Pożar w bloku "Alternatywy 4": Dramat Zenka i Bożenki

Początek dnia w mieszkaniu, które dzielą Zenek i Lewicka, rozpoczyna się od nietypowej scenerii. Furman leży odkryty w łóżku, ściągając na siebie kołdrę i tym samym odkrywając Lewicką. Zenek (Furman) wyznaje: „Mhmmm, byłeś wspaniały”. Lewicka odpowiada: „No, no. Cicha woda brzegi rwie mhmmm. Śliczne mieszkanko. Tylko trzeba będzie troszeczkę zmienić. Trzeba pozbyć się tej tapety, nie jest dobra. No i trzeba to wszystko posprzątać. Tak. Wezmę się za to”. Wstaje i zaczyna działać, podśpiewując: „Kukułeczka kuka, gniazdka sobie szuka, tadadi...” i przestawia meble. „Tak, to przestawimy tu, żeby było widać, ooo... To niech zostanie, tadadira... te rogi, to za dużo jest tych rogów. O! Tu jest świetne miejsce na słoneczniki Van Gogha, przyniosę Zenku. Taradida tarara... A to nie, nie. To nie może być, absolutnie, to, to i to trzeba zdjąć, bo tu jest jedyne miejsce, gdzie można przebić drzwi do mojego mieszkania. No, o tak pójdą drzwi no i nie... ta padlina musi wyjść, to natychmiast musisz Zenku wyrzucić. Fuj. Tadadira...” Lewicka pyta: „A stół? Stół... stół może zostać, stół niech zostanie. Może go troszkę przesuniemy. Tu się otworzy drzwi, to jest w porządku.”

Nagle słychać głos: „Teodor, do kuchni!” Następnie Lewicka sprawdza: „No a teraz zobaczymy... światełeczko jest? Jest... dobrze.”

Sprawy lokatorskie i codzienne utrapienia

W bloku trwają codzienne rozmowy i spory. Pan Anioł, administrator bloku, gani jednego z lokatorów: „No i znowu pan nie przyszedł na czyn społeczny. A ja pana kryję przed milicją. W sprawie tych strzałów to nie tylko dzielnicowy pytał, ale nawet dwóch tajniaków. A tak, tak. I to poważnie ranni. A ja nic. Kamień w wodę. Niech pan siada! Pan jesteś człowiek wykształcony, inteligentny. No przecież nie po to pan się uczył, żeby teraz szczotką machać tak? Chodzi o pana obecność. Bo widzi pan, lokatorzy się opierają, nie chcą sprzątać. A jak nie będzie czyściej, to jak będzie? Brudniej tak? No właśnie, no my wszyscy ucierpimy. No więc właśnie chodzi o to, żeby pan dał przykład, taki moralny. Rozumie pan? No postoi pan w kącie z miotłą trochę i... Siadaj pan, to jest na potem. Panie, teraz to ja mam do pana inną prośbę. Wie pan, ja tu muszę wiedzieć różne rzeczy. Nie, o lokatorach, wie pan. Jakby ktoś pytał z zewnątrz, to żebym wiedział jak wykręcić, rozumie pan. Nikt...” Anioł dodaje: „Może być ten Balcerek. Tak, już, już, o to mi właśnie chodziło. Wszystko w porządku.”

W tle słychać śpiew Zosi od profesora: „Aaaaa... niech konik polny... polny... pol.... Niech wiatr swawolny, niechaj skowronek tu śpiewa”. Kolińska, artystka, reaguje z oburzeniem: „No widzisz! No widzisz! Idź do tej kuchty od profesora i powiedz jej, że ja w tych warunkach nie mogę pracować. Idź wreszcie, powiedz, bo to jest przecież niemożliwe. To jest niemożliwe. Ja zniszczę gardło, ja zniszczę zdrowie...” Kubiak po cichu wychodzi, wpuszczając do mieszkania Balcerka. Kolińska kontynuuje użalanie się nad sobą: „Ja nie mogę w tych warunkach pracować. Przecież każdy śpiewak dba o siebie, o niego dba rodzina, dba mąż. A ja jestem sama, ja właściwie jestem sama bez... bez... no tak, no... już...” Kolińska zaczyna chrząkać. „Przecież o... o... niech konik... niech... No pewne, nawet król tego nie wytrzyma. Jezus Maria, niech się pan wynosi bo ja pana... Ta, pewnie. Na ślubie to śpiewać nie chciała... łapiąc się za serce - O Jezu... o Jezu... oj...”

Scena przedstawiająca Kolińską podczas wokalnych ćwiczeń lub awantury w

Incydent z dźwigiem i zebranie lokatorów

W tym czasie pod blok podjeżdża Kotek swoim dźwigiem. „Dzień dobry. Smacznego” - mówi. Żona Kotka zwraca się do niego: „Ja bardzo przepraszam, ale zapomniał pan wyłączyć silnik, więc przyszedłem żeby powiedzieć. Spaliny strasznie śmierdzą no i hałas taki, że żona nie może ćwiczyć.” Kotek odpowiada: „Nie, nie zapomniałem. Akumulator mi siada a na bazie nie ma. Jak wyłączę to w ogóle nie ruszę.” Żona Kotka nie ustępuje: „Niczego nie umiesz załatwić. Fujaro ty. Idź zaraz, wyłącz ten silnik! Przecież są jakieś sposoby! Bo będę miała atak! Och... och...” Kubiak, słysząc to, idzie na dół i zatyka rurę wydechową kawałkiem szmaty, co powoduje wyłączenie silnika.

Anioł zachęca lokatorów do pomocy: „Dobra, dobra. Niech przyjdzie. Szybciej, szybciej! Bo nie załapie! I raz go! I raz! Śmiało no!” Lokatorzy, w tym jeden na wózku inwalidzkim, pchają dźwig: „Razem! Razem! Tak, bo widocznie wiecie państwo jest dwudziesty stopień zasilania.” Anioł dodaje: „Wszyscy powoli schodzą. Przepraszam. Ale... Ale serdecznie wszystkich zapraszam.”

Pan Winnicki wychodzi z piwnicy: „Coście mnie przytrzasnęli? Świeczka mi zgasła. Halo?! Gdzie wy jesteście?” Wszyscy z mieszkania Balcerków zabierają butelki i idą do Winnickich. „Chodźcie kochani. Proszę bardzo. Proszę do środeczka. Żaba mamy gości. Proszę, śmiało, śmiało, śmiało wchodzić tędy proszę. Proszę bardzo.” Ktoś komentuje zobaczone mieszkanie: „Przeładowane...” Wszyscy są już w środku. „No kochani śmiało, proszę bardzo. Śmiało, śmiało. Żabcia no, jakieś kieliszki, ciasteczka proszę bardzo. Cieszysz się? Proszę, proszę, proszę siadać. Panna Młoda tutaj.” W tle rozbrzmiewa ulubiona piosenka Zosi „Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia...” - tym razem w wykonaniu Hanny Banaszak. Wszyscy organizują się z miejscem. Ktoś mówi: „Pan to jesteś swój chłop. Kochany, są ludzie i ludziska po prostu. Dziękuję. Ciasteczka.”

Zgromadzenie lokatorów w mieszkaniu Winnickich, oglądających mecz w

Rozmowy toczą się wokół jedzenia i polityki. Ktoś mówi o ciastkach: „Proszę pani, niech mi pani o tym nie mówi. Ja pani powiem, że jak się na to patrzy to się serce kraje. Pani wie, że mnie te ciasteczka czasem w gardle stają? Ile ja razy mówiłem tam, że tak nie może być. Groch o ścianę. A reforma? Nic z tego nie będzie. Oczywiście, że nonsens. Ja się z panem całkowicie zgadzam tylko, że przeforsowali. Wszyscy mówili nonsens, nonsens.”

Wszyscy pilnie oglądają mecz w telewizorze. Komentator Andrzej Zydorowicz relacjonuje: „Za chwilę początek spotkania, gwizdek głównego sędziego pana Garido z Portugalii i rozpoczyna się wielkie spotkanie. Na trybunach na stadionie w Widzewie ponad pięćdziesiąt tysięcy widzów. Akcja przeciwników, błyskotliwy skrzydłowy atakuje przed pole bramki Młynarczyka. A swoją drogą chciałbym tyle mieć.” Komentator kontynuuje: „... pewnie chwyta piłkę, nadal gra jednak w strefie środkowej boiska. Znowu przy piłce Widzewiacy, jednak niedokładne rozegranie piłki przez partnerów i chwyta piłkę Młynarczyk. Jest dobra akcja, prawą stroną boiska, Rozborski, Wraga, strzał... bramka! Ale wcześniej była ręka nastrzelona, sędzia jednak chyba nie uzna tej bramki.”

Kotkowa wywija się spod uścisku ręki Balcerka pod pretekstem poprawienia krawata mężowi. W telewizji dalej gadane: „Będziemy jednak obserwowali jak zareagują na tę akcję ofensywną piłkarze Dynama, którzy słyną z tego, że nie rezygnują do końca, że dyktują tempo, starają się narzucić to tempo i swój styl gry przeciwnikowi. Prawa strona boiska, szybki Szeli Gelia...” Winnicki lekko przysypia w fotelu, a komentator dalej swoje: „... jest znakomitym strzelcem. Ma na swoim koncie ponad dwadzieścia bramek zdobytych w lidze swego kraju. Tak, na bok, o... No jak to... to trzeba... No to niech pan ją wstawi albo wystawi. Przecież tak nie... przecież ja też mam tu mnóstwo wspaniałych rzeczy i muszę wejść, wprowadzić się. Właśnie, no tym bardziej panowie weźcie zabierzcie tę skrzynię. Naprawdę wycofajcie się! Chwileczkę. No to rozebrać ją albo... O! Dobrze, że pan jest proszę pana, tak nie może być! Chwileczkę. Ja rozumiem, ja rozumiem. Nie mogę mu w związku z tym pomóc. A jak się wprowadzi to ja mu pomogę.” Z pomocą Furmana ktoś przechodzi przez skrzynię i opuszcza miejsce sprzeczki.

Ujęcie z meczu piłkarskiego komentowanego przez Andrzeja Zydorowicza

Nieoczekiwane wydarzenia

Pod blok podjeżdża autobus. „Państwo poczeka! To tutaj, na czwarte piętro! Pełna. Na czwarte piętro! Panno Wandeczko, rączkę poproszę.” Wdowa otwiera drzwi do mieszkania. „Dobrze. To ja z tamtej strony może...” Miećka robi na drutach. Ktoś prosi: „Niech pan chwileczkę poczeka. Zaraz zamelduję. No proszę zaczekać. Sprawa jest delikatna. Yyy... Kubiak.” Ktoś wyjaśnia: „No właśnie i żona ma tourne, do którego musi się przygotować, pan rozumie. Ona musi ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Niech pan nie traci otuchy. Nie? Szkoda. On proszę pana pracował w kuźni. Wie pan bo jego odgłosy pracy mobilizowały do twórczego wysiłku. No i doszedł do rezultatów. Nie. Aaaa... to też jest sztuka. Mam nadzieję, że państwo wystąpicie razem dla mieszkańców, może na jakieś święto państwowe albo dzień dziecka, co? No! Dobrze. Proszę pana.”

Anioł wraca do domu i zwraca się do niosącego dwa wiadra z węglem Tadzia: „Panie Kubiak! To jest nasze awaryjne ogrzewanie. A ja tutaj widzę, że zostały... Yyy... ... i uniemożliwiają usuwania klęski tej albo jej objawów... z dwudziestego trzeciego. No... Mam nadzieję, że i moje mieszkanie zostanie nieźle ogrzane. W świetle obowiązujących przepisów, ogrzewajcie dalej... przyjaciele. Bo pranie zamoczyłam.” Anioł zwraca się do dziecka: „Uważaj to parzy. Uważaj. Jak tu cieplutko. Dzieciaki pomóżcie mamusi. Dziękuję, oj tak, tak.” Anioł idzie tyłem, patrząc na lokomotywę i niedowierzając, że lokatorzy mogli coś takiego wymyślić. Wpada na drzewo, z którego za koszulę wpada mu sopel. Anioł zaczyna specyficznie podskakiwać, co w rytm towarzyszącej muzyki w tle daje wrażenie tańca baletowego. „Ożesz... Zależy o czym? Nie. O, to i anioł się pojawił? Nie, nie. Czytałem, czytałem. Oczywiście, że czytałem. Oj tak. To jak dzisiaj wyłączamy?”

Pożar w mieszkaniu Bożenki

Lewicka siedzi przy biurku i sprawdza zeszyty. Kreśląc flamastrem po zeszycie, pyta: „O co pyta lekarz? Co cię boli, czy byłeś wczoraj w szkole? Co odpowiada dziecko? Czuję się źle.” Wystawia ocenę i woła Zenka: „Zenku! Zapal telewizor, zaraz ma być półgodzinna audycja publicystyczna "minuta prawdy".” Zenek odpowiada: „Cała minuta prawdy? Nie wiem, jestem zajęty bardzo. Tak? Aha.”

Nagle Lewicka zauważa ogień: „Jezus Maria, Zenku! Prędko! Chodź do mnie! Ale co się...” Furman wychodzi na korytarz. „Halo! To je otwórz! Zamknięte! Dlaczego zamknęłaś drzwi?” Zauważa dym wydobywający się spod drzwi. „Bożenko! Boże... Ludzie! Ludzie! Pali się! Pali się! Ludzie!” Wbiega do siebie do mieszkania, zdejmuje ze ściany strzelby, wynosi „padlinę”, skórę z lwa wyrzuca przez okno. „Ludzie! Pali się!”

Zenek, stojąc obok w oknie, woła: „Zenku! Ratuj! Bądź Pola... aaa... aaakiem. Powtórz to, powtórz bo ja nie słyszę! Poczekaj, ja ci zaraz rzucę linkę!” Wrzuca linkę do mieszkania Bożenki: „Uważaj, łap! Masz? To teraz przechodź po tej lince! Przechodź, ja będę trzymał! Słyszysz?” Postanawia sam przejść po lince do mieszkania obok. Trzymając się linki, przechodzi po zewnętrznej ścianie budynku, by ostatecznie wejść do płonącego mieszkania przez okno. „Bożenko! O Jezus Maria, Bożenko! Bożenko, gdzie jesteś?!” Idąc po mieszkaniu pełnym dymu, potyka się o leżącą na ziemi Bożenkę. „Moje okulary...”

Ktoś wyważa drzwi, krzycząc: „W rządku się ustawić!” Z ręki do ręki podają sobie wiadro z wodą. Z mieszkania wychodzi Furman, niosąc na rękach nieprzytomną Bożenkę. „Uwaga przejście dla chorej! Bożenko, Bożenko! Słyszysz mnie? Bożenko! Rany Boskie umarła czy co?” Przykłada głowę do jej piersi: „Nie, serce jej bije. Boż... oczy otwiera. Cholerny dym. Wody, wody, dajcie wody trochę! O już dobrze, już dobrze.”

Bożenka przebudza się i pyta: „Co się stało? Co się stało?” Furman odpowiada: „Nic, nic. Nic się nie stało. Tak, paliło się, ale już zgasło. Już zgasło, prawie zgasło już. No ja cię wyniosłem, bo tam nikogo nie było. No i co? No nic takiego tam... aha, ta ścianka, która dzieliła nasze pokoje zupełnie zawaliła się, to znaczy rozsypała się dokładnie w proch. Ale wiesz dlaczego? Nie, Zenku nie, nie. Słuchaj, nie denerwuj się... nie denerwujmy się w ogóle. Ja słuchaj... A może... To nie trzeba murarzy.”

tags: #alternatywy #4 #zenek #pozar