Rola Radomskich Strażaków i Ich Bohaterskie Działania

Polska służba pożarnicza, zarówno Państwowa Straż Pożarna, jak i Ochotnicza Straż Pożarna, nieustannie wykazuje się profesjonalizmem i odwagą w obliczu różnorodnych zagrożeń. Wkład strażaków z Radomia i okolic jest w tym kontekście szczególnie widoczny, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i podczas międzynarodowych misji ratunkowych. Artykuł ten przedstawia wybrane, kluczowe wydarzenia i osoby, które swoim poświęceniem budują zaufanie społeczne do tej formacji.

Nominacja Nowego Komendanta Powiatowego PSP w Radomsku: Mł. bryg. Artur Bartosik

Państwowa Straż Pożarna w powiecie radomszczańskim oficjalnie powitała nowego komendanta. Młodszy brygadier Artur Bartosik otrzymał nominację na funkcję Komendanta Powiatowego PSP w Radomsku z rąk komendanta wojewódzkiego starszego brygadiera. Uroczyste objęcie stanowiska odbyło się 16 grudnia podczas zbiórki w siedzibie Komendy Powiatowej PSP. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele władz Powiatu Radomszczańskiego, w tym Starosta Łukasz Więcek i Przewodnicząca Rady Powiatu Ewa Gajzler, a także prezydent Radomska Jarosław Ferenc, burmistrzowie i wójtowie. Wręczając nominację, st. bryg. stwierdził: „Należy Pan do grona osób, dzięki którym radomszczańska straż pożarna zyskała wysoki poziom zaufania społecznego. Siłą każdego komendanta są ludzie, którzy za nim stoją”.

Zdjęcie z uroczystości nominacji Mł. bryg. Artura Bartosika na Komendanta Powiatowego PSP w Radomsku

Niezwykłe Poświęcenie: Artur Bryl Ratujący Życie z Dunajca

Druh Artur Bryl, strażak OSP Wierzchosławice, znalazł się na miejscu tragedii zupełnie przez przypadek. „Usłyszałem wołanie o ratunek i razem z synem pobiegliśmy ile sił w kierunku Dunajca, w okolice mostu” - wspomina strażak. „To był przerażający krzyk. Kiedy dobiegłem, zobaczyłem w wodzie kobietę”. Artur urwał krótką wiklinową gałąź i wszedł na lód, ale tafla nie wytrzymała. Całą sytuację z brzegu obserwował jego syn Kacper, przyznając, że strasznie się bał, iż tata nie da rady wydostać się na powierzchnię. Artur Bryl krzyczał do męża kobiety, by ten położył się na lodzie i spróbował chwycić żonę, aby ta nie zniknęła pod wodą. Pod nim również załamał się lód i oboje znaleźli się pod wodą. „Sam nie wiem, jak to się udało, próbowałem wyciągnąć jakoś telefon. Syn pobiegł w kierunku drogi, by szukać pomocy. W końcu wykręciłem 112. Potem telefon wpadł mi do wody” - mówi Artur Bryl. Kobieta była już skrajnie wyczerpana. Wreszcie z pomocą dotarli strażacy z OSP Wierzchosławice i OSP Gosławice. „To była bardzo wzruszająca rozmowa. Myślę, że ten dzień zapamiętamy do końca życia. Wszyscy mamy wrażenie, że między życiem a śmiercią przebiegała wtedy bardzo cienka granica”. Druh Artur Bryl odebrał specjalne podziękowanie za swoje poświęcenie dla ratowania życia od Małgorzaty Moskal, Wójt Gminy Wierzchosławice. „Od samego początku byłam w kontakcie z Arturem i cieszę się, że wreszcie się spotkaliśmy” - mówi Małgorzata Moskal. „Artur jest bardzo skromnym człowiekiem, ale ja nie mam wątpliwości, że tego dnia był prawdziwym bohaterem, podobnie jak Tomasz i Dawid”.

Ilustracja przedstawiająca akcję ratunkową na lodzie z udziałem Artura Bryla

Radomscy Strażacy w Walce z Pożarami Lasów w Rosji

W obliczu dramatycznych pożarów lasów w Rosji, Polska wysłała na pomoc 159 strażaków. Z radomskiej komendy wyjechało dziewięciu strażaków, którzy pojechali dwoma samochodami, zabierając ze sobą cysternę, pompy o dużej wydajności, samochody dowodzenia i łączności oraz kontenery logistyczne i sanitarne. Polscy ratownicy działali w obwodzie riazańskim, około 200 kilometrów od Moskwy, w jednym z najbardziej dotkniętych pożarami regionów Rosji. Z żywiołem rosyjskim strażakom pomagali walczyć także ratownicy z Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Bułgarii, Ukrainy i Kazachstanu. W akcji uczestniczyły również samoloty i śmigłowce gaśnicze z Ukrainy, Włoch, Francji, Azerbejdżanu, Kazachstanu i Turcji oraz Białorusi.

Decyzja o wyjeździe dotarła do Radomia w piątek 6 sierpnia rano, po wcześniejszych przygotowaniach do misji w Rumunii, która ostatecznie nie doszła do skutku. Komenda główna szukała samochodów z klimatyzacją, a kolumna wozów z kilku województw wyruszyła w trzydniową podróż okrężną drogą, aby ominąć Białoruś, ze względu na konieczność posiadania wiz. „Jak to w grupie, żartowaliśmy, rozmawialiśmy, aż dojechaliśmy do pierwszej wioski” - mówi starszy strażak Damian Gruszczyński. „Widok był przerażający. Z tej wsi zostały zgliszcza, gdzie niegdzie sterczały murowane kominy”. Mieszkańcy mieli chwilę na to, żeby uciec przed ogniem. Takich zdewastowanych wsi w obwodzie riazańskim strażacy widzieli więcej, gdyż ogień z lasu błyskawicznie przenosił się na domostwa. Teren, w którym przyszło pracować radomskim strażakom, był jednym z najbardziej nękanych przez pożary w Rosji.

Mapa obszarów objętych pożarami lasów w Rosji i trasa przejazdu polskich strażaków

„Już 200 kilometrów przed Moskwą był smog” - mówi młodszy aspirant Artur Bednarczyk. Do tego doszły potworne upały, które nękały Rosję. Strażacy opowiadają, że na początku trudno było wystawić rękę z samochodu, bo żar buchający od asfaltu parzył. Najwyższa zanotowana temperatura powietrza w czasie ich pobytu w Moskwie to 42,5 stopnia Celsjusza. „Nikt z nas nie wiedział, że będzie aż tak źle” - mówią zgodnie strażacy.

Strażacy byli zakwaterowani w okolicy miasta Łukino, w ośrodku wypoczynkowym dla dzieci „Raduga”. Na miejsce akcji dojeżdżali około 30 kilometrów, wjeżdżając w las, aby tam walczyć z ogniem. W okolicy, w której pracowali, paliły się torfowiska i lasy. „Przy takim pożarze lasu nigdy nie pracowaliśmy” - mówią ratownicy. „U nas nie ma takich lasów”. To właśnie drzewa stanowiły największe zagrożenie. Od żarzącego się torfu wypalały się korzenie drzew, a wystarczył podmuch, żeby kolos runął na ziemię. „One waliły się bezszelestnie, chyba że uderzały o inne drzewo, wtedy było słychać suche trzaski. To było jedyne ostrzeżenie” - wspomina strażak Artur Błach. Kilka razy takie płonące drzewo zwaliło się przed ratowników, na szczęście nigdy na nich. „Najgorzej było nocami, bo przecież my pracowaliśmy przez całą dobę” - mówi strażak Marcin Kaim. „Jechaliśmy po wodę, droga była czysta, a kiedy wracaliśmy, już leżały na niej drzewa”.

Polscy strażacy w Rosji - napisy PL

Nasi ratownicy współpracowali z Rosjanami, gasząc nie tylko pożary lasów, ale i ratując domostwa. W strażackiej nomenklaturze mówi się, że zabezpieczali tamtejszą jednostkę straży, co oznaczało, że kiedy ich rosyjscy koledzy wyjeżdżali do gaszenia w las, oni przejmowali ich obowiązki na miejscu. „W takich sytuacjach mieliśmy kontakt z mieszkańcami” - opowiadają. „Ci ludzie przyjmowali nas bardzo serdecznie”. Rosjanie traktowali polskich ratowników niemal jak bohaterów, pisząc o nich w lokalnych gazetach i zapraszając rosyjskie telewizje. Na koniec wszyscy otrzymali pamiątkowe medale. Do Polski radomscy strażacy wrócili z koszulkami rosyjskich kolegów. Kiedy przyjechali do Rosji, słońce zasłaniał gęsty dym, a kiedy wyjeżdżali, było już widać niebo - pożary zostały opanowane. Zapewniają, że gdyby teraz przyszła decyzja o wyjeździe, pojechaliby bez wahania, bo taka jest ich służba. Ruszyli do Rosji, żeby pomóc, ale też, aby się sprawdzić i zdobyć doświadczenie.

Zaangażowanie Radomskich Ratowników w Akcjach Powodziowych w Polsce

Misja w Rosji nie była jedynym wyzwaniem radomskich strażaków w danym roku. W maju i czerwcu wszyscy walczyli z powodzią na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, w Małopolsce, w powiatach lipskim i zwoleńskim. Byli w Wilkowie, Sandomierzu i Połańcu. Tylko z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej numer 1 przy ulicy Traugutta w Radomiu do walki z wielką wodą ruszyło 51 ratowników. „Zmienialiśmy się co trzy dni. Zgodnie z przepisami w akcji możemy być 72 godziny” - opowiada Jacek Pastuszka, zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej numer 1 w Radomiu.

Zdjęcia z akcji powodziowych w Polsce, pokazujące skalę zniszczeń i pracę strażaków

Nasi strażacy umacniali wały, ewakuowali mieszkańców zalewanych miejscowości, dowozili żywność i wodę do tych, którzy zdecydowali się zostać. „Mieliśmy taką rodzinę, która nie zdecydowała się na ewakuację, ale ktoś miał wyznaczoną wizytę u lekarza i trzeba było go dowieźć łódką” - wspomina Jacek Pastuszka. Ogrom nieszczęścia zaskakiwał ratowników, choć pracowali już przy niejednej powodzi. Jak mówią, o sile żywiołu trudno opowiedzieć komuś, kto nigdy jej nie doświadczył, nie był na miejscu zniszczeń, nie rozmawiał z ludźmi, którzy powódź przeżyli.

„Na terenach zalanych samochody ratowników jeżdżą bez sygnałów, tylko na światłach” - mówi Sławomir Podsiadły, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej numer 1 w Radomiu. „Sygnały włączają dopiero, kiedy pęka wał i zaczyna się ewakuacja. Wtedy zaczynają też bić dzwony”. Nasi strażacy przeżyli taką chwilę: nagle zrobił się potworny hałas, wozy zaczęły trąbić, w kościołach rozdzwoniły się dzwony. Na nich zrobiło to potworne wrażenie, a mieszkańcy o dziwo zareagowali spokojnie.

Polscy strażacy w Rosji - napisy PL

tags: #artur #strazak #radom