Początki lokalnego pisma „Głos Pasłęka” sięgają lipca 1990 roku. Inicjatorami jego powstania byli Jerzy Przedpełski, Leokadia Ćwiklińska oraz Mirosław Ślesiński, do których wkrótce dołączyła Barbara Budkiewicz.
Historia „Głosu Pasłęka”
Pierwsze wydania i ewolucja redakcji
Pierwszy numer „Głosu Pasłęka” był niewielką składanką na kartkach A4, złożonych na pół. Skromny nakład finansowy sprawił, że pismo obejmowało tylko 4 strony. Tytuł i kolumny były rysowane odręcznie, jednak winieta, stworzona wówczas, jest wykorzystywana do dziś. Pierwszym redaktorem, odpowiedzialnym głównie za sprawy rejestracyjne, był Marek Antczak.
Wszystkie istotne kwestie były omawiane na kolegiach redakcyjnych o ruchomym składzie. Co miesiąc wybierano redaktora prowadzącego, który nadzorował prace związane z tworzeniem kolejnych numerów pisma. Po kilku latach członkowie redakcji powrócili do starego systemu, a liderem zespołu został Jerzy Przedpełski.
Wszelkie prawa autorskie wydawcy glospasleka.pl są zastrzeżone.

Pasłęk w XIX wieku w świetle zapisków Carla Gottfrieda Georga Creutzwiesera
Studium „Przyczynki do historyczno-statystyczno-medycznej topografii Pasłęka”
W 1838 roku pismo „Vaterländisches Archiv für Wissenschaft, Kunst, Industrie und Agrikultur oder Preußische Provinzial-Blätter”, poświęcone kulturze Starych Prus, opublikowało obszerną pracę Carla Gottfrieda Georga Creutzwiesera (1797−1861) zatytułowaną „Beiträge zu einer historisch-statistisch-medizinischer Topographie von Pr. Holland” [Przyczynki do historyczno-statystyczno-medycznej topografii Pasłęka]. Studium to zyskało rozgłos, czego dowodem jest odwoływanie się do niego przy opracowywaniu hasła „Holąd Pruski” w „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” (1882, t. III, s. 98).
Zapisy Creutzwiesera są częściowo znane współczesnym czytelnikom prac poświęconych przeszłości Pasłęka, np. opisy eksploracji miejscowych tuneli. Creutzwieser, żywo interesujący się kulturą regionu, zajmował się również układaniem wierszy, z których część ukazała się drukiem.

Creutzwieser jako lekarz powiatowy i jego obserwacje społeczne
Creutzwieser był przede wszystkim praktykującym lekarzem. Od 1820 roku praktykował w Pasłęku, a dwa lata później został mianowany lekarzem powiatowym (Kreisphysikus), pełniąc tę funkcję do 1835 roku. Ta pozycja umożliwiła mu szczególną optykę, charakterystyczną dla jego zapisów upublicznionych przez królewieckie pismo. Jako medyk miał dostęp do wszystkich lokalnych środowisk, obserwując, jak Pasłęczanie z różnych warstw społecznych pracują, świętują, odżywiają się i wychowują dzieci.
Creutzwieser pisał, że „odmalowanie wiernego portretu obyczajowości małego, prowincjonalnego miasteczka - jego zwyczajów, namiętności, intryg, jak wszędzie przeplatających się z sobą myśli i czynów «tak podłych, jak i wzniosłych» - na pewno nie jest łatwym zadaniem dla człowieka, który nazywa je swoim miastem rodzinnym”. Ostatecznie skupił się głównie na zdrowiu i higienie życia. Starał się scharakteryzować poszczególne miesiące pod względem zapadalności na choroby i analizował problematyczne wówczas zagadnienie list zgonów Pasłęczan. Mimo dążenia do naukowej skrupulatności, nie tracił z oczu człowieka, myśląc o nim holistycznie. Uważał, że lekarz powinien trudnić się sztuką uzdrawiania, wykazując się również umiejętnościami psychologa. Akcentował wpływ różnych dziedzin życia na kondycję fizyczną i moralną, co zaowocowało wieloma uwagami dotyczącymi obyczajowości, niekiedy na marginesie głównych rozważań.
Życie codzienne i rozrywki w Pasłęku (około 1835 roku)
Pasłęk, liczący około 1835 roku niecałe 4000 mieszkańców, zdaniem Creutzwiesera nie wyróżniał się niczym szczególnym na tle innych miasteczek prowincji w pierwszej połowie XIX wieku. Praca była żmudna, a zajęcia w czasie wolnym typowe. Monotonię przerywało jedynie sporadyczne przybycie podrzędnej trupy teatralnej. Zimą, znudzeni brakiem rozrywki, małomiasteczkowi notable, w tym sam Creutzwieser, podejmowali się przygotowania amatorskich przedstawień, choć z poczuciem niedosytu z powodu prowincjonalizmu.
Nie narzekano na brak okazji do tańca, który towarzyszył chrztom, ślubom oraz cotygodniowym biesiadom klasy robotniczej w karczmach. Pasłęczanie z zapałem tańczyli walce i modne galopady, które medyk uważał za przyczyny przeziębień, zapaleń płuc, a nawet dny moczanowej i udaru mózgu. Z żalem odnotowywał brak zainteresowania balami maskowymi.
W tym czasie zaprzestano strzelania do tarczy, ale nadal popularne były spacery do Robit czy Kopiny, a zimą wycieczki saniami do Elbląga, nad jezioro Druzno czy do majątku Dawidy. Ulubioną rozrywką wszystkich warstw społecznych były kręgle, bilard cieszył się mniejszą popularnością. Grano również w kości i w karty, choć autor zaznaczał, że rzadko dochodziło do prawdziwego hazardu, chyba że pod wpływem przyjezdnych. Creutzwieser uważał spotkania karciane za rujnujące dla zdrowia, ze względu na 4-6 godzinne „sesje” w klubach, spożywanie piwa i grogu oraz palenie w zamkniętych pomieszczeniach.
Złoty wiek | Pełny film dokumentalny | AMERICAN EXPERIENCE | PBS
Stan miasta i jego infrastruktura
„Miasto słynęło z wyrobów swoich, piwo holądzkie […] daleki miało odbyt” - czytamy w Słowniku geograficznym. W Pasłęku nie brakowało wyszynków, ale sława lokalnego browaru już przebrzmiała. Creutzwieser ironizował, że miłośnik cienkiego, kwaśnego napitku zawsze znajdzie coś dla siebie. Miasto wyłaniające się z zapisków Creutzwiesera nie zawsze było pospolite czy podupadające. Wyróżniał je wyjątkowo korzystny mikroklimat, któremu autor poświęcił znaczną część swoich dociekań, przeciwstawiając go niesprzyjającej aurze wiosek nad jeziorem Druzno.
Mnogość uwag poświęconych zjawiskom pogodowym wynikała z naukowego charakteru pracy oraz specyfiki epoki. W pierwszej połowie XIX wieku medycyna miała wiele ograniczeń. Mimo to, mieszkańcy Pasłęka zawdzięczali swojemu położeniu i mikroklimatowi łagodniejsze przechodzenie zaraz, takich jak epidemie dyzenterii (1806-1807) czy cholery (1831). Głównym przykładem jest epidemia dżumy z lat 1709-1710, która oszczędziła miasto, co było niezwykłe na tle spustoszeń w innych miejscowościach.
Niestety, dobrodziejstwa klimatyczne i słynna woda pitna nie rekompensowały braków infrastrukturalnych. Dawniej między dachami kamienic mocowano długie drewniane rynny, wyprowadzające wodę prosto na ulice, co czyniło nocne spacery bardzo ryzykownymi. Około 1835 roku pozostało ich już niewiele, dzięki interwencji policji. Pasłęk nie miał nowoczesnych latarni, ale za to doskonałych brukarzy. Ich wysiłki były jednak niedoceniane, ponieważ ulice ustawicznie rozkopywano pod rury wodociągowe, a zamiatano je tylko dwa razy w tygodniu. W tym czasie nadal nie wprowadzono zakazu trzymania trzody chlewnej w mieście, co oznaczało, że świnie przemierzały Pasłęk nawet trzy razy dziennie, pochłaniając odpadki, ale i pozostawiając ślady swojej bytności.

Zdrowie i higiena mieszkańców
Według Creutzwiesera, ozdobą miasta były córki pasłęckiego patrycjatu: wysokie, szczupłe, o pięknej skórze i wesołym usposobieniu. Lekarz-poeta porównywał je do dojrzewających brzoskwiń, zaznaczając, że ich piękno jest wynikiem odpowiedniego odżywiania, należytego ubioru i higienicznego trybu życia. Niestety, ich urok szybko przemijał z powodu siedzącego trybu życia i braku wysiłku fizycznego. Trapiła je tasiemczyca, skłonność do „histerycznych” skurczów podbrzusza oraz „blednica” (niedokrwistość), szpecąca skórę żółtozielonkawym odcieniem. Creutzwieser podkreślał, że młode kobiety z klasy średniej prawie nigdy nie zapadały na tę chorobę, co wiązał z ich aktywnością na świeżym powietrzu i pracą przy kołowrotku, którą w najzasobniejszych domostwach dawno już wyrugowano.
Najgorzej pod względem kondycji fizycznej wypadały robotnice i służące. Niedożywione i przemęczone, dojrzewały późno i często zapadały na białaczkę. Wykonywanie różnych rzemiosł wiązało się z zapadalnością na konkretne choroby. Pasłęccy bednarze, introligatorzy, tkacze i młynarze, wdychający pyły, cierpieli na astmę, gruźlicę i kłucia w klatce piersiowej. Szwaczki, krawcy i szewcy uskarżali się na boleści w dolnych partiach ciała, spowodowane hemoroidami, zaparciami, obrzękiem nóg i skurczami żołądka. Browarnikom i piekarzom szkodziły zmiany temperatur, a garbarze, kuśnierze i kapelusznicy cierpieli na choroby skóry z powodu kontaktu z chemikaliami. Kotlarze, blacharze i konwisarze wyróżniali się zielonkawymi włosami - efektem kontaktu z parą zawierającą metale.
Obserwacje trybu życia mieszkańców, zwłaszcza warstwy robotniczej, tłumaczyły powszechność garbatych osób, naznaczonych krzywizną nóg, z pękatym brzuchem, wyjątkowo wybujałych bądź osobliwie niskich. Lekarz powiatowy upatrywał źródeł tego stanu rzeczy już w okresie prenatalnym i niemowlęcym. Uboższe kobiety ciężarne odżywiały się źle, pracowały ponad siły i spożywały alkohol. Mimo pięciu akuszerek o dobrej opinii, pomoc często nadchodziła zbyt późno.
Opieka nad potomstwem była zdaniem Creutzwiesera naganna. Lekarz piętnował zatykanie ust krzyczących niemowlaków „smoczkami” z kartofla lub woreczka z słodką breją. Zgrozą napawał go widok bezzębnych piastunek przeżuwających każdy kęs przed podaniem go dziecku, co prowadziło do zakażeń „niezdrową śliną”. Równie karygodne było wieczorne podawanie płaczącym niemowlętom syropu makowego. Zbyt wczesne zmuszanie do „nauki” chodzenia, polegającej na mocowaniu dziecka do kija, przyczyniało się do powstawania szpotawości kolan. Podawanie dzieciom wódki rodziło szereg negatywnych skutków, a delirium tremens („biała gorączka”) nie było rzadkością, nawet wśród warstw uprzywilejowanych. Szybko wyprawiane chrzciny kończyły się niejednokrotnie poważną chorobą dziecka. W domach łatwo było o oparzenia w kąpieli czy wypadki starszych dzieci zamykanych w izbach.
Creutzwieser uważał za niebezpieczne ówczesne pieluchy: szerokie na pół stopy, a długie na 6 do 20 łokci, służyły do ciasnego spowijania oseska, uniemożliwiając swobodne ruchy i głęboki oddech. W zamożniejszych domach dzieci kładziono w kołyskach na puchowych pierzynach, przykrywano warstwami kołderek i pledów, a obok stawiano kocioł z gorącą wodą. Medyk kwitował, że „biorąc pod uwagę, że rodzina składająca się z 6, 8 czy 12 osób często śpi w jednej izbie, a jesienią i zimą drzwi i okna pozostają szczelnie zamknięte, można dopowiedzieć sobie już całą resztę i łatwo zrozumieć, jak negatywnie odbija się na zdrowiu owa pierzasta moda”.

Edukacja i praca dzieci
Egzystencja wyrobników naznaczona była forsowną pracą. Ledwie dziecko nauczyło się chodzić, donosił Creutzwieser, a już, zabezpieczone od śmierci głodowej kromką grubego chleba, wypychano je do lasu po chrust, na pole do podnoszenia opadłych podczas żniwowania kłosów, do zbierania jagód i truskawek. Lekarz chwalił obowiązek szkolny, chroniący dzieci przed katorżniczą pracą, ale wskazywał, że młodzież karmiona głównie kartoflami i zmuszona do siedzenia od godziny 7 do 17 w szkolnej ławie szybko nabawiała się hemoroidów, a nawet zawału. W czternastym roku życia następowała konfirmacja. Creutzwieser stwierdzał, że jeśli do tej pory dziecko niczego się nie nauczyło, nie nauczy się już nigdy. Z odklepywanymi sentencjami i modlitwami, młody człowiek wstępował na naukę do majstra albo wegetował, prowadząc egzystencję zbliżoną moralnie do zwierzęcia, aż powołano go do wojska, otworzyła się możliwość ożenku albo sposobność zostania robotnikiem dniówkowym. Dzieci z ubogich rodzin biegały boso i często zapadały na „chorobę królewską”...