Zjawiska Kryminalne i Incydenty Pożarowe w Białymstoku

Białystok, podobnie jak wiele innych miast, zmaga się z różnorodnymi problemami społecznymi i przestępczymi. Na przestrzeni lat media wielokrotnie informowały o działaniach zorganizowanych grup przestępczych, incydentach o podłożu rasistowskim oraz tragicznych zdarzeniach pożarowych, które odbiły się szerokim echem w lokalnej i ogólnopolskiej społeczności.

Aktywność Grup Przestępczych i Incydenty Rasistowskie

W Białymstoku odnotowywano przypadki działalności grup, które „rządzą miastem” i deklarują, że jest ono "tylko dla białych ludzi". To właśnie członkowie tych grup często wiodą prym w czasie zadym po meczach Jagiellonii. Część z nich weszła w struktury przestępcze, zajmując się między innymi „ochranianiem” nocnych klubów i agencji towarzyskich.

Działalność tych środowisk obejmowała również dewastację pomników, napady na obcokrajowców na ulicach oraz podpalenia ich mieszkań.

Rasistowskie podpalenia mieszkań i reakcja władz

Zdjęcie przedstawiające miejsce po podpaleniu mieszkania

W związku z próbą podpalenia mieszkania, w którym mieszkał obywatel Indii - mąż jednej z córek właścicieli lokalu - do Białegostoku przyjechał minister Sienkiewicz. Ogień podłożono pod drzwi mieszkania nad ranem, na parterze klatki schodowej bloku na jednym z białostockich osiedli.

Wcześniej, na sąsiednim osiedlu, w zasobach tej samej spółdzielni mieszkaniowej, doszło do dwóch podobnych prób podpaleń mieszkań rodzin czeczeńskich. Spółdzielnia mieszkaniowa wyznaczyła 10 tys. zł nagrody za pomoc w wykryciu sprawców, a zdarzenie potępiły władze miasta. Minister Sienkiewicz podkreślił, że państwo polskie uruchomi wszelkie możliwe zasoby, siły i środki, aby tego rodzaju incydenty w przyszłości się nie powtarzały.

Spotkał się z rodziną, której mieszkanie próbowano podpalić, a jej relację określił jako wstrząsającą. Minister spotkał się także z przedstawicielami policji, ABW, prezydentem Białegostoku i wojewodą. W jego ocenie zdarzenie to było problemem nie tylko policji czy wojewody, ale także lokalnej społeczności.

Szef MSW stwierdził, że "ten cały system zawiódł, tzn. i rodzice, i szkoła, i kościół zawiodły". Dodał, że jeśli w lokalnej społeczności tacy sprawcy "cieszą się anonimowością", a nawet "wręcz poparciem", to oznacza to, "że mamy do czynienia z czymś bardzo złym dotyczącym całej społeczności". Minister poinformował, że przy wojewodzie powstanie specjalny zespół "przeciwdziałania aktom rasizmu i ksenofobii" w Białymstoku i województwie.

"Państwo polskie jest w tej sprawie gotowe na bardzo dużo. A jak dużo, to sprawcy niedługo się o tym przekonają" - dodał Sienkiewicz. Pytany o dotychczasowe działania policji w sprawach podpaleń o podłożu rasistowskim, przyznał, że problem polega na tym, iż czasami pojedyncze incydenty traktowane są "rutynowo". Stwierdził, że dotychczasowe doświadczenia w regionie wskazują na "pewną bezradność państwa w tej sprawie", ponieważ nie udało się wykryć sprawców incydentów rasistowskich czy nacjonalistycznych, które miały miejsce w regionie od 2011 roku, a śledztwa zostały umorzone. Minister zaznaczył, że przestępstwo ma zawsze charakter społeczny, i jeśli mieszkańcy Białegostoku uważają, że ich znakiem rozpoznawczym ma być rasizm i ksenofobia, to "zmowa milczenia doskonale temu służy". Podkreślił również, że przestępcy "czują się o tyle swobodnie, o ile mają przyzwolenie społeczne".

Incydent rasistowski na stadionie

Tymczasem w Białymstoku zajęto się sprawą rasistowskiego ekscesu pseudokibica piłkarskiej drużyny Jagiellonii wobec czarnoskórego piłkarza tego zespołu Ugochukwu Ukaha. Akt oskarżenia dotyczył zdarzenia z jesieni 2012 roku na stadionie w Szczecinie, po wyjazdowym meczu Jagiellonii Białystok z Pogonią Szczecin. Jeden z pseudokibiców Jagiellonii miał opluć i wyzwać czarnoskórego piłkarza własnej drużyny, w czasie gdy zawodnicy i trenerzy podchodzili do trybuny, by podziękować za doping. Informację o tym incydencie opublikował wówczas klub Jagiellonia i potępił go.

Działania Policji Przeciwko Agencjom Towarzyskim

Białostoccy skinheadzi, będący aktywną bojówką i wiodący prym podczas zadym wywołanych przez chuliganów chodzących na mecze Jagiellonii, część z nich weszła w struktury przestępcze. Jak wynika z ustaleń, skinheadzi "ochraniali" m.in. agencje towarzyskie.

Międzynarodowa operacja CBŚP i Surrey Police

Zdjęcie przedstawiające symbol CBŚP lub Europolu

CBŚP zatrzymało podejrzanego o kierowanie grupą przestępczą, a w tym samym czasie brytyjska policja zlikwidowała sieć agencji towarzyskich w Wielkiej Brytanii oraz zatrzymała inne osoby podejrzane do tej sprawy. Śledztwo po polskiej stronie nadzoruje Prokuratura Krajowa, a z jego ustaleń wynika, że grupa mogła działać od 2019 roku i prowadzić agencje, w których mogło „pracować” kilkadziesiąt kobiet różnych narodowości.

Policjanci z brytyjskiej Surrey Police i CBŚP w Białymstoku, nadzorowani przez podlaską prokuraturę, rozbili zorganizowaną grupę przestępczą. W wyniku skoordynowanych działań funkcjonariuszy z Wysp i Białegostoku zatrzymano 6 polskich obywateli w wieku od 29 do 55 lat. W Anglii zatrzymano 5 osób, natomiast w Polsce - jedną.

Polscy i brytyjscy funkcjonariusze przeszukali mieszkania podejrzanych i zabezpieczyli m.in. pieniądze. Aby lepiej skoordynować ich wspólne działania, w ramach Eurojust powołano tzw. „zespół JIT” (Joint Investigation Team), którego celem było zgromadzenie dowodów przestępczej działalności, a także wymiana informacji pomiędzy zaangażowanymi w akcję polskimi i brytyjskimi służbami. Z ustaleń śledczych wynika, że gang działał od 2019 roku i zajmował się organizacją, a następnie prowadzeniem sieci agencji towarzyskich w Wielkiej Brytanii, głównie w Londynie. W agencjach mogło „pracować” nawet kilkadziesiąt kobiet różnych narodowości, a zyski były transferowane do Polski, gdzie je inwestowano.

Zatrzymany w Polsce 32-letni białostoczanin w podlaskiej prokuraturze usłyszał zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a także ułatwiania i czerpania korzyści z prostytucji. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany.

Akcje CBŚP w kraju: Łomża i Poznań

Szturm CBŚP na agencje towarzyskie

Białostoccy policjanci razem z antyterrorystami rozbili zorganizowaną grupę przestępczą w Łomży. W ramach działań zamknięto Night Club i agencję towarzyską. Z zebranych dowodów wynikało, że zatrudniane tam w charakterze sprzątaczek Polki, Białorusinki i Ukrainki w rzeczywistości pracowały jako prostytutki. W ramach jednoczesnej akcji w agencji i kilku mieszkaniach zatrzymano 7 osób - trzy kobiety i czterech mężczyzn w wieku 19-38 lat. Zarzuty postawiono też dwóm mężczyznom przebywającym w więzieniu. Sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łomży.

Kolejny sukces białostockiego Centralnego Biura Śledczego Policji to likwidacja agencji towarzyskiej w Poznaniu. Wszystko zaczęło się, gdy do funkcjonariuszy dotarła informacja, że w Poznaniu działa grupa przestępcza, prowadząca agencję towarzyską. Jak się okazało, niektóre z kobiet także „pracowały” w tzw. „wyjazdowych agencjach” na terenie kraju, a w szczególności w dużych miastach województwa wielkopolskiego i podkarpackiego.

Przez kilka miesięcy prowadzonego śledztwa policjanci CBŚP z Białegostoku ustalili, że podejrzani o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą prawdopodobnie „zatrudniali” kobiety, które w zamian za ułatwianie im nierządu, udostępnianie pomieszczeń oraz umieszczanie ogłoszeń „towarzyskich” oddawały część zysku pochodzącego z prostytucji. Według śledczych, grupa mogła działać na przestrzeni 2017/2018 roku.

Po zebraniu materiału dowodowego policjanci CBŚP z Białegostoku, przy wsparciu policjantów z CBŚP z Katowic, zlikwidowali agencję towarzyską, działającą w jednym z apartamentowców w Poznaniu. Tam zatrzymano 7 osób i zabezpieczono kilkadziesiąt telefonów komórkowych oraz pieniądze na poczet przyszłych kar. Dodatkowo w Katowicach zatrzymano kolejne 2 osoby, w tym poszukiwanego od 2015 roku Tomasza W. ps. Johny. 9 zatrzymanym osobom przedstawiono zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz ułatwiania i czerpania korzyści majątkowych z nierządu innych osób. Dodatkowo dwoje podejrzanych usłyszało zarzuty kierowania tą grupą. Sprawa jest rozwojowa, a policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Śledczy ustalają także majątek należący faktycznie do podejrzanych, w celu pozbawienia ich mienia zgromadzonego w trakcie prowadzenia niezgodnej z prawem działalności.

Tragiczny Pożar w Białymstoku na Ulicy Grunwaldzkiej (Maj 2019)

Do tragicznego pożaru doszło w drewnianym domu wielorodzinnym przy ul. Grunwaldzkiej w Białymstoku, w nocy z 12 na 13 maja 2019 r. Na piętrze mieszkała kobieta z mężem, córką i bratem. Na parterze znajdował się pustostan, zniszczony po poprzednim pożarze (palił się przewód kominowy), z odciętym prądem, zburzonym piecem i zablendowanymi oknami. Mimo to brat właścicielki - oskarżony Adam T. - czasem zapraszał tam kolegów i pił z nimi alkohol. Tak było tragicznej nocy, kiedy w mieszkaniu biesiadowało w sumie pięciu mężczyzn.

Przebieg zdarzenia i akcja ratunkowa

Zdjęcie przedstawiające strażaków w akcji gaśniczej

Jak ustalili śledczy, do oświetlenia używali parafinowych wkładów do zniczy. Około godziny 23 sąsiad "z góry" poszedł do swego mieszkania. Dwóch gości usnęło w pomieszczeniu na dole, a Adam T. i drugi oskarżony Maciej Cz. - w ganku. Podsądni wyjaśniali w procesie, że obudził ich swąd dymu. Zobaczywszy płomienie za drzwiami, uciekli w panice w obawie o własne życie. Twierdzili, że pożar był zaawansowany i nie byli w stanie nic zrobić, a dodatkowo byli pijani.

Ogień dostrzegli mieszkańcy sąsiedniego bloku przy ul. Monte Cassino i około godz. 2.30 wezwali służby. Płonął parter. Ogień odciął drogę ucieczki trzem osobom znajdującym się wówczas na pierwszym piętrze, które również było częściowo objęte pożarem. Strażacy ewakuowali z piętra trzy nieprzytomne osoby (w tym młodą dziewczynę, jej ojca i wujka) i oddali pod opiekę załogi karetki. Trzecia osoba zmarła po dwóch miesiącach w hospicjum. Przyczyną śmierci mężczyzny było ostre zatrucie tlenkiem węgla.

Postępowanie sądowe i zarzuty

W akcie oskarżenia prokuratura zarzuciła Adamowi T. i Maciejowi Cz. nieudzielenie pomocy ofiarom pożaru, ale też nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch osób oraz spowodowanie obrażeń ciała trzech osób - w tym u jednej śmiertelnych. Zdaniem sądu niesłusznie, bowiem nie można obwiniać oskarżonych o skutek pożaru, którego sprawcy nie udało się nawet ustalić.

Przy wydawaniu wyroku sąd zmienił kwalifikację prawną, w opisie zarzucanego oskarżonym czynu pozostawiając jedynie nieudzielenie pomocy. Groziło za to do 3 lat więzienia. Wniosek prokuratora opiewał na 2 lata. Zdaniem sądu był to wniosek przesadzony. We wtorek sąd skazał obu mężczyzn na 10 miesięcy pozbawienia wolności. Sędzia Krzysztof Kozłowski z Sądu Rejonowego w Białymstoku przyznał, że "od oskarżonych w tym postępowaniu nikt nie oczekiwał jakiejś heroicznej, bohaterskiej postawy polegającej na próbie ratowania uwiezionych w pożarze ludzi", ponieważ pożar był zbyt rozwinięty. "Natomiast należało od oskarżonych wymagać, aby niezwłocznie przekazali funkcjonariuszom policji informacje, iż w tym budynku zostały inne osoby, które wymagają pomocy: ile ich jest, jaki jest rozkład pomieszczeń. Tylko tyle i aż tyle. Być może ta informacja ułatwiłaby i przyspieszyła akcję ratunkową".

Oskarżeni o własnych siłach uciekli z płonącego budynku. Kiedy obserwowali pożar z pobliża, zostali wylegitymowani przez mundurowych. Twierdzili, że nie mają nic wspólnego z tym zdarzeniem, a ich ubranie pachnie dymem, gdyż wracają z grilla. Zdaniem sądu oskarżeni myśleli wtedy tylko i wyłącznie o tym, jak uchronić się przed choćby cieniem podejrzeń, że ponoszą jakąś winę za powstanie pożaru. Dopiero w drugiej kolejności o kolegach. Choć oskarżeni byli w przeszłości karani (Adam T. za ukrywanie i niszczenie dokumentów, zaś Cz. za inne przestępstwa), sąd uznał, że wyrok 10 miesięcy więzienia jest odpowiedni.

tags: #bialystok #agencje #towarzyskie #pozar