Zbrodnie i incydenty kryminalne w regionie Chrzanowa

Makabryczne zabójstwo radcy prawnego Antoniego K. w Chrzanowie

W styczniu 2000 roku Małopolska, a wraz z nią reszta kraju, żyła szczegółami makabrycznej zbrodni. Trzy kobiety - córka ofiary, jej konkubina oraz przyjaciółka rodziny - uknuły piekielną intrygę, która doprowadziła do zabójstwa Antoni K., majętnego radcy prawnego z Chrzanowa.

Profil ofiary i tło rodzinne

Antoni K., wówczas 69-letni, był znaną i szanowaną postacią w Chrzanowie. Posiadał piękny dom, wysokie dochody oraz działki warte setki tysięcy złotych, a na jego koncie spoczywała znaczna suma 100 tys. złotych. Po śmierci żony musiał sam zająć się domem i dorastającą córką Katarzyną. Nastoletnia Katarzyna była wycofana, miała poważne problemy z nauką, nie zdała matury i nie potrafiła poradzić sobie ze stratą matki. Ojciec, choć kochał ją nad życie, nie potrafił okazać jej tego ani ulżyć w cierpieniu. Dr Stanisław Teleśnicki, biegły sądowy z psychologii, określił osobowość Katarzyny jako niedojrzałą społecznie i łatwo ulegającą wpływom otoczenia.

Jeszcze w liceum Katarzyna zaprzyjaźniła się z Anną, która zaczęła bywać w domu Antoniego K. Anna G. pochodziła z patologicznej rodziny, więc zachwycił ją prestiż Antoniego i jego zamożny dom. Między Antonim a Anną nawiązał się romans, o którym Katarzyna początkowo nie wiedziała. Był to dziwny związek, gdyż Anna i Antoni nie zwracali się do siebie po imieniu. Anna, sprytna kobieta, wykorzystała to, że spodobała się Antoniemu i zaproponowała, że z nim zamieszka. Wprowadziła się do jego domu, została sekretarką radcy, a z czasem niemal członkiem rodziny.

Pojawienie się Aleksandry C.-M. i początek intrygi

Do rodziny wkrótce dołączyła Aleksandra C.-M., znana jako Ola, przyjaciółka Anny. Ola przyjechała do Chrzanowa w 1996 roku, prowadząc z Antonim interesy i szybko dostrzegła atmosferę podejrzliwości i niezrozumienia panującą w rodzinie K. Zaczęła ją konsekwentnie podsycać. Ola, krakowianka i przyjaciółka Anny ze studiów na UJ, bywała w Chrzanowie z mężem Tunezyjczykiem podczas weekendów i świąt. Była zamożna i obyta w świecie, co imponowało Annie i Katarzynie. Dziewczyny prowadziły razem najróżniejsze interesy, m.in. sklep kosmetyczny, który Antoni K. sfinansował córce, by nauczyła się samodzielności. Po kilku miesiącach sklep przestał na siebie zarabiać, a przyjaciółki bały się powiedzieć o tym Antoniemu.

To Ola w 1999 roku miała zaproponować Katarzynie, by wybrała zgromadzone dla niej przez ojca na bankowych kontach pieniądze i przekazała je właśnie jej. Pieniądze miały trafić na wysoko oprocentowane konta w banku szwajcarskim. Ojciec, gdy się o wszystkim dowiedział, był wściekły i nakazał zwrot pieniędzy. Prawdopodobnie wtedy zrodził się pomysł dokonania jednej z najbardziej przerażających zbrodni w Małopolsce.

Anna G. zeznała w sądzie, że Antoni K. uzależnił ją od siebie psychicznie już na studiach, wykorzystując jej trudną sytuację domową. Była poniżana, a Antoni K. dwukrotnie zmusił ją do aborcji. Przeszła załamanie psychiczne. Gdy Ola podsunęła jej pomysł pozbycia się Antoniego K., Anna pomyślała, że trzeba zakończyć ten koszmar. Katarzyna K. również miała kompleksy związane z ojcem, który ciągle miał do niej pretensje, mówiąc, że do niczego się nie nadaje. Bała się jego gestów i spojrzeń, nie potrafiła się sprzeciwić.

Zdjęcie przedstawiające sąd w Krakowie lub budynek prokuratury

Próby pozbawienia życia: od trucizny po pobicia

Ola wymyśliła, żeby Antoniego K. otruć grzybami. Jesienią 1999 roku Anna G. nazbierała muchomorów, jednak odstąpiły od zamiaru otrucia z powodu wyrzutów sumienia i niepewności co do rodzaju grzybów. Nie wiedziała, jak wygląda sromotnik. Następnie Ola namówiła Katarzynę, by uderzyła śpiącego 64-letniego ojca młotkiem w głowę. Uderzenie było za lekkie, a Antoni K. po przebudzeniu mówił, że mu się wydawało, iż został uderzony. Ola wyśmiała Katarzynę, twierdząc, że ojciec nie ma nawet siniaka.

13 stycznia 2000 roku kobiety postanowiły zrealizować swój makabryczny plan. Anna G. ugotowała pierogi, do których farszu dodały proszek nasenny i lekarstwo dla psa. Antoni K. narzekał, że potrawa jest gorzka, ale zjadł i poszedł spać. Następnie podały Antoniemu K. potężną dawkę leków neurologicznych w pierogach, a gdy to nie poskutkowało, wsypały mu środki nasenne do kawy. Kiedy i to nie pozbawiło życia Antoniego K., skończyła się cierpliwość i finezja trzech wspólniczek.

Katarzyna przyniosła łom z piwnicy. Anna wzięła go i w sypialni uderzyła ofiarę w głowę, jednak wystraszyła się, że zabije. Gdy mężczyzna leżał bezwładnie, córka i konkubina opatrzyły go. Anna, która położyła się spać obok rannego, obudziła się rano cała we krwi. Kobiety wspólnie zatamowały krwawienie i umyły nieprzytomną ofiarę. Z Krakowa przyjechała Ola, była niezadowolona i wyśmiała koleżanki, twierdząc, że teraz ona wszystkiego dopilnuje.

Po kilku godzinach Antoni K. wstał z łóżka. Nie za bardzo docierało do niego, co się dzieje, więc kobiety wytłumaczyły mu, że w nocy uderzył się w głowę o nakastlik. Ponieważ mężczyzna chciał coś zjeść, na śniadanie dostał zupę mleczną z resztą proszku nasennego i ponownie poszedł spać. Dziewczyny kupiły koniak i pijąc, planowały dalsze kroki.

Szkic sceny zbrodni lub zdjęcie domu, w którym doszło do morderstwa

Realizacja zbrodni i pozbycie się ciała

Według zeznań Anny i Katarzyny, wszystkim kierowała Ola. Najpierw mężczyźnie zawiązano ręce sznurkiem. Katarzyna usiadła na klatce piersiowej ojca i założyła mu na głowę reklamówkę, a potem jeszcze przyłożyła poduszkę do twarzy. Ponieważ ofiara się szamotała, Anna położyła się na jej nogach. Wówczas Ola zachęcała: "wytrzymajcie, jeszcze trochę wytrzymajcie". Dla pewności morderczynie zanurzyły głowę ofiary w wiadrze z wodą. Wówczas Ola, która stała obok, powiedziała: "byłyście wspaniałe" i pojechała do Krakowa. W ruch poszedł również kilof, którym kobiety dobiły swoją ofiarę.

Córka i konkubina ofiary przeniosły ciało na prześcieradłach do piwnicy. Następnego dnia Ola znów przyjechała i kazała pokroić zwłoki. Rozczłonkowywaniu zwłok Ola miała nadać kryptonim "układanie puzzli". Według relacji Anny, Ola paliła w piecu w kotłowni zakrwawioną pościel, ubrania, łóżko i materace, a dwie pozostałe kobiety w tym czasie ćwiartowały ciało. To, co zostało z tej operacji, zapakowały w worki na śmieci. Czekając, aż skrzepnie krew, piły martini.

Poćwiartowane ciało zapakowano w dwie obciążone gruzem torby i w dwóch turach przewiezione zostało przez Annę i Katarzynę autobusem PKS, a potem tramwajem na krakowski Salwator. Tam wrzucono je do Wisły. Miejsce miała wybrać Ola, która na relacje koleżanek z makabrycznej wyprawy czekała w jednej z restauracji.

Kilka miesięcy po zabójstwie, w rejonie stopnia wodnego "Przewóz", grupa wędkarzy zauważyła korpus mężczyzny. Był to makabryczny widok: ciało bez głowy, rąk i nóg. Głowy, rąk i nóg nigdy nie wyłowiono z rzeki.

Śledztwo i rola "Archiwum X"

Po kilku dniach Katarzyna K. zgłosiła policji zaginięcie ojca, informując, że nosił się on z zamiarem wyjazdu na umówione spotkanie do Warszawy. Twierdziła, że zniknął bez śladu, zostawiając cały majątek w domu. O sprawie mówiono później nawet w programie telewizyjnym na temat zaginionych osób. Przyjęto zgłoszenie. Córka radcy błyskawicznie złożyła wniosek o uznanie go za zmarłego, a Antoni K. został uznany za zmarłego. Status zaginionego uniemożliwiał rodzinie formalne przejęcie jego majątku, a na podział dóbr trzeba było czekać aż cztery lata.

Zabójczynie niecierpliwiły się, ponieważ brakowało im pieniędzy, a nie mogły przejąć spadku. Kobiety postanowiły to zmienić. Wysłały anonim na adres zamieszkania ofiary. Rzekomy autor listu opisywał, że kilka lat wcześniej był świadkiem wrzucania przez dwóch mężczyzn do Wisły dużych pakunków, a na miejscu zdarzenia znalazł potem portfel Antoniego K. W liście były dokumenty Antoniego K. Ten fakt, że Katarzyna odziedziczyła majątek ojca i wraz z pozostałymi kobietami zaczęła szybko wydawać pieniądze, pozwolił ostatecznie wyjaśnić tę zbrodnię, gdyż ich wystawne życie zwróciło uwagę śledczych.

Policjanci dziwili się, że niemłody mężczyzna, o wysokiej pozycji społecznej i majątkowej, nagle wszystko zostawił i nie daje oznak życia. Niecodzienność pojawienia się nowych dowodów w sprawie zaciekawiła pod koniec 2004 roku policjantów z krakowskiego "Archiwum X" - specjalnej grupy do rozpracowywania dawnych, niewykrytych przestępstw. Połączyli rozczłonkowane zwłoki wyłowione z Wisły z zaginionym Antonim K. Gdy doświadczeni funkcjonariusze zastosowali profesjonalne techniki przesłuchań, Anna i Katarzyna przyznały się do wszystkiego. Śledztwo wykazało, że Antoni K. nie wyjechał, jak twierdziła córka, ale został brutalnie zamordowany we własnym domu. W 2004 roku zatrzymano córkę i przyjaciółkę ofiary. W tym czasie Ola była poza granicami kraju. Kiedy wróciła do Polski w 2005 roku, została zatrzymana na lotnisku w Pyrzowicach.

🎙 Śmierć, która wstrząsnęła całą Polską 🔥 Zabójstwo Tomka Jaworskiego | PODCAST

Proces i wyroki dla sprawczyń

Według oskarżyciela, kobiety dokonały mordu z motywów zasługujących na szczególne potępienie, gdyż z chęci przejęcia dużego majątku ofiary, w tym oszczędności, lokat bankowych i nieruchomości. Zbrodnię zaplanowała, kierowała nią i wydawała polecenia Aleksandra C.-M., a dokonały jej córka ofiary i konkubina. Katarzyna i Anna w śledztwie oraz przed sądem przyznały się do winy, wyjaśniając jednak, że dopuściły się zabójstwa nie z chęci zysku, ale z powodu krzywdzenia ich przez ojca i kochanka. Obie złożyły obszerne zeznania.

Aleksandra C.-M. określiła stawiane jej zarzuty jako absurdalne i konsekwentnie nie przyznaje się do udziału w zabójstwie. Twierdziła, że jedynie pomagała niezaradnej koleżance w przejęciu należnego jej majątku. Justyna Poznańska, profilerka policyjna, skomentowała, że takie postawy często przyjmują zabójczynie, u których wyraźnie zaznacza się rys psychopatyczny i narcystyczny.

Bogdan Michalec, szef krakowskiego policyjnego "Archiwum X", stwierdził, że Katarzyna miała ograniczone poczucie rozpoznawania dobra i zła. Justyna Poznańska zdiagnozowała zaburzone i nienaturalne relacje pomiędzy starszym mężczyzną, ojcem, córką i jej przyjaciółką, będącą jednocześnie kochanką mężczyzny, mieszkającymi razem. W ten układ wkroczyła najsilniejsza z nich kobieta - Aleksandra, stając się powiernicą, doradcą i swoistym ratownikiem dla zagubionych w tych trudnych relacjach Katarzyny i Anny.

Aleksandra, jako pomysłodawczyni zbrodni, została skazana na dożywocie. W 2010 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację złożoną przez jej adwokata. Katarzyna i Anna dostały po 7 lat i 11 miesięcy więzienia. Sąd wziął pod uwagę fakt, że przyznały się do morderstwa, opowiedziały o nim policjantom i wyraziły skruchę. Obie odsiedziały wyrok. Anna żyje gdzieś w Polsce, natomiast Katarzyna zmarła na raka.

W jednym z zeznań Anny G. pojawiły się przerażające sugestie, że mogło dojść do seryjnych morderstw, a niewykrycie przez lata pierwszej zbrodni spowodowało, że zrodziły się plany zabójstwa rodziny Tomasza K., brata Katarzyny oraz członków jej rodziny mieszkających w Gdyni.

Incydenty podpaleń w gminie Trzebinia pod nadzorem policji w Chrzanowie

Seria podpaleń stodół i nieużytków

Chrzanowscy oraz trzebińscy policjanci ustalili i zatrzymali 20-letniego mężczyznę podejrzanego o liczne podpalenia m.in. stodół i pustostanów, a także nieużytków rolnych w gminie Trzebinia. Straty spowodowane jego przestępczym działaniem sięgają prawie 150 tys. złotych.

9 lipca, około 3 nad ranem, trzebińska Policja została powiadomiona o palącej się stodole w miejscowości Dulowa. W wyniku pożaru całkowitemu spaleniu uległo pomieszczenie gospodarcze, a także znajdujący się w nim: samochód marki Peugeot, ciągnik rolniczy, kosiarka, wózek widłowy i elektronarzędzia. Niespełna miesiąc później, 5 sierpnia, około godz. 1 w nocy doszczętnie spłonęła stodoła w miejscowości Płoki.

W każdym przypadku na miejscu zdarzenia obecny był biegły do spraw pożarnictwa oraz policjanci z Komisariatu Policji w Trzebini, gdzie przeprowadzali oględziny i zabezpieczali ślady. Od samego początku policjanci wiązali ze sobą wszystkie te pożary, podejrzewając, że stoi za nimi ten sam sprawca. 17 listopada doszło do zatrzymania 20-letniego mieszkańca gminy Trzebinia. Jeszcze tego samego dnia młody mężczyzna usłyszał zarzuty zniszczenia mienia. Podejrzany przyznał się do niektórych podpaleń budynków i łąk. Za popełnione przestępstwa odpowie przed Sądem.

Zdjęcie przedstawiające spaloną stodołę lub zgliszcza po pożarze

Próba podpalenia kościoła w Trzebini

W innej sprawie, w minioną niedzielę, około godziny 13:30, doszło do próby podpalenia kościoła w Trzebini. Sprawcy nie udało się dostać do wnętrza, ale zostały spalone klęczniki w przedsionku kościoła. Trzebińska parafia wystosowała oświadczenie z prośbą o kontakt z komisariatem Policji w Trzebini, jeżeli ktoś widział podejrzane osoby kręcące się koło kościoła.

Postępowanie w tej sprawie prowadzą policjanci z komendy policji w Chrzanowie. Klęczniki zostały oblane łatwopalną substancją i nadpalone. Napastnik nie przedostał się do wnętrza kościoła i zbiegł z miejsca zdarzenia. Mł. asp. Piotr Fudała z Onetu informuje, że sprawca wciąż jest poszukiwany. Napastnika nagrały kamery kościelnego monitoringu. Z opublikowanego przez parafię opisu wynika, że to mężczyzna w wieku około 40-50 lat, ubrany w ciemną kurtkę, białą rozpiętą koszulę i bez krawata.

tags: #antoni #s #chrzanow #podpalenie