Pożar na polu w Osłoninie: Utracone 8 Hektarów

Niestety, dostarczony tekst nie zawiera informacji na temat pożaru na polu w Osłoninie ani utraty 8 hektarów. Większość tekstu opisuje podróż i wrażenia autora z Hiszpanii w okresie rewolucyjnym.

Wyprawa do Hiszpanii: Wrażenia z Granicy i Barcelony

Przekroczenie Granicy

Podczas podróży pociągiem autor przemierza tunele, obserwując góry i morze. We wrześniu na francuskich winnicach zaczyna się winobranie. Pociąg zatrzymuje się na dużej stacji małej mieściny pogranicznej, gdzie wzdłuż peronu rozciąga się długi szereg władz celnych, bezpieczeństwa i politycznych. Z pociągu wysiadają dwie osoby. Młodziutka Hiszpanka, wracająca z kursów wakacyjnych w Exeter, w Anglii, przez Paryż, przechodzi kontrolę bagażu i paszportu bez problemów. Następnie otwierana jest walizka autora, wszystko jest badane uważnie i sprawnie, z zachowaniem porządku. Autor docenia "wzorową celniczą robotę".

Paszport autora "powędrował przez boczne drzwi", a jego "opuszczone przezeń ciało sterczy smętnie na komorze celnej". Komora celna to "wielka sala, zupełnie pusta". Na ścianie wiszą "wielkie, czerwono-czarne odezwy i dwa graficznie doskonałe plakaty". Na jednym z nich "śmiejący się żołnierz, bez szlif, w mundurze polowym, pociąga za sznurek pajaca, w szamerowanym mundurze oficerskim, z huzarskimi wąsami, niczym jeszcze jedną oznaką władzy, z olbrzymim szabliskiem na sutych rapciach". Pajac-oficer tańczy "rześko w ręku żołnierza Papitu". Drugi plakat jest "nie na wesoło, ale na groźno, czy raczej na potworno", przedstawiając "brzuchatą, koszmarną bestię, z wyłupiastymi oczami żaby", z "małpią łapą" przyłożoną do "olbrzymiego ucha". Bestia ma "brunatną skórę barwy habitu", "krzyż zwisający na różańcu na szyi" oraz "koronę królewską - małą jak u żaby z naszych reklam pasty „Erdal” - na głowie".

Plakat propagandowy z okresu rewolucji hiszpańskiej

Paszport autora wraca z "tajemniczej wędrówki", ale jego rozłąka z "duszą i ciałem" trwa nadal. Urzędnik prowadzi autora na peron, gdzie widać góry, "całe w ogrodach oliwnych i w słońcu". Autor wyraża radość z poznania nowego kraju, na co urzędnik odpowiada chłodno: „Pan myśli, że go pan pozna?” i patrzy na niego, "jakbym był jednym z macek, uch czy wcieleń brunatnej bestii z plakatu".

Biurokratyczne Zmagania i Rewolucyjne Postacie

W małym biurowym pokoiku pan za biurkiem informuje, że "nikogo do Hiszpanii się nie wpuszcza, a już tym bardziej dziennikarzy". Obok biurka siedzi "wojskowy, wysoki, czarny i śniady", w bryczesach i "półwojskowej kurtce", z karabinem opartym o biurko. Na jego głowie znajduje się "rodzaj furażerki wojskowej, nad jednym uchem czarnej, nad drugim czerwonej". Po każdej stronie biegną trzy wielkie litery: FAI (Iberyjska Federacja Anarchistyczna).

Nowe informacje. Świadek opisał ostatnie sekundy przed wypadkiem posła Litewki

Ten żołnierz rewolucji, milicjant z katalońskiej Iberyjskiej Federacji Anarchistycznej, zabiera głos w sprawie autora, opowiadając się "raczej po mojej stronie". Zwraca się do "pana rozpartego na kanapie", który jest "postacią niezwykłej, ale już odmiennej fotogeniczności". Ma na sobie "ni to jakiś surdut, ni tużurek", a na "turzym karku" (okręconym fularem w barwach czarno-czerwonych FAI) "olbrzymią głowę, wielką mięsistą twarz, z muskularnym nosem i stosunkowo umiarkowanych rozmiarów oczkami, wyzierającymi spod fałdów pomarszczonej już wiekiem skóry". Nad tym wszystkim "rozwiewa się jednak niespodzianie bujna i czarna czupryna, wielka zmierzwiona masa włosów, zwichrzonych jak u Beethovena", ale autor postrzega go jako "Marata, najklasyczniejszego groźnego Marata francuskiego Konwentu".

W pokoju rozgrywa się "wielka bitwa", mająca "sforsować Porbou dla polskiego dziennikarza". Przeciwnikiem jest pan za biurkiem, cywil, który żąda dowodów tożsamości. Autor przedstawia legitymacje zawodowe. Marat zaczyna mówić "pojednawczo". Pan zza biurka odkrywa w paszporcie wizę niemiecką, a autor wyjaśnia, że była tranzytowa. W obliczeniach czasu, jaki upłynął między stemplami, autor udowadnia swoją tezę. Następnie autor wydobywa "list polecający ambasadora Hiszpanii w Paryżu, Luisa Araquistaina". Milicjant upewnia się co do tożsamości ambasadora, a Marat "uspokaja wszystkie obawy". W końcu, "dla zachowania pozorów", cywil żąda pozostawienia listu ambasadora. Autor wymienia list na "trzy okrągłe pieczęcie w paszporcie" i jest odprowadzany z powrotem na peron.

Droga do Barcelony i Wrażenia z Miasta

W poczekalni dworcowej panuje "nastrój rewolucyjno-rodzinny". Plakaty rewolucyjne "kapią barwami ze ścian", czerwone sztandary wiszą w oknach, a na bufecie "małe dziecko bufetowej bawi się puszką homara". Miasteczko poniżej dworca "spada amfiteatralnie do małego, rybackiego portu". Kościół jest zamknięty, a na jego drzwiach widnieje plakat informujący, że został "inkautowany", czyli przejęty przez władze milicji i Frontu Ludowego. Pociąg do Barcelony, z wagonami pomalowanymi w hasła i plakaty rewolucyjne, wjeżdża na peron. Autor wsiada do wagonu, którego ściany "aktualizują w rewolucyjny sposób literaturę i religię", przedstawiając "znaną powieść Blasco Ibaneza i wielkie dzieło św. Jana, przedstawiające Czterech Jeźdźców Apokalipsy". W wagonie "nie czuć ani rewolucją, ani Apokalipsą".

Pociąg z wagonami pokrytymi rewolucyjnymi hasłami

Pociąg rusza, mijając tunele, "sam brzeg morza", "gaje oliwek i uprawne pola". Migają "białe wsie, całe z kamienia", "pola na stokach gór grodzone kamieniami", "ciche dworce kolejowe, ogłoszenia Schellów i Dunlopów". Pracujący w polu podnoszą ręce "ściśnięte w kułak" na powitanie. Autor odczuwa zmęczenie i sceptycyzm wobec rewolucji, która w Portbou witała go "tak barwnie, groźnie i hucznie", a teraz panuje "nad krajem pracowitych mrówek, pszczół czy termitów".

Jest ósma wieczór, ale zapadła już "czarna, atramentowa noc". Na dworcu jest "tłum milicjantów i robotników". Czerwone strzały wskazują "miejsce zbiórki dla cudzoziemskich ochotników jadących walczyć za rewolucję". Autor jedzie dorożką przez "wielkie, źle oświetlone i pełne ludzi" miasto. Hotel, do którego ma polecenie, nie został "zainkautowany". Dostaje "malutki spokojny pokój" z oknem na "szarą ścianę innego drapacza". Zmęczony, kładzie się spać. Przez półsen "zaczyna mu krzyczeć do ucha jakiś głos, ogromny, maszynowy, nieludzki", wyrzucający słowa "w tempie karabinu maszynowego". Głos zagłusza "daleki szum wielkiego miasta", wypełniając pokój. Megafon radiowy co chwilę ustaje, a potem znów "wyrzuca nowy potop dźwięków". Na ulicy Barcelony ludzie gromadzą się przed głośnikami, aby "wysłuchać ostatnich wiadomości z frontu". Autor nie rozumie większości przemówień, ale słyszy słowa takie jak: rewolucja, proletariat, Espania, el pueblo, fascismo, muerte. Znużenie w końcu przeważa, a autor zasypia, kołysany "echem słownych gromów", w wrażeniu "czysto fizycznego zmęczenia, ciemności wokoło niego i ogarniającej go powodzi cudzej mowy".

Rewolucyjna Barcelona

Następnego dnia autor spędza w "największym mieście rewolucyjnej Hiszpanii, mieście, gdzie ta rewolucja była najbardziej krwawa, okrutna, ale i heroiczna". Barcelona to miasto, gdzie "anarchizm nie przestał być wspomnieniem odległej dla nas przeszłości". Miasto jest "wielkie i piękne", "bogate", a wszystko to stało się "tłem dla nowej rzeczywistości". Plakaty z komory celnej w Portbou "rozmnożyły się tu w tysiące barwnych plam lśniących w wielkim słońcu na murach". Samochody "śmigają z wielkimi sztandarami, wymalowane białą farbą w hasła i godła, w skróty literowe dwóch wielkich związków zawodowych, partii politycznych i instytucji rewolucyjnych".

Ulice Barcelony ozdobione rewolucyjnymi plakatami i flagami

W samochodach siedzą milicjanci w "granatowych „mono”", "w jakichś innych „mundurach w stanie tworzenia się”" lub "w kurtkach wojskowych". "Mono" (robotniczy kombinezon) "awansowało do godności munduru", detronizując tradycyjny mundur. W bramach domów, zwłaszcza banków, poczty i gmachów rządowych, "wysiaduje po kilku członków milicji ludowej przy karabinach i w „mono”".

Jest niedziela, a na ulicy "tłum wyległ większy niż zawsze". Autor porównuje to do sytuacji, gdy "całe Powiśle, cała robotnicza Praga, cała czerwona Wola wyjdzie w Aleje Ujazdowskie". Tłum z dalekich przedmieść, z dzielnicy portowej i ze starej Barcelony wyległ na bulwary Rambli, na szerokie chodniki Paralelo, na plac Katalonii. Jest to "tłum uzbrojony". Autor podkreśla "trudność wyobrażenia większej ilości ludzi z karabinami spacerującą po ulicach wielkiego miasta" oraz "zupełniejszą mobilizację samochodów przez klasę robotniczą". Widzi dziesiątki "Hispano-Suiz, wspaniałych limuzyn udekorowanych godłami sowieckimi, sierpami i młotami, rysowanymi jeszcze niezgrabnie i niewprawnie na czarnym lakierze karoserii". U stóp pomnika Kolumba "worki z piaskiem ułożono w barykadę". Cztery karabiny maszynowe "patrzą w cztery ulice". Tłum defiluje pod "czarno-czerwonymi sztandarami Iberyjskiej Federacji Anarchistycznej", pod czerwonymi z sierpem i młotem trockistowskiego "Partido Obrero de Unificatione Marxista". Z okien hotelu „Colon” "zwisają afisze zjednoczonych partii socjalistycznej i komunistycznej". Na murach hotelu "znać ślady kul, ale jest ich bardzo niewiele", co nie może być porównane z wydarzeniami we Lwowie w 1918 czy Warszawie w 1926 roku.

Barykada z worków z piaskiem u stóp pomnika Kolumba w Barcelonie

Tłum robotniczy "przelewa się przez ulice, świadomy swego zwycięstwa, pełen poczucia swej władzy". Plakaty "naśmiewają się z oficerów", a pisma codzienne donoszą o "nowych wyrokach trybunałów robotniczych". Na kościołach "uchowanych przed spaleniem wiszą napisy: patrimonio del pueblo (własność, dziedzictwo ludu)". Pałace armatorów "są „inkautowane”, obsadzone przez organizacje robotnicze". Ilustrowana „Ahora” przedstawia fotografię "robociarza-milicjanta śpiącego w łóżku królewskim pałacu Pedrales". Przed pałacem katalońskiego magnata prasowego stoi pięć packardów, ponieważ jest to "siedziba związku metalowców". W dużym "inkautowanym" gmachu mieszka szef armii płk. Sandino. Autor przypomina sobie "Petersburg wiosny 1917 roku, Petersburg marynarzy kronsztackich rozjeżdżających w limuzynach dworu, Petersburg „inkautowanego” przez komunistów pałacu Krzesińskiej". Z głośników "rozwieszonych nad ulicą płynie Międzynarodówka". Tłum wita ją "podniesieniem pięści", a "pieśń spadającą z góry podchwytuje i znów do góry ponad ulicę podnosi rozbity chór głosów". Pośród plakatów nagle pojawia się coś "bardzo hiszpańskiego" - plakat ogłaszający na dziś walkę byków, co świadczy, że rewolucja "w niczym nie zmąciła tradycyjnej roz..."

tags: #gazeta #w #osloninie #pozar #na #polu