Widok palącego się motocykla na torze żużlowym nie jest czymś nowym dla kibiców. To zjawisko, choć rzadkie, bywa konsekwencją specyficznych warunków panujących w tej dyscyplinie sportu. Przyczyny takich incydentów są zazwyczaj związane z awariami technicznymi i mogą mieć poważne skutki dla sprzętu, a czasami stwarzają zagrożenie dla zawodników.
Przypadek Mateusza Świdnickiego: odbicie mieszanki paliwa
Podobne sceny, jak te, które wcześniej miały miejsce na torach, rozegrały się w środę w Częstochowie podczas treningu. Wówczas w płomieniach stanął motocykl niespełna 17-letniego Mateusza Świdnickiego. Jak poinformował Michał Świącik, prezes Włókniarza i świadek zdarzenia, przyczyną pożaru najprawdopodobniej było to, że mieszanka paliwa odbiła od gaźnika i zajął się filtr powietrza.
Zanim doszło do pożaru, maszyna juniora nie pracowała prawidłowo. Prezes Świącik uzupełnił, że motocykl "przerywał", a także "spora wilgoć tego dnia też jakoś wpłynęła na to wydarzenie". Tego typu awarie są niestety zdarzają się i są przykre dla zawodnika, ponieważ potrafią narobić wiele szkód materialnych. Co najważniejsze, zawodnik szybko zorientował się, że dzieje się coś niedobrego i nie doznał żadnego uszczerbku na zdrowiu. Po ugaszeniu pożaru rozpoczęto rozstrzygać, które części jeszcze nadają się do użytku; silnik Mateusza Świdnickiego trafił do znanego mechanika Jacka Filipa.

Incydenty z Maksymem Drabikiem: utrata najlepszego silnika
Doświadczenie palącej się maszyny nie jest obce również Maksymowi Drabikowi. W pewnym momencie przez jakiś czas nawet nie był świadom, że jego motocykl płonie, jednak zorientował się w porę i nie doznał poparzeń. Pożar ugaszono dość prędko, pozostawiając straty materialne.
Maksym Drabik stracił swój najlepszy silnik również w meczu pomiędzy Betard Spartą Wrocław a Cash Broker Stalą Gorzów, co przełożyło się na słabszą postawę młodego zawodnika w końcówce spotkania. Wówczas, po piorunującym początku meczu, w ósmym wyścigu Drabik znajdował się na drugiej pozycji, ale posłuszeństwa odmówił mu motocykl. "Tyłek mi się nie przysmażył. Wszystko jest dobrze. Szczerze mówiąc, na początku nie zorientowałem się, że motocykl mi się pali. Dopiero później spojrzałem w dół i zobaczyłem ogień" - powiedział 19-letni żużlowiec.
Na czym polega egzamin praktyczny na licencję żużlową?
Był to najlepszy motocykl Drabika, optymalnie zestrojony pod nawierzchnię wrocławskiego toru. Młodzieżowiec Betardu Sparty nie wiedział wówczas, czy silnik uda się odratować. "Wyślemy sprzęt do tunera i zobaczymy, czy można go odbudować. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze" - dodał. Po defekcie Drabik otrzymał jeszcze jedną szansę od menedżera Rafała Dobruckiego, ale w jedenastym biegu nie zdobył punktów. Musiał posłużyć się drugim motocyklem, który "nie był spasowany do tej nawierzchni". Szukanie adekwatnych przełożeń na zmieniającym się torze nie przyniosło efektów, co skutkowało słabym startem i czwartą pozycją. Utrata najlepszej maszyny sprawiła, że po raz pierwszy od wielu spotkań Drabik nie wystąpił w biegach nominowanych, co było decyzją trenera. Zawodnik sam przyznał, że "od połowy zawodów przestało mu się układać" i to "może ten defekt spowodował" trudności w dopasowaniu drugiego motocykla do toru.