 zł. W tej samej miejscowości stodoły płonęły jeszcze dwukrotnie (w sierpniu i listopadzie 2007 r.), a 20-latek brał udział w gaszeniu obu pożarów. Wraz z dwoma stodółami z dymem poszły maszyny rolnicze i płody rolne.

Mężczyźni od razu przyznali się do wszystkich trzech podpaleń i wielu fałszywych alarmów. Rodzina 20-latka - dziadek, ojciec i bracia (w tym najmłodszy 16-latek) - byli lub są ochotnikami straży pożarnej w jednej z miejscowości koło Tarnowa.

Dziennikarskie śledztwo w gminie Wojsławice

W gminie Wojsławice, na początku listopada, doszło do pożaru stodoły wykorzystywanej do przechowywania bel sprasowanej słomy. Z uwagi na łatwopalny materiał, ogień szybko się rozprzestrzeniał, a straty oszacowano na 230 tys. zł. Akcja gaśnicza trwała ponad 7 godzin i brało w niej udział aż 6 zastępów strażaków. Od początku było jasne, że doszło do podpalenia.

Policja z Chełma, zajmująca się sprawą, wytypowała podpalacza już po kilku dniach. Kluczową rolę w dotarciu do sprawcy odegrali również lubelscy dziennikarze z portalu "lublin112.pl", którzy przeprowadzili własne śledztwo. Ich ustalenia wskazały, że podpalaczem jest członek jednej z jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej z terenu gminy Wojsławice. Okazał się nim 34-letni strażak.

Prawda wyszła na jaw, gdy po pożarze mieszkańcy gminy zaczęli kontaktować się z dziennikarzami, podejrzewając, że zatrzymanym jest właśnie strażak i obawiając się "zamiecenia sprawy pod dywan". Funkcjonariusze zapewnili, że zarzut lokalnej społeczności jest niesprawiedliwy, a wobec strażaka zastosowano surowy środek zapobiegawczy - areszt. Śledztwo dziennikarzy wykazało również, że jednostka strażaka-podpalacza brała udział w gaszeniu pożaru.

Podejrzany tłumaczył swój czyn sporą ilością wypitego alkoholu, nie podając innych powodów podłożenia ognia. Za ten czyn grozi mu nawet do 5 lat pozbawienia wolności. Brak wcześniejszych podobnych przypadków w jednostce wywołał ogromne zaskoczenie wśród kolegów i przełożonych.

Zdjęcie przedstawiające policyjny radiowóz i straż pożarną na miejscu pożaru stodoły.

tags: #strazak #podpalil #stodole