Wstęp: Powracający Problem Kalifornijskich Pożarów
Powtarzające się, sezonowe pożary to dla Kalifornii, stanu na zachodnim wybrzeżu USA, nic nowego. Mieszkańcy borykają się z nimi od zawsze, jednak w ostatnich latach ich charakter i skala uległy znaczącej zmianie. Po pierwszej, najbardziej destrukcyjnej serii pożarów z początku roku, nadeszła druga, a sezon pożarowy trwa obecnie przez cały rok.
Z 20 największych pożarów w Kalifornii, 15 miało miejsce w ostatnich ośmiu latach, a zaledwie jeden z 20 największych obszarowo pożarów wydarzył się w XX wieku (w 1932 r.). Dziekan katedry ochrony środowiska Uniwersytetu Michigan, Jonathan Overpeck, nie ma wątpliwości, że winna jest zmiana klimatyczna. Kalifornijski Departament Leśnictwa i Ochrony Pożarowej twierdzi, że w 2018 r. spłonęło dwa razy więcej terenów niż rok wcześniej.
Badacze wskazują jasno: zmieniające się warunki klimatyczne tylko napędzają powracające pożary i utrudniają ich opanowanie. Rosnące emisje gazów cieplarnianych przyczyniają się do wzrostu ciepła oraz suszy. W takich warunkach łatwiej o to, by drzewa i lasy zajęły się ogniem - czy to przypadkowo, czy w wyniku celowego podpalenia. Długotrwała susza utrudnia dostęp do wody, za to jest idealna dla rozprzestrzeniania się ognia. W dodatku z każdym spalonym kilometrem kwadratowym lasu do atmosfery uwalniane są kolejne gazy cieplarniane.
Katastrofalne Pożary w Historii Kalifornii
Camp Fire (Listopad 2018): Najbardziej Śmiertelny Pożar
Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii Kalifornii był Camp Fire, który wybuchł w listopadowy poranek 2018 roku na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada w hrabstwie Butte. Ogień zaczął swój niszczycielski żywot 8 listopada. Od 200 dni panowała susza, a feralnego dnia porywy wiatru były potężne i osiągały prędkość około 48 km/h, wiejąc głównie na południowy zachód, w kierunku urokliwego miasteczka Paradise.
Około 6:25 dzwoniący pod numer alarmowy wskazali, że po zachodniej stronie rzeki Feather, w pobliżu tamy Poe, widoczny jest ogień. Płonął obszar tuż pod niemal stuletnimi liniami energetycznymi firmy Pacific Gas and Electric (PG&E). Na miejsce niezwłocznie wezwano strażaka oraz kilku pracowników firmy, tuż potem poinformowano, że linie przestały działać. Kapitan Matt McKenzie, który dotarł na miejsce 10 minut później, zauważył, że ogień rośnie i szybko się przemieszcza. Płonął teren przy trudno dostępnej, wąskiej górskiej dróżce Camp Creek Road (stąd nazwa pożaru - Camp Fire), a McKenzie stwierdził, że wprowadzenie tam wozu strażackiego jest właściwie niemożliwe. Poprosił o wsparcie lotnicze, ale było zbyt wietrznie. Kapitan przez radio zwrócił się z prośbą o posiłki i przeprowadzenie ewakuacji, podkreślając, że zdarzenie może przerodzić się w coś o wiele poważniejszego.
Płomienie, poprzedzane przez mrowie iskier, szybko wędrowały po stromym terenie kanionu na zachód, w kierunku miasteczka Pulga i dalej - miejscowości Concow. Kalifornijski Departament Leśnictwa i Ochrony Przeciwpożarowej (Cal Fire) zaczął wysyłać strażaków do walki z żywiołem w Concow o godzinie 7:17. Gdy dotarli na miejsce, w Concow płonęły już pierwsze obiekty. Kapitan Jeff Edson opowiadał, że strażacy zatrzymali się, by pomóc kilku mieszkańcom ugasić stosunkowo małe pożary wokół domów. Mniej więcej wtedy nauczyciel jadący do pracy zadzwonił na numer alarmowy, informując, że niebo nad miastem Paradise, na południowy zachód od Concow, jest pomarańczowe. Operator numeru 911 odbierał telefony o płonących domach w rejonie miasteczka Pulga, które zaczęto ewakuować o godzinie 7:23. W tym samym czasie w Concow pojedyncze osoby ze śladami poparzeń, uciekając w popłochu, wskakiwały do jeziora. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, zamknięto autostradę nr 70 i wezwano więcej sił. Kapitan John Messina wspominał, że zamiast obserwować, w jaki sposób ogień się rozprzestrzenia, strażacy rzucili się do ratowania cywilów.
Oblężenie miasteczka Paradise przez pożar, który ostatecznie zniszczył 85% zabudowy miasta, rozpoczęło się wraz z silnymi wiatrami i ogniami lotnymi. To właśnie one podpaliły budynki i roślinność, tworząc wiele punktowych pożarów. Stosunkowo duża odległość między miejscem wybuchu pożaru a miasteczkiem Paradise (12 km) przyczyniła się zaś do powstania masywnego frontu o szerokości 3,2 km, który uderzył w miasto. O godzinie 7:41 zarejestrowano pierwszy raport o płonącym domu. Od godziny 8:00 do 8:30 potwierdzono 30 pożarów, sięgających nawet 3,4 km w głąb miasta. W Paradise pożar prędko nasilał się po obu stronach głównej drogi, Pentz Road. Kilka minut przed godziną 8:00 straż pożarna hrabstwa Butte powiadomiła dyspozytorów Paradise o rozkazie ewakuacji całego miasta według stref. Ewakuacja lokalnego szpitala zakończyła się o godzinie 8:31, pielęgniarki zmuszone były używać prywatnych samochodów, aby pomóc chorym w ucieczce. O godzinie 9:00 w samym Paradise działało 350 strażaków, ale przez wszechobecne ognie lotne, nowe pożary, a do tego problemy z siecią komórkową (nadajniki spłonęły jako jedne z pierwszych obiektów) nie mieli oni określonej linii działania. Temperatura w środku pożaru około godziny 9:00 wynosiła około 1100°C.

Gdy front pożaru dotarł do miasta, obrona upadła błyskawicznie. Strażacy zaprzestali wszelkich działań gaśniczych zaledwie 45 minut po nadejściu pożaru, by skupić się na ratowaniu mieszkańców. Ewakuacja od początku była utrudniona. W niektórych miejscach mieszkańcy lub ratownicy zostali osaczeni przez płomienie, które odcięły ich od dróg ewakuacyjnych. W Paradise i Concow doszło do co najmniej 19 sytuacji, w których zerwane linie energetyczne lub zwalone płonące drzewa zablokowały drogi. Przede wszystkim zaś Paradise, skryte w górskim, gęsto zalesionym zaciszu, nie ma wielu dróg wyjazdowych. Sznur samochodów i kamperów przemieszczał się przez Pentz Road wolniej niż ogień, który zajmował kolejne domy. Przerażeni i zdezorientowani kierowcy szybko utykali więc w korku, a niektórzy w przewężeniach, stworzonych przez przewrócone samochody czy zwalone słupy i drzewa. Niektóre pojazdy się zapaliły, innym zabrakło paliwa i blokowały drogę. Pracę ratowników utrudniało nie tylko szybkie rozprzestrzenianie się ognia i spóźniona oraz zdominowana przez panikę ewakuacja cywili, ale także zła łączność.
Ogień pochłonął łącznie 153 336 akrów (ok. 621 km²), a doszczętnemu zniszczeniu uległo blisko 14 tys. budynków, w tym 9 tys. w samym Paradise. Powstrzymanie ognia zajęło 17 dni. Miał miejsce również pożar na zachód od Los Angeles, w okolicach Malibu (trzy ofiary śmiertelne), oraz w powiecie Ventura, który na chwilę obecną był już w 90 proc. pod kontrolą. Finalnie ustalono, że w pożarze Camp Fire zginęło 85 osób, co czyni go najbardziej śmiertelnym pożarem w historii USA w ciągu ostatnich 100 lat. Winę za zaprószenie ognia ponosi PG&E, największa firma użyteczności publicznej w Stanach Zjednoczonych, której przedstawiciele przyznali się do 84 oddzielnych zarzutów nieumyślnego spowodowania śmierci i jednego przestępstwa polegającego na podpaleniu spowodowanym brakiem funkcjonowania sprzętu zakładu energetycznego.

Inne Znaczące Pożary: Palisades Fire, Eaton Fire i August Complex
W styczniu cały świat z niepokojem obserwował, jak niszczycielskie i śmiercionośne pożary trawią południową Kalifornię. Jeden z nich, Palisades Fire, spustoszył luksusową dzielnicę Los Angeles. W styczniu południowa Kalifornia zmagała się z serią kilkunastu pożarów, które objęły zarówno obszar metropolitarny Los Angeles, jak i hrabstwo San Diego. Pożary, które w styczniu nawiedziły południową Kalifornię, strawiły obszar o łącznej powierzchni ponad 23 tys. hektarów, uszkadzając bądź niszcząc ponad 18 tys. obiektów, w tym domów. Wspomniane Eaton Fire i Palisades Fire uplasowały się - odpowiednio - na drugim i trzecim miejscu w zestawieniu najbardziej destrukcyjnych pożarów w historii Kalifornii. Reuters podał, że straty oszacowano na ok. 10 mld dolarów. W tegorocznych pożarach zginęło blisko 30 osób - 17 przez Eaton, 11 przez Palisades.
W przypadku pożaru Eaton Fire śledczy podejrzewają, że ogień mógł powstać wskutek awarii linii energetycznej należącej do przedsiębiorstwa Southern California Edison. Jeśli chodzi o pożar Palisades Fire, to początkowo podejrzewano, że doszło do niego w wyniku przeniesienia przez silny wiatr żarzącego się materiału z pożaru Lachman Fire, który wybuchł niemal w tym samym miejscu w noc sylwestrową na skutek pokazu fajerwerków. Choć Lachman Fire nie był duży i strażacy szybko go opanowali, to żar wciąż się tlił. W środę, dziewięć miesięcy po tych tragicznych wydarzeniach, aresztowano podejrzanego o celowe wzniecenie pożaru. Policja aresztowała 29-letniego Jonathana Rinderknechta. Mężczyznę obciążyła m.in. kamera monitoringu, nagrania rozmów telefonicznych, a także historia wyszukiwań w ChatGPT (dotycząca informacji o pożarach). W akcie oskarżenia wskazano, że mężczyzna doprowadził do pożaru, podkładając ogień wśród łatwopalnych materiałów (takich jak sucha roślinność czy papier), korzystając prawdopodobnie z zapalniczki. Kalifornijski prokurator Bill Essayli powiedział, cytowany przez ABC News, że Jonathan Rinderknecht odjechał z miejsca zdarzenia, ale potem wrócił, nagrywając kilkuminutowy filmik, na którym widać strażaków gaszących pożar. Śledczy nie chcą mówić o motywach podejrzanego, ale prokurator Bill Essayli ujawnił, że w lipcu 2024 r. mężczyzna był objęty kuratelą za celowe podpalenie. Mężczyzna został zatrzymany we wtorek na Florydzie i zostanie przetransportowany do Kalifornii, gdzie stanie przed sądem. Usłyszał już zarzuty federalne, za które grozi mu co najmniej 5 lat więzienia (może to być równie dobrze 20 lat pozbawienia wolności). Reuters podał, że amerykańskie sądy wydają surowsze wyroki, jeśli pożar - celowo wzniecony - doprowadzi albo do obrażeń ciała, albo do śmierci. W takim przypadku oskarżyciele mogą domagać się dożywotniego więzienia albo właśnie kary śmierci.
Największy - August Complex z sierpnia 2020 roku - sięgnął ponad miliona akrów, czyli niemal 4200 km². To tak jakby nagle 45% województwa opolskiego stanęło w płomieniach i obróciło się w popiół.
Czynniki Przyczyniające się do Pożarów
Warunki Naturalne i Klimatyczne
Mieszkańcy Kalifornii dobrze znają to, co spotyka też górali na Podhalu. Chodzi o fen - suchy i ciepły wiatr, który wieje z gór ku dolinom. U nas znany jako halny, tam nosi nazwę Santa Ana. Wieje z gór Sierra Nevada ku Pacyfikowi. Santa Ana wieje najczęściej jesienią i zimą, dostarczając idealnych warunków do rozprzestrzeniania się ognia. Długotrwała susza w Kalifornii w połączeniu z Santa Ana to mieszanka wybuchowa, bo raz zaprószony ogień trudno okiełznać. Właśnie ten miks sprawił, że docierały do nas obrazki niemal apokaliptyczne, znane nam jako pożary Palisades i Eaton. W regionie północnej Kalifornii wiosną i jesienią przychodzą tzw. diabelskie wiatry, suche i gorące wichry typowe dla zatoki San Francisco, które potrafią przekroczyć prędkość stu kilometrów na godzinę.
Biorąc pod uwagę całość pożaru Camp Fire, zidentyfikowano czynniki, które w największym stopniu wpłynęły na ogólne straty. Wymienia się wśród nich ukształtowanie terenu, silny wiatr katabatyczny i wyjątkowo suchą jesień, co złożyło się na ogólny spadek wilgotności. Od 1999 roku obszar ten doświadczył 13 dużych pożarów. Ubiegłe lato było drugim najgorętszym w historii stanu. Zmiana klimatyczna podnosi temperaturę, deszczu jest coraz mniej, a roślinność wysycha i... dobrze się pali. Naukowcy szacują, że ponad 50% przesuszenia w kalifornijskich lasach w ostatnich 40 latach należy złożyć na karb szeroko pojętej działalności ludzkiej.
Kanada w ogniu | ARTE.tv Dokumenty [LEKTOR PL]
Interwencja Człowieka i Urbanizacja
Niestety, nikt nie uczy się na błędach: zezwolenia na budowę wydawane są w tych miejscach, które w przeszłości strawił ogień. Populacja Kalifornii (40 mln) wciąż rośnie, co zachęca deweloperów do budowania nowych osiedli w miejscach, w których budować się nie powinno, tam, gdzie jest i ładniej, i taniej. Bo Kalifornia to nie tylko Hollywood i ocean, ale też wielkie lasy. Nowe osiedla ingerują w ten rytm; pożary są sztucznie powstrzymywane, co kończy się nawarstwieniem martwych drzew i suchych krzaków.
Przeprowadzone niedawno badania wykazały, że jedna trzecia wszystkich domów w USA znajduje się obecnie w środowisku, który naukowcy określają jako "wildland-urban interface" (WUI), gdzie wznoszone są zabudowania wśród bujnej leśnej roślinności. W innej pracy zauważono, że 3/4 spalonych budowli stało na terenach niezurbanizowanych, nazywanych WUI. Efekt był taki, że np. w 2017 roku spłonęły całe osiedla zbudowane na tych samych zgliszczach, które powstały z pożarów z 2003 i 2007 roku.
Wszystkie te elementy - naturalne warunki, ukształtowanie terenu, nowe osiedla i zmiana klimatyczna - przyczyniają się do rosnącego problemu, na który póki co nikt nie ma rozwiązania.
Skutki i Wyzwania
Straty Ludzkie i Materialne
Mieszkańcy Kalifornii od 7 stycznia walczą z niszczycielskimi pożarami. Wielu utraciło dorobek życia, ale w niektórych te straty uderzą bardziej niż innych. W Camp Fire zginęło co najmniej 88 osób, chociaż wciąż nie było kontaktu z 249 zaginionymi. Jak poinformowało biuro szeryfa hrabstwa Butte, zidentyfikowano jedynie 54 ofiary. W wyniku pożarów zginęło co najmniej 31 osób, choć, jak wykazali w sierpniu naukowcy Uniwersytetu Bostońskiego, życie mogło stracić nawet 440 osób. Analizując cotygodniowe liczby zgonów, badacze doszli do wniosku, że w dniach 5 stycznia-1 lutego odnotowano nadmiarową liczbę 409 zgonów. Wyniknęły one m.in. z zanieczyszczenia powietrza, ale także z utrudnień w dostębie do opieki zdrowotnej. W tegorocznych pożarach zginęło blisko 30 - 17 przez Eaton, 11 przez Palisades. Był to także najtragiczniejszy pożar w historii Kalifornii, zginęło w nim 85 osób. Na dziś, jeśli chodzi o Camp Fire, mieliśmy 48 potwierdzonych ofiar śmiertelnych, ale prawdopodobnie będzie ich koło setki.
Intensywne deszcze, które wystąpiły w obszarze dotkniętym burzą ogniową, pomogły w dogaszaniu płomieni, ale jednocześnie utrudniły załogom ratowniczym poszukiwania kolejnych ofiar. Działania towarzyszące Camp Fire to największa akcja poszukiwawczo-ratownicza, jaką kiedykolwiek przeprowadzono w Kalifornii. Spłonęło 18 000 budynków, większość z nich - w Paradise. Każdy z nich przeszukano pod kątem obecności zaginionych osób. Ewakuowano 52 000 ludzi.
Straty oszacowano na około 10 mld dolarów. Tegoroczne pożary według „Los Angeles Times” mogły kosztować już 250 mld dolarów. Pożar Camp Fire był drugim poważnym pożarem, który nawiedził Kalifornię w ostatnich tygodniach, który wybuchł jednocześnie z innym w okolicy Malibu niedaleko Los Angeles - ten zabił trzy osoby. Domy stracili m.in. Gerard Butler i Miley Cyrus, a Lady Gaga została ewakuowana. Na północy, w miasteczku Paradise, spopielił 27-tys. miasteczko, niszcząc prawie 9 tys. budynków, głównie domów mieszkalnych. Trwa liczenie strat, ale już wiadomo, że z powierzchni ziemi zniknęło ponad 16 tys. budynków. To, że w ostatnich trzech dziesięcioleciach powtarzają się te same dramaty, nie jest przypadkowe. Jak wskazano w jednym z naukowych opracowań, w Kalifornii nie są wyciągane wnioski.
Problemy z Ubezpieczeniami
W ostatnich latach kilku ubezpieczycieli nieruchomości w Kalifornii ograniczyło zakres ochrony ubezpieczeniowej lub zupełnie przestało oferować nowe polisy dla właścicieli domów. Powód? Rosnąca liczba pożarów i brak wyciągania wniosków. To sprawiło, że właściciele domów w tzw. "złotym stanie" robią teraz wszystko, aby znaleźć ubezpieczenie, zanim stracą dorobek swojego życia. Powtarzające się pożary doprowadziły do tego, że nie ma chętnych, aby ubezpieczać nieruchomości. Firmy przestały oferować takie zabezpieczenia, ponieważ z roku na rok przybywało pożarów, a domy powstawały na miejscu tych, które wcześniej zniszczył ten sam żywioł. Głośno było o sieci State Farm Insurance, która nie tylko nie przyjmuje od 2023 r. nowych wniosków o ubezpieczenie domów w Kalifornii.

Wyzwania związane z Ewakuacją i Odbudową
Miasteczko Paradise położone jest - a właściwie było - niecałe 300 km na północny wschód od San Francisco. Większość jej rezydentów stanowili starsi ludzie lub tacy, których nie stać było na mieszkanie w droższych częściach stanu. Paradise zostało zbudowane właściwie w lesie. W czwartek 8 października, gdy powietrze wypełniło się dymem i ogłoszono nakaz ewakuacji, główna droga prowadząca z i do miasteczka wypełniła się ludźmi, a potem zamarła w gigantycznym korku. Po obu stronach płonął las. Część ofiar (przynajmniej siedem) znaleziono w samochodach; spalili się, próbując uciec. Większości udało się wydostać i koczują teraz w pobliskim miasteczku Chico i okolicach. Pod supermarketem stoi miasteczko namiotów, trwają zbiórki najpotrzebniejszych artykułów. Ludzie nie wiedzą, czy ich domy stoją (prawdopodobnie nie), a wiele rodzin wciąż czeka na informacje o losie swoich najbliższych. W Paradise trwają poszukiwania ciał, a 8 tys. strażaków wciąż walczy z ogniem w okolicy. Powietrze pełne jest dymu, a środek dnia wygląda jak wieczór. Jest tam gorąco, sucho i wietrznie.
W 2005 r. Cal Fire wydał plan ochrony przeciwpożarowej dla regionu, który ostrzegał, że miasto Paradise jest zagrożone pożarem wywołanym ogniami lotnymi, podobnym do wielkiego, napędzanego wiatrem pożaru w Oakland w 1991 r. W raporcie stwierdzono, że największym ryzykiem dla Paradise i podobnie położonych miejscowości jest ogień napędzany przez wschodni wiatr, który wieje w dół górskich zboczy w stronę terenów zabudowanych. W międzyczasie Paradise ignorowało powtarzające się ostrzeżenia o ryzyku. Nie opracowano odpowiedniego planu ewakuacji obszaru jako całości. Paradise usytuowane jest na grzbiecie między dwoma kanionami, co z pewnością wpływa na jego malowniczość, ale utrudnia ucieczkę w przypadku katastrofy. Jedna z głównych arterii, Skyway, prowadzi z miasta do doliny na zachód.
Istniał plan awaryjny, który dzielił miasto na strefy ewakuacyjne, miał on jednak kluczową lukę: nie przewidywał ewakuacji całego miasta w tym samym czasie, zwłaszcza w atmosferze paniki. Nie opracowano ponadto skutecznego systemu ostrzeżeń, co sprawiło, że ogólnomiejski nakaz ewakuacji nie został wydany we właściwym czasie. Biuro szeryfa hrabstwa używało nowego systemu ostrzegania mieszkańców (CodeRED), nie wszyscy znaleźli się jednak na liście potencjalnych odbiorców takich ostrzeżeń. Co gorsza, system działał tylko wtedy, gdy działała sieć komórkowa. Przed oficjalnym ogłoszeniem informacji o opanowaniu pożaru, władze zaczęły już pozwalać mieszkańcom powrót do najbardziej zdewastowanych obszarów w celu dokonania zniszczeń nieruchomości. We wspólnym biuletynie opublikowanym w sobotę policja i straż pożarna stwierdziły, że rozkazy ewakuacji, które obowiązywały w niektórych obszarach w ciągu ostatnich dwóch tygodni, zostały zniesione zarówno dla mieszkańców, jak i dojeżdżających, jednocześnie ostrzegając, że podstawowe usługi są nadal „znacząco ograniczone”.
Po tragedii miasteczka Paradise amerykańscy specjaliści zauważyli, że aby uniknąć problemów z ewakuacją, należy większą wagę przykładać do projektów całej działki w kontekście jej zagospodarowania i otoczenia, budynek nie stoi bowiem w próżni. Co oczywiste, należałoby też zwiększyć odporność ogniową materiałów konstrukcji. Od 2008 r. w szczególnie zagrożonych pożarami regionach Kalifornii obowiązuje kodeks budowlany, który wymaga m.in., aby drewno używane do budowy domów było pokryte środkiem ogniochronnym, podobnie jak materiał, z którego wykonany jest dach (wełna mineralna pod dachem - jeśli jest - również powinna być niepalna). Wszelkie inne elementy także powinny być wykonane z certyfikowanych materiałów odpornych na ogień. Wiele domów zostało jednak zbudowanych wcześniej, a właścicielom nie zależało na modernizacji. Co ciekawe, spośród domów, które w skali hrabstwa znalazły się na ścieżce pożaru, przetrwało aż 51% domów zbudowanych po 2008 r. i tylko 18% sprzed tego roku. Miasteczko Paradise wciąż jest odbudowywane, choć znacznie ubyło mu mieszkańców - dla wielu trauma była zbyt wielka, by tam zostać. Nie pomógł pożar Bear, który w 2020 r. ponownie zagroził regionowi.

Kanada w ogniu | ARTE.tv Dokumenty [LEKTOR PL]
Reakcja Władz i Prognozy na Przyszłość
Gubernator Kalifornii, Jerry Brown ostrzegł, że stan może spodziewać się rosnącej liczby poważnych pożarów w wyniku globalnego ocieplenia. Podczas gdy Brown ostrzegał, że megapożary, takie jak te w Butte i Malibu przestaną być „anormalnymi” zdarzeniami, państwo przeznaczyło około miliarda dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat na zapobieganie pożarów. Znaczna część gotówki trafi na działania edukacyjne oraz powstrzymujące, do których należy zaliczyć: oczyszczanie wyschniętych traw i suchych roślin - poinformowali urzędnicy.
Tymczasem prezydent Trump odebrał pożar bardzo osobiście, bo - po pierwsze - generalnie nie lubi, jak coś się „pali” w jego państwie, a po drugie - nie lubi wydawać pieniędzy na katastrofy naturalne. Tak jak to było w przypadku huraganu Puerto Rico. Warto podkreślić, że republikanie chcą wycinać zdrowe drzewa, żeby je sprzedawać. Fundusze na wycinanie milionów martwych drzew w Kalifornii trudniej od rządu wyciągnąć.
Niewiele wskazuje na to, aby sytuacja miała się poprawić. Choćby dlatego, że pożary o takiej sile nie zdarzały się dotąd w środku kalifornijskiej zimy, w styczniu. Dotychczas największy żywioł nadchodził latem. Najwidoczniej tak wyglądać będzie „nowa normalność” na zachodnim wybrzeżu. Normalność, która będzie słono kosztować.
tags: #dariusz #wolski #pozar #w #kalifornii