Pszczew to urokliwe miasteczko, pięknie położone i cenione za swój niepowtarzalny klimat. Jego największą chlubą jest wspaniale odnowiony Folwark Pszczew, którego zrewitalizowane budynki służą dziś jako nowoczesne centrum wypoczynkowe. Miejscowość kusi również wąskimi, nierzadko jeszcze brukowanymi uliczkami, zabudowanymi przeważnie jednokondygnacyjną architekturą z początku ubiegłego wieku. Szalenie klimatyczne są stare zabudowania gospodarcze, których tutaj zachowało się całkiem sporo. Pszczew stał się również znaczącym ośrodkiem dla powracających do winiarskich tradycji, z właścicielami Folwarku Pszczew, Żanetą i Łukaszem Robakami, którzy założyli winnicę.

Pszczew na Przestrzeni Dziejów: Od Osady do Miasta
Ze względu na szczególny układ wód, Pszczew od dawna pełnił ważną funkcję. Naturalne przejście między ciekami wodnymi na przesmyku między jeziorem Kochle a jeziorem Chłop sprawiło, że miejsce to było zasiedlone przez człowieka już bardzo dawno. Bliskość wody i szlaku komunikacyjnego zapewniły warunki rozwoju lokalnych społeczności, o czym świadczą znaleziska archeologiczne z epoki kamiennej oraz z początków naszej ery. W Borowym Młynie i Pszczewie istniał wówczas znaczny ośrodek hutniczy, utrzymujący rozległe kontakty handlowe, co świadczy o dobrze rozwiniętym osadnictwie.
Ukształtowanie terenu, głównie zaś linia jezior, powodowały, że tereny te były strategicznie ważne. Prawdopodobnie już w VII wieku powstał gród wśród rozległych moczarów między Pszczewem a Stokami. Na początku X wieku powstał gród na półwyspie Katarzyna nad jeziorem Kochle. Gród Pszczewski, leżący na trakcie z Poznania do Lubusza i dalej do Niemiec, strzegący dogodnego przejścia przez linię jezior pszczewskich, miał w tych czasach prawdopodobnie duże znaczenie. Był to jeden z ważniejszych traktów; istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie przez Pszczew w roku 1000 wracał do Niemiec cesarz Otton III ze zjazdu gnieźnieńskiego. Tędy szły także wojska niemieckich najeźdźców, co skutkowało zniszczeniami: wojska cesarza Henryka II spaliły gród w 1005 roku, a wojska cesarza Fryderyka II Rudobrodego dokonały tego ponownie w 1157 roku.
W bezpośrednim sąsiedztwie grodu istniało podgrodzie, które dało początek pierwszej osadzie. Średniowieczne miasto lokowano później w innym, bardziej obronnym miejscu - na wyspie wyniesionej kilka metrów ponad otaczające jeziora: od wschodu jezioro Kochle i od zachodu jezioro Mielno. Po raz pierwszy w dokumentach pisanych Pszczew jest wymieniany jako wieś w 1259 roku, będąc wówczas majątkiem biskupów poznańskich. 17 stycznia 1288 roku biskup poznański Jan Gerlicz powierzył Janowi z Lubinowa lokację miasta Pszczew. Do klucza Pszczewskiego należały miasto i trzynaście osad.

Historyczne Pożary, które Kształtowały Miasto
Oryginalny sposób zabudowy miasta wynikał z ukształtowania terenu - podłużnego wzniesienia. Średniowieczny układ zabudowy miejskiej zachował się z niewielkimi zmianami do dzisiejszego dnia. Składał się z dwóch ciągów zabudowań okalających soczewkowaty plac. Ciągi zabudowy były przecięte co kilka działek charakterystycznymi poprzecznymi uliczkami opadającymi w kierunku jezior. Były to zapewne drogi przeciwpożarowe, mające zapewnić swobodny dostęp do zbiorników wodnych w czasie pożaru oraz zapobiegać jego rozprzestrzenianiu się. Mimo tych środków, pożary wielokrotnie niszczyły drewnianą zabudowę miasta. Pierwszy odnotowany pożar strawił miasto w 1498 roku. Kolejny, w październiku 1520 roku, był wynikiem działań wojska mistrza krzyżackiego. Wojska szwedzkie w czasie wojny północnej, 16 maja 1631 roku, spaliły nie tylko miasto, ale i kościół, plebanię oraz dwór biskupi, o czym świadczą zapisy kroniki kościelnej. W pożarach ginęły również dokumenty miejskie. Po pożarze w 1631 roku zabudowę mieszczańską odbudowano jako drewnianą, natomiast kościół, plebanię i dwór biskupi na folwarku, położonym na południe od miasta, wymurowano z cegły.
Dziedzictwo i Zmiany Własności Pszczewa
Pszczew początkowo należał do biskupów poznańskich, a po kasacie majątków kościelnych stał się własnością rządu pruskiego. W 1828 roku majątek kupił od Królewskiego Banku w Berlinie baron Johan Friedrich Rudolf Hiller von Gaetringen, pochodzący z rodziny o tradycjach wojskowych. W kolejnych latach w majątku gospodarowali kolejni właściciele, w tym rodzina Zu Dohna. Rudolf Zu Dohna (1845-1904) był żonaty z Ruth von Dalewitz (1857-1939). Na początku XX wieku hrabia Wilhelm Zu Dohna, syn Rudolfa, wybudował wygodną willę dla swojej matki Ruth, w pewnym oddaleniu od głównej rezydencji.
Willa Ruth Zu Dohna i Kościół Ewangelicki
Dawna willa Ruth Zu Dohna to budynek podpiwniczony, parterowy z użytkowym poddaszem, nakryty dachem naczółkowym z mansardową, jednoosiową wystawką i facjatkami. Fasadę zdobi drewniana weranda, a wejście główne znajduje się w elewacji bocznej, umieszczone w płytkim, wgłębnym portyku flankowanym kolumienkami. Po śmierci matki, Wilhelm Zu Dohna wydzierżawił willę magistratowi pszczewskiemu, który podczas II wojny światowej umieścił w niej pensjonariuszy domu starców. Dziś w dawnej willi Ruth Zu Dohna mieści się siedziba leśnictwa i mieszkania prywatne.
Między leśniczówką a dawnym dworem biskupów poznańskich, do 1964 roku stał neogotycki kościół ewangelicki. Został oddany do użytku w 1865 roku i wzniesiony dla niemieckich przybyszów wyznania ewangelickiego. Wówczas Pszczew nosił miano Betsche. Ówczesny właściciel włości, baron Rudolf Hiller Gaetringen, oddał na ten cel plac naprzeciw dworu biskupiego, partycypując w budowie świątyni. Powstał zbór neogotycki z wysoką, czterdziestometrową wieżą. Służył społeczności ewangelickiej do 1945 roku. Po wyzwoleniu większość niemieckich osadników opuściła Pszczew, a opustoszała świątynia powoli chyliła się ku ruinie.

Tragiczna "Czarna Niedziela" Grudnia 2018 roku
3 grudnia 2018 roku zapisał się jako "czarna niedziela" w historii Pszczewa w powiecie międzyrzeckim, kiedy to miejscowość dotknęły dwa poważne pożary.
Pożar w Folwarku Pszczew
Przed południem 3 grudnia 2018 roku najpierw pojawiły się płomienie w położonym na obrzeżach wsi Folwarku Pszczew. Szybko rozprzestrzeniający się pożar strawił część budynków gospodarczych. Straty wyliczono później na kilkaset tysięcy złotych, a ostatecznie nawet na 3 do 4 milionów złotych. Właściciel, Łukasz Robak, wspominał: „Byłem w kościele, kiedy usłyszałem syreny strażackie. Od razu coś mnie tknęło, że w folwarku dzieje się coś niedobrego”. Właściciel próbował ratować budynek i przechowywany w nim sprzęt, jednak było już za późno. Temperatura była tak wysoka, że topiły się i pękały szyby w stylowych lampach, stojących kilkanaście metrów od płonących zabudowań. Walka z żywiołem trwała kilka godzin; do akcji przyłączały się kolejne jednostki straży zawodowej i ochotniczej. Strażacy zalali dach i ściany strumieniami wody. Mimo błyskawicznej i profesjonalnie przeprowadzonej akcji gaśniczej, budynku nie dało się uratować. Wypalone ruiny wyglądały po pożarze jak blizna na folwarku, który jest turystyczną i architektoniczną wizytówką Pszczewa. W środku spłonęły między innymi amfibia, traktor z oprzyrządowaniem, urządzenia do produkcji wina oraz sprzęty gospodarcze - od młotków i szpadli, po specjalistyczne przyrządy wykorzystywane w winnicy. Ogień uszkodził bryczkę i powózkę, którą turyści zwiedzali Pszczew i okolice. Łukasz Robak oszacował straty na około 3 miliony złotych, niestety zaznaczając, że z ubezpieczeń uda się odzyskać najwyżej 10 procent. Pomimo ogromnych strat, właściciele zapowiadali, że podniosą ze zgliszcz spalony obiekt, tak jak wcześniej podnieśli z ruin zabytkową gorzelnię i Folwark.

Injured firefighter breaks down sharing emotional story of how bureaucracy left family in ‘ruin’
Pożar budynku mieszkalnego przy ul. Międzychodzkiej
Jeszcze nie przebrzmiały echa strażackich syren po pożarze Folwarku, gdy ogień pojawił się po drugiej stronie wsi. Płonął budynek mieszkalny przy ul. Międzychodzkiej, który spłonął prawie doszczętnie. Ewakuowano kilkanaście osób, które znalazły schronienie u bliskich lub w lokalach przygotowanych przez gminę. Pan Aleksander wraz z żoną zamieszkał w udostępnionym przez gminę lokalu. Choć od pożaru minął ponad rok, byłych mieszkańców nadal gnębiło pytanie, jak mogło dojść do dramatu. Wbrew oficjalnym ustaleniom, wielu z nich było pewnych, że padli ofiarą seryjnego podpalacza - własnego sąsiada. Mężczyzna, który mieszkał na parterze budynku, był wcześniej oskarżany o podpalenie jednego z lokali gastronomicznych i gospodarstwa we wsi. Po pożarze natychmiast wybył z Pszczewa. Formalnie przyczyną pożaru pozostaje spięcie instalacji, jednak jak wspomina pan Aleksander: „Jeżeli mamy do czynienia ze zwarciem, to światło natychmiast gaśnie, tymczasem podczas pożaru, płomienie już buchały, a światło jeszcze się paliło”. Kilkunastu lokatorów domu przy ul. Międzychodzkiej czeka na ukończenie remontu budynku, wielu nadal nie może otrząsnąć się z koszmaru.