W miejscowości Grzybowa Góra w powiecie skarżyskim doszło do pożaru stodoły, który wywołał szerokie kontrowersje i podziały wśród lokalnej społeczności. Akcja gaśnicza trwała wiele godzin, a jej przebieg stał się przedmiotem wzajemnych oskarżeń między mieszkańcami a ochotniczą strażą pożarną.
Okoliczności zdarzenia i zakres zniszczeń
Pożar wybuchł w sobotę przed godziną 21 we wsi Grzybowa Góra, położonej w gminie Skarżysko Kościelne. Płonęła stodoła o powierzchni ponad 450 metrów kwadratowych wraz z przybudówką. Ogień, rozprzestrzeniając się, przeniósł się również na stojący za płotem szkolny magazynek. W wyniku zdarzenia spaleniu uległy: stodoła, wóz ciągnikowy oraz elektryczna sieczkarnia.
Jak ocenił biegły, przyczyną pożaru było podpalenie.

Przebieg akcji gaśniczej
Walka z ogniem była długa i wyczerpująca, trwała ponad sześć godzin. W akcji gaśniczej brało udział łącznie pięć zastępów straży pożarnej, w tym jednostki zawodowe oraz ochotnicy z Grzybowej Góry i Lipowego Pola. Kapitan Michał Ślusarczyk, rzecznik prasowy skarżyskich strażaków, potwierdził udział trzech zastępów państwowej straży pożarnej.
Remiza miejscowych ochotników znajduje się w bliskiej odległości od miejsca pożaru - zaledwie kilkadziesiąt metrów, lub według sołtysa Gabriela Szewczyka, 50 metrów.

Kontrowersje i wzajemne oskarżenia
Akcja gaśnicza w Grzybowej Górze wywołała głębokie podziały i liczne zarzuty ze strony mieszkańców, skierowane pod adresem miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Sołtys Grzybowej Góry, Gabriel Szewczyk, podkreślił, że "do remizy było 50 metrów, a nie było komu gasić", a "ludzie wszystko widzieli, to skandal".
Zarzuty mieszkańców
- Halina Jaworska, mieszkanka wsi, opowiadała, że do akcji przyszło dwóch trzeźwych druhów, potem pojawiło się trzech kolejnych i prezes, ale byli pijani i zaczęli gasić po długim czasie, ponieważ nie byli w stanie skutecznie działać.
- Pan Piotr, bliski krewny poszkodowanego gospodarza, oraz jego wnuk potwierdzili, że akcja trwała za długo, a strażacy "przewracali się" i nie wiedzieli, co robić.
- Zdaniem rozmówców, tylko dzięki interwencji zawodowych strażaków udało się uratować resztę zabudowań gospodarczych.
- Właściciel spalonej stodoły zaznaczył, że "alkomatem nikt ich nie badał".
- Pani Halina twierdziła, że gdy zawołała policję w celu przebadania strażaków, ci "pozostawiali mundury w remizie i znikli".
- Lucjan Bidziński, były strażak, zgłosił, że druhowie "nie umieli podłączyć węży", a prezes jednostki odmówił mu pomocy, używając wulgarnego języka.
- Mieszkańcy przypominali, że tego wieczoru druhowie pili u prezesa.
Stanowisko prezesa OSP
Prezes Ochotniczej Straży Pożarnej z Grzybowej Góry, Marian Gładyś, potwierdził, że druhowie mieli ognisko w sobotę, ale on sam nie pił. Stwierdził, że w akcji uczestniczyło ośmiu druhów z 45 należących do jednostki (w tym 25 przeszkolonych), a do końca zostało sześciu. Zapewnił, że zanim przyjechała zawodowa straż, ochotnicy podawali już trzy prądy wody. Dodał, że "może dwóch obecnych na miejscu było wypitych, ale oni nie uczestniczyli w gaszeniu".
Marian Gładyś przekazał również informację o domniemanym sabotażu, jakiego mieli się dopuścić mieszkańcy wsi:
- Jeden z cywilów "ciężkim kluczem uderzał w hydrant i dodatkowo go zakręcił".
- W czasie akcji ktoś "odciął dopływ wody do węży".
- "Jacyś cywile zabrali z samochodu nową drabinę i ustawili ją przy ścianie płonącej stodoły", co zdaniem prezesa, mogło doprowadzić do tragedii.
Prezes Gładyś podkreślił, że "był chaos, cywile przeszkadzali", oraz zapewnił, że ochotnicy działali prawidłowo, a "druhowie w mundurach na pewno się nie przewracali", sugerując, że "mogli się przewracać cywile". W odpowiedzi na zarzuty Lucjana Bidzińskiego, Gładyś potwierdził, że użył wulgarnego języka, żądając jego odejścia i grożąc mu, uzasadniając to tym, że Bidziński "przyszedł pijany i chciał się rządzić".

Brak oficjalnych potwierdzeń i podziały społeczne
Podczas sobotniej akcji policja nikogo nie przebadała alkotestem. W służbowej notatce państwowej straży pożarnej również nie ma słowa o pijanych druhach. Kapitan Ślusarczyk ze straży pożarnej poinformował, że "z naszej strony dowodziła osoba szczególnie wyczulona na kwestie alkoholu, nie raz udowodniła, że nie pozwoli uczestniczyć w działaniach człowiekowi, którego można by podejrzewać o bycie nietrzeźwym". Mimo to, w Grzybowej Górze "huczy", a mieszkańcy zwracają uwagę, że "na kilkudziesięciu druhów, w weekend, wieczorem, tylko kilku pomagało w gaszeniu".
Nie jest tajemnicą, że wieś jest podzielona. Sołtys Szewczyk i członkowie zespołu ludowego "Grzybowianki" mają żal, że strażacy nie chcą im udostępniać sali w remizie na próby. Z kolei strażacy uważają, że grupa sołtysa chce przejąć jednostkę. Prezes Gładyś stwierdził: "Sołtys pluje na ochotniczą straż".