Pożary buszu i ekstremalne zjawiska pogodowe w Australii

Australia, szósty największy kraj na świecie o powierzchni ponad 769 milionów hektarów, każdego roku zmaga się z pożarami buszu, które są stałą częścią jej klimatu i są potrzebne naturze. Jednak w ostatnich latach ich skala i intensywność znacząco wzrosły, niosąc ze sobą tragiczne konsekwencje. Pożary są również często przyczyną kolejnych katastrof, takich jak ulewne deszcze i powodzie.

Mapa Australii z zaznaczonymi obszarami dotkniętymi pożarami i powodziami

Skala i charakter pożarów buszu w Australii

W sezonie pożarowym na północy kraju, który przypada na porę suchą (australijska zima: czerwiec, lipiec, sierpień), oraz na południu kraju, trwającym latem (między grudniem a marcem), pożary są zjawiskiem cyklicznym. Niestety, w sezonie 2019/2020 pożary na południu kraju zaczęły się już na przełomie sierpnia i września. Wrzesień i październik były trudnym czasem na południowo-wschodnim Queensland, potem pożary zaczęły przemieszczać się na południe, na tereny Nowej Południowej Walii, a następnie dotarły jeszcze dalej, na południowy wschód Wiktorii oraz w niektóre regiony Australii Południowej.

W samym stanie Nowa Południowa Walia, gdzie znajduje się Sydney, pożary zniszczyły od września 2019 roku niemal 5 milionów hektarów, co jest powierzchnią większą niż cała Belgia. W stanie Wiktoria żywioł spustoszył już milion hektarów, w Południowej Australii i Queensland po ponad 250 tysięcy hektarów w każdym ze stanów, a w Australii Zachodniej półtora miliona. Do tej pory ogień pozbawił życia 25 osób i spłonęło ponad 1400 domów mieszkalnych. Straty są ogromne i na pewno będą wzrastać.

Przyczyny wybuchu pożarów

Nie ma jednej bezpośredniej przyczyny trwających pożarów. Część wybucha naturalnie, przy wysokich temperaturach, suszy i silnych wiatrach, a niektóre z pożarów zaczynają się od uderzenia pioruna. Wiele, jeśli nie większość pożarów, zapoczątkował mniej lub bardziej umyślnie człowiek, przez przypadek, łamiąc regulacje dotyczące rozpalania ognia lub przez zwykły brak rozsądku. Ogromne tereny Australii porośnięte są drzewami eukaliptusowymi, a ich olejek jest jak paliwo - zaczyna płonąć w ułamku sekundy, a ogień trudno zatrzymać.

Oficjalnie wymienia się dziewięć kategorii źródeł zapłonu pożarów:

  • niedopałki papierosów
  • wypalanie terenów
  • umyślne podpalania
  • pociągi i kolej
  • ogniska
  • wykorzystywanie sprzętu, takiego jak piły elektryczne czy kosiarki
  • działania dzieci
  • wspomniane już pioruny
  • inne, w tym linie energetyczne, broń palna, załamanie szkła czy ogrodzenia elektryczne.

Każdego roku pojawiają się spekulacje i teorie spiskowe winiące ekologów, którzy starają się zbytnio regulować kontrolowane wypalania oraz chcą zamknięcia parków narodowych. Strażacy i naukowcy równie regularnie zaprzeczają tym daleko idącym wnioskom. Kontrolowane wypalania w Australii przeprowadzane są co roku przez strażaków oraz osoby prywatne, które wcześniej muszą uzyskać specjalne pozwolenie. Jednak te kontrolowane wypalania coraz trudniej przeprowadzać - po pierwsze, środki finansowe są niewystarczające, po drugie, zaostrzający się klimat zmniejsza liczbę tzw. bezpiecznych okien pogodowych, podczas których można je przeprowadzać.

Infografika przedstawiająca główne przyczyny pożarów buszu w Australii

Wpływ zmian klimatycznych

Zmiany klimatyczne nie są bezpośrednią przyczyną pożarów w Australii, ale mają ogromny wpływ na ich przebieg. Rok 2019 był najgorętszym i najsuchszym rokiem w Australii, a grudzień jednym z dwóch najgorętszych miesięcy odnotowanych w historii. W grudniu zarejestrowano także najwyższą średnią temperaturę. Dodatkowo w wielu regionach Australii od ponad siedmiu lat panuje długotrwała susza. Brakuje wody, a wprowadzane restrykcje jej użycia również utrudniają gaszenie pożarów. Pośrednich przyczyn jest prawdopodobnie znacznie więcej, a wśród nich można wymienić złe zarządzanie zasobami wody, nadmierną wycinkę lasów, wysprzedawanie ogromnych terenów pod inwestycje (w tym górnicze) czy zwykły brak wystarczającej ilości sprzętu do walki z pożarami.

Konsekwencje dla ludzi i zwierząt

Ludzie w panice opuszczają swoje domy, uciekając jak najdalej od pożarów. Władze Australii apelują o ewakuację. Naukowcy z University of Sydney szacują, że w wyniku niszczycielskich pożarów zginęło już ponad 500 milionów ssaków, ptaków i gadów. Wśród nich było około 8 tysięcy koali, które najprawdopodobniej spłonęły w regionie Mid North Coast, na północ od Sydney. Ekolodzy obawiają się, że najbardziej w powodziach mogą ucierpieć ryby.

W Australii występuje wiele endemicznych gatunków roślin i zwierząt, a naukowcy mówią, że w pożarach niektóre z nich mogły zginąć bezpowrotnie. Całkowitych strat dla przyrody, spowodowanych przez trwające pożary, pewnie nigdy nie uda się ustalić. Problemy nie skończą się wtedy, kiedy ustanie ogień - natura potrzebuje czasu, aby się odrodzić, a zwierzętom będzie brakować pożywienia. Pożary są też tragedią dla zwierząt hodowlanych - zginęły dziesiątki tysięcy krów i owiec. Pożary są dla koali wyjątkowo trudne - zwierzęta te żywią się eukaliptusami, a drzewa te są łatwopalne. Koale znajdują się więc w "oku cyklonu". Są ospałe, uciekają zbyt powolnie lub nieudolnie wspinają się na czubki drzew, gdzie giną w płomieniach lub dymie. Prawdą jest, że zginęło prawdopodobnie 30 proc. populacji koali żyjących w regionie na północ od Sydney oraz połowa populacji koali żyjących na Kangaroo Island przy Adelajdzie. Mimo to, koale nie są zagrożone "funkcjonalnym wymarciem", to nie jest koniec australijskiego symbolu, a trwające w Australii pożary lasów nie zniszczyły 80 proc. siedlisk koali.

W regionach, przez które przeszedł żywioł, ciała dzikich zwierząt są widoczne gołym okiem, tak samo jak zgliszcza domów i zwęglone drzewa. Australijskie organizacje działające na rzecz zwierząt, takie jak WIRES, zajmująca się ratowaniem dzikich zwierząt, potrzebują wsparcia finansowego.

Zdjęcie uratowanej koali i zniszczonego krajobrazu po pożarze

Reakcja władz i społeczności

Każdy z australijskich stanów ma swój rząd, brygadę straży pożarnej czy oddział policji, które zarządzają działaniami w danym stanie. Zalecają ewakuacje, ogłaszają stan wyjątkowy, organizują pomoc dla poszkodowanych. Rząd federalny odpowiada za ustawy środowiskowe, budżet krajowy oraz decyduje o działaniach wojska. W ubiegłym tygodniu australijska armia została wysłana na pomoc w ewakuacji poszkodowanych w trwających pożarach. Premier Australii Scott Morrison zgodził się również na przekazanie większych środków na stałe dofinansowanie lotniczego zaplecza straży pożarnej, choć prośba w tej sprawie była ignorowana przez 18 miesięcy.

W stronę partii rządzącej i polityków pada coraz więcej krytycznych słów, brakuje konkretnych działań oraz planu działania. Premier Scott Morrison lekceważył kryzys klimatyczny i obecną sytuację, choć dziś zmienia nieco narrację. Ogromna fala krytyki przyszła, gdy w grudniu, podczas gdy Australia desperacko walczyła z ogniem, Morrison wraz z rodziną udał się na wakacje na Hawajach. Pod presją wrócił wcześniej o jeden dzień. W jego wypowiedziach brakuje zwykłej empatii czy zrozumienia, a po zapowiadanych zmianach brakuje działań.

Do tej pory w pożarach zginęło trzech strażaków wolontariuszy, wszyscy trzej w wypadkach wozów strażackich. Strażacy są wykończeni fizycznie i psychicznie. Brakuje snu, czasu na odpoczynek, jedzenia. Pomagać strażakom starają się lokalne społeczności, przygotowując darmowe posiłki, rozdając wodę, budując miasteczka namiotowe. Obecna kryzysowa sytuacja potwierdza, że Australia nie ma wystarczającego zaplecza do walki z pożarami, a powinna je mieć. Wielu strażaków to wolontariusze. Pomoc w sprzęcie i ludziach wysyłają także Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone oraz Kanada. Australia walczy z pożarami z ziemi i nieba, ale wozów strażackich, samolotów czy helikopterów jest za mało. Mówi się, że brakuje także tak prostych rzeczy jak specjalistyczne maski dla strażaków walczących z żywiołem w pierwszej linii.

Australijscy strażacy przejeżdżają przez szalejący pożar I ABC7

Zanieczyszczenie powietrza

Agencje fotograficzne z całego świata opublikowały zdjęcia krwistoczerwonego nieba, które spowija miasta w stanie Nowa Południowa Walia i Wiktoria, przede wszystkim Mallacooty, Edenu czy Batemans Bay. Dym przenoszony przez wiatr dociera jednak w wiele miejsc, które pożarami nie są bezpośrednio dotknięte, również do miast, gdzie smog utrzymuje się pomiędzy zabudowaniami. Smog w Sydney pojawia się regularnie od dwóch miesięcy. W stolicy kraju, Canberze, od kilku dni notuje się powietrze o najgorszej jakości na świecie - 1 stycznia 2020 r. jakość powietrza była tu gorsza niż w Delhi. Powietrze jest bardzo zanieczyszczone także w Melbourne.

Przydymione niebo w Gold Coast widziane było już w październiku 2019 roku. Zanieczyszczenie jest najbardziej szkodliwe dla osób chorujących na astmę i tych z chorobami serca. W dni o wysokim skażeniu zaleca się wszystkim ograniczenie przebywania na dworze. Sporo osób zaczyna używać także specjalnych masek. Pamiętajmy, że Australia to ogromny kraj. Powietrze w większości miejsc jest czyste, a niebo częściej błękitne niż spowite mgłą.

Odcięte regiony i wsparcie

Wiele miasteczek na granicy stanów Nowa Południowa Walia oraz Wiktoria, a także w regionie East Gippsland w Wiktorii, zostało odciętych od świata. Pożary rozprzestrzeniały się w bardzo szybkim tempie, a mieszkańcom zalecono ewakuację na plaże. Drogi zostały zamknięte ze względu na ogień i powalone drzewa. W sklepach zaczęło brakować wody i prowiantu. Tu na pomoc ruszyło wojsko - statki wojskowe pomogły w ewakuacji oraz dostarczaniu środków spożywczych. Z pomocą przyszli też mieszkańcy okolicznych miast, dowożący niezbędne produkty do centrów pomocy. Australijczycy potrafią pomagać sobie w kryzysie i robią to sami z siebie. Przykładem jest pomoc mieszkańców Melbourne, którzy przewieźli do poszkodowanych w rejonie East Gippsland ciężarówki siana dla zwierząt oraz zapasy wody pitnej i jedzenia.

Ekstremalne opady i powodzie na wschodnim wybrzeżu

Wschodnie wybrzeże Australii, które w ostatnim czasie wyjątkowo silnie odczuło skutki panujących pożarów, zmaga się teraz z ulewnym deszczem. Według ekspertów w ciągu 12 godzin w mieście Gold Coast w Queensland spadło trzy razy więcej deszczu, niż wskazują na to miesięczne normy. Najbardziej ulewne deszcze pojawiły się w australijskich stanach Queensland i Nowa Południowa Walia. W ciągu 12 godzin spadło trzy razy więcej deszczu, niż w ciągu normalnego miesiąca.

Z powodu podtopień ewakuowano zwierzęta z ogrodu zoologicznego Australian Reptile Park zlokalizowanego w pobliżu Sydney. Istniało ryzyko, że znajdujące się w parku krokodyle będą mogły uciec - pracownicy cały czas kontrolowali zbiorniki, by zapobiec przedostaniu się gadów na wolność. Konieczne było także ewakuowanie niektórych zwierząt, w tym koali. Ekolodzy obawiają się, że najbardziej w powodziach mogą ucierpieć ryby.

Zdjęcie zalanych ulic i terenu w Gold Coast po intensywnych deszczach

tags: #gold #coast #pozar