Strażacy w Walce z Pożarami Lasów w Polsce

Wstęp: Rosnące Zagrożenie Pożarowe w Lasach

W ostatnich latach Polska mierzy się z narastającym problemem pożarów lasów, co jest ściśle związane z utrzymującą się suszą hydrologiczną, trwającą praktycznie od 2017 roku. Problem ten nie dotyczy wyłącznie jednego sezonu, a jego skutki są coraz bardziej widoczne: wiele drzew zaczyna zamierać z powodu braku wody, a starsze drzewostany stają się bardziej podatne na choroby i szkodniki.

Leśnicy podkreślają, że kluczowe jest natychmiastowe reagowanie na każde zagrożenie. W związku z tym przypominają podstawowe zasady, które dziś mają kluczowe znaczenie dla prewencji:

  • Nie wolno rozpalać ognia poza miejscami do tego wyznaczonymi.
  • Zakazane jest używanie otwartego płomienia w lesie i w jego pobliżu.
  • Nie wolno wypalać traw ani pozostałości roślinnych - także do 100 metrów od lasu.
Każde odstępstwo od tych zasad może skończyć się pożarem. W przypadku zauważenia ognia należy natychmiast dzwonić pod numer 112 lub 998.

Zmiany klimatyczne wymuszają również przebudowę drzewostanów. Proces ten, choć trwa dziesięciolecia, już teraz przynosi widoczne efekty. Leśnicy sadzą gatunki bardziej odporne w suchych, piaszczystych wzniesieniach, takie jak sosna czy brzoza, zastępując stopniowo starsze i bardziej wrażliwe na brak wody drzewa, np. świerki.

Współczesne Wyzwania i Interwencje Strażaków

Pożar Lasu w Okolicach Świętoszowa

Poważny pożar lasu w okolicach Świętoszowa w powiecie bolesławieckim, na Dolnym Śląsku, pokazał skalę wyzwań. Dym pojawił się tam w czwartek popołudniu. W akcję zaangażowanych było wiele służb: z powietrza działania prowadziły 3 samoloty gaśnicze i 1 śmigłowiec, a na lądzie z ogniem walczyło 12 zastępów strażaków oraz Wojskowa Straż Pożarna. Liczba zastępów cały czas rosła.

W związku z dużym zagrożeniem pożarowym w lasach, Regionalne Centrum Bezpieczeństwa (RCB) i Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) wydały alerty. Sytuacja w okolicach Świętoszowa została opanowana, jednak na miejscu wciąż działa kilkanaście zastępów straży pożarnej, które zajmowały się przede wszystkim dogaszaniem ognia i polewaniem pogorzeliska.

Thematic photo of firefighters battling a forest fire, with smoke and possibly an aerial view of a helicopter or plane

Szybka Reakcja nad Zbiornikiem Siemianówka

Tylko interwencja strażaków z OSP Siemianówka wspieranych przez inne zastępy straży pożarnej zapobiegła tragedii i rozprzestrzenianiu się pożaru nad zbiornikiem Siemianówka. Wszystko zaczęło się około godziny 11:30, kiedy to doszło do groźnego zjawiska, które mogło zakończyć się ekologiczną tragedią.

Zagrożenie zauważył patrolujący okolicę policjant wspólnie z pracownikiem Polskiego Związku Wędkarskiego. Mundurowi natychmiast dostrzegli unoszący się dym i płonącą trzcinę. O zdarzeniu bezzwłocznie powiadomili dyżurnego oraz straż pożarną, a sami ruszyli na miejsce zdarzenia. Do czasu przyjazdu zastępów strażackich zabezpieczali teren i podejmowali próby samodzielnego gaszenia płomieni, by ograniczyć ich rozprzestrzenianie się. Pożar okazał się bardzo rozległy i gwałtowny, pochłaniając około trzech hektarów trzcinowisk. Najbardziej dramatyczna sytuacja miała miejsce przy samej linii lasu - ogień zbliżył się niebezpiecznie blisko drzew.

W trudnej akcji gaśniczej brało udział łącznie 8 zastępów straży pożarnej. Ich profesjonalizm i szybkie uderzenie w ogień pozwoliły uniknąć najczarniejszego scenariusza. W tym czasie na pobliskiej plaży przebywało wiele osób wypoczywających nad wodą. Na szczęście, mimo groźnego sąsiedztwa pożaru, nikt nie odniósł obrażeń, a sytuacja została całkowicie opanowana.

Photo of a reed fire near a body of water or forest, with firefighters in action

Wypalanie Traw i Trzcin - Problem i Kary

Wiosną 2026 roku w Polsce odnotowano bardzo wysoką liczbę pożarów traw, trzcin oraz nieużytków, co wynika z wyjątkowo suchej pogody i braku opadów w marcu i kwietniu. Wypalanie traw jest nielegalne i surowo karane. Od stycznia 2026 roku obowiązują zaostrzone przepisy. Sprawcom grożą mandaty od 500 zł do 5 000 zł, grzywna sądowa nawet do 30 000 zł, a także kara więzienia od 1 do 10 lat, jeśli pożar sprowadzi zagrożenie dla życia, zdrowia lub mienia w wielkich rozmiarach.

Tragiczna Historia: Największy Pożar Lasu w Kuźni Raciborskiej (1992)

O tym historycznym pożarze lasu rozpisywały się gazety lokalne, mówiono o nim w radiu i telewizji. „Przegląd Pożarniczy” poświęcił mu wiele miejsca na łamach, nie tylko informując, ale i ucząc. Pożar w Kuźni Raciborskiej to już historyczne wydarzenie, które wciąż jednak służy za przykład heroicznego wysiłku w walce z żywiołem. Na jego podstawie wyciągano szereg wniosków - w wielu numerach „Przeglądu Pożarniczego” poruszany jest temat prewencji w lasach. Niewątpliwie był też polem doświadczalnym dla utworzonego kilka lat później Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG). Mówi się, że był to sprawdzian i chrzest bojowy - ale jedynie dla nowej struktury PSP, bo zaledwie miesiąc po tym, jak zaczęła faktycznie funkcjonować (1 lipca 1992 r.), a nie dla samych strażaków, którzy dysponowali już bogatym doświadczeniem. Co roku w sierpniu w Raciborzu odbywa się dwudniowy memoriał im. mł. kpt. Andrzeja Kaczyny i dh. Andrzeja Malinowskiego.

Historical photo of the Kuźnia Raciborska forest fire, showing vast smoke or flames, or a map of the affected area

Przyczyny i Początek Katastrofy

Lato 1992 roku w Polsce było wyjątkowo upalne, z temperaturami sięgającymi nawet 40°C. Ta piękna pogoda dla urlopowiczów miała jednak swoją drugą stronę medalu - susza dała się we znaki rolnikom, a „płonęło dosłownie wszystko: trawy, poszycie leśne i przede wszystkim lasy”. W pierwszej połowie 1992 roku na terenach Nadleśnictwa Rybnik spłonęło 27 hektarów lasów. Był środek tygodnia, środa, tuż przed 14:00, kiedy torami biegnącymi przez las toczył się pociąg z Raciborza do Katowic. Zwykły dzień pracy, godzina raczej spokojna, jednak wydarzyło się coś, co zamieniło ten dzień w piekło.

Przyczyną mogło być iskrzenie z nieprawidłowo działającego układu hamulcowego pociągu. Ogień pojawił się w okolicy Kuźni Raciborskiej, a zarzewi było kilka, wszystkie skumulowane wzdłuż linii torów. Okoliczni mieszkańcy szybko dostrzegli niebezpieczeństwo i natychmiast ruszyli, by własnymi siłami zwalczyć ogień. Niestety, ogień rozprzestrzeniał się w zawrotnym tempie, do tego w dwóch kierunkach. Z perspektywy czasu trudno uwierzyć, że z czegoś tak małego, jak iskra, mogło powstać coś tak ogromnego.

Pożar wybuchł na terenie kompleksu leśnego obejmującego około 50 tys. hektarów, między Gliwicami, Kędzierzynem i Rybnikiem. Średnią roczną opadów w tym rejonie szacowano na 650-660 mm, ale w ostatnim czasie to było nawet mniej niż 500 mm. W dniu pożaru temperatura wynosiła około 34°C, w nocy spadała niewiele. W związku z upałami, brakiem opadów deszczu i degradacją środowiska (wybieranie piasku w kopalni spowodowało efekt leja depresyjnego i obniżenie poziomu wód gruntowych) na terenie Nadleśnictwa Rudy wyschły cieki, rowy melioracyjne i zbiorniki wodne. Zmniejszenie wilgotności dotknęło również tutejsze torfowiska. W Nędzy zapaliło się torfowisko. Informacja o zdarzeniu napłynęła z co najmniej dwóch miejsc do RSK w Raciborzu - od dowódcy zastępu st. asp. Andrzeja Kaczyny oraz Nadleśnictwa Rudy Raciborskie. Do pożaru niezwłocznie zadysponowano jednostki z Raciborza oraz OSP z Kuźni Raciborskiej. Pięć minut po godzinie 14 Nadleśnictwo Rudy poinformowało RSK o pożarze lasu w Kuźni Raciborskiej, gdzie wysłano dwie jednostki OSP. Paliło się wzdłuż torów, na długości oddziału 109.

Rozwój i Skala Pożaru

Las w rejonie pożaru tworzyły głównie drzewa iglaste (85%), takie jak sosny i świerki, w mniejszym stopniu były to gatunki liściaste, jak dęby, buki, brzozy i olchy. Większość, bo 67%, stanowiły drzewa bardzo stare - powyżej 40 lat. Dno lasu pokrywały głównie trawy, w tym trzcinnik, turzyca i paprocie, które są materiałem łatwopalnym, także w postaci zielonej.

Chwilę po godzinie 16:00 ogień obejmował już 200 hektarów lasów. Sytuacja była dramatyczna, a kolejne minuty miały przynieść pogorszenie. Nastąpiła zmiana kierunku wiatru, w wyniku czego powstał wierzchołkowy pożar młodników. Porywy pchały ogień wierzchołkami na północny-wschód. Nadzieja, że płomienie zatrzymają się na drodze asfaltowej, szybko umarła, bo płonące gałęzie wiatr przerzucał na odległość 200 m, a miejscami ogień przedzierał się nawet przez 300 m. Działające w tym rejonie jednostki były zmuszone czym prędzej się wycofać. Atak ognia był nie do przewidzenia i nastąpił tak szybko, że strażacy nie zdążyli zebrać sprzętu ani wyprowadzić samochodów na bezpieczną odległość.

Co gorsza, zorientowali się, że w zespole brakuje dwóch ludzi. Kierujący działaniami ratowniczymi został o tym poinformowany o godzinie 16:17. Wkrótce potem pierwsza grupa ratowników ruszyła na poszukiwania zaginionych, mając w zanadrzu aparaty na sprzężone powietrze. Niestety, zadymienie i wysoka temperatura nie pozwoliły im przedostać się do potrzebujących. Dla zaginionych st. asp. Andrzeja Kaczyny (38-letniego dowódcy sekcji JRG Racibórz) i dh. Andrzeja Malinowskiego (33-letniego dowódcy sekcji OSP Kłodnica) było już za późno. Pierwszy zginął w kabinie samochodu, zaś drugi poza samochodem.

Warunki były bardzo trudne - temperatura w strefie płomieni dochodziła do 900-1000°C, a spalania bezpłomieniowego - około 400°C. Wokół wszędzie był ogień, temperatura tak wysoka, że płonęło powietrze, nie można było oddychać, bo parzyło płuca, topiły się elementy silników, łączniki z wężami. Dodatkowo widoczność była ograniczona, a pożar powodował taki huk, że strażacy stojący w odstępie kilku metrów nie słyszeli siebie nawzajem. Jeszcze siedemset metrów od ściany ognia pełno było niebezpiecznych iskier, od których zajmowały się kolejne obszary. Prędkość rozprzestrzeniania się ognia była zawrotna. Po godzinie 21:00 jeszcze wzrosła, bo ogień rozplenił się już na około 2000 hektarów, czyniąc sytuację krytyczną. O godzinie 1:00 ogień zajął już 3500 hektarów.

Organizacja Akcji Gaśniczej

Cały czas przybywały kolejne jednostki - plutony JRG i kompanie OSP z województw katowickiego i opolskiego, potem także z dalszych. Zorganizowany przez katowickiego komendanta wojewódzkiego PSP bryg. Zbigniewa Meresa (późniejszego komendanta głównego PSP) sztab akcji ulokowano na stadionie sportowym w Kuźni Raciborskiej. Kierującym działaniami ratowniczymi był bryg. Meres - do czasu, gdy kwadrans przed godziną 22:00 na miejsce akcji przybył zastępca komendanta głównego PSP st. bryg. Maciej Schroeder i przejął kierownictwo.

Działania nabierały tempa, żywioł był nieposkromiony i nieobliczalny - „Gazeta Rybnicka” podała, że dowódcy dysponowali specjalnym programem komputerowym, który wyliczał szybkość rozwoju pożaru; niestety rzeczywistość przewyższyła maksymalne wyniki programu pięciokrotnie. Rzetelny obraz sytuacji dało dopiero rozpoznanie ze śmigłowca. 28 sierpnia rano kierowanie działaniami przejął naczelnik Wydziału Koordynacji Działań Ratowniczych KCKR KG PSP mł. bryg. Władysław Janik. W tym czasie pożar obejmował już około 6000 hektarów i nie było widać końca. Nie był to już tylko pożar wierzchołkowy, obejmował cały drzewostan. Wiatr był nadal silny i zmienny.

Pożar, który zmienił wszystko. 30 lat od tragedii w Kuźni Raciborskiej

Wieczorem na miejsce przybył komendant główny PSP st. bryg. Feliks Dela i przejął dowództwo. Na ten moment płonęło 6500 hektarów lasu. W akcji brały wtedy udział:

  • 33 kompanie straży pożarnej
  • 500 żołnierzy
  • 300 policjantów
  • 220 pracowników Administracji Lasów Państwowych
  • 120 członków Obrony Cywilnej
  • 7 dromaderów
Do dyspozycji był ciężki sprzęt wojska i nadleśnictwa. Komendant główny zarządził m.in. ulokowanie sztabów akcji w siedzibie Urzędu Gminy Kuźnia Raciborska oraz w Nadleśnictwie Rudziniec (sztab nr 2 miał do dyspozycji dwa śmigłowce), podzielenie terenu akcji na 13 odcinków bojowych z dowódcami, zorganizowanie systemu łączności radiowej dla części północnej i południowej obszaru objętego pożarem, zwiększenie sił i środków, ściąganie z kraju jednostek i żołnierzy oraz sprzętu, jak pompy o dużej wydajności, wprowadzenie zmian dla załóg pracujących ponad 36 godzin, a także w miarę możliwości wymianę załóg OSP na strażaków PSP. Na tory wyjechał pociąg gaśniczy, z którego zlewano wodą teren wzdłuż linii kolejowej, oraz cysterny wody do zaopatrywania pociągu.

Walka z ogniem wymagała niemal heroicznego wysiłku. „Gaszenie odbywało się w bardzo ciężkich warunkach; strażacy pracowali na granicy ludzkiej wytrzymałości - byli w akcji przez 36 godzin bez odpoczynku. Upał i susza pomagały w rozprzestrzenianiu się ognia” - opowiedział na łamach Gazety Brzeskiej kpt. Bolesław Kwiatkowski, uczestnik akcji w Kuźni. Dowódca JRG w Rybniku, kpt. Jacek Gorol, zrelacjonował: „Warunki pracy były trudne, wszyscy skoszarowani zostali na miejscu w rybnickiej komendzie i gdy przychodziła ich kolej - wyjeżdżali na miejsce akcji. Czasem na dwanaście godzin, a czasem na trzy doby - w zależności od potrzeb, rosnących w zastraszającym tempie. Na sen niewiele było czasu, czasem pozwalała nań krótka dwugodzinna przepustka (…)”.

Opanowanie Żywiołu i Konsekwencje

29 sierpnia w godzinach wieczornych przeanalizowano sytuację i opracowano zamiar taktyczny jednostek wojskowych (trzy rubieże, łącznie 1600 żołnierzy) oraz straży pożarnych. Rano następnego dnia planowano przystąpić do ataku łącząc siły straży pożarnych, wojska, Policji, Obrony Cywilnej (OC) i leśnictwa. Do gaszenia na obrzeżach pożaru miały też zostać wysłane dwa z czterech śmigłowców, dromaderom do godziny 10:45 na drodze stało zbyt duże zadymienie. Mimo że pożar osiągnął już kolosalny rozmiar 8700-8800 hektarów, dotychczasowy trud zaczął przynosić efekty. O godzinie 18:00 komendant Dela zgłosił prezes Rady Ministrów Annie Suchockiej oraz ministrowi spraw wewnętrznych Andrzejowi Milczanowskiemu o powstrzymaniu rozprzestrzeniania się pożaru.

Nie był to jednak koniec batalii. Co wieczór odbywała się odprawa członków sztabu i dowódców odcinków bojowych i określano zamiary taktyczne na kolejne dni. 1 września było na tyle dobrze, że zdecydowano o odesłaniu sił lotniczych spoza województw opolskiego i katowickiego. Głównym problemem pozostało torfowisko i pożary w około 20 miejscach. W dniach od 2 do 9 września trwało intensywne dogaszanie. Był czas na redukcję sił i środków, likwidację odcinków bojowych, a 13 września uprzątnięto sprzęt.

„Gazeta Brzeska” określa to wydarzenie mianem „największego pożaru w Europie”, a nawet przytacza pełne emocji słowa jednej z pracownic nadleśnictwa: „to była prawdziwa Hiroszima”. W niedzielę 30 sierpnia obwód pożaru osiągnął wynik krytyczny - przeszło 112 km. Spłonęło 9062 hektary lasu, 6 samochodów gaśniczych, 25 motopomp, 500 odcinków węży tłocznych. W fazie kulminacyjnej w akcji wzięło udział ponad 10 tys. osób (1150 pracowników Służby Leśnej, 4700 strażaków, 3200 żołnierzy, 650 policjantów, 1220 osób z OC).

Niektórzy winą za obniżoną skuteczność akcji obarczali transformację i „okres, gdy w strukturach dowodzenia Państwowej Straży Pożarnej trwały przetasowania kadrowe związane z reformą służb pożarnictwa”. Padły słowa, że nie należy nazbyt pochopnie nazywać tamtego zdarzenia przeszłością i historią ze względu na nadal jeszcze małą wiedzę „merytoryczno-taktyczną”, co sprowokowało polemikę z udziałem st. bryg. Tadeusza Głowackiego i st. bryg. Stanisława Mazura.

Ze względu na rozmiary pożarzyska i realne zagrożenie pożarowe dla sąsiednich drzewostanów Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach opracowała system zabezpieczenia przeciwpożarowego, m.in. poprzez sieć naturalnych pasów zaporowych o szerokości 200 m z modrzewi i drzew liściastych czy budowę dróg i zaopatrzenia wodnego.

Największym wyzwaniem okazało się ponowne zalesienie terenu pożarzyska. Po pożarze został krajobraz księżycowy, zwęglone kikuty wystające z wielkiej czarnej plamy. Do odbudowy przystąpiono jeszcze w 1993 roku. Pierwsze dwa lata prac okazały się fiaskiem, a najlepiej wyrósł trzcinnik (sięgając nawet 2 m). Przeprowadzone badania ujawniły problem - pożar pozbawił glebę wartościowych bakterii i grzybów symbiotycznych. Nadleśnictwo Rudy Raciborskie założyło szkółkę kontenerową do produkcji materiału sadzeniowego z zakrytym systemem korzeniowym, część sadzonek szczepiono grzybami symbiotycznymi.

tags: #strazak #ratuje #las #w #plomieniach