Pożar tartaku w Szybowicach: Akcja gaśnicza, straty i kontrowersje wokół hydrantu

Wybuch pożaru i początek akcji ratowniczej

W sobotę 5 sierpnia 2017 roku, w godzinach popołudniowych, Straż Pożarna otrzymała zgłoszenie o dużym pożarze na terenie tartaku w miejscowości Szybowice koło Prudnika, w województwie opolskim. Zgłoszenie wpłynęło około godziny 16:20.

Dym z płonącego tartaku był widoczny z wielu kilometrów, co świadczyło o skali zdarzenia. Pożar rozpoczął się kilka godzin po zakończeniu pracy, prawdopodobnie w suszarni lub na hali produkcyjnej, a następnie szybko rozprzestrzenił się na pomieszczenia biurowe, magazyn, sąsiednie budynki oraz budynek mieszkalny. Ogień objął także około hektara zboża na okalających polach.

Zdjęcie przedstawiające duży słup dymu unoszący się nad tartakiem w Szybowicach

Kpt. Łukasz Olejnik, oficer prasowy Opolskiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Opolu, poinformował, że sytuacja zastana na miejscu była poważna: objęty ogniem był budynek mieszkalny, budynek magazynowy i suszarnia na terenie tartaku. Niestety, pożar był na tyle rozwinięty, że budynku mieszkalnego nie udało się uratować i uległ on całkowitemu spaleniu.

Mieszkańcy, kiedy zauważyli pożar, opuścili budynek i nie ulegli poparzeniu. Jedyną poszkodowaną osobą była kobieta, która zemdlała wskutek silnych emocji.

Skala działań gaśniczych i ich przebieg

W akcji gaśniczej w Szybowicach wzięło udział około dwudziestu zastępów straży pożarnej, czyli łącznie około 100 strażaków. Uczestniczyła również Grupa Operacyjna Opolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP. Na miejsce wezwane zostały także dwa samoloty gaśnicze Lasów Państwowych, które wspierały działania z powietrza.

Infografika przedstawiająca rozłożenie sił straży pożarnej i użyty sprzęt podczas gaszenia pożaru

Akcja strażaków trwała blisko 24 godziny, a dogaszanie pogorzeliska zakończyło się przed godzinami porannymi kolejnego dnia. Strażacy wciąż dogaszali budynki i przeszukiwali pogorzelisko, co wskazywało, że sytuacja nie była do końca opanowana przez długi czas.

Ogromne straty materialne

Wstępnie straty spowodowane pożarem tartaku w Szybowicach pod Prudnikiem oszacowano na około 2 miliony złotych. Ogień doszczętnie strawił halę produkcyjną, pomieszczenia biurowe, suszarnię, magazyn oraz budynek mieszkalny. Pożar strawił obiekty tartaku, dwa sąsiadujące z zakładem budynki oraz zboże na okalających budynki polach.

Kontrowersje wokół sprawności hydrantu i interwencja posłanki

Sytuację w trakcie pożaru dodatkowo komplikował fakt, że początkowo w miejscowości występowały problemy z dostępem do wody. Miejscowi strażacy próbowali gasić pożar, ale nie mogli uruchomić najbliższego hydrantu. Konieczność dowożenia wody opóźniła akcję gaśniczą i mogła wpłynąć na wielkość szkód.

Jednak dwie godziny później inni strażacy zdołali otworzyć zasuwę i uruchomić feralny hydrant. Po pożarze wojewoda zlecił sprawdzenie całego systemu przeciwpożarowego w regionie.

Dwa dni po pożarze, posłanka PiS i szefowa partii w regionie, Katarzyna Czochara, zorganizowała konferencję prasową. Stwierdziła na niej, że straty spowodowane pożarem byłyby mniejsze, gdyby hydrant przy tartaku zadziałał od razu. Według posłanki, która była na miejscu w trakcie pożaru, hydrant był niesprawny. Po pożarze prudnicka poseł PiS Katarzyna Czochara zawiadomiła prokuraturę, sugerując, że mogło dojść do zaniedbania obowiązku utrzymania właściwego stanu hydrantu i sieci wodociągowej przez firmę wodociągową.

Śledztwo prokuratury: umorzenie i nowe ustalenia

Kilka dni po złożeniu zawiadomienia, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie zaniedbania obowiązków dotyczących hydrantu. Prok. Paweł Pasieka wyjaśnił, że na podstawie opinii biegłego, oględzin na miejscu zdarzenia i innych ustaleń, nie stwierdzono znamion przestępstwa niedopełnienia obowiązków. Prokuratura ustaliła, że problem z uruchomieniem hydrantu nie wynikał ze złego stanu technicznego sieci, lecz z działania strażaków.

Prokuratura nadal prowadzi śledztwo w sprawie ustalenia przyczyn samego pożaru. Ponadto, w czasie odkopywania sieci w pobliżu pogorzeliska ujawniono nielegalne przyłącze wodociągowe, co stało się przedmiotem odrębnego dochodzenia w kwestii kradzieży wody.

Reakcje na decyzję prokuratury

Decyzję prokuratury skomentowali poszkodowani i świadkowie. Właściciel tartaku nie chciał komentować rozstrzygnięcia, mając możliwość odwołania się od niego jako jedyny poszkodowany.

Józef Maleszko, naczelnik OSP Szybowice, określił decyzję jako „złą”. Posłanka Katarzyna Czochara wyraziła zaskoczenie, dodając, że nie otrzymała uzasadnienia i nie zna argumentów prokuratora.

tags: #artak #szybowice #pozar