Historia sztuki obfituje w dramatyczne wydarzenia, które stawały się inspiracją dla artystów, jednocześnie kształtując ludzkie postrzeganie katastrof. Pożary, ze swoją niszczycielską siłą i spektakularnym pięknem płomieni, zajmują w tej historii szczególne miejsce. Od spontanicznych relacji świadków, przez realistyczne obrazy, aż po dokumentację strat, ogień niezmiennie prowokuje do refleksji nad kruchością ludzkiego dorobku i potęgą natury.
Pożary zamku w Pieskowej Skale w relacji Franciszka Kostrzewskiego
W parę tygodni byliśmy w Pieskowej Skale - także znanym i ciekawym zabytku przeszłości. Właśnie na skale, na wprost zamku pieskowoskałskiego, wydarzyła się niezwykła sytuacja. Franciszek Kostrzewski (1826-1911), polski malarz i ilustrator, wspomina w swoim pamiętniku z 1890 roku dwa pożary zamku, które miały miejsce w krótkim odstępie czasu w 1850 i 1853 roku.
Naoczne świadectwo artysty
Artysta usiadł i zaczął rysować kontur najwyższej i charakterystycznej wieży. Był z ołówkiem przy wierzchołku, gdy raptem dziwnego kształtu chmurka spoza wieży wypłynęła. Przetarł oczy, sądząc, że mu się przywidziało, ale chmurka stawała się coraz dłuższa i czarniejsza, niespodzianie płomieniem zabłysła. Zdrętwiał! Znowu pożar! Jakiż niestety straszny pożar w jego oczach rozpoczął się na samym wierzchu budynku!
Jak później się wydało, blacharze, przy reperacji dachu, ogień przypadkiem zaprószyli. Cały zamek zgorzał; ratunek był niepodobny i utrudniony, gdyż zamek stoi na wysokiej skale. Kostrzewski opisuje katastrofę przez pryzmat światła i koloru, wspominając o „grze barw” i wieżach „zarumienionych pożarem”. Nawet w obliczu tragedii reaguje jak malarz, analizuje wizualną stronę zjawiska, obserwuje zmienność tonów i kontrastów.

Wartość dokumentalna i artystyczna
Narracja artysty jest niezwykle cenna. Relacja o drugim pożarze zawiera kluczowy szczegół dotyczący jego przyczyny, tj. przypadkowego zaprószenia ognia przez blacharzy podczas reperacji dachu. To bezpośrednie wskazanie sprawców nadaje zapiskom rangę wiarygodnego dokumentu epoki. Szczególnie sugestywny jest opis momentu, w którym artysta „z ołówkiem przy wierzchołku” wieży dostrzega pierwsze kłęby dymu. Scena ta ukazuje dramatyzm pracy plenerowej i pozwala przypuszczać, że w tekach malarza mogły znajdować się szkice wykonane na chwilę przed wybuchem ognia. Niestety, o ile wspomnienia się zachowały, o tyle brak jest odpowiadających im obrazów. Z powodu niedostępności lub braku dzieła autorstwa F. Kostrzewskiego jako materiał porównawczy wykorzystano grafikę AL na podstawie ryciny Juliana Ceglińskiego „Pożar zamku w Pieskowej Skale z 1850 r.”.
Franciszek Kostrzewski - artysta w obliczu katastrofy
Życiorys i twórczość
Franciszek Kostrzewski żył w latach 1826-1911. Urodził się w Warszawie, a następnie pracował jako urzędnik w fabryce w Ostrowcu (Świętokrzyskim). W latach 1844-1849 studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie pod okiem Chrystiana Breslauera, Rafała Chadziewicza i Jana Piwarskiego. Przyjaźnił się z Gersonem, Szermentowskim i Kossakiem, wspólnie wyjeżdżając na plenery malarskie. W 1849 roku zaprosił go do Kielc znany kolekcjoner dzieł sztuki Tomasz Zieliński, gdzie Kostrzewski malował portrety bogatych ziemian. W 1856 roku udał się w podróż po Europie, odwiedzając Drezno, Berlin, Wiedeń, Brukselę i Paryż. We Francji zafascynował się malarstwem rodzajowym z kręgu barbizończyków, a z tego okresu pochodzą jego najlepsze dzieła.
Obrazy pożarów w twórczości Kostrzewskiego
Krytycy zgodnie wymieniają obraz pt. „Pożar miasteczka” z 1868 r., znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, jako jedną z najlepszych prac artysty. Tragedia rozgrywa się w miasteczku, gdzie pożar wybuchł w drewnianych budynkach mieszkalnych. Kilkanaście osób walczy z żywiołem, przy palących się budynkach ustawiono drabiny, a mieszkańcy wynoszą dobytek. Na pierwszym planie widać beczkowóz transportowany przez dwie osoby w kierunku pożaru, a na środku rynku studnię, z której czerpana jest woda.
W grupie najlepszych prac Kostrzewskiego znajduje się również obraz pt. „Pożar wsi”, namalowany w 1866 r. Pożar widoczny jest w tle po prawej stronie kompozycji. Łuny i jęzory ognia kontrastują z ciemnym lasem. Pożar trawi wieś, a jedynym ratunkiem dla mieszkańców jest ucieczka do lasu. Kobieta stojąca przy starym drzewie trzyma na ręku dziecko i z trwogą obserwuje wydarzenia. Jeden z uciekinierów podnosi rozpaczliwie ręce do góry i spogląda na tragedię. Kostrzewski oddał tu z dużą wrażliwością atmosferę polskiego pejzażu z charakterystycznymi sylwetkami drzew, zwłaszcza dębów i sosen. Obrazy te, w stylu realizmu, ukazują ludzkie nieszczęście, lament i bezradność w obliczu katastrofy. Malowidła te, na równi z dokumentami piśmienniczymi, są doskonałe dla tych, którzy dokumentują przeszłość, dając wgląd w ówczesną ochronę przeciwpożarową, architekturę, urbanistykę, pejzaż, a także zachowania ludzi i ich stroje. Po serii udanych obrazów olejnych, w tym tych poświęconych pożarom, Kostrzewski odszedł od malarstwa olejnego, zajmując się ilustrowaniem książek, grafiką i rysunkiem.

Pożar Krakowa w 1850 roku i praca dokumentacyjna artystów
Agnieszka Lisak pisze o pożarze Krakowa w 1850 roku. Praca dokumentacyjna artystów niejednokrotnie wiązała się z narażeniem życia. Eleonora z Cerchów Gajzlerowa wspomina, że jej dziadek Maksymilian Cercha o mało nie został przygnieciony walącym się stropem w kościele ojców Franciszkanów podczas pracy. Interesujące przedstawienie Krakowa po pożarze, w trakcie wykonywania rysunku, pokazuje artystę stojącego na dachu kościoła ojców. Z Austriackiej Biblioteki Narodowej (Österreichische Nationalbibliothek) pochodzi grafika Jana Kantego Wojnarowskiego, przedstawiająca widok Krakowa od strony ul. Starowiślnej, na wprost ul. Sienna, z kościołem ojców po lewej. Wzmianki o pożarze pojawiały się także w prasie, np. w „Czasie” z 1850 roku, nr 194.
Pożar składu oleju w San Marcuola - Francesco Guardi
Obraz „Pożar składu oleju w San Marcuola” (Fire in the Oil Depot at San Marcuola) to dzieło weneckiego malarza vedutysty Francesco Guardiego, wykonane techniką olejną na płótnie około 1790 roku. Jest to niewielkich rozmiarów praca, obecnie znajdująca się w zbiorach Alte Pinakothek w Monachium. Tematyka obrazu nawiązuje do autentycznego zdarzenia - pożaru, który wybuchł nocą 28 listopada 1789 roku w dzielnicy Cannareggio, w pobliżu kościoła San Marcuola. Na płótnie Guardi uchwycił płonący olej na powierzchni kanału. W pierwszym planie kompozycji zgromadził się tłum mężczyzn obserwujących to dramatyczne wydarzenie.

Kontekst artystyczny i historyczny
Francesco Guardi, znany z malowania weneckich wedut (widoków miasta), w swoim dziele ukazuje mistrzostwo w oddaniu atmosfery i dynamiki nocnej sceny. Użycie techniki olejnej na płótnie pozwalało mu na subtelne modelowanie światła i cienia, co jest kluczowe w przedstawieniu płomieni i ich odbić w wodzie. Obraz ten, datowany na lata 1789-1790, wpisuje się w okres późnego twórczości artysty, charakteryzującego się coraz bardziej swobodnym i ekspresyjnym pociągnięciem pędzla. Guardi, czerpiąc z tradycji malarstwa wedutowego, często dodawał do swoich prac elementy narracyjne i dramatyczne, co czyniło jego dzieła unikatowymi.
| Artysta | Tytuł | Technika | Data powstania | Lokalizacja | Wydarzenie historyczne |
|---|---|---|---|---|---|
| Francesco Guardi | Pożar składu oleju w San Marcuola | Olej na płótnie | ok. 1790 roku | Alte Pinakothek, Monachium | Pożar składu oleju w Wenecji, 28 listopada 1789 roku |
Pożar katedry Notre Dame w Paryżu
Prof. Przemysław Mrozowski, historyk sztuki z Uniwersytetu Warszawskiego, w poruszający sposób skomentował pożar katedry Notre Dame, który miał miejsce 15 kwietnia 2019 roku. Była ona ucieleśnieniem wszystkiego, co nazwać można „duchem gotyku”. Profesor Mrozowski podkreśla, że jest to tragedia nie tylko dla historyka sztuki, ale dla każdego, niezależnie od wyznania czy narodowości. Przypomina, że katedra Notre Dame płonęła w swojej wiekowej historii kilkukrotnie, ale nigdy na taką skalę. Widok płonącej katedry porównuje do zamachu na World Trade Center w 2001 roku, widok jest równie apokaliptyczny. To z pewnością jest jakiś koniec świata. Kamień w zetknięciu z ogniem, a jednocześnie niską temperaturą na zewnątrz, może tego nie wytrzymać. Katedra moim zdaniem po prostu się rozpadnie.
Pożar katedry Notre-Dame doprowadził do nieoczekiwanego odkrycia, naukowcy są zszokowani
Utracone dziedzictwo i nadzieja na odbudowę
Równie ważne, co sama budowla, jest to, co znajdowało się w środku. Francuskie agencje informacyjne podają, że część najważniejszych arcydzieł udało się wynieść z katedry. Wśród uratowanych relikwii wymienia się koronę cierniową Chrystusa. Prof. Przemysław Mrozowski mówi też o rzeźbie Matki Boskiej Paryskiej, umiejscowionej przy wejściu do prezbiterium, która jest jedną z najwcześniejszych Pięknych Madonn Gotyckich i wyraża nadzieję, że ocalała. W skarbcu katedralnym znajdował się także relikwiarz drzewa Krzyża Świętego, który był obecny przy koronacji królów Polski od czasów Władysława Jagiełły. Dla Polaków świątynia była ważna również z powodu Jana Pawła II. To jego imieniem, już po śmierci, nazwano plac przed katedrą Notre Dame. To był prawdziwy wybuch religijności, miejsce niezwykłe w tym w sumie bardzo laickim kraju.
Katedra, którą budowano przez 180 lat i którą ukończono w 1345 roku, najbardziej zmieniła się w XIX wieku, kiedy to wiekową świątynię poddano znacznej renowacji. Notre-Dame szczęśliwie przetrwała zawieruchy XX wieku, w tym w szczególności II wojnę światową. W paryskiej katedrze Notre Dame znajdowało się też wiele witraży, w tym jeden z najbardziej charakterystycznych - główna rozeta północna, mieniąca się tysiącem kolorowych świateł. Zaprojektowana przez Jeana de Chellesa i Pierre de Montreuil, licząca sobie 21 metrów średnicy, przez wieki zachwycała swoim kunsztem i wyjątkowością. Prof. Mrozowski, choć poruszony, tli się w nim nadzieja. W cywilizacji Zachodu czas płynie liniowo, ale w wielu innych cywilizacjach czas jest elipsą, działa na zasadzie sprężyny. Każdy koniec wyznacza nowy początek. Myślę, mam nadzieję, że jedno z takich właśnie doświadczeń mamy właśnie przed oczyma.
Pożar Biura Wystaw Artystycznych w Sopocie (1980)
„Dopiero co zapadł zmierzch. Ulica Bohaterów Monte Cassino jak zwykle tętniła życiem. Coraz więcej ludzi spoglądało jednak ku molu. Uwagę wszystkich przykuwał czarny snop dymu i wielka łuna. Paliły się pawilony Biura Wystaw Artystycznych” - tak „Wieczór Wybrzeża” donosił o pożarze w budynkach Biura Wystaw Artystycznych w Sopocie, do którego doszło wieczorem 14 kwietnia 1980 roku. W wyniku pożaru zniszczona została siedziba galerii, a ogień pochłonął też znaczną część zbiorów.
Skala strat i działania po pożarze
Spis przeprowadzony dwa dni po pożarze unaocznił skalę strat: z ponad 300 znajdujących się w magazynach dzieł ocalało tylko 60. Spłonęły dzieła malarskie, grafiki, rysunki, rzeźby - 280 prac! W kolejnych latach próbowano odbudować tę ogromną stratę, jakiej doznało trójmiejskie środowisko artystyczne. Strata stała się też punktem wyjścia do rozmowy o tym, w jaki sposób w latach 60. i 70. niektórzy artyści uczestniczyli w procesie uprzątnięcia galerii po pożarze.

Wystawa „BWA. Ocalone/Zapomniane”
Punktem wyjścia do wystawy „BWA. Ocalone/Zapomniane”, kuratorowanej przez Maję Murawską, są zgliszcza i strata. Wielką wartością tej wystawy jest prezentacja fotografii, które zostały wykonane dzień po pożarze przez pana Romana Goetla, fotografa, który wówczas pracował dla BWA. Tytuł wystawy jest nieco przewrotny, wskazując na dualizm między dziełami wyniesionymi z pożaru a tymi, które spłonęły. Wiele z ocalonych prac wyciągnięto z magazynów po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, aby na nowo je zaprezentować i przypomnieć. Wśród artystów, których prace zostaną pokazane, wielu nie ma już wśród nas, niedawno pożegnano Włodzimierza Łajminga, którego dwa obrazy znajdą się na wystawie. Uroczyste otwarcie wystawy odbyło się 20 kwietnia 2023 roku.