W niedzielę, 28 lipca, doszło do poważnego pożaru w bazie firmy kurierskiej DHL przy ul. Chemicznej w Lublinie. Zdarzenie, które wybuchło około godziny 17:30, szybko przyciągnęło uwagę, a nad dzielnicami Bronowice i Felin unosiły się gęste chmury czarnego dymu.

Przebieg zdarzenia i akcja ratunkowa
Strażacy otrzymali wezwanie w niedzielę o godzinie 17:30. Alarm podniósł jeden z pracowników firmy kurierskiej DHL mieszczącej się przy ul. Chemicznej. Jak informuje kpt. Andrzej Szacoń, rzecznik straży pożarnej w Lublinie, na miejsce natychmiast wysłano cztery zastępy, w sumie 14 strażaków. Kiedy strażacy dotarli na miejsce, zastali płonące samochody dostawcze z charakterystycznym logo DHL. Akcja gaśnicza trwała 1,5 godziny.
W sumie na placu w momencie pożaru było zaparkowanych 40 samochodów dostawczych i vanów. Cztery z nich zostały doszczętnie zniszczone, a sześć kolejnych uszkodzonych, mając nadpaloną karoserię czy lusterka. Chociaż rozmiar strat nie jest jeszcze dokładnie znany, strażacy wstępnie szacują je na około 400 tys. złotych. Udało się ustalić, że pojazdy nie zapaliły się przypadkowo i na szczęście wszystkie były puste, a w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Podejrzenie celowego podpalenia
Już od samego początku zdarzenia służby ratunkowe i policja nabrały podejrzeń, że pożar nie był dziełem przypadku. Razem ze strażakami na miejsce przybyła policja, w tym funkcjonariusze tropiący przestępstwa przeciwko mieniu. Nadkomisarz Renata Laszczka-Rusek, rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji, przyznała, że wszystko wskazuje na to, iż było to celowe działanie. Kapitan Andrzej Szacoń dodał, że w przypadku zwykłego pożaru samochodu ogień zazwyczaj rozprzestrzenia się na sąsiednie pojazdy. W Lublinie jednak płonęło kilka aut zaparkowanych w pewnej odległości od siebie, co jest wysoce nietypowe.
Stąd właśnie podejrzenie, że ktoś zakradł się do bazy firmy kurierskiej, wybrał konkretne samochody i je podpalił. Co więcej, według nieoficjalnych informacji, na miejscu znaleziono butelkę z łatwopalnym płynem, a przy jednym ze spalonych samochodów leżał biały, sztuczny kwiat. To wzbudziło pytania, czy był to "niemal jak mafijny" znak zemsty. Odpowiedź na to pytanie ma przynieść prowadzone postępowanie. Policja zabezpieczyła już nagrania z monitoringu i będzie je analizować.

Lokalne spekulacje i motywy zemsty
Jeden z kurierów DHL, zastrzegając anonimowość, przychylił się do wersji o podpaleniu. Według niego, wybrano konkretne samochody, a czas pożaru - niedziela, gdy auta stoją zaparkowane bez większej ochrony i nie ma kierowców - nie wydaje się przypadkowy. Kurier podkreśla, że sprawca musiał wiedzieć, że może dostać się na teren niezauważony.
W grę wchodzi motyw zemsty, co według rozmówcy jest prawdopodobne. Podpalenia mógł dopuścić się na przykład zwolniony pracownik, albo ktoś, komu właściciel podpalonych samochodów winien był pieniądze. Kurier ujawnia, że spalone samochody nie należały do DHL, lecz do jednego człowieka. Jest mało prawdopodobne, aby sprawca miał nierozliczone sprawy z samym DHL, skoro pojazdy nie były własnością spółki.
Praca kuriera, choć z pozoru nieskomplikowana, bywa stresująca, zwłaszcza gdy ginie paczka lub zostaje uszkodzona. W takich sytuacjach najczęściej obwinia się kuriera i nakłada na niego karę finansową. To prowadzi do ostrych sporów, ponieważ kurierzy bronią się, zrzucając winę na pracowników magazynu, a ci z kolei odbijają piłeczkę. Tego typu napięcia mogą prowadzić do ekstremalnych działań.
Seria podejrzanych incydentów w firmach logistycznych
W szerszym kontekście, sprawa pożaru w Lublinie wpisuje się w serię podobnych zdarzeń, które ostatnio budzą zaniepokojenie służb bezpieczeństwa. "Gazeta Wyborcza" poinformowała o pierwszych ustaleniach śledztwa prowadzonego od kilku miesięcy przez ABW i mazowiecki wydział Prokuratury Krajowej, specjalizujący się w ściganiu rosyjskich dywersantów i szpiegów.
Informatorzy "GW" określają to jako "najgroźniejszy ujawniony w Polsce przykład rosyjskiej dywersji", wskazując, że rosyjski sabotaż wszedł w nową fazę, obejmującą ryzyko katastrofy lotniczej. Seria pożarów rozpoczęła się 20 lipca 2024 roku na lotnisku w Lipsku, gdzie ogień pojawił się w kontenerze z przesyłkami, który miał znaleźć się w ładowni samolotu cargo firmy kurierskiej DHL. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, paczka zapaliła się na ziemi, a nie w powietrzu, dzięki dwugodzinnemu opóźnieniu samolotu. Paczka zawierała czarną poduszkę-masażer, erotyczne gadżety i tubki z kosmetykami, a podejrzewano, że pochodziła z "krajów bałtyckich" i zawierała "urządzenie zapalające".
Dzień później, 21 lipca, w Jabłonowie pod Warszawą, w bazie firmy transportowej współpracującej z DPD, doszło do pożaru ładunku w naczepie tira. Naczepa spłonęła doszczętnie. Z kolei 22 lipca pożar wybuchł w bazie firmy transportowej DHL w Birmingham w Wielkiej Brytanii, również z udziałem paczki zawierającej te same przedmioty: kosmetyki w tubkach i chiński masażer.

Ujawnienie mechanizmu dywersji i aresztowania
W toku śledztwa okazało się, że polska policja i funkcjonariusze ABW przechwycili jeszcze jedną paczkę. W poduszce znaleziono zapalnik czasowy sterowany zegarem, uruchomiony przed nadaniem przesyłki, oraz tubki z łatwopalną substancją zamiast kosmetyków. Śledztwo przejął prokurator Artur Kaznowski z mazowieckiego wydziału Prokuratury Krajowej.
Ustalono, że cztery paczki, z których każda zawierała urządzenie zapalające, zostały nadane w Wilnie w połowie lipca. Dwie miały trafić do Wielkiej Brytanii drogą lotniczą, a dwie do Warszawy. Jedna z nich zapaliła się w Jabłonowie, a co najmniej jedna leciała przez Lipsk, gdzie doszło do pożaru. Za ostatnimi etapami akcji miał stać 27-letni obywatel Ukrainy, Władysław D., mieszkający w Katowicach, który wcześniej był skazany za oszustwa internetowe.
Władysław D. został "zwerbowany" na Telegramie przez innego obywatela Ukrainy, Serhija J., i nie był w pełni wtajemniczony w całą akcję. Miał przetransportować się do Wilna, gdzie rozpakował paczki w pokoju hotelowym, otworzył poduszki do masażu, uruchomił zapalniki i przekazał paczki kolejnej osobie. Paczki zostały następnie zaniesione do firm DHL i DPD. Nadawcą, zatrzymanym przez litewskie służby, miał być Aleksandras S.
Władysław D. został zatrzymany przez ABW 6 sierpnia, a Serhija J. zatrzymano 10 września w Hiszpanii. W polskim śledztwie w sprawie paczek jest sześciu podejrzanych - czterech obywateli Ukrainy i dwóch Rosjan. Za dokonanie przestępstwa o charakterze terrorystycznym i udział w działalności obcego wywiadu grozi im nawet dożywocie.
Informatorzy podkreślają, że rosyjskie służby werbują do akcji sabotażowych młodych mężczyzn z kryminalną przeszłością, szukających szybkiego zarobku, nazywając ich "agentami niskiego szczebla", którzy często nie wiedzą, dla kogo pracują. Całą operacją zarządzają oficerowie rosyjskiego wywiadu z terenu Rosji. Pod koniec sierpnia niemieckie służby specjalne i policja wydały oficjalne ostrzeżenie dla firm lotniczych i logistycznych przed niebezpiecznymi ładunkami, co świadczy o rosnącym zagrożeniu.