Na terenie Polski działa wiele jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP), które tworzą ludzie wykonujący na co dzień różne profesje. Wśród nich znajdują się również osoby duchowne. Nie są to jedynie kapelani strażaków, widoczni podczas uroczystości, pogrzebów czy poświęceń sprzętu. Niektórzy duchowni, posiadający odpowiednie kwalifikacje i przeszkolenie, angażują się aktywnie w akcje ratownicze, niosąc pomoc w ratowaniu życia i mienia ludzi.

Ks. Jakub Ilczuk: Proboszcz-strażak ratujący własny kościół
Ksiądz Jakub Ilczuk jest dobrze znany nie tylko małej społeczności Zagaj w gminie Lelkowo. Wcześniej pełnił posługę jako wikariusz w parafii pw. św. Katarzyny w Braniewie. Zarówno w Braniewie, jak i później w Zagajach, nie tylko odprawiał msze, spowiadał, udzielał ślubów i brał udział w pogrzebach, ale także aktywnie działał jako strażak-ochotnik w miejscowej OSP.
Służba księdza Jakuba Ilczuka w Zagajach nie była łatwa. Przyszedł do parafii w październiku 2013 roku, zastępując poprzednika, który popełnił samobójstwo. W łaski wiernych wkradł się zapewne także swoim zaangażowaniem w straży pożarnej. Niestety, 12 września 2014 roku w kościele w Zagajach nagle pojawił się dym i ogień. I to właśnie strażak-ochotnik - ksiądz Jakub - jako pierwszy ruszył na ratunek. Do gaszenia pożaru przyjechało 21 wozów strażackich, a z ogniem walczyło ponad 90 ratowników z trzech powiatów. Prace remontowe trwały niemal półtora roku.

21 lutego 2016 roku w kościele parafialnym pw. Maksymiliana Marii Kolbe w Zagajach odbyła się uroczystość ponownego otwarcia świątyni. W trakcie kazania ksiądz proboszcz Jakub Ilczuk podziękował za zaangażowanie, pomoc, wsparcie finansowe i materialne osobom, dzięki którym można ponownie modlić się w tej świątyni. Odczytany został także list starosty braniewskiego Leszka Dziąga, skierowany do proboszcza parafii oraz parafian. Nową parafią księdza Jakuba Ilczuka została później parafia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Skolitach.
Ks. Roman Sękalski: Wieloletnia służba i refleksje kapelana-strażaka
Ks. Roman Sękalski to postać wielowymiarowa: kapelan strażaków powiatu łęczyckiego, a także czynny członek Ochotniczej Straży Pożarnej w Domaniewicach, Łowiczu i Jesionce. Jest doktorem teologii, wykładowcą w Wyższym Seminarium Duchownym w Łowiczu, referentem Wydziału Duszpasterstwa i Wydziału Nauki Katolickiej Kurii Diecezjalnej Łowickiej, a także duszpasterzem honorowych dawców krwi. Posiada uprawnienia do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi i autobusami.
Ksiądz Sękalski od 1995 roku służy w Ochotniczej Straży Pożarnej. Wstąpił w jej szeregi w swoich rodzinnych Domaniewicach, zanim jeszcze został księdzem i pomyślał o duszpasterskiej posłudze. Od tego czasu wiele się zmieniło w wyszkoleniu i sprzęcie strażackim, dlatego na bieżąco zdobywa kwalifikacje poprzez szkolenia i udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych. Obecnie jest członkiem OSP w Łowiczu, z racji bliskości kurii, w której pracuje, a także członkiem OSP w Jesionce, miejscowości należącej do parafii, gdzie posługuje jako proboszcz. Ponadto pełni funkcję kapelana strażaków w powiecie łęczyckim, duszpasterzując wśród tych, którzy ryzykują własnym życiem, poświęcają swój czas i odkładają na później własne obowiązki, by spieszyć z pomocą innym. Robią to, jak głoszą hasła na sztandarach - „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”.
W ciągu prawie trzydziestu lat przynależności do grona strażaków, wielokrotnie brał udział w działaniach ratowniczo-gaśniczych. Jako strażak do ognia podchodzi z wielkim szacunkiem, dostrzegając jego potęgę i nieprzewidywalność. Wielokrotnie, biorąc udział w akcjach ratunkowych, spotykał ludzi, którzy rozpoznawali w nim księdza. W nieznajomych ksiądz w strażackim ubraniu wywołuje zdziwienie, zwłaszcza gdy z widłami w ręku pracuje przy pożarze stodoły. Tymczasem dla poszkodowanych jest to szansa, aby porozmawiać z osobą duchowną w sytuacji utraty dobytku. Jeszcze ważniejsze staje się to w przypadku wypadków komunikacyjnych, kiedy życie kogoś bliskiego jest zagrożone. Zdarzyło się nawet, że dowodzący akcją ratowniczą przy dużym wypadku z kilkoma ofiarami śmiertelnymi nie pozwolił jego drużynie odjechać, ponieważ potrzeba było wsparcia duchowego dla rodziny, którego udzielał już po zakończeniu działań ratowniczych. Jadąc do akcji, zawsze stara się mieć przy sobie naczynko z olejami świętymi, aby w razie konieczności udzielić namaszczenia chorych i rozgrzeszyć tych, których życie jest zagrożone.
Działalność w straży pożarnej niewątpliwie wpłynęła na sposób, w jaki ksiądz Sękalski posługuje jako kapłan. Wobec wielkiego pożaru, mimo użycia zaawansowanego sprzętu i wielu godzin szkoleń, człowiek może poczuć się bezradny, a jednocześnie uczy się pokory wobec potęgi o wiele większej. Stara się ukazywać niezwykłą symbolikę ognia w Piśmie Świętym i duchowości katolickiej, łatwiej dostrzegając potęgę Boga, który jest mocniejszy od każdego z żywiołów.
Jako duszpasterz strażaków ma ten przywilej, że bardzo często przebywa z tymi, którzy na co dzień ryzykują swoim zdrowiem i życiem, aby pomagać innym. Również dla nich ważne jest, że ksiądz potrafi zrozumieć ich problemy i dylematy, a także lęki, które im towarzyszą. Niejednokrotnie ze zwykłych pogawędek wynikały rozmowy dotyczące życia codziennego, zawodowego czy rodzinnego. Chociaż zadaniem księdza jest głosić miłość i miłosierdzie Boga do człowieka, nie ma na to lepszego sposobu niż przykład własnego życia. Bycie jednocześnie strażakiem daje szansę na okazanie ewangelicznej prawdy, iż „nie ma większej miłości, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.

Niejednokrotnie, szczególnie przy pożarze budynku mieszkalnego, trzeba ewakuować mieszkańców. Są to chwile pełne emocji, gdyż towarzyszy im przekonanie, że choć ludzie tracą dorobek życia, strażacy przybyli na czas i uratują ich samych. Najbardziej osobistym doświadczeniem jest wynoszenie poszkodowanych na własnych rękach, a po wyniesieniu podjęcie zakończonej pomyślnie resuscytacji. Odczuwa wtedy nie tylko satysfakcję, ale przede wszystkim wdzięczność do Boga, że daje siłę do walki o ludzkie życie. Jego serce wzrusza także niesamowita radość i wdzięczność najbliższych uratowanego. Nawet trudne doświadczenie może zatem przynieść pozytywny skutek, gdy pozwoli docenić to, co posiadamy.
Ks. Krych: Nietypowe powołanie zrodzone z codziennej potrzeby
W listopadzie 2013 roku jeden z proboszczów, ksiądz Krych, postanowił wstąpić do miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Wszystko zaczęło się od wymiany przepalonej żarówki. Ksiądz Krych nie miał wystarczająco długiej drabiny, by sięgnąć do wysoko zawieszonej lampy. Po pomoc zgłosił się więc do miejscowych strażaków. Od tego czasu służy nie tylko w obronie ducha swoich wiernych, ale także walczy o ich życie i dobytek.
Na początku ludzie dziwili się jego wyborowi, byli pełni podziwu, ale i zdumienia. Mieszkańcy zdążyli się już oswoić z nietypową rolą proboszcza, który na każdym kroku twierdzi, że w jego nowym powołaniu nie ma nic nadzwyczajnego. Dodaje przy tym, że jest to element duszpasterstwa. Oczywiście nie ma możliwości, by podczas mszy uciekł sprzed ołtarza. Jest jednak przygotowany na nagłe wyjazdy tuż przed nabożeństwem. W przeszłości zdarzyła mu się akcja, podczas której nie wiedział, o której godzinie wróci do parafii. W takich sytuacjach zwraca się o pomoc do braci zakonnych, którzy mogą zastąpić go w prowadzeniu mszy. Proboszcz Krych uczestniczył już w kilku akcjach OSP.
Ks. Paweł Kobiałka: Podwójna misja - ołtarz i syrena
Ks. Paweł Kobiałka, nominowany do tytułu „Nauczyciela Roku 2018”, łączy posługę kapłańską z aktywną służbą w Ochotniczej Straży Pożarnej. Jego jednostka jest częścią Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Oznacza to, że jest powiadamiana jako pierwsza i jako pierwsza dojeżdża w obrębie swojej gminy na miejsce zdarzenia, biorąc pełną odpowiedzialność za akcję. Nie ma mowy o zastanawianiu się, czy ma się "ochotę czy nie". Jednostka musi być zawsze gotowa na to, że w każdej chwili może zawyć syrena.
Zdarzały się sytuacje, że podczas Mszy Świętej zawyła syrena. W takich momentach ksiądz Paweł podkreśla, że Mszę trzeba dokończyć, a jego koledzy strażacy wykonają swoje zadanie. Opowiada też anegdotę: "Raz syrena zawyła przed Mszą. Mój kolega, który jest kierowcą, był kilka kilometrów od strażnicy. W sutannie jechałem wozem bojowym, wymieniliśmy się samochodami po drodze, on pojechał do akcji, a ja jego samochodem osobowym wróciłem do kościoła odprawiać Mszę św." Podkreśla, że podczas Mszy Świętej jest usprawiedliwiony z nieobecności na akcji, gdyż jego priorytetem jest bycie księdzem.
Msza święta i Apel Pamięci z okazji Dnia Strażaka - 6 maja 2024 roku
Wyjeżdżając do akcji, strażacy podchodzą do każdej poważnie, nie wiedząc, co zastaną na miejscu. Ks. Paweł Kobiałka wspomina o wypadkach, różnych zdarzeniach, a także o byciu jednostką ratownictwa wodnego z motorówką na wyposażeniu. Zanim zostanie się strażakiem-ochotnikiem, przechodzi się szkolenie, a później regularnie trenuje i trzyma formę. Ksiądz Paweł ukończył kurs kwalifikowanej pomocy przedmedycznej i przygotowuje się do szkolenia na dowódcę. Uważa, że hasło strażaków: „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”, doskonale oddaje jego podwójną misję.
W służbie strażackiej nauczył się od ludzi świeckich, od swoich kolegów strażaków, że trzeba pochylić się nad każdym potrzebującym człowiekiem, niezależnie od pochodzenia czy wyznania. Po prostu pomagać. Ludzie, również ci spoza Kościoła, często lepiej patrzą na księdza w takiej roli, doceniając jego bliskość z ludźmi. Ksiądz Kobiałka cieszy się z tego, że jest w straży, a jego druhowie również. Czują się jak zgrany zespół, jak jedna rodzina, co daje im pewność wzajemnego wsparcia w niebezpieczeństwie.
Nie było żadnych odgórnych zastrzeżeń co do jego posługi strażackiej. Proboszcz cieszył się z jego zaangażowania, a podczas szkoleń chętnie go zastępował, modląc się o bezpieczny powrót z akcji.
Ksiądz-pedagog i opiekun młodzieży
Poza posługą kapłańską i strażacką, ksiądz Paweł Kobiałka jest również pedagogiem. Gdy zaczął uczyć, prowadził lekcje religii w szkole i przedszkolu. Poza szkołą organizował dla dzieci spotkania, na przykład ze świętym Mikołajem, zbierał wyprawki. Zawiązała się silna więź, dzieci chętnie przychodziły i rozmawiały. Gdy przyszedł czas wyborów opiekuna samorządu uczniowskiego, dzieci wybrały właśnie jego. Zaczął pisać program samorządu uczniowskiego, doszły akcje charytatywne i wolontariaty. Co miesiąc z samorządem robią konkursy, wyjazdy, wieczory filmowe. Jest to praca bardzo intensywna, obejmująca całą szkołę, od przedszkola po gimnazjum.
Uważa, że dzieci na prowincji są chłonne wiedzy i chętnie chodzą na lekcje religii, angażują się. Stara się, by lekcje nie były sztampowe, lecz uczyły kochać Boga i drugiego człowieka. Aby to osiągnąć, często przynosi dzieciom jakieś przedmioty, które można zobaczyć i dotknąć. Czasem zabiera je do kościoła, pokazując konkretne przedmioty i miejsca, aby nauka nie była tylko teoretyczna.
Odnośnie dyskusji o powrocie lekcji religii do salek katechetycznych, ksiądz Paweł uważa, że dobrze, iż lekcja religii jest w szkole. Szkoła daje większe możliwości. Powrót do salek wiązałby się z problemem ich wyposażenia. Nie chodzi tylko o ławki czy tablice, ale o komputery, pomoce dydaktyczne, multimedialne, a nawet boisko do zabawy. W jego parafii, składającej się z 21 wiosek, gdzie dzieci są dowożone do szkoły, regularne lekcje religii popołudniami byłyby bardzo utrudnione, a w przypadku przygotowywania jasełek czy Męki Pańskiej jest zdany na pomoc rodziców, którzy przywożą i rozwożą dzieci.
Głęboki wymiar służby: Symbolika ognia i bliskość z człowiekiem
Chociaż strażacy mają za zadanie walczyć z ogniem, który może stać się zagrożeniem dla życia i mienia ludzi, w duchowości chrześcijańskiej jest on także znakiem Bożej mocy. Kojarzy się z ciepłem, a zatem z życiem i miłością, dlatego ma w sobie funkcję integrującą i przemieniającą. Ten obraz spotykamy na przykład w tekstach św. Jana od Krzyża, który pisał o ogniu materialnym ogarniającym drzewo, które najpierw osusza, a następnie ogarnia je płomieniem, usuwając ciemne i brzydkie przypadłości.
Cała duchowość Kościoła katolickiego widzi w symbolice ognia pewnego rodzaju tajemnicę Bożego istnienia i działania w życiu ludzi. Doświadczenie jego mocy niejednokrotnie doprowadziło do zbliżenia się do Boga. Połączenie powołania kapłańskiego ze służbą w straży pożarnej daje unikalną możliwość bycia blisko człowieka w najtrudniejszych chwilach, świadcząc o ewangelicznej miłości nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem.