Wczesnym rankiem 16 października 2013 roku w Gdańsku doszło do pożaru meczetu przy ul. Polanki. Śledczy nieoficjalnie potwierdzili, że było to celowe podpalenie, co później zostało oficjalnie potwierdzone przez prokuraturę i biegłego z zakresu pożarnictwa.
Okoliczności i przebieg podpalenia
Sprawcy bądź sprawca weszli na teren meczetu przez płot. Z posesji zabrali drewniane ławki ogrodowe oraz plastikowe doniczki, które następnie ułożyli przed bocznymi drzwiami meczetu. Te przedmioty, wraz z innymi elementami drewnianymi, zostały podłożone pod drzwi, a następnie podpalone. Analiza nadpalonych elementów i skutków zajścia pozwoliła ustalić, że do wywołania ognia wykorzystano proste urządzenie, składające się z zegara, baterii, zapalnika oraz małego zbiornika z benzyną. Po podpaleniu sprawcy uciekli. Ogień, który pojawił się najpierw przy bocznych, ewakuacyjnych drzwiach świątyni, został szybko ugaszony przez straż pożarną.

Skala zniszczeń i straty
W wyniku pożaru uszkodzeniu uległy boczne drzwi meczetu oraz elewacja budynku. Dym dotarł do wnętrza świątyni, osmalając od środka ściany i powodując zadymienie. Zniszczone zostały również chodniki bezpośrednio przy drzwiach, elementy znajdujące się na ścianach w pobliżu wejścia, a także częściowo nadpalone okno i dywany. Wysoka temperatura uszkodziła przedmioty wiszące na ścianach. Imam Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Gdańsku, Hani Hraish, oszacował straty na około 50 tysięcy złotych. Podkreślił, że cały meczet będzie wymagał gruntownego wyczyszczenia i pomalowania w środku, ponieważ dym dotarł wszędzie.
Śledztwo prokuratury i policji
W sprawie nocnego pożaru meczetu w Gdańsku wszczęto prokuratorskie śledztwo. Śledczy, pod nadzorem gdańskiej prokuratury apelacyjnej, badali sprawę pod kątem spowodowania zagrożenia dla mienia o wielkich rozmiarach, kwalifikując czyn z art. 163 Kodeksu Karnego, który przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności. Na miejscu zdarzenia pracowali policyjni technicy oraz biegły z zakresu pożarnictwa, który potwierdził, że miało miejsce podpalenie i ustalał mechanizm podłożenia ognia. Komendant Wojewódzki Policji powołał specjalną grupę dochodzeniowo-śledczą, w skład której weszli policjanci, analitycy oraz oficerowie z Centralnego Biura Śledczego. W ramach dochodzenia przesłuchano ponad 200 świadków i przeanalizowano zapisy wideo z okolicznych kamer. Policja sprawdzała także, czy miejsce pożaru było objęte monitoringiem. Pomimo intensywnych działań, nie udało się ustalić sprawców ani motywów zdarzenia.
Motywy podpalenia
Prokuratura i policja brały pod uwagę różne motywy działania podpalacza. Wśród nich rozważano zarówno wandalizm, jak i motyw związany z waśniami na tle wyznaniowym. Hani Hraish, imam Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Gdańsku, wiązał pożar świątyni z wcześniejszym incydentem podczas muzułmańskiego Święta Ofiarowania w Bohonikach na Podlasiu. Tamtejsi muzułmanie chcieli przeprowadzić ubój rytualny, czemu próbowali zapobiec obrońcy praw zwierząt. Imam Hraish uważał, że nagłośnienie tej sprawy mogło zachęcić "tchórzliwych ludzi" do podpalenia meczetu. Powiedział, że "nie ma po co po prostu prowokować innych, nawet dla uboju rytualnego". Zaznaczył, że zdaniem muftiego Tomasza Miśkiewicza, nie można było bezpośrednio wiązać podpalenia z wydarzeniami w Bohonikach.
🚒🔥 Zobacz film z akcji strażaków podczas pożaru kompleksu hal w Gdańsku! 🔥🚒
Reakcje i solidarność społeczna
Pożar meczetu spotkał się z szerokim potępieniem i wyrazami solidarności.Miron Sycz (PO), przewodniczący Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, obradującej w Białymstoku, zdecydowanie potępił akt podpalenia meczetu w Gdańsku. Minister administracji i cyfryzacji Michał Boni zamieścił wpis na portalu społecznościowym: "Szanujmy odmienności. To wstyd, że rosną uprzedzenia i prowadzą do zła, jak podpalenie świątyni w Gdańsku".
Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, również skomentował zdarzenie, podkreślając, że "taki czyn zasługuje tylko na jedno określenie - podłość". Wyraził wstyd za sprawców i za to, że taki czyn miał miejsce w Gdańsku - mieście, w którego tradycję wpisana jest tolerancja. Adamowicz zadeklarował osobistą wpłatę na rzecz Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Gdańsku na naprawę zniszczeń, a także zapowiedział zbiórkę publiczną, jeśli zajdzie taka potrzeba. Podobne deklaracje otrzymał od kilku osób, w tym od byłego prezydenta Gdańska, Jacka Starościaka.
Zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Gdańsku, w specjalnym oświadczeniu, wyraził "głębokie oburzenie wobec ataku na gdański meczet i smutek z faktu, że doszło do niego w Gdańsku, mieście wolności i tolerancji". "W obliczu tego tchórzliwego aktu barbarzyństwa Żydzi gdańscy nie mogą stać obojętnie. Łączymy się w bólu i solidarności z naszymi braćmi muzułmanami" - napisali.
Odbudowa i wsparcie społeczności
Pożar w meczecie ukazał prawdziwe oblicze gdańszczan. W ciągu 12 miesięcy od zdarzenia po zniszczeniach nie było już śladu. Wstawiono nowe drzwi i odmalowano fasadę. Mieszkańcy miasta przekazali ponad 32 tysiące złotych darowizny na cele remontowe. Pieniądze pochodziły zarówno od osób uczęszczających do świątyni, jak i tych, które z islamem nie miały nic wspólnego. Imam Hraish wyraził wielki smutek i rozczarowanie, ale jednocześnie podkreślił, że społeczność się nie poddaje, ponieważ "jest tyle uprzejmych, przychylnych nam ludzi, że na pewno wspólnie wyjdziemy z tego kryzysu". W poprzednim roku odnotowano również inne incydenty, takie jak uszkodzenie banerów wiszących na ogrodzeniu meczetu oraz podpalenie sklepu z warzywami należącego do imama Hraisha.
