Krzysztof Skubik z zawodu jest strażakiem, a z powołania artystą, który specjalizuje się w pirografii, czyli malowaniu ogniem. Tworzy on wyjątkowe i szczegółowe dzieła w drewnie. Jego prace cieszą się uznaniem i znajdują się w kolekcjach tak znanych osobistości jak Jurek Owsiak (szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy), dziennikarz Maciej Orłoś, muzyk Krzysztof Skiba, a także Robert Moskwa, Piotr Cugowski, mistrz świata w pływaniu Radosław Kawęcki, sportowcy Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek oraz Mariusz "Pudzian" Pudzianowski. Artysta był również gościem w programie Dzień Dobry TVN, Teleexpressie i TVN24, gdzie opowiadał o swojej niezwykłej pasji.

Czym jest pirografia? Definicja i narzędzia
Pirografia to jedna z najstarszych technik zdobniczych, polegająca na tworzeniu dekoracji poprzez wypalanie naniesionych wzorów w drewnie. Do jej wykonywania używa się specjalistycznych, nowoczesnych narzędzi zwanych pirografami, lub metalowego narzędzia podgrzewanego w ogniu.
Dla Krzysztofa Skubika pędzlem jest właśnie pirograf - rodzaj lutownicy z wymiennymi końcówkami, nagrzewającej się do temperatury 550 stopni Celsjusza. Płótnem artysty jest drewniana deska. Do tła w jego pracach potrzebny jest mocny płomień z palników.
Droga do odkrycia talentu
Krzysztof Skubik nigdy nie uczył się rysunku ani nie ukończył żadnej szkoły plastycznej czy kursu. Jest natomiast absolwentem Technikum Drzewnego w Janowie Lubelskim, co, jak sam przyznaje, pomaga mu realizować się w pirografii.
Swój talent artystyczny odkrył w sobie przypadkiem, około sześciu lat temu, kiedy kolega, będący myśliwym, poprosił go o pomoc przy malowaniu ogniem głowy jelenia na drzwiach. Krzysztof przyjął wyzwanie bez dłuższego zastanowienia, a efekty przerosły jego najśmielsze oczekiwania. "Jeleń przypominał jelenia" - śmieje się strażak, wspominając początki.
Kiedy okazało się, że spod jego ręki wychodzą prawdziwe arcydzieła, posypały się zamówienia - początkowo od leśniczych, łowczych oraz przełożonych z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pszczynie, a później od nieznanych ludzi, a nawet celebrytów. Często były to obrazy przedstawiające portretowanych w towarzystwie św. Floriana lub jeleni, wręczane z okazji imienin, jubileuszy czy przejść na emeryturę.
Ewolucja artystyczna i technika pracy
Na początku Krzysztof malował głównie zwierzęta i krajobrazy, a także wozy strażackie dla kolegów z pracy, np. odchodzących na emeryturę. Z czasem jednak zdecydował się na tworzenie portretów i reprodukcji znanych obrazów. Wypalił już między innymi słynną „Dziewczynę z perłą”, wiele portretów, w tym podobizny prezenterów Teleexpressu, Macieja Orłosia i Beaty Olech. W planach ma również takie arcydzieła jak „Mona Lisa” i „Dama z łasiczką”.
Pirograf jest dla niego jak pędzel malarza, jednak pirografia nie wybacza błędów. Gdy się źle przypali drewno, poprawić jest trudno. Można próbować zetrzeć papierem ściernym, ale w tym miejscu pozostanie delikatny dołek, który może szpecić pracę. Cienie uzyskuje się odpowiednim przeciąganiem pirografu. Po ukończeniu dzieła wystarczy je polakierować.
Rzeczy potrzebne do wypalania w drewnie są stosunkowo łatwo dostępne. Podstawowym narzędziem jest pirograf - rodzaj lutownicy z wymiennymi końcówkami, który można kupić za ok. 30 złotych. Krzysztof Skubik nie używa sprzętu najwyższej klasy, wierząc, że „trening czyni mistrza”. Potrzebna jest również dobrze wysuszona deska. Choć artysta podkreśla, że gatunek drewna może mieć znaczenie dla ostatecznego efektu - na przykład jawor okazał się najlepszy dla portretów ze względu na usłojenie i gładkość, a „Dziewczyna z perłą” powstała na jesionie.
Pracownia i proces twórczy
Na początku swojej przygody z pirografią, artysta wypalał obrazy na klatce schodowej w bloku, na plastikowym stoliku. Sąsiedzi często się dosiadali i z ciekawością patrzyli na jego pracę. Kiedy jednak zamówień było coraz więcej, a format obrazów zaczął się powiększać, Krzysztof postanowił przenieść swoją pracownię na działkę.
Tam, w ciszy i spokoju, praca potrafi go niesamowicie wciągnąć. Jak sam opowiada z uśmiechem: „Mówię: jeszcze tylko trochę przypalę, jeszcze tylko trochę. A tu telefon od żony, że już tak późno”. Często traci poczucie czasu, a do rzeczywistości przywraca go dzwonek telefonu od żony, pytającej, kiedy wraca.
Pasja jako odskocznia od trudów zawodu strażaka
Krzysztof Skubik, strażak z Pszczyny (a także z Jawiszowic), podkreśla, że pirografia jest dla niego nie tylko pasją, ale także sposobem na odreagowanie stresu związanego z trudami codziennej pracy. „Mamy do czynienia z bólem, cierpieniem, płaczem, krzywdą. Ludzie nas postrzegają jako niosących dobro i pomoc. Ale to, co po tym wszystkim dzieje się w nas, trzeba potem odreagować. I każdy ucieka w pasje. Ja akurat uciekam w pirografię” - wyjaśnia.
Mimo braku formalnego wykształcenia artystycznego, sam jest w szoku, że wypalanie obrazów tak dobrze mu wychodzi. Zapytany o umiejętność uchwycenia podobieństwa portretowanych osób, mówi, że nie wie, skąd ją ma, dodając skromnie: „Wydaje mi się, że każdy to potrafi”.
Działalność społeczna i uznanie
Krzysztof Skubik aktywnie angażuje się w działalność charytatywną. Część swoich prac wystawia na aukcjach, a zdobyte fundusze przekazuje potrzebującym. Prowadzi także warsztaty pirografii dla dzieci cierpiących na autyzm i zespół Downa oraz dla osób starszych, dzieląc się swoją wiedzą i pasją.
Wieść o strażaku malującym ogniem szybko rozeszła się w Polsce. Zaczęły napływać zamówienia od celebrytów, a jego prace pojawiły się w ogólnopolskich mediach, w tym w programach Teleexpressu i TVN24. O swojej przygodzie z pirografią opowiada również na spotkaniach, np. w Technikum Budowlanym w Cieszynie, gdzie podkreśla, że do wykonywania tej sztuki nie jest potrzebny kosztowny inwentarz - wystarczy zwykła lutownica z wymiennymi grotami.