W dzisiejszych czasach produkcje filmowe wyjątkowo szybko trafiają z kin do sieci, co niekiedy wywołuje tzw. FOMO (Fear of Missing Out). Poniższa analiza skupia się na recenzjach filmów o różnorodnej tematyce - od sci-fi, przez kino queerowe, po dramaty rodzinne. Przybliżamy najciekawsze tytuły, ich dostępność online oraz kluczowe aspekty fabuły i odbioru.
"Złodziej z przypadku" - hit kinowy dostępny online
Film Darrena Aronofsky’ego, uznawany za jeden z tegorocznych hitów, zadebiutował w kinach niespełna dwa miesiące temu, a już jest dostępny online. Pomimo dobrej sprzedaży w kinach, produkcja szybko trafiła do serwisów VOD.
Gdzie obejrzeć "Złodzieja z przypadku"?
Od 3 listopada film jest dostępny na platformie Polsat Box Go w cenie 43 zł. Można go również wypożyczyć na Playerze (44,90 zł), Prime Video (44,90 zł), Apple TV (44,90 zł) czy Premiery Canal+ (49,90 zł).
O czym jest film "Złodziej z przypadku"?
Fabuła koncentruje się na Hanku (Austin Butler), który nie jest materiałem na idealnego męża i nie spieszy mu się z dorastaniem. Pracuje w barze, ceniąc sobie możliwość picia alkoholu w godzinach pracy, nie dba o porządek, a jego głównym zmartwieniem są wyniki ulubionej drużyny baseballowej i zapas piwa. Gdy w jego życiu pojawia się Yvonne (Zoë Kravitz), kobieta pragnąca powagi w związku, jego dotychczasowe życie zostaje poddane w wątpliwość. Problemy Hanka eskalują, kiedy jego sąsiad Russ (Matt Smith) prosi go o opiekę nad kotem. Okazuje się, że Russ podpadł niebezpiecznym ludziom, którzy są przekonani, że Hank z nim współpracuje. Recenzja filmu, dostępna na naszej stronie, określa go jako "śmiesznie i krwawo", co świadczy o jego specyficznym tonie i treści.
Kino queerowe w polskim i światowym kontekście
Czerwiec jest świętem dumnego afirmowania życia w zgodzie ze sobą i ze swoją tożsamością. W naszej redakcji idea równości i szacunku jest ważna przez cały rok, dlatego przyłączamy się do radosnej celebracji, prezentując przegląd kina queerowego.

"Idol" (reż. Todd Haynes)
Jest to filmowa biografia Davida Bowiego, która nie jest typową biografią. Dziennikarz otrzymuje zlecenie zgłębienia historii gwiazdora glam rocka, który nagle zniknął ze sceny, fingując własną śmierć. "Idol" to twórczy kalejdoskop, wykorzystujący dygresyjność i mozaikowość formuły znanej z arcydzieła Orsona Wellesa. Sceny muzyczne przeplatają się z retrospekcjami, a fabuła obfituje w nawiązania do gwiazd sceny glamrockowej i odniesienia literackie, szczególnie do Oscara Wilde’a. Haynes zebrał w jednym filmie zdolnych młodych aktorów, takich jak Jonathan Rhys Meyers, Ewan McGregor, Christian Bale czy Toni Collette. Ta fabularyzowana biografia muzyczna Davida Bowiego staje się bramą do innego świata: pełnego romantyzmu i zmysłowości, świateł, blasku i kolorów, ale też zranień w niejasnych i skomplikowanych relacjach. Jest to cena za autentyczność i odwagę w przekraczaniu siebie.
"Córki dancingu" (reż. Agnieszka Smoczyńska)
To wyjątkowa polska produkcja queerowa. Film Agnieszki Smoczyńskiej przy wykorzystaniu baśniowej konwencji opowiada historię dwóch syren - Srebrnej i Złotej, które wychodzą pewnego dnia z warszawskiego brzegu Wisły i rozpoczynają karierę muzyczną. Bohaterki nie posiadają ludzkiej cielesności, jednak społeczeństwo traktuje je jak kobiety ze względu na ich wygląd. Sprawy komplikują się, kiedy jedna z nich pragnie wejść w relację romantyczno-seksualną i zostaje odrzucona ze względu na swoją atypowość. W produkcji Smoczyńskiej zachwyca epatująca z niej queerowa estetyka, szczególnie w aspekcie realizacyjnym. "Córki Dancingu" bawią się kampem i kiczem, co ukazują sceny syrenich występów w klubie nocznym, wprowadzając widza w dyskomfort i poczucie doświadczania czegoś osobliwego, niezdefiniowanego i przekraczającego uznane estetycznie normy. Odczucia te potęgują fantastyczne, ale równie dziwaczne aranżacje muzyczne zespołu Ballady i romanse.
"Portret kobiety w ogniu" (2019, reż. Céline Sciamma)
Od pięciu lat "Portret kobiety w ogniu" zajmuje czołowe miejsce w rankingach queerowych filmów. Céline Sciamma ujmuje uczucie między kobietami nadzwyczaj subtelnie. Akcja rozgrywa się w XVIII wieku, gdzie bohaterki trzymają swoje emocje w czterech ścianach. Zadaniem Marianne jest namalowanie Héloïse dla jej przyszłego męża, co wskazuje na już zapisany los kobiet. Marianne i Héloïse dzięki swojej relacji odkrywają też swoje prywatne, zduszone pragnienia oraz potrzeby. Językiem miłości bohaterek jest sztuka, spokój i skupienie, co wyraźnie kontrastuje z wielkimi falami i śnieżnobiałą pianą z wody, która rozbija się o pobliskie klify. Sciamma podkreśla filmową miłość elementami mistycznymi. To dzieło kompletne pod niemalże każdym względem.
"Żałobna parada róż" (reż. Toshio Matsumoto)
Debiut Toshio Matsumoto przy pierwszym zetknięciu jest jak musujący cukierek. Pełen życia, ruchu, zabawy i buzującego, nocnego życia Tokio lat 60-tych. Fabularna szkatułka skonstruowana jest wokół sceny baru Genet, fikcyjnego gejowskiego baru. Brak poszanowania dla dekorum, kalejdoskop konwencji oraz chronologiczny bałagan początkowo składają się na film do bólu nowofalowy. Tym co sprawia, że "Róże" rozkwitają, jest stopniowe odkrywanie zagadki Eddie i kliniczny obraz jej życia wewnętrznego. Matsumoto nie przestaje igrać z widzem; sceny dokumentalne przeplatają się z długimi ujęciami na ulice Tokio, rywalizacja między dwiema bohaterkami przedstawiana jest jako komiksowy pojedynek na rewolwery, a sprzeczkom na ulicy towarzyszy wodewilowa muzyka. Nie sposób uciec od kontekstu Japonii świeżo po amerykańskiej okupacji i towarzyszącej mu walki nowego ze starym. Eddie nosi się w króciutkich spódniczkach i zabawia się z bohemą, oglądając francuskie filmy, podczas gdy jej największa rywalka, Leda, wciąż większość życia spędza w Kimonach. Równie ciekawy jest aspekt płynności tożsamości - bohaterki filmu wielokrotnie odrzucają wszelkie terminologiczne łatki, czy otwarcie przyznają, że same do końca nie wiedzą, czy są kobietami. "Żałobna parada róż" pozostaje jednym z czołowych osiągnięć eksperymentalnego kina queer i ciekawym przykładem reinterpretacji antycznej tragedii.
"Choroba tropikalna" (reż. Apichatpong Weerasethakul)
Na festiwalu w Cannes film Apichatponga Weerasethakula wzbudził skrajne postawy. Niektórzy widzowie wychodzili w trakcie seansu lub buczeli na napisach, inni byli zachwyceni oryginalną estetyką dzieła. Do tych drugich zaliczali się festiwalowi jurorzy, którzy przyznali mu Nagrodę Jury. Film do dziś pozostaje jednym z najoryginalniejszych punktów na światowej mapie queerowego kina. Podobnie, jak niemal cała twórczość reżysera, "Choroba tropikalna" jest przykładem spokojnego slow cinema naznaczonego licznymi niekonwencjonalnymi rozwiązaniami i luźno skonstruowaną narracją, której nie sposób jednoznacznie interpretować. Całość podzielona została na dwie części. Pierwsza ukazuje rozwój relacji między Tongiem a Kengiem na tajskiej prowincji, kreując idylliczny obraz rodzącego się uczucia. Druga połowa filmu jest luźno oparta o tajskie opowiadanie przygodowe z lat 50. oraz tamtejsze horrory klasy B. Bohater stopniowo pogrąża się w dżungli, w której lokalne legendy stają się rzeczywistością, eksplorując trudniejsze aspekty relacji z Tongiem. Osobnym bohaterem drugiej części jest także warstwa dźwiękowa, na którą składa się głośna kakofonia odgłosów mieszkańców dżungli.
"Słoń" (reż. Krzysztof Krawczycki)
Kino queerowe w Polsce dopiero kiełkuje, dlatego warto doceniać każdą kolejną produkcję reprezentującą osoby LGBTQ+ na ekranach naszego kraju. Jedną z nich jest film Krzysztofa Krawczyckiego, "Słoń". To historia młodego chłopaka z polskiej prowincji. Bartek (Jan Hrynkiewicz) pracuje w gospodarstwie rolnym i opiekuje się chorującą matką. Pewnego dnia poznaje Dawida (Paweł Tomaszewski), który przyjeżdża na wieś na pogrzeb ojca. Przemocowi rówieśnicy oraz politycy, wykrzykujący z ekranu telewizora hasło „Stop LGBT” są codziennością zarówno bohatera filmowego, jak i znacznej części osób queerowych, wychowujących się w małych miejscowościach. Na pierwszy plan wyłania się love story, a dla głównego bohatera miłość jest tematem nadal niezbadanym. Jednymi z najlepszych elementów filmu są świetne dialogi oraz subtelność scen zbliżeń, zarówno tych fizycznych, jak i emocjonalnych. "Słoń" przedstawia historię zwyczajnej miłości, pozbawionej fajerwerków i patosu. To film wyjątkowy w swojej skromności.
"Dobrzy nieznajomi" (reż. Andrew Haigh)
Widzowie tego filmu podzielili się na tych zachwyconych seansem i tych, dla których był on zbyt czuły. Paul Mescal i Andrew Scott wylewają na widzów masę emocji, od nostalgii, przez smutek, po kompletną pustkę. Choć seans jest niezwykle smutnym przeżyciem, to również niezwykle oczyszczające doświadczenie, szczególnie kiedy pozwolimy sobie na uronienie kilku łez w ostatnim akcie.
"Moonlight" (reż. Barry Jenkins)
Po latach mam wrażenie, że o "Moonlight" więcej osób pamięta z powodu kuriozalnej wpadki na gali wręczenia Oscarów w 2017 roku niż jakości filmowej adaptacji sztuki Tarella McCraneya. Jenkins na przestrzeni niespełna dwóch godzin przedstawia historię Chirona - chłopaka, który wychowywał się w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Miami, gdzie handlowanie narkotykami i różnice społeczne są na porządku dziennym. "Moonlight" to poruszający portret dorastania w nieprzyjaznych okolicznościach, które odbiją się na zawsze na głównym bohaterze. Z jednej strony są pięknie sfilmowane sceny na plaży w Miami, a z drugiej smutne wyżywania się rówieśników ze szkoły na Chironie. Wyróżnia się zapadająca w pamięci oscarowa rola Mahershali Alego oraz znakomite występy Alexa R. Hibberta, Ashtona Sandersa i Trevante’a Rhodesa w rolach Chirona w różnych etapach życia. Ukazują oni zamkniętego, niepewnego i przestraszonego chłopaka, który chciałby odrobiny uczucia.
"Tamte dni, tamte noce" (reż. Luca Guadagnino)
Gdzieś w północnych Włoszech, w willi z kamiennym basenem, pod drzewem owocującej brzoskwini młody chłopak zakochuje się w gościu swoich rodziców. "Tamte dni, tamte noce" to nowe spojrzenie na wakacyjny romans. Obfituje w beztroskę, wrażliwe spojrzenia, czuły dotyk. Mówiąc o filmie Luki Guadagnino nie można pominąć jednej z najważniejszych scen - przemowy ojca Elio. Słów wyrażających zrozumienie, akceptację, bezwarunkową miłość, które początkowo wywołują gulę w gardle, a następnie wypełniają serce ciepłem.
"Happy Together" (reż. Wong Kar-Wai)
"Happy Together", choć pozostające w cieniu takich dokonań jak "Chungking Express" i "Spragnieni miłości", to niezaprzeczalnie jedno z arcydzieł Wong Kar-Waia. Co ciekawe, film prawie w całości rozgrywa się w Argentynie. Udający się tam w podróż kochankowie - w których wcielili się Tony Leung Chiu-wai i Leslie Cheung - wciąż na przemian rozstają się i wracają do siebie, co niweczy nie tylko ich dalszą podróż do wodospadu Iguazu, ale także buduje dynamiczną opowieść o burzliwym związku.
"Uprowadzenie" - filmowa adaptacja historii Travisa Waltona
"Uprowadzenie", film bazujący na zeznaniach Travisa Waltona, jest bezczelnym kłamstwem, które trafia na podatny grunt. Travis Walton nie tylko wychodzi bez szwanku z porwania, ale zostaje uwolniony od nieskopłatnego kontraktu wyrębowego. Na początku lat dziewięćdziesiątych powstaje wysokobudżetowa laurka science fiction, a dziś z nasrożoną miną przysłuchuje mu się w studiu Joe Rogan.
DZIKI - RECENZJA FILMU
Różnice między filmem a zeznaniami Waltona
Warto pamiętać, że cała historia tylko bazuje na zeznaniach Travisa Waltona, nie jest fabularyzowanym dokumentem. Historia ta, przepuszczona przez hollywoodzkie tryby, została bardzo uproszczona, udramatyzowana i ubarwiona na potrzeby kina, aby mocno przerazić widza, ze szkodą dla całej opowieści. Jak sam Travis Walton przyznaje w swoich wystąpieniach, z perspektywy czasu przypuszcza, że sam przez swoją ciekawość mógł sprowokować obcych. Jego pochwycenie nie było zwykłym badaniem, lecz udzieleniem pomocy. Travis Walton najprawdopodobniej zbliżył się zbyt blisko do spodka i być może uruchomił system samoobrony, trafiony silnym promieniem upadł. Po tym właśnie nastąpiło jego pochwycenie na latający spodek.
- Cały motyw z organiczną płachtą nałożoną na jego ciało na stole, która miała go dusić i unieruchamiać, został wymyślony przez twórców filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że Travis Walton był badany.
- Scena, w której Travis Walton jest ciągnięty przez obcych przez mroczny korytarz, w którym pojawiają się przedmioty jak dziecięce buty czy okulary, nie pojawia się również w zeznaniach Waltona.
Wspomnienia Travisa Waltona
Travis Walton opowiadał o ciekawych rzeczach, o tym, jak odzyskał świadomość w medycznym pomieszczeniu i zobaczył dziwne, małe istoty wokół siebie. Stojąc pochylony w małym pomieszczeniu z niskim sufitem, przerażony próbował odgrażać się obcym, trzymając coś na kształt szklanej rurki. Opowiadał również o pokoju, w którym stał samotny fotel i gdy na nim usiadł, wyświetliła mu się, niczym w planetarium, mapa gwiazd. W swojej opowieści Travis Walton miał spotkać tam nie tylko jedną rasę małych istot. Spotkał również istoty, które wyglądały jak ludzie. To oni mieli doprowadzić do jego powrotu na Ziemię. Byli wysocy, dobrze zbudowani. Jedna z tych istot podała mu coś na kształt maski tlenowej.
Jest również dużo innych drobnych szczegółów w filmie, które zostały zmienione:
- Travis Walton nie był nagi, kiedy wrócił na Ziemię.
- Miał w rzeczywistości dwóch braci, a nie jednego, jak pokazano w filmie.
- Drwali było w sumie siedmiu, nie sześciu.
- Tego dnia wszystkie osoby z ciężarówki wróciły na miejsce zdarzenia, a nie tylko jedna, aby udzielić pomocy Travisowi.
Podobno ma powstać remake filmu, który ma lepiej pokazać tę niebywałą, legendarną historię pochwycenia. Wszystko to również nie zmienia faktu, że to, co się wydarzyło, było czymś bardzo dramatycznym i przerażającym. Jak wspominał sam Travis Walton, wolałby tego wieczoru nigdy nie wychodzić z ciężarówki. Film mimo wszystko jest bardzo dobry, jednak sama historia jest dużo ciekawsza niż sam film.
"Marnie. Przyjaciółka ze snów" (reż. Hiromasa Yonebayashi)
Niewiele jest w krajobrazie współczesnego kina tak bezpiecznych przystani, jak ta sygnowana Studiem Ghibli. To dzięki ich filmom w natłoku ciężkiej codzienności, pośród pastelowych teł i pięknej muzyki, wraz z głównymi bohaterami przenosimy się do miejsc wprost niestworzonych. Nie inaczej jest z "Marnie", tytułową przyjaciółką ze snów, na którą natrafia przebywająca na wsi Anna. Między dwiema młodymi dziewczynami zaczyna rodzić się niezwykle silna więź, choć z biegiem czasu wokół tajemniczej nieznajomej narasta więcej pytań niż odpowiedzi. Protagonistka zaczyna widzieć w swojej nowej znajomej postać, którą w pewnym sensie chciałaby się stać - weselszą, śmielszą, piękniejszą wersję siebie, pokonując przeszkody, na których Annie nie starcza odwagi. Czy Anna dzięki swojej tajemniczej przyjaciółce dowie się czegoś o sobie samej? Zmieni coś na lepsze? Może zaakceptuje pewne rzeczy, których zmienić nie można?
"Zły dotyk" (reż. Gregg Araki)
Aseksualnie sensualne fantazje o uprowadzeniu przez kosmitów, nastoletni bunt, prostytucja ze znacznie starszymi mężczyznami, lęk przed HIV, opuszczone dzieciaki i wszystko to stępione przez ostre słońce. Araki, po swojej neurotycznej Trylogii nastoletniej apokalipsy, ponownie sięga po materiał spod znaku exploitation, tylko po to, żeby kompletnie odwrócić oczekiwania. "Zły dotyk" śledzi losy dwóch chłopaków, Neila i Briana, którzy jako dzieci padli ofiarami pedofila. Kręcimy się głównie wokół dwóch odmiennych reakcji na dziecięcą traumę. Neil próbuje radzić sobie ze wspomnieniami poprzez idealizację starszych mężczyzn; wmawia sobie, że tak miało być, czuje wręcz pewną sztuczną dumę. Dla Briana z kolei, ratunkiem staje się eskapizm - terror przemocy seksualnej maskuje wspomnieniem spotkania z UFO, całe swoje życie poświęcając odnalezieniu kosmitów. Te dwie strategie łączy tylko jedno - jakieś dziwne poczucie naznaczenia; specjalności. Queerowość nie gra tu pierwszych skrzypiec, zamiast tego jest nicią delikatnie wplecioną w tkankę filmu, nicią, wokół której snute są wszystkie wydarzenia. Araki unika nudnego i wyidealizowanego obrazu cukierkowej nieheteronormatywności ku pokrzepieniu serc, ale i nie ucieka się do pornografii cierpienia. Bardzo wyraźnie zaznaczone jest, że homoseksualizm Neila nie jest skutkiem traumy z dzieciństwa, a czymś, co było obecne dużo wcześniej. Chociaż z seansu wyjdziemy poturbowani, gdzieś z tyłu wciąż pozostaje nadzieja; amerykański sen przeplata się z amerykańskim koszmarem.
"Ostatni Komers" (reż. Dawid Nickel)
"Ostatni komers" to rzadki przypadek, gdy polskie kino mówi autentycznym głosem młodzieży. Akcja filmu rozgrywa się w ostatnim tygodniu szkoły w małym polskim miasteczku. Nastoletni bohaterowie wyczekują na tytułową imprezę, zwieńczenie ich nauki w gimnazjum. Bohaterowie filmu próbują odkryć własną tożsamość seksualną, pragną spróbować miłości (zgodnie z doskonałym angielskim tytułem - "Love Tasting"). Główny wątek, a więc wątek queerowy, jest inspirowany doświadczeniami reżysera z jego rodzinnego Kędzierzyna-Koźla. Tomek (Mikołaj Matczak) zauracza się w swoim przyjacielu Łysym, chłopaku swojej siostry, Moniki (Sandra Drzymalska). Niełatwo mu jednak przyznać się do uczuć, które wykraczają poza prowincjonalne normy. Momentem, który zawsze wzrusza, jest scena coming outu przed siostrą. Tomek decyduje się wyjść z szafy za pomocą chaotycznej wiadomości na Messengerze, którą Monika odczytuje przy nim na głos. W odpowiedzi otrzymuje subtelne spojrzenie, czułego kuksańca w bok i rzucone jak gdyby nigdy nic: „to się nie bój”. To reakcja, na którą każdy po cichu liczy. Wybrzmiałe między słowami: „wszystko jest z tobą okej”. Akceptacja, o którą nikt nie powinien prosić.
"Dziadku, wiejemy!" - polski film o relacjach rodzinnych
Film Olgi Chajdas jest ciekawą próbą połączenia różnych elementów - animacji z filmem aktorskim, fantazyjnej bajki z przygodowym kinem drogi i realistycznym dramatem rodzinnym. "Dziadku, wiejemy!" to historia rodziny, w której nie wszystko jest idealne. Relacja wnuczki i dziadka jest bardzo silna, ale relacje między dziadkiem i mamą oraz mamą i córką są trudniejsze, co odpowiada często realnym sytuacjom znanym z naszych rodzin. Dziadek jest postacią idealizowaną przez wnuczkę, która powoli wchodzi w okres buntu, szukania własnej tożsamości i samodzielnego radzenia sobie z emocjami. Mężczyzna stara się dać wnuczce jak najwięcej, tworzy więc bajkowy obraz swojej osoby, który jest dla wnuczki ważny, ale też przykrywa niedoskonałości jego przeszłości, którą będzie musiała odkryć.
Kluczowe elementy filmu
Największa siła filmu "Dziadku, wiejemy!" tkwi w dwóch kluczowych elementach: relacji między wnuczką a dziadkiem oraz w ukazaniu, jak nastolatka radzi sobie z trudnymi emocjami. Podróż dziadka Jeremiego i wnuczki Jagody prowadzi nie tylko do odkrycia skrywanej przez lata prawdy, ale także do pogłębienia ich wzajemnej więzi. Dzięki wspólnie przebytej drodze bohaterowie uczą się siebie nawzajem, a widzowie mogą śledzić, jak podróż mimo kłopotów zbliży ich jeszcze bardziej.
Wprowadzone do filmu elementy baśniowe mogą wydawać się ucieczką od rzeczywistości, ale film pokazuje, że przy odpowiednim podejściu, fantazja, wyobraźnia i bajki pomagają nam radzić sobie z tym, co w życiu trudne, dają też język do mówienia o tym, co kryje się w nas samych. Wprowadzenie animowanego smoka (symbolu nieprzepracowanego gniewu, z jakim mierzy się nastoletnia bohaterka) jest bardzo ciekawym i oryginalnym zabiegiem. Warto zauważyć, że sama główna bohaterka jest nietypową postacią w polskim kinie dla dzieci i młodzieży. Przyzwyczajeni jesteśmy do ekstrawertycznych, bezpośrednich postaci, które otwarcie komunikują swoje potrzeby. Tymczasem Jagoda to dziewczynka wycofana, małomówna, ale jednocześnie o niezwykle bogatym świecie wewnętrznym. Podobnie niestandardowe jest ujęcie jej rodziny - dalekiej od schematycznego obrazu „idealnego domu” i wyglądu, jak z przysłowiowego „obrazka”.
Mimo pewnych wad i niezręczności film dostarcza emocjonującej i mądrej rozrywki. Dzieło Olgi Chajdas, przede wszystkim dzięki pomysłowi wyjściowemu i świetnej relacji aktorów (zwłaszcza wnuczka-dziadek), daje młodym widzom historię zarówno emocjonującą, jak i będącą punktem wyjścia do rozmowy o uczuciach i relacjach rodzinnych.
tags: #uprowadzenie #podpalenie #domu #filmweb