Pożar Reichstagu: Incydent, Proces i Droga do Dyktatury

Wstęp: Kontrowersje wokół historycznego wydarzenia

Pożar gmachu parlamentu Rzeszy (niem. Reichstagsbrand) w nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku był wydarzeniem, które stało się jednym z kluczowych momentów w historii Niemiec, wykorzystanym przez Adolfa Hitlera i partię NSDAP do przejęcia pełni władzy. Kwestia autorstwa podpalenia oraz jego tła przez lata budziła wiele kontrowersji i różnych interpretacji.

Kiedyś w PRL-u sprawa była przedstawiana jako "jasna": nazistowska prowokacja, czyli naziści podpalili i zrzucili winę na komunistów, aby znaleźć pretekst do masowych prześladowań. Jeszcze w latach 70. i 80. w polskim pisaniu o tym wydarzeniu sprawa była prosta: naziści podpalili i zwalili na komunistów, żeby mieć pretekst do represji i pokazać, że są jedynym lekarstwem na zagrożenie. Miało to także usprawiedliwiać wdrażanie przez nich coraz bardziej antydemokratycznych praw.

Obecnie sprawa jawi się jako bardziej skomplikowana. Autorstwo komunisty, jeśli chodzi o pożar, jest praktycznie pewne, choć tło nie jest do końca jasne. Kwestię tę szczegółowo opisuje Irving na podstawie dostępnych dokumentów w biografiach Hitlera i Goebbelsa. Wynika z nich zaskoczenie nazistów całą sprawą, ale i natychmiastowe obrócenie jej na swoją korzyść. Kwestia, jak narodowi socjaliści wykorzystali całą aferę, nie budziła wątpliwości wtedy i nie budzi teraz. Faktem jest również, że pożar "spadł nazistom jak z nieba".

Zniszczona kopuła budynku Reichstagu po pożarze

Noc Ognia w Berlinie

W nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku w gmachu parlamentu Rzeszy wybuchł pożar. Krótko po godzinie 21:00 ogłoszono alarm przeciwpożarowy. Ogień meldowany z początku jedynie w restauracji zaczął się szybko rozprzestrzeniać. Wkrótce odkryto jego kolejne źródła. Źródła ognia znajdowały się w wielu pomieszczeniach, przejściach i na sali plenarnej. Płomienie zaczęły obejmować salę posiedzeń, a do 23:00 pożar zajął kopułę budynku. Na sali posiedzeń doszło do deflagracji, w wyniku której zniszczony został przeszklony sufit oraz oszklenie wznoszącej się nad nim kopuły. Powstały silny prąd powietrza umożliwił niezwykle szybkie rozprzestrzenienie się ognia.

Na miejsce przybyło 15 jednostek straży pożarnej, które rozpoczęły walkę z żywiołem, używając wody z pobliskiej Sprewy. Jednak wysoka temperatura uniemożliwiła dotarcie do centrum pożaru. Straż pożarna musiała ograniczyć się do zahamowania rozprzestrzeniania się ognia. Sytuację udało się opanować po około 2 godzinach, a pożar ugaszono około 25 minut po północy 28 lutego.

W międzyczasie wokół budynku zgromadziła się liczna grupa gapiów. Policja zabezpieczyła teren, odgradzając tłum od gmachu. Na miejsce zdarzenia bardzo szybko przybył szef pruskiej policji politycznej Rudolf Diels. Niedługo potem pod Reichstagiem pojawiła się cała czołówka największych nazistowskich zbrodniarzy, w tym Adolf Hitler, marszałek i przywódca Luftwaffe Hermann Wilhelm Göring, minister propagandy Joseph Goebbels, czy minister spraw wewnętrznych Wilhelm Frick. Był tam również Papen, którego poznałem wtedy osobiście; Gmach podpalono w 30 miejscach. Według berlińskiej straży pożarnej, zgłoszenie o pożarze otrzymano o 21:13.

Historyczne zdjęcie płonącego Reichstagu

Marinus van der Lubbe: Podpalacz czy Narzędzie?

Na miejscu zdarzenia aresztowano 24-letniego holenderskiego komunistę Marinusa van der Lubbego, murarza z Lejdy. Marinus van der Lubbe należał do młodzieżowej organizacji komunistycznej w Holandii, ale zerwał z komunistami w 1931 roku. Gdy pojawił się w Berlinie 18 lutego 1933 roku, po trwającej dziesięć dni pieszej wędrówce, widziano go w sklepie przy Müllerstrasse, gdzie kupił cztery pudełka zapałek. Jego pierwszym celem był urząd opieki społecznej w dzielnicy Neuköln, później próbował podpalić ratusz i zamek. Dopiero 27 lutego zdecydował się na podpalenie Reichstagu. Wierzył, że jego czyn pobudzi klasę robotniczą do walki z reżimem nazistowskim. Formalnie KPD nie była jeszcze wtedy zdelegalizowana, ale nie mogła prowadzić normalnej kampanii wyborczej, będąc celem ataków bojówek SA. Van der Lubbe został aresztowany na - nomen omen - gorącym uczynku.

W prezydium policji utworzono specjalną komisję, która przeprowadziła przesłuchanie podejrzanego van der Lubbego. Marinus van der Lubbe przyznał się do zarzucanego mu czynu i utrzymywał, że działał w pojedynkę. Apatyczny wygląd Van der Lubbego podczas jego procesu podsycił konsekwentne spekulacje, że został odurzony narkotykami, albo po to, by ułatwić przyznanie się do prawdy, albo by zapewnić jego milczenie na temat możliwych współspiskowców. Jednak na podstawie przeprowadzonych badań psychiatrycznych stwierdzono, że jest zdrowy. Marinus van der Lubbe został zgilotynowany 10 stycznia 1934 roku.

W 2008 roku wyrok skazujący van der Lubbego został unieważniony przez prokuraturę federalną, z uzasadnieniem, że kara śmierci została orzeczona na podstawie nazistowskich poprawek, niezgodnych z elementarnymi zasadami praworządności. Okoliczności pożaru do dziś nie zostały w pełni wyjaśnione. Teraz, 90 lat później (w styczniu 2023), ciało młodego komunisty, którego historycy tradycyjnie uważali za jedynego sprawcę ataku, zostało ekshumowane w nadziei na znalezienie ostatecznej odpowiedzi. Głównym celem ekshumacji było ustalenie, czy Van der Lubbe rzeczywiście został pochowany w nieoznakowanym grobie na Cmentarzu Południowym w Lipsku i odpowiednie jego upamiętnienie. Potwierdzono również, że patolog badał szczątki pod kątem śladów toksyn. Niektórzy mają nadzieję, że raport patologa, który ma się ukazać w przyszłym miesiącu, może przynajmniej dostarczyć poszlak, że młody murarz został użyty przez nazistów do zrzucenia winy na komunistów.

Reakcja Nazistów i Polityczne Wykorzystanie Pożaru

Joseph Goebbels w swoich papierach zanotował: "o 21.00 przyszli Hitler i Auwi. Słuchaliśmy muziki, wymienialiśmy plotki. Potem zadzwonił Hanfstaengl; powiedział, że Reichstag płonie. Cóż za wyobraźnia! Lecz okazało się to prawdą. Popędziliśmy na miejsce wraz z Hitlerem. Cały budynek w ogniu. Poszliśmy naprzód. Za nami Göring. [...] Gmach podpalono w 30 miejscach. Ogień podłożyli komuniści. Göring wybucha wściekłością. Również Hitler szaleje z gniewu. Papen nie stracił zimnej krwi. Główna sala obrad zniszczona do szczętu. Teraz trzeba wziąć się do roboty [...] Do dzieła! Hitler rozmawia z Papenem. Spotykamy się w Kaiserhof. Wszyscy rozpromienieni. Tak, to była ostatnia kropla przepełniająca puchar. Upłynęło trochę czasu. Schwytano podpalacza, 24-letniego holenderskiego komunistę".

Pożar został natychmiastowo wykorzystany przez Adolfa Hitlera i partię NSDAP. Hitler po przybyciu na miejsce zdarzenia krzyczał: "To jest początek powstania komunistów, uderzą teraz! Nie ma teraz litości; kto stanie nam na drodze, będzie zniszczony. Niemiecki naród nie będzie miał zrozumienia dla okoliczności łagodzących. Wszyscy komuniści będą rozstrzeliwani na miejscu. Posłowie partii komunistycznej mają być powieszeni jeszcze tej nocy. Trzeba znaleźć wszystkich powiązanych z komunistami." Diels wyraził przekonanie, że policja uważała wówczas podpalenie za czyn osoby chorej psychicznie, ale naziści od razu zrzucili odpowiedzialność na komunistów. Wydarzenie - niezależnie od tego, kto dokonał podpalenia - było korzystne dla nazistów. Pożar dał NSDAP pretekst do dalszej radykalizacji poglądów oraz użycia aparatu państwa przeciw lewicy.

Portret Josepha Goebbelsa, ministra propagandy III Rzeszy

Kontekst Polityczny: Droga do Władzy Absolutnej

Pożar Reichstagu miał miejsce w trakcie kampanii wyborczej przed wyborami do Reichstagu i w tydzień przed ich datą ustaloną na 5 marca 1933 roku. Adolf Hitler, zaprzysiężony jako Kanclerz Rzeszy, sprawował funkcję szefa rządu koalicyjnego NSDAP i DNVP od 30 stycznia 1933 roku. Częścią umowy koalicyjnej było rozpisanie przedterminowych (trzecich w ciągu roku) wyborów do Reichstagu, które miały przynieść koalicji rządzącej większość parlamentarną umożliwiającą zmianę konstytucji. W konsekwencji Hitler po powołaniu na urząd Kanclerza Rzeszy złożył do prezydenta Hindenburga wniosek o rozwiązanie Reichstagu i ogłoszenie przedterminowych wyborów, zaś prezydent wniosek przyjął, wyznaczając datę wyborów na 5 marca 1933 roku.

Celem Hitlera było uzyskanie samodzielnej bezwzględnej większości parlamentarnej przez NSDAP (powyżej 50% mandatów) i wyeliminowanie lewicowej opozycji. Hitler zmierzał jednocześnie do skupienia całej władzy w swoich rękach poprzez uchwalenie tzw. „Ustawy o pełnomocnictwach” (niem. Ermächtigungsgesetz), która oficjalnie nazywała się „Ustawą o usunięciu zagrożenia narodu i Rzeszy”. Ustawa nadawała Rządowi Rzeszy prawo wydawania rozporządzeń z mocą ustawy, bez udziału parlamentu. Aby przegłosować ustawę upoważniającą, zmieniającą konstytucję Rzeszy, narodowi socjaliści potrzebowali 2/3 większości głosów w Reichstagu - w styczniu 1933 roku mieli jedynie 32% miejsc w parlamencie, a z koalicyjną DNVP wyłącznie większość bezwzględną, niewystarczającą do zmiany konstytucji.

Kampania wyborcza NSDAP była prowadzona pod hasłem walki z marksizmem. NSDAP głosiła tezę o zbliżającej się rewolucji komunistycznej i argumentowała, że jedynym sposobem, by powstrzymać komunistów było nadanie specjalnych praw kanclerzowi, przegłosowując Ermächtigungsgesetz. Przesłanie kampanii sprowadzało się do werbowania głosów za NSDAP, tak by narodowi socjaliści mogli przegłosować ustawę i zatrzymać komunistów. Ponadto Hitler planował wprowadzić zakaz działalności partii komunistycznej.

Dekret "O Ochronie Narodu i Państwa" (Reichstagsbrandverordnung)

Dzień po pożarze, 28 lutego 1933 roku, podczas posiedzenia rządu zawieszono wolność prasy, prawo do zgromadzeń, zakaz uwięzienia bez zgody sądu, tajemnicę korespondencji i rozmów telefonicznych. Minister spraw wewnętrznych dostał też prawo do przejęcia kontroli nad krajem związkowym, w którym lokalne władze nie byłyby w stanie zadbać o bezpieczeństwo obywateli. Wysocy przedstawiciele NSDAP byli przekonani, że podpalenie Reichstagu było próbą wzniecenia powstania przeciwko państwu niemieckiemu przez członków partii komunistycznej.

Jeszcze 28 lutego 1933 roku Rząd Rzeszy przyjął, a Prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg wydał w trybie art. 48 konstytucji Republiki Weimarskiej dekret: Zum Schutz von Volk und Staat (pol. „O ochronie narodu i państwa”), który zawieszał „czasowo” podstawowe prawa obywatelskie gwarantowane przez konstytucję weimarską z 1919 roku. Policja i jej oddziały pomocnicze (SA) otrzymały prawo aresztowania bez podania przyczyny oraz odmowy ochrony prawnej podejrzanym. Zniesiono gwarancje nienaruszalności dóbr osobistych. Uchylono tajemnicę korespondencji, zniesiono wolność zgromadzeń, wolność prasy i wolność poglądów. Równocześnie administracja Rzeszy mogła silniej ingerować w sprawy poszczególnych krajów związkowych, uzyskując prawo ustanawiania Komisarzy Rzeszy w miejsce demokratycznie wybranych rządów krajów związkowych. Dekret ten zawieszał również możliwość sądowej kontroli decyzji administracyjnych podjętych w jego trybie (brak możliwości odwołania się do sądu).

Rozstrzygające było również powierzenie wykonania dekretu ministrowi spraw wewnętrznych, a nie ministrowi wojny Rzeszy. Ogłoszenie dekretu „O ochronie narodu i państwa” powszechnie uznawane jest za koniec Republiki Weimarskiej i początek III Rzeszy. W praktyce wejście w życie nowego prawa, uzasadnianego koniecznością walki z rewolucją komunistyczną, pozwoliło nazistom rozprawić się ze wszystkimi przeciwnikami politycznymi. Odtąd Niemcy stały się państwem policyjnym, w którym obywatele nie cieszyli się żadnymi gwarantowanymi podstawowymi prawami. Dekret zawieszający obowiązywanie podstawowych praw obywatelskich pozostawał w mocy aż do końca III Rzeszy, pozwalając Hitlerowi rządzić na zasadach permanentnego stanu wyjątkowego i stanowiąc wygodny środek do nadania jego dyktaturze pozorów legalności.

Dzieje się! SAFE podpisany, pomysły Nawrockiego

Represje Wobec Opozycji

Incydent pożaru Reichstagu, niezależnie od tego, kto dokonał podpalenia, był korzystny dla nazistów. Ujęty na miejscu zdarzenia, Marinus van der Lubbe miał przyznać się do powiązań z socjaldemokratami (niem. Sozialdemokratische Partei Deutschlands, SPD), co dało podstawy do prześladowań SPD. Jeszcze tej samej nocy, 28 lutego 1933 roku, Hermann Göring, sprawujący wówczas funkcję komisarycznego ministra spraw wewnętrznych Prus, wprowadził zakaz wydawania prasy komunistycznej i socjaldemokratycznej. Zamknięto również biura KPD, a wielu jej członków objęto aresztem prewencyjnym. W Berlinie zaaresztowano ponad 1500 osób należących do KPD, w tym wszystkich członków komunistycznej frakcji parlamentarnej Reichstagu. Policji nie udało się pojmać przywódców partii, którzy odbywali tajną naradę w niewiadomym miejscu.

Dekret „O ochronie narodu i państwa” dał podstawę do aresztowania nie tylko licznych funkcyjnych partii lewicowych, lecz również krytycznie nastawionej inteligencji. 28 lutego aresztowano m.in. dziennikarza Carla von Ossietzky'ego, pisarzy Ericha Mühsama, Ludwiga Renna, Egona Erwina Kischa, Maxa Hodanna i prawnika Hansa Littena. Kilka dni później policja zaaresztowała przewodniczącego partii komunistycznej Ernsta Thälmanna, który kolejne jedenaście lat spędził w więziennej izolatce i został zamordowany na rozkaz Hitlera 18 sierpnia 1944 roku w obozie w Buchenwaldzie. Wielu komunistów zmuszonych było opuścić kraj. Do kwietnia w samym tylko Zagłębiu Ruhry i Nadrenii aresztowano ponad osiem tysięcy funkcjonariuszy partii komunistycznej.

Z powodów taktycznych rząd nie zdelegalizował partii komunistycznej. Trwająca kampania wyborcza do Reichstagu została zamieniona przez NSDAP w prawnie usankcjonowaną łapankę na przeciwników politycznych. Bezpośrednio po podpaleniu Reichstagu zaaresztowano 4 tysiące komunistów, którzy zostali przeniesieni do prowizorycznych obozów koncentracyjnych. Do czerwca 1933 roku w obozach znajdowało się około 50 tys. osób. Dzień po pożarze parlament został rozwiązany przez Hindenburga, więc do wyborów w marcu żaden parlament nie obradował. Po przełomowych dla NSDAP wyborach marca 1933 parlament praktycznie zebrał się raz - po to tylko, by zrzec się władzy na rzecz gabinetu sformowanego przez Hitlera. A kilka miesięcy później tego samego roku Hitler jedną ustawą zdelegalizował wszelkie partie w Niemczech, z wyjątkiem NSDAP.

Proces Lipski (Reichsgericht)

Przed sądem - oprócz sprawcy podpalenia Marinusa van der Lubbego - stanął szef klubu parlamentarnego KPD Ernst Torgler oraz trzech Bułgarów będących członkami Międzynarodówki Komunistycznej: Georgi Dymitrow, Błagoj Popow i Wasyl Tanew. Oskarżenie próbowało przedstawić podpalenie jako sygnał dla komunistycznych wystąpień zbrojnych przeciwko państwu niemieckiemu.

Przywódcy narodowych socjalistów byli przeciwni przeprowadzeniu procesu sądowego. Blokada procesu nie była jednak możliwa z uwagi na brak podstaw prawnych oraz naciski z zagranicy, wywierane m.in. przez członków KPD na wygnaniu. Jeszcze we wrześniu 1933 roku, przy udziale Williego Münzenberga i niemieckich komunistów na wygnaniu, powołano w Londynie międzynarodową komisję śledczą pod przewodnictwem Denisa Nowella Pritta, która miała wyjaśnić okoliczności pożaru Reichstagu. Prace komisji motywowano m.in. argumentami, że jeśli komisja dowiedzie niewinności Georgi Dymitrowa, to międzynarodowa opinia publiczna nie dopuści do wydania wyroku skazującego go na karę śmierci przez sąd niemiecki. Komisja oczyściła z zarzutów oskarżonych komunistów, a za winnych podpalenia uznała przywódców narodowych socjalistów - m.in. Hermanna Göringa.

Proces przed IV. Izbą Karną Sądu Najwyższego Rzeszy w Lipsku rozpoczął się 21 września 1933 roku. Sędzia przewodniczący, Wilhelm Bünger, nie mógł rozpatrywać politycznych aspektów sprawy. Przesłuchano ponad 500 świadków, a materiały dowodowe zajęły 32 tomy akt. Główny oskarżony, van der Lubbe, nie współpracował ze swoim obrońcą, sprawiał wrażenie zdezorientowanego, a nawet chorego psychicznie. Van der Lubbe przez cały czas utrzymywał, że działał w pojedynkę.

Georgi Dymitrow spędził pięć miesięcy skuty kajdankami, których mu nie zdejmowano. Odmówiono mu wolnego wyboru obrońcy - obrońca został wyznaczony przez sąd. Dymitrow, podczas aresztu, studiował niemieckie prawo karne oraz kodeks postępowania karnego. Aktywnie biorąc udział w czynnościach procesowych, często wdawał się w potyczki słowne z przedstawicielami oskarżenia, stawiając liczne wnioski o materiał dowodowy, a poprzez swoje pytania przyczyniając się do tego, że świadkowie plątali się w zeznaniach. Dzięki niemieckim i zagranicznym dziennikarzom Dymitrow zyskał rozgłos medialny.

Sędziowie Sądu Najwyższego Rzeszy nie mogli uznać Dymitrowa, Popowa i Tanewa za sprawców kierowniczych „podpalenia gmachu Reichstagu”. Wielokrotnie wyłączali części materiału dowodowego z postępowania. Wyrok, nie podlegający apelacji, zapadł 23 grudnia 1933 roku. Oskarżeni: Torgler, Dymitrow, Popow i Tanew zostali uwolnieni z braku dowodów winy. Oskarżony van der Lubbe został uznany winnym zdrady stanu, podżegania do podpalenia oraz próby podpalenia. Sąd skazał go na karę śmierci i utratę praw obywatelskich. Zagranica przyjęła wyrok z ulgą, a prasa narodowosocjalistyczna z oburzeniem. Po procesie pozostali oskarżeni zostali objęci tzw. aresztem prewencyjnym (niem. Schutzhaft).

W miesiąc po podpaleniu, 29 marca 1933 roku, rząd wprowadził Lex van der Lubbe (niem. Gesetz über Verhängung und Vollzug der Todesstrafe). Już 7 marca 1933 roku Adolf Hitler zażądał zmian w prawie karnym, tak by domniemany podpalacz Reichstagu mógł być skazany na karę śmierci zgodnie z zarządzeniem wyjątkowym Zum Schutz von Volk und Staat, a nie według prawa obowiązującego w dniu zdarzenia.

Portret Georgiego Dimitrowa, jednego z oskarżonych w procesie lipskim

Spory i Nowe Dowody: Czy Naziści Zaplanowali Podpalenie?

Komuniści na wygnaniu, m.in. Willi Münzenberg, przedstawili tezę, że za podpaleniem Reichstagu stali naziści (opublikowaną później w tzw. Brunatnej Księdze (niem. Braunbuch über Reichstagsbrand und Hitler-Terror), wydanej w Paryżu w 1933 roku). Przed norymberskim trybunałem Hans Gisevius powiedział, że to niejaki Karl Ernst z rozkazu Goebbelsa zorganizował oddział SA, który podłożył ogień pod Reichstag. Oddział miał przedostać się do gmachu parlamentu tunelem i rozlać w sali plenarnej łatwopalną mieszaninę fosforową. Prawda jest taka, że władze nazistowskie planowały pożar Reichstagu. Hitler mówił, że pożar parlamentu to początek nowej epoki w historii Niemiec. Frick miał gotowy projekt rozpraw z komunistami, nazywał się on "o ochronie narodu i państwa" i polegał na zniesieniu praw i wolności obywatelskiej. Göring miał ponoć wynająć dwóch ludzi ze swojej Luftwaffe, którzy na jego rozkaz mieli podpalić Reichstag. Wydało się to na procesie Norymberskim.

Większość historyków nie zgadza się z teorią, że za pożar odpowiadają członkowie partii Hitlera. Po pierwsze, ówczesne doniesienia sugerują, że kierownictwo partii nazistowskiej było równie zaskoczone wiadomością o pożarze, jak inni tego wieczoru, a nawet przerażone, że atak był początkiem powstania komunistycznego. Po drugie, Van der Lubbe się przyznał. 24-latek, który dwa dni wcześniej dokonał trzech drobnych prób podpalenia, był jedyną osobą aresztowaną w płonącym Reichstagu i wielokrotnie, aż do egzekucji gilotyną 10 stycznia 1934 r., twierdził, że sam podłożył ogień, aby zainspirować robotników do powstania „przeciw kapitalistycznym rządom i faszystowskiemu przejęciu władzy”.

Jednak w ciągu ostatnich lat pojawiło się ponownie wiele wątpliwości bazujących na nowo odkrytych źródłach. Historycy, fizycy i eksperci pożarnictwa wykluczają możliwość, że mocno niedowidzący Marinus van der Lubbe mógł podłożyć ogień w Reichstagu w ciągu 15 minut, działając jedynie w pojedynkę. Natomiast szybkie przybycie Hermanna Göringa na miejsce zdarzenia wskazywałoby na udział narodowych socjalistów. Nowe dowody umocniły pozycję badaczy wątpiących w indywidualną akcję van der Lubbego. Jednak przeciwnicy tej tezy uważają, że dowody owe są niejednoznaczne i niewystarczające, więc wyniki ekshumacji mogą rozwiać przynajmniej część wątpliwości. Optymistycznie do sprawy podchodzi organizator ekshumacji, Alfred Otto Paul. Chociaż nie mógł skomentować odkrycia do czasu oficjalnego opublikowania raportu patologicznego, powiedział, że obiecuje, iż rezultaty badań będą doniosłe.

Trwałe Konsekwencje: Od Republiki Weimarskiej do III Rzeszy

Atmosfera narastającego terroru w dużym stopniu wpłynęła na wyniki kolejnych wyborów parlamentarnych, które odbyły się dokładnie w tydzień po wydaniu dekretu - 5 marca 1933 roku. Przyniosły one NSDAP aż 44% głosów i ugruntowały dominującą pozycję tej partii. W wyborach 5 marca 1933 roku NSDAP uzyskało 51,9 proc., a w listopadzie tego samego roku istniała już tylko partia Hitlera. Korzystając z unieważnienia mandatów deputowanych komunistycznych oraz nieobecności części socjaldemokratów (znajdowali się już w obozach koncentracyjnych, na emigracji lub w podziemiu), Reichstag w obecności 535 z 647 deputowanych 24 marca 1933 roku przyjął tzw. „Ustawę o pełnomocnictwach”, co pozwoliło Hitlerowi na wydawanie dowolnych ustaw bez względu na treść konstytucji. Sposób wykorzystania incydentu pożaru Reichstagu był decydującym krokiem na drodze do pełnego przejęcia władzy w Republice Weimarskiej przez NSDAP i przekształcenia republiki parlamentarnej w monopartyjne policyjne państwo totalitarne.

Od momentu pożaru parlament obradował poza tym budynkiem. Prawda jest taka, że w dzień po pożarze Reichstagu parlament został rozwiązany przez Hindenburga, więc do wyborów w marcu żaden parlament nie obradował. Po przełomowych dla NSDAP wyborach marca 1933 parlament praktycznie zebrał się raz - po to tylko, by zrzec się władzy na rzecz gabinetu sformowanego przez Hitlera. A kilka miesięcy później tego samego roku Hitler jedną ustawą zdelegalizował wszelkie partie w Niemczech, z wyjątkiem NSDAP. Parlament więc nie istniał, a to, co istniało, nie było parlamentem. Po wojnie nadal nie było parlamentu niemieckiego aż do roku 1949. W 1949 powstała RFN i NRD.

RFN uważała się za kontynuatora państwa stworzonego przez Bismarcka, tyle że stolicę i nowo wybrany parlament miała w Bonn. Komunistyczne NRD natomiast z gruntu nie mogły być i nie były następcą faszystowskich i antybolszewickich Niemiec i w efekcie nie były kontynuatorem państwowości przedwojennych Niemiec. Więc mimo, że Reichstag stał na terenie wschodniego Berlina, to parlament NRD nie miał z parlamentem niemieckim sprzed 1933 roku nic wspólnego. To i enerdowska Izba Ludowa obradowała zupełnie gdzieś indziej. Przez pierwsze ćwierć wieku w stosunkowo niepozornym pałacu miejskim w pobliżu dzisiejszego szpitala Charite i Instytutu Anatomii, a od 1976 roku w świeżo postawionym na ruinach pałacu cesarskiego modernistycznym Pałacu Republiki, którego nota bene dziś już nie ma, za to jest z powrotem pałac cesarski. Od 1999 roku w odbudowanym neorenesansowym gmachu Reichstagu pracuje parlament zjednoczonych Niemiec.

Dzieje się! SAFE podpisany, pomysły Nawrockiego

tags: #dimitrowa #podpalenie #reichstagu