Historia Sławomira Pogorzelskiego, strażaka ze Stargardu, to świadectwo niezwykłej siły ducha, determinacji w walce z chorobą i głębokiej solidarności. Od diagnozy ostrej białaczki szpikowej, poprzez heroiczną walkę i wsparcie środowiska strażackiego, aż po pomyślny przeszczep i udział w symbolicznej wyprawie na Giewont - Sławomir stał się inspiracją dla tysięcy osób.
Kim Jest Sławomir Pogorzelski?
Sławek Pogorzelski, mający 26 lat, od dekady aktywnie pomaga innym jako strażak. Od najmłodszych lat marzył o tej profesji, mówiąc, że zostanie strażakiem i będzie pomagał ludziom. Kiedy dwa lata temu (względem czasu powstawania części tekstu w 2018 roku) otrzymał pracę w stargardzkiej jednostce, był niezwykle szczęśliwy. Sławek działa również w Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP), a pomaganie ludziom stało się jego największą pasją.
Jego koledzy z jednostki są dla niego jak rodzina. "Praca to jest nasz drugi dom. Gotujemy sobie, sprzątamy, zawsze mamy podwójne Wigilie, podwójne Wielkanoce. Właściwie my jesteśmy bardziej jak rodzina niż przyjaciele" - opowiadał Sławomir. Od pierwszej akcji w ogromnym powojennym hangarze, który płonął przez 24 godziny, wiedział, że ta praca jest jego przeznaczeniem.
Zaskakująca Diagnoza: Ostra Białaczka Szpikowa
Jeszcze w marcu 2018 roku Sławomir Pogorzelski regularnie oddawał krew wraz z kolegami ze stargardzkiej jednostki, a wszystkie jego wyniki były bardzo dobre, wręcz idealne. Miesiąc później, po serii przeziębień i pogarszającym się samopoczuciu, lekarz rodzinny zlecił szczegółowe badania krwi. Wykazały one anemię, a następnie biopsja szpiku potwierdziła diagnozę, której nikt się nie spodziewał: ostra białaczka szpikowa.
27 kwietnia 2018 roku, w piątek, Sławomir otrzymał telefon od lekarza, który kazał mu natychmiast przyjechać z powodu bardzo słabej morfologii. Zamiast na zaplanowane wesele z żoną, Sławomir trafił do szpitala. Liczba limfocytów w jego organizmie gwałtownie spadła - z 87 tys. do 22 tys., a w końcu do zaledwie 8 tys. w ciągu dwóch tygodni. Obecnie (w okresie pisania tych fragmentów artykułu) liczba ta wynosiła zero, co zmusiło go do przebywania w izolatce, uniemożliwiając nawet wyjście na korytarz.
Sławomir przeszedł dwie chemioterapie. Choć pierwsza była bardzo ciężka, a on sam przyznał, że miał wtedy moment załamania, to walczył. "Gdy chemia zaczęła działać, tak mną telepało, że myślałem, że razem z łóżkiem wylecę na korytarz" - wspominał. Mimo to, był gotowy na przeszczep, czekając na dawcę.
W tym trudnym czasie największą motywacją dla Sławomira i jego żony Doroty było oczekiwanie na narodziny córeczki Laury. Żona Sławomira była wtedy w siódmym miesiącu ciąży, a poród spodziewany był w lipcu. "Długo starali się o dziecko i w końcu się udało, dlatego wierzę, że musi być dobrze. Cały czas modlimy się, żeby wszystko się ułożyło" - mówiła jego siostra, Aneta Siwiec. Sławomir marzył, by zobaczyć swoją córeczkę, która mogła urodzić się w każdej chwili.

Ogólnopolska Mobilizacja: Poszukiwania Dawcy i Akcje Pomocy
Wiadomość o chorobie Sławomira wywołała ogromną falę wsparcia. Rodzina, przyjaciele oraz koledzy z służb mundurowych - strażacy, policjanci i ratownicy - natychmiast zaangażowali się w poszukiwania potencjalnego dawcy szpiku kostnego dla 26-latka. Akcje krwiodawstwa i rejestracji potencjalnych dawców szpiku zostały zorganizowane w rodzinnym Stargardzie oraz w innych miastach, takich jak Pyrzyce. 9 maja 2018 roku na terenie Komendy Powiatowej Policji w Stargardzie odbyła się specjalna zbiórka krwi z dedykacją dla Sławomira Pogorzelskiego, przebywającego wówczas w SPSK nr 1 PUM w Szczecinie.
Strażacy ze stargardzkiej jednostki nie tylko nagrali wzruszający film, w którym zachęcali do zostania dawcą szpiku dla Sławka, ale również wykonali niezwykły gest solidarności. W geście wsparcia dla chorego kolegi wszyscy z jego drużyny całkowicie zgolili włosy na łyso. Sławomir wspominał ten moment z uśmiechem: "Zobaczyłem, że się dla mnie ogolili i pomyślałem: żony ich zabiją! [...] Nawiązaliśmy wideo konferencję, oni byli w pracy, a ja w szpitalu. Patrzę w ekran i widzę, że wszyscy chodzą w czapkach, a to się nie zdarza. [...] Nagle widzę, że wszyscy je zdejmują i okazuje się, że są łysi!".
20 pożarów w naszym powiecie. Apel sanockich strażaków (FILM)
Mimo ogromnego zaangażowania i 30 milionów potencjalnych dawców zarejestrowanych na całym świecie w Fundacji DKMS, znalezienie genetycznego bliźniaka dla Sławomira okazało się wyzwaniem. W obliczu tego, bliscy Sławomira i Fundacja DKMS apelowali o dalszą rejestrację.
Jak zostać dawcą szpiku?
Fundacja DKMS, której misją jest znalezienie zgodnego dawcy szpiku dla każdego pacjenta potrzebującego przeszczepienia, aktywnie edukuje i zachęca do rejestracji. Proces jest prosty:
- Wypełnienie formularza rejestracyjnego online, co zajmuje około trzech minut.
- Otrzymanie od Fundacji specjalnego formularza wraz z zestawem do pobierania wymazu z jamy ustnej.
- Odesłanie całości w gotowej kopercie na adres fundacji.
Każdy, kto ma między 18 a 55 lat, nie ma nadwagi (ani nie waży poniżej 50 kg) i nie choruje na poważne, przewlekłe choroby, może zostać potencjalnym dawcą szpiku kostnego. "Nic nie płacisz, nic nie tracisz. A możesz uratować komuś życie" - podkreśla Fundacja.

Zwycięstwo nad Chorobą i Powrót do Życia
Determinacja Sławomira i wsparcie bliskich przyniosły oczekiwane rezultaty. 26 października 2018 roku, niespełna pięć lat przed wydarzeniami na Giewoncie, Sławomir Pogorzelski otrzymał szpik od dawcy niespokrewnionego. Ten przeszczep pozwolił mu wygrać walkę z białaczką i wrócić do pełni życia. "Gdyby nie mój bliźniak genetyczny dziś mogłoby mnie już nie być. [...] Jestem przykładem tego, że po chorobie i przeszczepieniu szpiku można wrócić do pełni życia. Trzeba wierzyć i walczyć, a zdobędzie się każdy szczyt" - podkreśla Sławomir.
Giewont dla Idei Dawstwa Szpiku: Wyprawa Pełna Symboliki
Niespełna pięć lat po swoim przeszczepie, Sławomir Pogorzelski stał się inspiracją dla innych i uczestniczył w niezwykłej wyprawie. O 5 rano, wraz z ponad 200 strażakami z całej Polski, wyruszył z Kuźnic w kierunku Giewontu, by zdobyć szczyt dla idei dawstwa szpiku. To była symboliczna podróż, mająca na celu promowanie świadomego dawstwa i wspieranie misji Fundacji DKMS.
Niestety, plany pokrzyżowała ulewa i zbliżająca się burza, co zmusiło strażaków do zakończenia wędrówki na Hali Kondratowej, oddalonej od celu o półtorej godziny drogi. "Bezpieczeństwo jest najważniejsze - góry na nas poczekają i za rok zdobędziemy kolejny szczyt, w jeszcze liczniejszej grupie" - mówił inicjator wyprawy, druh Sławomir Kowalczyk.

Mimo niesprzyjającej pogody, druhny i druhowie w pełnym umundurowaniu pokonali ponad 13 kilometrów z Kuźnic do Hali Kondratowej i z powrotem. Co pięćdziesiątego uczestnika wyprawy szedł ratownik z wyposażeniem medycznym, dbając o bezpieczeństwo. "W tak fantastycznej drużynie przejście nawet tych kilkunastu kilometrów było niesamowitym przeżyciem" - dodał druh Kowalczyk. Strażacy nie poddali się i wdrożyli plan B - w strugach deszczu rejestrowali nowych potencjalnych dawców szpiku, kontynuując swoją misję.
Sławomir podjął wyzwanie zdobycia Giewontu wraz z koleżankami i kolegami z różnych jednostek, aby pokazać im, że to, co robią, ma głęboki sens. Swój wyczyn zadedykował dawcy, który uratował mu życie. "Wraz z dwustoma strażakami i strażaczkami pokonałem 13 km, czując podobną solidarność jak wówczas, gdy dowiedziałem się o białaczce" - podkreślił Sławomir Pogorzelski.
Strażacki hart ducha nie został złamany. Mundurowi planują w przyszłym roku ponownie wyruszyć na szlak, by wspierać Fundację DKMS w jej misji - znalezieniu zgodnego dawcy szpiku dla każdego pacjenta potrzebującego przeszczepienia.
tags: #strazak #stargard #pogorzelski