Pożar w escape roomie w Koszalinie: Tragedia, proces i konsekwencje

4 stycznia 2019 roku w Koszalinie doszło do tragicznego pożaru w escape roomie "To Nie Pokój", który pochłonął życie pięciu 15-letnich dziewcząt. Wydarzenie to wstrząsnęło Polską, wywołując ogólnokrajową debatę na temat bezpieczeństwa w obiektach rozrywkowych oraz prowadząc do poważnych zmian w przepisach przeciwpożarowych. Artykuł przedstawia przebieg tragedii, proces sądowy oskarżonych i długofalowe konsekwencje zdarzenia.

Widok na budynek escape roomu po pożarze w Koszalinie

Tragedia w escape roomie "To Nie Pokój"

Do tragedii doszło w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego 88. Pięć 15-letnich przyjaciółek, uczennic kl. III D Gimnazjum nr 9, przeszło do escape roomu "To Nie Pokój" do pokoju "Mrok", aby świętować urodziny jednej z nich. Niestety, podczas ich gry w poczekalni pojawił się ogień. Nastolatki nie odnalazły wtedy jeszcze klucza, który był rozwiązaniem zagadki, a jednocześnie otworzyłby drzwi pokoju. Jedyne okno było zabite deskami i okratowane. 15-latki nie wiedziały, że za atrapą kominka jest przejście do kolejnego pomieszczenia. W budynku nie było dróg ewakuacyjnych. Dziewczyny zginęły, ponieważ zatruły się gazami pożarowymi.

Początek śledztwa i wstępne ustalenia

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie wszczęła śledztwo w kierunku spowodowania pożaru skutkującego śmiercią osób. Czyn ten zagrożony jest karą do 12 lat pozbawienia wolności. Wstępnie ustalono, że wszystkie osoby zmarły w wyniku zatrucia się tlenkiem węgla.

Przyczyny pożaru

Z wstępnych ustaleń wynikało, że bezpośrednią przyczyną powstania ognia w escape roomie w Koszalinie był gaz. Najprawdopodobniej doszło do rozszczelnienia butli, które zostały zainstalowane w piecykach ogrzewających budynek. Z oględzin wynikało, że takich urządzeń było cztery. Na pewno były w tzw. poczekalni tego pokoju zagadek i to tam najprawdopodobniej rozpoczął się pożar. Eksperci wstępnie wykluczyli instalację elektryczną jako przyczynę i źródło pożaru, upatrując jej w gazowych urządzeniach. Śledztwo miało także wyjaśnić, kto dostarczał gaz do obiektu, ponieważ gaz ten nie był z sieci, a dostarczany w butlach.

Butle gazowe

Zeznania świadka, dowódcy zmiany jednostki ratowniczo-gaśniczej nr 1 (JRG 1) koszalińskiej PSP, Arkadiusza B., potwierdziły obecność butli gazowych na miejscu zdarzenia. Stwierdził on, że z jednej butli wydostawał się gaz, było słychać szum, a próba zakręcenia zaworu nie przyniosła skutku.

Akcja ratunkowa pracownika i służb

  • Pracownik Radosław D.: Ogień miał skutecznie odciąć pracownika od uczestników gry będących w pokoju zagadek, uniemożliwiając mu odblokowanie drzwi. Radosław D. został poważnie poparzony i przebywał w centrum leczenia ciężkich oparzeń w śpiączce farmakologicznej. Prokurator Ryszard Gąsiorowski informował, że "po rodzaju obrażeń, jakie doznał pracownik", należy założyć, że "nie został bezczynny, gdy wybuchł pożar (...), próbował pomóc pokrzywdzonym".
  • Służby ratunkowe: Dowódca Arkadiusz B. zeznał, że po dotarciu na miejsce, "działalność służb nie była już jakby prowadzona". Dostał informację, że w budynku mogą być osoby, których życie jest zagrożone, oraz butle z gazem. Pożar był w fazie "rozgorzenia", ogień wydostawał się z parteru, przez okno i drzwi. Dziewczęta były wyciągane przez okno, którym weszli strażacy. W jego ocenie "były nieprzytomne, nie miały śladów oparzeń, spaleń, miały różową skórę". Informację o śmierci dziewcząt dowodzący JRG 1 uzyskał od służb medycznych.

Akt oskarżenia i rozpoczęcie procesu

W kwietniu 2021 roku Prokuratura Okręgowa w Koszalinie oskarżyła cztery osoby o umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu 15-latek. Akt oskarżenia objął organizatora escape roomu, wynajmującego lokal Miłosza S. z Poznania, jego babkę Małgorzatę W., która rejestrowała działalność, i jego matkę Beatę W., która współprowadziła działalność, a także pracownika Radosława D. Materiał dowodowy, który trafił do Sądu Okręgowego w Koszalinie, miał 40 tomów, a w sprawie zeznawało około 130 świadków.

Przebieg procesu

Cały proces ruszył 14 grudnia 2021 roku przed Sądem Okręgowym w Koszalinie. Oskarżeni odpowiadający z wolnej stopy nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

Sąd Okręgowy w Koszalinie podczas jednej z rozpraw

Wstrząsające zeznania rodziców ofiar

Rodzice zmarłych tragicznie nastolatek zeznawali w charakterze świadków przed Sądem Okręgowym w Koszalinie. Zeznania, składane przez ojców trzech ofiar: Wiktorii, Julii i Karoliny, były jawne, ponieważ sami o to wnosili za pośrednictwem pełnomocnika i wcześniej zgodzili się na publikację danych osobowych. Na czas złożenia zeznań przez pozostałych rodziców sędzia Sylwia Dorau-Cichoń wyłączyła jawność procesu.

Adam Pietras, ojciec Wiktorii

Adam Pietras, 58-letni ojciec Wiktoria, mówił na sali rozpraw, nie kryjąc, że po utracie jedynego dziecka, które było dla niego i jego żony spełnieniem największego marzenia, teraz "każdy dzień jest walką o przetrwanie". Obiecał zmarłej Wiktoria, że osoby, które zabiły ich dzieci, poniosą odpowiedzialność, co trzyma go przy życiu.

  • Relacja z dnia tragedii: Zeznał, że Wiktorię do escape roomu zawiozła jego żona, ponieważ mieszkają poza Koszalinem. Na odchodne dał córce "całusa w czółko". Dziewczyna cieszyła się na świętowanie urodzin Julki. Zadzwonił telefon, była 17:14:30. Był bardzo zaskoczony, że ma na linii Wiktorię. Odebrał, usłyszał słowa: "tata pożar". W pierwszej chwili pomyślał, że może chodzi o jakąś podpowiedź do rozwiązania zagadki, ale to zbyt poważnie brzmiało. Zaczął mówić do telefonu, co się pali, gdzie jest. Żadnej odpowiedzi od córki już nie usłyszał. Zaczął mówić, że jeżeli mnie słyszycie, jeśli macie wodę, polejcie sobie twarze, spróbujcie odciąć dym, bądźcie jak najbliżej podłogi, szukajcie drogi wyjścia, bądźcie najniżej, jak się da. Nie krzyczcie. Starajcie się jak najspokojniej oddychać - zeznawał łamiącym się głosem Pietras. Do przyjazdu do Koszalina nie zerwał połączenia z telefonem córki, ale już jej głosu nie usłyszał. Z drugiego telefonu zadzwonił do żony, by pojechała pod escape room.
  • Chaos na miejscu zdarzenia: Gdy sam dojechał na miejsce, stwierdził, że "działalność służb nie była już jakby prowadzona". Na to, co się działo na miejscu, patrzył jakby na dwa sposoby - jako ojciec, który najprawdopodobniej stracił swoje dziecko, a z drugiej strony jako były żołnierz zawodowy, oficer Sił Zbrojnych RP. Na bazie posiadanej wiedzy, zabezpieczenia miejsc, w których doszło do tragedii, mógł stwierdzić, że na miejscu zdarzenia panował jeden wielki chaos. Zaznaczył przy tym, że tę tezę będzie uzasadniał w dalszej części postępowania procesowego, powołując się na konkretne przepisy, co do prowadzenia akcji ratowniczych.

Jarosław Pawlak, ojciec Julii

40-letni Jarosław Pawlak, ojciec zmarłej Julii, złożył na sali rozpraw deklarację, że on i pozostali rodzice udowodnią, że pracownik escape roomu Radosław D. "nie opiekował się naszymi dziećmi, ani nie był obecny w budynku, gdy doszło do tragedii". Wspominał, jak wspólnie z żoną, z którą jest od 25 lat, marzyli o czteroosobowej rodzinie i taka udało im się stworzyć. Córki Julia i młodsza Zuzka były spełnieniem ich marzeń.

  • Ostatni kontakt z córką: 4 stycznia 2019 roku musiał być służbowo we Wrocławiu, dlatego córce już 2 stycznia złożył urodzinowe życzenia. Powiedział jej, że jest moją dumą, najpiękniejszym aniołem, jakiego mogłem otrzymać. Obiecał jej, że nigdy nie stanie jej się krzywda. O tragedii dowiedział się od żony, gdy wracał z Wrocławia. Dostał też komunikat na telefonie. Do Koszalina wracał, nie zważając na ograniczenia prędkości. W okazaniu ciała córki nie pozwolił uczestniczyć żonie. Ostatni kontakt z córką miał 2-3 godziny przed śmiercią. Zadzwoniła i powiedziała (...) tata wyciągnęłam 6 z matmy, będę miała 5,7 średnią.
  • Brak opieki nad dziećmi: Nie potrafi pojąć jednej rzeczy, że miejsce do użytku publicznego (escape room) zostało stworzone bezmyślnie, prowizorycznie, tandetnie i oskarżony Miłosz S. ma czelność przed nami opowiadać o wybitnie wspaniałym miejscu, które dostarcza mnóstwa wrażeń.

Artur Barabas, ojciec Karoliny

Artur Barabas, 49-letni ojciec zmarłej Karoliny, którego wiadomość o tragedii zastała w pracy w Hamburgu, powiedział, że chciałby, aby ludzie, którzy spowodowali śmierć jego dziecka, jak i zniszczenie życia całej jego rodziny, ponieśli zasłużoną karę, najwyższą z możliwych, i żeby nigdy już przez ich bezmyślne działanie nikt więcej nie zginął i żadna inna rodzina nie cierpiała tak, jak ich rodziny.

  • Żądanie sprawiedliwości: Zadzwoniła do niego żona. Usłyszał tylko, że Karolina nie żyje, że był pożar, że nie żyją wszystkie dziewczynki. Z bezradności krzyczał, współpracownicy próbowali go uspokoić. Do Polski wracał taksówką. Podkreślił, że oskarżeni mają, w jego ocenie, czelność nie przyznać się do winy, przerzucać się odpowiedzialnością, za śmierć pięciu niewinnych dziewcząt.
  • Ocena postawy oskarżonych: Stwierdził, że oskarżeni próbują robić sobie kpiny z sądu, prokuratora i rodziców, obrażając ich inteligencję i mówiąc, m.in. że to oni są za to odpowiedzialni. Ocenił, że to cios poniżej pasa i powinni honorowo przyznać się do winy, wziąć odpowiedzialność za siebie i ponieść zasłużoną karę. W przeciwnym razie postawią się w szeregu zbrodniarzy, morderców. Zaznaczył, że przez dwa dni procesu obecni na sali rozpraw byli świadkami "teatru w wykonaniu Miłosza S., który przez kilka godzin przekonywał nas o stworzeniu miejsca idealnego do zabaw dla dzieci, dorosłych, policjantów, księży, dla całych elit".

Wyjaśnienia oskarżonych

Oskarżeni w procesie, odpowiadający z wolnej stopy, nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

Miłosz S., organizator escape roomu

Miłosz S. przez dwa dni składał przed sądem oświadczenie. Powiedział, że tragedia nie powinna się wydarzyć, że zostanie z nią do końca życia. "Myśl o tym, co się stało, będzie moją osobistą golgotą" - stwierdził. Kontynuując swoje wyjaśnienia, mówił o kontaktowaniu się mistrza gry z uczestnikami przez krótkofalówkę.

  • Wątpliwości co do pracownika: Mężczyzna miał wątpliwości, co do wypełniania obowiązków przez nowo zatrudnionego pracownika - współoskarżonego Radosława D. Nie jest pewien, czy Radosław D. przeszkolił dziewczynki z użycia krótkofalówek, a osoba prowadząca grę nie powinna się rozstawać z radiotelefonem ani przez chwilę. Stwierdził, że żaden z radiotelefonów (w szufladzie) nie był na kanale 2 jak ten w pokoju Mrok. Zaznaczył, że "nie było odstępstw od tego przeszkolenia dla osób odwiedzających escape room". Dodał, że w jego pokoju zagadek byli "strażacy, policjanci, nauczyciele, księża". "Nigdy nikt nie zgłaszał niczego niepokojącego, że czuje zagrożenie podczas zabawy lub ma jakiegokolwiek obawy".
  • Zadania pracownika: Według Miłosza S. do obowiązków pracownika należało m.in. przygotowanie escape roomu do gry, zapoznanie graczy z regulaminem, monitorowanie gry i kontakt za pomocą krótkofalówek z graczami. Wskazał także, że z nieletnimi powinna być osoba dorosła. Stwierdził, że w obowiązkach pracownika było przygotowanie lokalu do przyjęcia grupy graczy, co obejmowało przygotowanie pokoju do gry, nagrzanie pomieszczeń, wymianę uszkodzonych elementów, przekazanie regulaminu i instrukcji uczestnikom, nadzór nad prawidłowym przebiegiem gry, zapewnienie bezpiecznego udziału w grze uczestnikom, zbieranie informacji zwrotnej w formie ankiety i wprowadzanie jej do systemu elektronicznego. Dodał, że w chwili, gdy grupa rozpoczynała grę, pracownik powinien być w pomieszczeniu z monitoringiem, sąsiadującym przez ścianę z pokojem Mrok, gdzie był rejestrator kamer.
  • Brak opiekuna dorosłego: Gry były przystosowane dla osób nieletnich i dzieci. W większości opiekun uczestniczył w grze, a jak nie chciał, to na pociechy czekał w poczekalni. Nie przypomina sobie sytuacji, by grupy dzieci nie przyprowadził rodzic. Wśród grupy młodzieży zawsze była osoba dorosła. To było w regulaminie. Oskarżony wyjaśnił, że dziewczynki zostały dopuszczone do gry bez opiekuna dorosłego, nie miały kontaktu z osobą zabezpieczającą za pomocą krótkofalówki, był używany piecyk gazowy, ustawiony prawdopodobnie w złym miejscu, który nie powinien być w ogóle włączony. Zostały pozostawione bez opieki, a osoba dozorująca oddaliła się od monitoringu oraz pozostawiła lokal i graczy bez opieki.

Radosław D., pracownik escape roomu

28-letni Radosław D., pracownik escape roomu, również nie przyznał się do zarzucanych czynów. Uzupełniając swoje wyjaśnienia złożone w postępowaniu przygotowawczym, powiedział przed sądem: "W tamtej chwili nie wiedziałem, co robić, zrobiłem, co mogłem."

  • Brak przeszkolenia: Stwierdził, że nie przeszedł żadnego szkolenia z procedur w przypadku zagrożenia.
  • Próba ratowania dziewcząt: Chociaż przyznał, że w trakcie gry wyszedł z budynku, by rozmienić dla dziewcząt pieniądze. Wrócił przed końcem gry i próbował je ratować, jednak bez skutku. "Dostałem ogniem w twarz, wybiegłem z pomieszczenia, by zawołać pomoc. Chciałem wrócić, ale płomienie były tak duże, że nie dałem rady. Płomień uderzył mnie w twarz, uderzał z narastająca mocą". "Krzyczałem, że się pali. Zawiadomiłem sąsiada. Prosiłem, by wezwał pomoc. Byłem cały poparzony. (...) To dla mnie wielka trauma." Rodzice pokrzywdzonych obecni w sądzie, słuchając tych wyjaśnień, komentowali je słowami: "ciebie tam nie było", "zostawiłeś dzieci", "nie robiłeś nic", "dzieci zginęły".

Małgorzata W. i Beata W.

Oskarżone w procesie Małgorzata W. i Beata W., czyli babcia i matka współoskarżonego organizatora pokoju zagadek Miłosza S., nie przyznały się do zarzucanych czynów. Obie odmówiły składania wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytania stron i sądu, zgadzając się tylko odpowiadać na pytania swojego obrońcy.

Zeznania świadka: Dowódca JRG PSP Arkadiusz B.

Na jeden z terminów rozprawy wezwany został tylko jeden świadek - Arkadiusz B., dowódca zmiany jednostki ratowniczo-gaśniczej nr 1 (JRG 1) koszalińskiej PSP, która jako pierwsza wezwana została do akcji. Zeznania składał pod przysięgą.

Przebieg akcji ratowniczej

W sądzie mówił, że jeszcze zanim ze strażakami dojechał na miejsce, dostał informację, że w budynku mogą być osoby, których życie jest zagrożone, i że są tam butle z gazem. Zalecił strażakom zakładanie aparatów ochronnych. Na miejscu był młody mężczyzna, był bardzo wystraszony. Potem się okazało, że to pracownik escape roomu. Nie był w stanie powiedzieć, gdzie dokładnie przebywają dziewczęta, wskazał tylko budynek, w którym jest pożar. Arkadiusz B. zeznał, że pożar był w fazie "rozgorzenia", ogień wydostawał się z parteru, przez okno i drzwi. Miał świadomość, że działania strażaków obarczone były dużym ryzykiem. Pierwsi dwaj strażacy weszli do środka, gdy intensywność pożaru zmalała. Weszli przez okno w pomieszczeniu obok, gdzie nie było ognia, tylko duże zadymienie. Odnalezione butle gazowe zostały wyciągnięte na zewnątrz. Dziewczęta były wyciągane przez okno, którym weszli do środka strażacy. W jego ocenie "były nieprzytomne, nie miały śladów oparzeń, spaleń, miały różową skórę". To od służb medycznych dowodzący JRG 1 uzyskał informację, że dziewczęta nie żyją.

Problemy z butlami gazowymi

Arkadiusz B. zeznał, że z jednej butli prawdopodobnie wydostawał się gaz, było słychać szum wydostającego się gazu. Próba zakręcenia zaworu nie przynosiła skutku - on próbował, inni też, ale nie było fizycznej możliwości, by to zrobić.

Krytyczne momenty akcji

Świadek pytany o szczegóły przebiegu akcji, o konkretne nazwiska osób, które miałyby wykonywać konkretne czynności, zasłaniał się niepamięcią. Nie przypomniał sobie także, kto na miejscu zdarzenia, powiedział mu, że wejście do pomieszczeń escape roomu jest tylko z jednej strony. Dopytywany przez pełnomocnika rodziny jednej z ofiar, mec. Krzysztofa Kaszubskiego, potwierdził, że w trakcie akcji odstąpiono od weryfikacji tych informacji, a po akcji potwierdzono, że z tyłu budynku było okno. Dodał jednak, że okno było małe i okratowane, dostęp do niego był utrudniony m.in. przez płot, "trudno byłoby wyjąć te osoby", "wydłużyłby się czas akcji". "Zaufałem informacji, że nie ma innego wejścia do budynku. I to była słuszna decyzja" - mówił Arkadiusz B. na sali rozpraw. Świadek w sądzie nie potrafił jednoznacznie wskazać, czy to dyżurna operacyjna zaproponowała wsparcie drugiej JRG, czy to on o nią wystąpił. Zeznał, że strażacy z JRG 2 "pomagali nam już w wynoszeniu osób, które odnaleźliśmy". W odczytanych przez sędzię Sylwię Dorau-Cichoń zeznaniach z czerwca 2020 r., które Arkadiusz B. potwierdził w sądzie, świadek stwierdził, że "może gdybym miał do dyspozycji od razu drugą jednostkę, to może wpuściłbym do środka dwóch kolejnych strażaków". "Nie ma waszych bliskich, ale moim zdaniem czas i reakcja były słuszne" - powiedział do oskarżycieli posiłkowych, którymi są rodzice ofiar.

Brak zabezpieczenia nagrania z kamery termowizyjnej

Prokurator Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Małgorzata Sielska dopytywała świadka o użycie podczas akcji kamer termowizyjnych. Ten potwierdził, że w wozie, którym jechał, taka była i została użyta. Potwierdził, że miała możliwość nagrywania, ale ma zapis "w pętli" i zapisane nagranie skasowały kolejne zapisy. Odpowiadając na pytania mec. Kaszubskiego i obrońcy Miłosza S. mec. Wiesława Brelińskiego, świadek przyznał, że nie wystąpił o zabezpieczenie zapisu z kamery termowizyjnej. Nikt z przełożonych nie żądał tego zapisu. "Na tamtą chwilę nie zdawałem sobie sprawy, że on będzie tak potrzebny" - powiedział Arkadiusz B. na sali rozpraw.

Schemat akcji ratunkowej straży pożarnej w escape roomie

Wyrok sądu pierwszej instancji

Po niemal czterech latach od tragedii, Sąd Okręgowy w Koszalinie wydał wyrok dla czwórki oskarżonych ws. umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu 15-latek. W czwartek sędzia Sylwia Dorau-Cichoń ogłosiła wyrok.

Orzeczone kary i zakazy

  • Miłosz S.: Organizator pokoju zagadek, został skazany na dwa lata pozbawienia wolności i zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie kultury, sportu, rozrywki i rekreacji na okres 10 lat.
  • Małgorzata W.: Usłyszała wyrok roku pozbawienia wolności oraz warunkowego zawieszenia na okres trzech lat. Otrzymała również 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z kulturą i rozrywką.
  • Beata W.: Usłyszała wyrok roku pozbawienia wolności i warunkowego zawieszenia na okres trzech lat. Podobnie jak Małgorzata W. i Miłosz S., dostała 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w takim samym zakresie.
  • Radosław D.: Czwarty z oskarżonych, został skazany na dwa lata więzienia. Otrzymał również zakaz prowadzenia działalności gospodarczej - w identycznym zakresie, jak pozostali oskarżeni - na 10 lat.

Zadośćuczynienie

Ponadto sąd zdecydował o wypłacie zadośćuczynienia po 200 tysięcy zł na rzecz każdej z rodzin zmarłych nieletnich.

Status wyroku

Wyrok sądu nie jest prawomocny.

Konsekwencje tragedii i zmiany w przepisach

Tragedia wywołała debatę społeczną o bezpieczeństwie w tego rodzaju obiektach. Piotr Jedliński, prezydent Koszalina, powiedział na konferencji prasowej, że niedziela po tragedii była dniem żałoby w Koszalinie.

Ogólnokrajowe kontrole escape roomów

Po zdarzeniu służby sprawdziły 520 takich obiektów w całym kraju. Stwierdzono wówczas prawie 2 tys. uchybień, wydano 102 decyzje o zakazie eksploatacji lokali oraz 63 decyzje administracyjne w sprawie usunięcia uchybień z zakresu ochrony przeciwpożarowej. Szef MSWiA Joachim Brudziński polecił Komendantowi Głównemu Państwowej Straży Pożarnej wszczęcie kontroli przeciwpożarowych we wszystkich obiektach tego typu w kraju, a PSP zaleciła wstrzymanie się od korzystania z takich obiektów do czasu wyjaśnienia przyczyn tragedii.

Nowe regulacje prawne

Tragedia doprowadziła także do zmiany przepisów. Zmieniono m.in. zasady ewakuacji i użytkowania budynków, w których prowadzona jest działalność gospodarcza. Przykładowo, według nowych przepisów, właściciel, zarządca, użytkownik lub inny faktycznie władający takim obiektem lub jego częścią, powinien przed rozpoczęciem działalności w tym zakresie oraz co najmniej raz na dwa lata przeprowadzać praktyczne sprawdzenie organizacji ewakuacji ludzi w miejsce bezpieczne, na zewnątrz budynku lub do sąsiedniej strefy pożarowej. Kwestie bezpieczeństwa przeciwpożarowego w escape roomach znalazły się także w znowelizowanym prawie budowlanym, które weszło w życie 19 września 2020 roku.

Infografika: Zasady bezpieczeństwa w escape roomach po zmianach przepisów

Dzień żałoby i wsparcie psychologiczne

Prezydent Koszalina Piotr Jedliński zapewnił pomoc psychologiczną i psychiatryczną dla rodzin ofiar. Odbyła się nadzwyczajna rada pedagogiczna SP nr 18, do której uczęszczały ofiary pożaru, w celu opracowania sposobu objęcia opieką psychologiczno-pedagogiczną uczniów tej placówki.

tags: #interia #pozar #w #escaperoomie #koszalin #5