W Bydgoszczy doszło do poważnego pożaru kamienicy, który pochłonął życie jednej osoby i spowodował znaczne zniszczenia, zmuszając mieszkańców do ewakuacji i mierzenia się z konsekwencjami zdarzenia.
Tragiczne zdarzenie przy ulicy Sienkiewicza
Zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło kilka minut przed godziną pierwszą w nocy. Strażacy od początku zdawali sobie sprawę z trudności akcji gaśniczej, myśląc: „To stara konstrukcja mieszkalna. Będzie ciężko”. Mieli rację, ponieważ pożar był trudny do opanowania. W akcji gaśniczej wzięło udział pięć jednostek straży pożarnej.

Niestety, w mieszkaniu znaleziono zwęglone zwłoki 44-letniego właściciela. Jarosław Umiński, rzecznik bydgoskich strażaków, wyjaśnił, że pożar był trudny ze względu na konstrukcję kamienic. „Mają one zakamarki, dlatego trudno jest zlokalizować źródło ognia, który szybko zajmuje znajdujące się tam łatwo palne elementy” - tłumaczył rzecznik.
Relacje świadków i tło zdarzenia
Z relacji sąsiadów wynika, że podczas pożaru panowała dramatyczna sytuacja. „Kobieta krzyczała z okna. Chyba zatrzasnęła się w pomieszczeniu i nie miała jak wyjść. Dwie inne osoby wychodziły przez boczne okna” - opowiadali świadkowie. Według ich relacji, w spalonym mieszkaniu zameldowana była jedna osoba, jednak lokatorów było tam znacznie więcej.
Inwood residents displaced by fire say they've been worried for years
Sąsiedzi określali mieszkanie jako „zwykłą melinę” i wskazywali na wcześniejsze problemy: „Już dwa razy interweniowała straż pożarna. Nic dziwnego, jak oni kable w domu palili, to czego się po nich spodziewać”. Wspominali również o zachowaniu lokatorów: „Ten zameldowany to był z nich wszystkich najspokojniejszy. A ile to razy jego koledzy, kiedy schodzili ze schodów, głową szybę zbili?”
Policja potwierdza, że zgłoszenia dotyczące tego mieszkania nie były jej obce. Zarządca budynku, w którym wydarzyła się tragedia, skomentował sytuację, prosząc o niepublikowanie jego nazwiska: „Mieszkańcy tej meliny mieli być eksmitowani, jednak komornik kilkakrotnie przekładał termin. Gdyby wywiązał się z należących do niego obowiązków, nie doszłoby do takiego zdarzenia”.
Skutki pożaru i pomoc poszkodowanym
Strażacy opanowali sytuację po czterech godzinach intensywnych działań. Około godziny piątej rano lokatorzy mogli wrócić do mieszkań. Jak się okazało, nie wszyscy. Halina Gostyńska, mieszkająca z trójką dzieci przy ulicy Sienkiewicza 57, klatkę dalej od spalonej meliny, opowiedziała o swojej sytuacji: „Zagrodzili przejście. Powiedzieli, że mamy nocować u rodziny”. Jej strych łączy się z tym, na którym doszło do tragedii, i stamtąd strażacy gasili ogień.

Pani Gostyńska z rozgoryczeniem opisała straty: „Wszystko zalane. Sufit prawie całkiem odpadł, podłoga i kafelki odchodzą, prądu nie ma. Kto mi za to zapłaci?”. Bogusława Bajgot, kierowniczka Rejonowego Ośrodka Pomocy Społecznej Śródmieście, tłumaczy, że „mieszkań zalanych jest więcej”. Dodała, że poszkodowani dostaną finansową pomoc, jednak każda sprawa rozpatrywana będzie indywidualnie.
W kwestii ubezpieczenia, lokatorka nie była ubezpieczona, ale zrzeszenie, do którego należy kamienica, owszem. „Zgłosiliśmy sprawę do PZU” - poinformowała.
tags: #bydgoszcz #mickiewicza #pozar