W dawnych czasach Poznań płonął kilkukrotnie, a do najbardziej tragicznych wydarzeń tego typu doszło w latach 1590, 1717 i 1803. Co ciekawe, niektóre z tych pożarów wybuchły w dzielnicy żydowskiej. Przyczyną tego stanu rzeczy był fakt, że poznańska dzielnica żydowska, podobnie jak inne historyczne getta, cechowała się gęstą, niemal w całości drewnianą zabudową, co sprzyjało szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia.
Renesansowe przepisy pożarowe w Poznaniu
W XVI wiek Poznań wszedł z budynkami w większości budowanymi z drewna - materiału tańszego od cegły, powszechnie dostępnego i łatwopalnego. To sprawiało, że nawet mały pożar mógł przemienić się w wielką pożogę, do czego dochodziło kilkakrotnie na przestrzeni stulecia.
Rajcy miejscy, mając świadomość niebezpieczeństwa, wydali szereg zarządzeń, które miały zapobiegać zaprószeniu ognia i ułatwiać walkę z nim. Zabraniano między innymi wchodzić na strych z otwartym ogniem czy nakazywano regularnie sprawdzać stan kominów. Wiadra, drabiny i haki do rozrywania płonącego drewna powinny znajdować się pod ręką, a za ochronę przeciwpożarową odpowiadały cechy.
Mieszkańcy, którzy wznosili swoje domy z cegły, mogli liczyć na ulgi podatkowe, a w 1544 roku powołano dwóch rajców nazywanych porucznikami, którzy mieli dbać o bezpieczeństwo pożarowe w swojej części miasta.
Wcześniejsze pożary Poznania i ich konsekwencje
Mimo usilnych starań rajców, nie udało się jednak ustrzec od pożarów. W 1536 roku spłonęła północna część miasta, a wraz z nią gotycki zamek i ratusz. Obie budowle odbudowano tym razem w stylu renesansowym, który możemy podziwiać do dziś.

Wyjątkowo trudny dla Poznania był również 1569 rok. Najpierw potężna susza zagroziła plonom, a później wielki pożar strawił przedmieścia na prawym brzegu Warty. W dodatku silny wiatr przeniósł iskry na lewy brzeg rzeki, w efekcie w ogniu stanęły Garbary i Piaski.
Pożar w Dzielnicy Żydowskiej w 1590 roku
11 czerwca 1590 roku w warsztacie żydowskiego handlarza Siekiny ogień pojawił się w wyniku niedopatrzenia lub nieszczęśliwego wypadku, gdy tenże nie wykazał wystarczającej ostrożności w trakcie wytapiania wosku. Drewniana zabudowa dzielnicy żydowskiej sprawiła, że ogień szybko zaczął się rozprzestrzeniać.
Na pomoc przybiegli okoliczni chrześcijanie, ale Żydzi zatarasowali dostęp do większości domów, obawiając się rozbojów. To sprawiło, że akcja gaśnicza była mocno utrudniona i w efekcie spłonęły ulice Szewska i Wielka (znana również jako Żydowska). Ofiarami żywiołu padło łącznie 75 domów żydowskich, w tym cała ulica Szewska, jedna strona Wronieckiej, stara synagoga, kilka z baszt miejskich i część kramów na rynku głównym.
Gdy ogień dogasał w zgliszczach, na dobre rozgorzał płomień gniewu w Poznaniakach, którzy wypędzili Żydów z miasta. Wszczęto również proces sądowy między władzami miasta a ludnością żydowską. Mediacji u króla podjęli się starosta generalny Wielkopolski Andrzej Opaliński, wojewoda Stanisław Górka i prawdopodobnie biskup poznański, których sowicie za to wynagrodzono. Ostatecznie Żydzi mogli powrócić do miasta, ale musieli zapłacić karę w wysokości 1500 polskich złotych i do 1592 roku odbudować domy przy ulicy Żydowskiej, tym razem już murowane.

Bezpośrednim rezultatem tego pożaru był też reskrypt króla Zygmunta III Wazy z 3 lipca 1590 roku. Król zarządził, zgodnie z którym wszystkie budynki strawione przez ogień musiały być odbudowane z cegły lub w technice tzw. „pruskiego muru” i pokryte ceramicznymi, ogniotrwałymi dachówkami, podobnie jak robili Polacy. Co przyczyniło się do rozwoju budownictwa murowanego w mieście.
Tragiczny Pożar 16 Marca 1717 Roku
16 marca 1717 roku pożar znów wybuchł w poznańskim getcie, konkretnie w jednej z synagog. Ogień rozwijał się powoli, początkowo trawiąc jedynie żydowskie księgi i wyposażenie obiektu. Brak należytej reakcji mieszkańców getta doprowadził jednak do jego rozprzestrzenienia się poza synagogę. Finalnie, żywioł strawił niemal cały Poznań, czyniąc bezdomnymi dziesiątki tysięcy ludzi.
Wielki Pożar Poznania w 1803 Roku
Zaledwie kilka dni po świętach wielkanocnych, w piątek, 15 kwietnia 1803 roku, ulice miasta wypełniły się okrzykami "Feuer!" i "pożar!". Mieszkańcy, w języku polskim i niemieckim, ostrzegali się o czymś, co później okazało się być jedną z największych klęsk w dziejach miasta.
Ogień pojawił się w Dzielnicy Żydowskiej, tuż obok Starego Rynku. Jak później ustalono, zaprószyła go przez swoją nieuwagę jedna z mieszkanek. Ze względu na ciasną, głównie drewnianą zabudowę, a do tego silny wiatr, pożar rozprzestrzeniał się bardzo szybko, pustosząc kolejne ulice miasta. Ogień trawił to, co spotkał na swojej drodze, w tym domy mieszkalne i obiekty sakralne, między innymi klasztor Dominikanek, kościół Dominikanów i bożnicę.
Pożoga nie rozróżniała religii i objęła swoim zasięgiem zarówno kościół na skrzyżowaniu ulic Szewskiej i Dominikańskiej, gdzie zawaliło się sklepienie prezbiterium (odbudowane dopiero w 1814 roku), jak również stojącą vis a vis starą synagogę, której już nigdy nie odbudowano. Częściowo spłonęły też mury miasta z basztami i dwiema bramami, w tym tą z pozłacanym herbem Poznania. Ogień dotarł przez Chwaliszewo do Grobli, niszcząc tam zgromadzone zapasy zboża i składy drewna. Brak danych o ofiarach śmiertelnych.

Jak się okazało, przeszkodą zarówno w ewakuacji mieszkańców, jak i dotarciu na miejsce straży pożarnej była nie tylko dynamicznie rozwijająca się sytuacja, ale również średniowieczny mur wokół miasta. Pożar opanowano dopiero po wielu godzinach, choć nie bez znaczenia był tu fakt, że w godzinach nocnych samoistnie zaczął przygasać.
Straty były ogromne - spłonęło 276 domów mieszkalnych, czyli niemal połowa ówczesnej zabudowy Poznania. Dach nad głową i dobytek straciło przez to ponad 7,2 tys. mieszkańców. Ogień zniszczył całą dzielnicę Żydowską, a także domy przy ulicach Złotniczej, Szewskiej, Woźnej, Ślusarskiej, Wronieckiej, część Garbar oraz Grobli. Zniszczone zostały też budynki sakralne i obronne. Pożar z 1803 roku był największym w historii Poznania i miał wpływ na kolejne lata oraz wygląd miasta.
Na odbudowę Poznania władze pruskie przeznaczyły ogromną kwotę pieniędzy, bo aż 770 tysięcy talarów. Wprowadzono jednak zmiany w sposobie zabudowy miejskiej. Zrezygnowano z wąskiej i gęstej zabudowy, decydując się na większą przestrzeń między budynkami. Zrezygnowano z drewna - budynki zaczęto budować z cegły i dachówki. Same ulice także częściowo poszerzono i wybrukowano. Wszystko to miało na celu uniknięcie podobnego żywiołu w przyszłości.
Jednocześnie, po raz pierwszy ustalono coś na kształt planu zagospodarowania przestrzennego, wyznaczając kolejne obszary do zabudowy. Podjęto również decyzję o likwidacji dzielnicy Żydowskiej, której mieszkańcy mogli osiedlić się w dowolnej części miasta. Co ciekawe, pożar pośrednio przyczynił się również do powstania Ochotniczych Straży Pożarnych, ponieważ już 21 kwietnia, a więc kilka dni po tragicznych wydarzeniach, powołano Towarzystwo Ogniowe Miast i Ubezpieczenia od ognia budynków wiejskich dla Prowincji Prus Południowych oraz Towarzystwo Ogniowe dla wsi.