Pożary w Australii: Przyczyny, Skutki i Kontekst Klimatyczny

Podczas gdy Europa zmaga się z mrozami i obfitością śniegu, na Antypodach nowy rok niejednokrotnie rozpoczynał się falą czterdziestostopniowych upałów. Na katastrofalne skutki nie trzeba było długo czekać. Pożary w Australii to cykliczne zjawisko, jednak niektóre sezony przynoszą zniszczenia o niespotykanej skali. W drugim tygodniu stycznia w przeszłości wszystkie australijskie stany, z wyjątkiem Queensland, odnotowały gwałtowny wzrost temperatury. Bezchmurnemu niebu towarzyszyły północno-zachodnie wiatry, które doprowadziły do sprężenia suchego, pustynnego powietrza przy powierzchni ziemi. Największe temperatury zanotowano w Nowej Południowej Walii, Victorii oraz Australii Południowej. Na przedmieściach Sydney zmierzono 44°C, w Port Augusta 47°C, a na lotnisku Wudinna nawet 48,2°C. Według przedstawicieli Bureau of Meteorology (BOM) temperatury przekroczyły styczniowe średnie z wielolecia nawet o 8-16 stopni. Meteorolodzy z BOM wydali najwyższe ostrzeżenia przed pożarami, podkreślając wysokie ryzyko związane z silnymi wiatrem oraz suchymi burzami. Prognozy szybko się potwierdziły, a ogień w zaskakująco szybkim tempie zniszczył rozległe obszary buszu, pól uprawnych i winnic.

"Czarne Lato" 2019-2020: Katastrofa Bez Precedensu

Jeszcze nie tak dawno cały świat śledził przerażające pożary australijskiego buszu i lasów, które doprowadziły do ogromnych zniszczeń. Pożary z "Czarnego Lata", do których doszło w latach 2019-2020, zniszczyły obszar wielkości Turcji. Zginęły 33 osoby. Sezon 2019/2020 przyniósł katastrofę rzadko spotykanych rozmiarów: śmierć kilkudziesięciu osób i ponad miliarda zwierząt (ssaków, ptaków i gadów), ewakuację setek tysięcy mieszkańców stanów Nowa Południowa Walia i Wiktoria, ponad 100 tysięcy wypalonych km² i tysiące zniszczonych domów.

Obraz satelitarny dymów z pożarów Australii

Ofiary w Świecie Zwierząt

Prawie trzy miliardy zwierząt - ssaków, gadów, ptaków i żab - zostało zabitych lub pozbawionych siedlisk przez niszczycielskie pożary buszu w Australii trwające od sierpnia 2019 do marca 2020. Już wtedy wiedziano, że miejsca objęte pożarem zmienią się na długie lata, jednak prawdziwa skala problemu i strat wyrządzonych przez żywioł okazała się jeszcze większa niż początkowo zakładano. Drastyczne liczby zostały ujawnione w najnowszym raporcie przygotowanym przez naukowców na zlecenie WWF. Poszkodowanych w wyniku pożarów jest, nie jak początkowo zakładano 1,25 miliarda, ale aż 3 miliardy dzikich zwierząt. Wśród nich wskazano 2,46 miliarda gadów, 180 milionów ptaków, 143 miliony ssaków i 51 milionów żab. Z powodu ograniczeń metodologicznych analiza nie uwzględniła wszystkich kategorii taksonomicznych (np. bezkręgowców, ryb czy żółwi). Dane prezentowane przez WWF mają jednak charakter wstępny, a sprawozdanie końcowe zostało opublikowane do końca sierpnia 2020 roku.

"Australijczyków i australijską przyrodę spotkała niewyobrażalna katastrofa. Do jej ogromnej skali przyczyniła się postępująca zmiana klimatu. Dane opublikowane przez naukowców badających skutki pożarów australijskiego buszu są szokujące. Trudno przywołać na myśl podobne wydarzenie na świecie, które zabiło lub pozbawiło siedlisk taką liczbę zwierząt. To jedna z najgorszych katastrof dzikiej przyrody we współczesnej historii."

7 FAKTÓW NA TEMAT POŻARÓW W AUSTRALII

Pożary przełomu 2019 i 2020 roku objęły swoim zasięgiem wiele cennych przyrodniczo obszarów Australii - parki narodowe, lasy eukaliptusowe, a nawet wilgotne lasy w stanie Queensland (uznawane za jedne z najstarszych lasów deszczowych świata). Początkowe obliczenia naukowców badających katastrofę skupiały się tylko na stanach Nowa Południowa Walia i Wiktoria.

Zniszczenia Infrastrukturalne i Pomoc

Pożary w Australii zniszczyły już ponad 350 budynków i spustoszyły 350 tys. ha buszu. W okolicach Longwood w stanie Victoria ogień w zaskakująco szybkim tempie zniszczył 150 tys. ha dziewiczego lasu. Pożary obejmują nie tylko busz, lecz także pola uprawne i winnice. Najbardziej zagrożone są niewielkie miasteczka i wsie, gdzie niesione wiatrem iskry padają na domy oraz zabudowania gospodarcze.

W sobotę władze Australii ogłosiły stan klęski żywiołowej, co umożliwiło służbom prowadzenie przymusowych ewakuacji. Spalone drzewa blokują jednak coraz więcej dróg, co utrudnia akcję ratunkową. Z gwałtownymi i wielkimi pożarami buszu zmaga się od początku roku australijski stan Wiktoria. Żywioł spustoszył już 410 000 hektarów ziemi, zabijając 20 tys. zwierząt hodowlanych. Tysiące hektarów terenów zalesionych spłonęły także w Nowej Południowej Walii, niszcząc co najmniej 16 domów. Władze ogłosiły najwyższy poziom zagrożenia i zarządziły ewakuacje w rejonach Phegans Bay i Woy Woy. Zastępca komisarza stanowej straży pożarnej, Ben Millington, na konferencji prasowej zwrócił uwagę na trudne warunki, z jakimi mierzą się strażacy, podkreślając, że "przejście przez te warunki pogodowe zajmie kilka godzin. Mamy wysoką temperaturę i silny wiatr przy tym pożarze, więc na tym etapie działanie jest bardzo trudne, a zagrożenie nadal jest bardzo duże".

Rząd zapowiedział natychmiastowe uruchomienie funduszu pomocowego na odbudowę w wysokości prawie 20 mln dol. australijskich. Rząd ogłosił wyasygnowanie ponad 100 milionów dolarów pomocy dla poszkodowanych mieszkańców. Według związku rolników Victorian Farmers Federation (VFF), rządowa pomoc jest zbyt skąpa, bo wszystko wskazuje na to, że straty w stadach zwierząt będą rosły, a wiele farm i osad rolniczych zwyczajnie zniknęło z powierzchni ziemi. Związek przypomina również, że niedawno farmerzy w tym stanie ucierpieli wskutek ulewnych deszczy i powodzi błyskawicznych. Do tej pory ponad 1000 gospodarstw zostało zidentyfikowanych jako dotknięte pożarem.

Władze lokalne informują, że tempo rozprzestrzeniania się ognia w północno-wschodniej części stanu Victoria osłabło. Mieszkańcom miejscowości Baring, Big Desert, Boinka, Linga, Patchewollock, Torrita, Underbool i Walpeup zezwolono na powrót do domów. Prognozy nie są w pełni optymistyczne. Komisarz ds. pożarów powiedział, że "wiele z tych dużych pożarów będzie się utrzymywać przez kolejne dni, a nawet tygodnie". Tymczasem, według najnowszych prognoz BOM, opady deszczu mają wystąpić głównie nad wolnym od pożarów stanem Queensland. Będą na tyle intensywne, że synoptycy ostrzegają przed lokalnymi powodziami. Temperatury na południu nieco spadną - w Sydney spodziewane jest maksymalnie 29°C, w Canberrze 33°C.

Główne Przyczyny Pożarów

Wszystko wskazuje na to, że trwające w Australii pożary będą jednymi z najgorszych w historii kraju. Skoro obecny sezon pożarowy jest aż tak wyjątkowy, to nic dziwnego, że wiele osób stara się dowiedzieć z jakiego powodu. Aby jednak dokładnie wskazać przyczyny tej katastrofy trzeba przyjrzeć się zmianom zachodzącym w Australii w ostatnich dekadach, gdyż każdy pożar, oprócz przysłowiowej iskry, potrzebuje także odpowiednich warunków.

Ekstremalne Warunki Pogodowe

Fala upałów z temperaturą dochodzącą do 42 st. Celsjusza sprzyja rozprzestrzenianiu się ognia. O pożar bardzo łatwo, bo w Nowej Południowej Walii trwa fala upałów. Wschodnia i centralna część Nowej Południowej Walii są obecnie najbardziej zagrożone przez niebezpieczne warunki pogodowe - ostrzega starszy meteorolog Dean Narramore. Temperatura dochodzi tam do 40 stopni Celsjusza, a silny, porywisty wiatr dodatkowo sprzyja powstawaniu i szybkiemu rozprzestrzenianiu się pożarów. Władze ostrzegły przed wysokim ryzykiem w czasie rozpoczętego już sezonu pożarów buszu, wskazując, że po kilku spokojniejszych latach nadchodzący okres może być trudniejszy.

Wyjątkowy był też grudzień (australijskie wczesne lato) - najwyższa zanotowana anomalia temperatury wśród wszystkich miesięcy wyniosła +3,03°C (BOM, 2020). Te rekordy to kolejne punkty na wznoszącej się linii trendu: Australia, podobnie jak reszta świata, doświadcza wzrostu temperatur, związanego zarówno z częstszym występowaniem ekstremalnych upałów jak i podwyższaniem średnich temperatur sezonowych (dla poszczególnych pór roku). Od lat 60. widać to wyraźnie chociażby dla australijskiej wiosny. Ociepleniu towarzyszy spadek sum opadów: w południowo-wschodniej części kontynentu opady od kwietnia do października (jesień-wiosna) zmalały w latach 1999-2018 o 11% w stosunku do lat 1900-1998. Nakładanie się tych trendów spowodowało, że w okresie 1961-2000 30% lat było jednocześnie cieplejszych i bardziej suchych niż średnia ze 140 lat. Taki również był 2019 rok - nie tylko najcieplejszy, ale i najsuchszy w historii pomiarów w Australii.

Wykres anomalii rocznej średniej temperatury w Australii w stosunku do lat 1961-1990

Podobnie rekordowy (in minus) był pod względem wilgotności grudzień, w którym ilość opadów na terytorium Queensland, Nowej Południowej Walii, Wiktorii i Terytorium Północnego była wśród 10 najniższych od 1900 roku (raport BOM, 2019, BOM, 2020). Na dodatek 2019 był trzecim suchym rokiem z rzędu. To, że deficyty wody podwyższają ryzyko pożarów nie jest niczym zaskakującym.

Mapa opadów (procentowo) w Australii, grudzień 2019, w stosunku do lat 1961-1990

Wpływ Zmian Klimatu

I choć samo globalne ocieplenie bezpośrednio nie wywołuje pożarów, to wpływa na warunki pogodowe. Ich zmiana wyzwala całą lawinę wydarzeń prowadzących do tego, że pożary łatwiej wybuchają, obejmują większe obszary i są bardziej intensywne. Australia to jeden z największych emitentów gazów cieplarnianych w przeliczeniu na obywatela oraz jeden z czołowych producentów i eksporterów węgla na świecie. Ten węgiel kupuje także Polska - w 2018 r. Polska kupiła 1,48 mln ton australijskiego węgla kamiennego. W ostatnim indeksie „Climate Change Performance Index” zarówno Australia, jak i Polska, znalazły się w końcówce zestawienia, jeśli chodzi o jakość działań na rzecz ochrony klimatu. Obydwa kraje plasują się tam przez słabe wyniki w kategoriach obniżenia emisji gazów cieplarnianych, jak i wsparcia odnawialnych źródeł energii. Dodatkowo, Australia, tak jak i Polska, nadal inwestuje w wydobycie i spalanie paliw kopalnych, a konkretnie węgla i gazu ziemnego. Katastrofa klimatyczna to też nasza rzeczywistość. W Polsce już dziś odczuwamy skutki zmiany klimatu, przede wszystkim w postaci suszy, zwiększonej ilości dni z upałami oraz pożarów. 19 kwietnia 2020 roku w Biebrzańskim Parku Narodowym (największym polskim parku narodowym) wybuchł pożar, który zniszczył ponad 5 tys. hektarów bezcennej przyrody.

To, że antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych podnoszą ryzyko pojawiania się ekstremalnych deficytów wilgoci w Australii wykazało bezpośrednio badanie atrybucyjne australijskich pożarów w 2015/16 roku, a kolejne, dla wydarzeń z 2017, wskazało, że wyższe stężenie CO2 w atmosferze przekłada się na wzrost zagrożenia pożarowego.

Zjawiska Oceaniczne i Atmosferyczne

Choć Australia już wcześniej była suchym kontynentem, to bardziej intensywne i dłuższe susze pojawiają się tutaj ze względu na zmiany w występowaniu wielkoskalowych zjawisk oceanicznych i atmosferycznych. Jedną z nich jest wzrost średniego ciśnienia na poziomie morza na kontynencie australijskim, co wiązane jest z rosnącą globalną temperaturą i skutkuje rozszerzaniem zasięgu tzw. komórki Hadleya, której obrzeża charakteryzuje bezchmurna pogoda i niskie opady. W rezultacie ekspansji komórki Hadleya w kierunku bieguna, południowo-wschodni kraniec Australii częściej znajduje się pod wpływem wyżów, rzadziej natomiast pojawiają się tu chłodne niże znad Oceanu Południowego, które tradycyjnie są źródłem większości opadów na tych terenach, zwłaszcza tych najbardziej intensywnych.

Dipol Oceanu Indyjskiego (Indian Ocean Dipole, IOD) to pojawienie się wyraźnej różnicy temperatury pomiędzy wschodnią i zachodnią częścią tego akwenu (lokalnego „bieguna ciepła” i „bieguna chłodu”). W 2019 roku dodatnia wartość wskaźnika IOD, świadcząca o występowaniu podwyższonej temperatury powierzchni zachodniej części tego oceanu, była jedną z najwyższych w historii pomiarów. Choć zasadniczo epizody IOD kończą się na początku australijskiego lata wraz z pojawieniem się monsunów, to w 2019 roku nadejście Południowozachodniego Monsunu Indyjskiego opóźniło się o rekordowe 6 tygodni w stosunku do normy. Z tego powodu IOD nadal trwał na przełomie 2019/2020, kształtując w Australii warunki pogodowe sprzyjające wybuchom pożarów. Dodatni wskaźnik IOD oznacza bowiem susze na południu kontynentu, szczególnie w jego wschodniej części (opady przenoszą się nad obszar ciepłego oceanu). Co więcej, obserwacje wskazują, że wskaźnik ten rośnie od lat 50., co wiązane jest ze zmianą klimatu, a pojawianie się dodatniej fazy IOD poprzedzało ponad połowę poważnych pożarów w Australii w ciągu ostatnich 70 lat.

Oscylacja Antarktyczna - Southern Hemisphere Annular Mode (SAM) - objawia się przesuwaniem się ułożonej równoleżnikowo strefy silnych wiatrów zachodnich bardziej na południe (w fazie dodatniej) lub na północ (w fazie ujemnej). Tak jak w przypadku Dipola Oceanu Indyjskiego, opisujący ją wskaźnik w ostatnich dekadach rośnie. Wartości notowane od czasu, gdy wyraźnie wzrosła ilość CO2 w atmosferze i pojawiła się dziura ozonowa, są bezprecedensowe od ok. 500 lat i różnią się znacznie od szacunków wynikających z naturalnej zmienności. Badanie wykonane przez zespół Mariani pokazuje, że przyczyniło się to do wzrostu zagrożenia pożarowego w Australii na przełomie XX i XXI w., a nawet wcześniej. SAM wpływa bowiem na ilość opadów na południowych krańcach kontynentu. Według Australijskiego Biura Meteorologicznego, wysokie dodatnie wartości SAM w czasie jesieni i zimy pod koniec XX w. w znaczny sposób przyczyniły się do ogromnych susz, których kontynent doświadczył w latach 1997‒2010. Podczas australijskiej wiosny 2019 roku mieliśmy jednak do czynienia z tzw. ujemną fazą SAM. Zjawisko to zostało wywołane przez gwałtowne ocieplenie stratosfery nad Antarktydą w sierpniu 2019 r., najsilniejsze tego typu zdarzenie od 2002 roku. Wymusiło ono pojawienie się ujemnej fazy SAM w okresie październik-grudzień, co oznacza, że do Australii zbliżyła się wtedy strefa silnych wiatrów zachodnich, występujących zwykle na południe od kontynentu. W wyniku tego południowo-wschodnia część kraju znalazła się pod wpływem suchych mas powietrza „nawiewanych” z wnętrza lądu. Do tego ujemna faza SAM, gdy pojawia się w ciepłym półroczu, sprzyja obniżeniu opadów oraz zwiększa prawdopodobieństwo wiosennych fal upałów na części wschodnich obszarów Australii.

Choć oscylacje są naturalną częścią klimatu Ziemi, to wiadomo, że rosnąca globalna temperatura zaburza je. Oprócz tego, co dzieje się z SAM, przykładem są też zmiany w ENSO, chociażby rzadsze pojawianie się fazy La Niña (przynoszącej obfitsze opady w Australii) od 1976 roku. Oscylacje na dodatek są ze sobą powiązane (np.: ENSO i SAM) i często wzmacniają nawzajem swoje oddziaływania np.: prawdopodobieństwo wystąpienia niskich opadów jest wyższe, gdy dodatniej fazie IOD towarzyszy El Niño. To wszystko nie pozostaje oczywiście bez wpływu na krótko- i długoterminowe warunki panujące w Australii.

Indeks Zagrożenia Pożarowego (FFDI)

Zarówno temperatura, jak i wilgotność powietrza, ujęte są we wskaźnikach pokazujących stopień zagrożenia pożarowego, takich jak indeks zagrożenia pożarowego FFDI (Forest Fire Danger Index). Biorąc pod uwagę to, jak zmienia się klimat Australii, nie jest zaskakujące, że na kontynencie od kilkudziesięciu lat obserwuje się wzrost liczby dni w roku, gdy wskaźnik ten osiąga wysokie wartości - szczególnie w odniesieniu do australijskiej wiosny. Wyraźne zmiany w FFDI widać dla południowej i południowo-wschodniej części kontynentu, zwłaszcza Wiktorii, Południowej Australii i Nowej Południowej Walii. Niszczycielskie pożary w Wiktorii w 2009 roku (tzw. Black Saturday) były poprzedzone dniami, podczas których FFDI osiągał jedne z najwyższych wartości w historii pomiarów, co wynikało m.in. z długo utrzymującej się suszy. W tym roku sytuacja jest podobna. W 2019 roku FFDI osiągnął najwyższe wartości od początku gromadzenia danych, czyli 1950 roku, podobnie rekordowy był FFDI w grudniu dla dużej części kraju (BOM, 2020).

Obserwacje wskazują gwałtowne zwiększanie rocznej, skumulowanej wartości FFDI od końca lat 90., między okresami 1980-2000 a 2001-2007, zależnie od miejsca, o 10 do 40%. Najwyższy wzrost zagrożenia pożarowego odnotowały kontynentalne części Nowej Południowej Walii, czyli te miejsca, które w obecnym sezonie płoną szczególnie intensywnie. Co więcej, po tragicznych pożarach w stanie Wiktoria w 2009 roku zmieniono skalę FFDI dodając nową kategorię zagrożenia pożarowego: „katastrofalne” (FFDI>100). W 2019 roku FFDI przekroczył 100 na niektórych obszarach Nowej Południowej Walii już w pierwszych dniach września (wiosna), który okazał się początkiem fatalnego sezonu pożarowego.

Mapa trendów rocznej sumy wartości dziennych indeksu FFDI w Australii od 1978 do 2019 roku. Trend dodatni wskazuje na wydłużanie sezonu pożarowego

O tym, że Australia zagrożona jest wzrostem liczby i intensywności pożarów naukowcy ostrzegają od wielu lat. Zarówno wydłużaniu sezonu pożarowego, jak i rozprzestrzenianiu pożarów sprzyjają kombinacje wysokich temperatur, niskiej wilgotności, bezdeszczowe dni i wiatry o wyższych prędkościach - czyli to, co obserwuje się w południowo-wschodniej Australii. Raport CSRIO z 2009 roku wskazywał, że do 2020 roku, w związku z ocieplaniem i wysuszaniem południowej Australii, roczna liczba dni bardzo wysokiego i ekstremalnego zagrożenia pożarowego może wzrosnąć w 2020 roku o 5-25% (dla scenariuszy niskoemisyjnych) i 15-65% dla wysokoemisyjnych w stosunku do lat 1973-2007. I faktycznie - trend w ostatniej dekadzie nadal jest rosnący.

Czynniki Sprzyjające Rozprzestrzenianiu: "Paliwo" i "Iskra"

Roślinność jako "Paliwo"

Jednak to nie wszystkie elementy układanki - jest jeszcze kwestia „paliwa” zasilającego pożary. Jak wskazuje Global Forest Watch Fires, ponad 70% pożarów w sezonie 2019-2020 objęło zalesione obszary, głównie różne rodzaje lasów eukaliptusowych. Lasy eukaliptusowe są dość łatwo palne, do tego najwięcej opadłych liści gromadzi się w nich na początku lata (grudzień). W suchych warunkach stają się one świetnym paliwem, pozwalającym na szybkie rozprzestrzenianie pożarów. Jest to jeden z powodów, dla których w Australii dokonuje się kontrolowanych wypalań, szczególnie w pobliżu miast. Jednakże, pomijając nawet ryzyko wymknięcia się takich pożarów spod kontroli, nie jest to panaceum na problem. Do tego wydłużanie sezonu pożarowego powoduje, że „bezpieczne” okno na prowadzenie takich działań coraz bardziej się zmniejsza.

Częstotliwość i intensywność pożarów mają wpływ na odrastanie lasów i ich skład gatunkowy, kształtując ich podatność na ogień w przyszłości - badania wskazują, że bardziej intensywne pożary podnoszą prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych ciężkich pożarów. Biorąc pod uwagę, że Australia w ostatnich dekadach zmagała się z kilkoma trudnymi sezonami pożarowymi, może to także tłumaczyć rozmiar tegorocznej katastrofy. Co więcej, zmiana klimatu wpływa także bezpośrednio na rośliny, przyczyniając się zarówno do zaburzania ich fizjologii (np. poprzez deficyty wody) jak i wywierając presję, mogącą powodować przebudowywanie całych ekosystemów. To również jeden z czynników, który zmienia ilość i rodzaj „paliwa” dostępnego dla ognia, a tym samym kształtuje stopień zagrożenia pożarowego.

Zdjęcie lasu eukaliptusowego w stanie Wiktoria w Australii

Chmury Pyrocumulonimbus i Wyładowania Atmosferyczne

Zmiana klimatu, oprócz kształtowania warunków sprzyjających pożarom, może także wpływać na częstsze pojawianie się wzniecającej je „iskry”. Chmury Cumulonimbus flammagenitus (potocznie nazywane pyrocumulonimbus) tworzą się głównie nad zalesionymi obszarami, w warunkach suchej i niestabilnej atmosfery i mogą być źródłem błyskawic, wzniecających kolejne pożary. Kiedy słabnie prąd wznoszący, utrzymujący cząstki chmurowe w powietrzu, chmura zapada się, a cząstki chmurowe i powietrze gwałtownie opadają w dół (to zjawisko określamy angielskim terminem downburst). Po uderzeniu w powierzchnię Ziemi, powietrze rozpływa się na boki - taki podmuch może podsycić szalejący już pożar. Ze względu na wysokie temperatury, kropelki wody najczęściej w drodze w dół odparowują, z rzadka obserwuje się więc opad (jeśli wystąpi, to jest to krótkotrwałe i intensywne „oberwanie chmury”).

Schemat powstawania chmur Cumulonimbus flammagenitus

Zjawisko downburst miało miejsce podczas katastrofalnej soboty „Black Saturday” w lutym 2009 roku w stanie Wiktoria, a chmury flammagenitus zaobserwowano też w listopadzie i grudniu 2019 roku oraz styczniu 2020. Meteorolog Michael Fromm zauważa, że według wyliczeń jego zespołu obecny sezon „to najbardziej ekstremalny wysyp burz pyrocumulonimbus w Australii”. Prace badawcze wskazują, że chmury te będą pojawiać się nie tylko podczas australijskiego lata (jak to było wcześniej), ale też wiosną, dodatkowo zaś prognozowany jest wzrost liczby dni sprzyjających ich powstawaniu w południowo-wschodniej Australii. Sama rosnąca globalna temperatura jest także odpowiedzialna za zwiększenie liczby „tradycyjnych” wyładowań atmosferycznych (5‒12% na każdy stopień ocieplenia), będących główną przyczyną pożarów słabo zaludnionych terenów Australii.

tags: #czy #ugaszono #pozar #w #australii