Irańskie kino, postrzegane na Zachodzie jako głos buntu przeciwko władzy i społecznej inercji, odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu irańskiej tożsamości w oczach globalnej opinii publicznej. Mimo wszelkich presji wywieranych na filmowców od czasu irańskiej rewolucji, kino stało się formą oporu. Większość irańskich filmowców postrzega swoją rolę w kategoriach społecznych, uznając się za artystów oddanych społeczeństwu, w którym żyją, nie tworzących sztuki dla sztuki.
"Zielona Rewolucja" i Kino na Emigracji
Drugi rok spotkań z Akademią Filmu Dokumentalnego „MovieWro” dobiega końca. 15 grudnia zamknie go pokaz niemiecko-irańskiego filmu „Zielona rewolucja”, będącego dokumentalną rekonstrukcją rebelii w Iranie z roku 2009. Po projekcji odbędzie się dyskusja, podczas której poruszone zostaną kwestie obrazu Iranu i niedawnej rewolucji, a także aktualności dokumentu po niecałych dwóch latach od starć.

Zielona rewolucja miała miejsce w maju 2009 roku i wiązała się z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi. Kontrkandydat urzędującego prezydenta Ahmadineżada, Musawi, cieszył się bardzo dużym poparciem społecznym, ale dzień wyborów przyniósł rozczarowanie. Głosowanie było fałszowane na ogromną skalę, co podcinało skrzydła pragnącym zmian w Iranie. Musawi trafił do domowego aresztu, doszło do zamieszek, w których demonstranci padli ofiarą brutalnej reakcji sił porządkowych. Protesty zostały gwałtownie stłumione w zarodku, co próbuje dla nas odtworzyć prezentowany film.
Twórcy sięgają w „Zielonej rewolucji” do rozmów ze świadkami zdarzeń, ale także do specyficznej formy archiwaliów: amatorskich nagrań z zamieszek, rejestrowanych kamerami telefonów komórkowych, oraz do animacji. Dyskusja po filmie będzie dotyczyć także tego, czym różni się kino irańskie tworzone na emigracji (jak „Persepolis” Marjane Satrapi, „Zielona rewolucja” Ahadiego czy „Kobiety bez mężczyzn” Shirin Neshat) od tego, które powstaje w kraju i którego reprezentatywnym przykładem jest „Rozstanie” Farhadiego, wyświetlane niedawno w polskich kinach.
Irańczycy widzieli "Dzień Świra". Ten film powinien obejrzeć każdy obcokrajowiec
Rozmówcy podejmą też próbę zastanowienia się nad zagadnieniem rozszczepienia medialnych przekazów w nurcie oficjalnym i mediów niezależnych. AFD „MovieWro” to cykliczne spotkania z kinem dokumentalnym, poprzedzone prelekcją i sfinalizowane dyskusją. Od października pokazy odbywają się w Dolnośląskim Centrum Filmowym (dawne „Kino Warszawa”).
Głos z Wewnątrz: Behtash Sana'iha i Walka o Twórczość
W Teheranie spotkanie z irańskim reżyserem Behtashem Sana’ihą, twórcą filmów nagradzanych w świecie, ujawnia trudności, z jakimi mierzą się artyści. Sana’iha, pomimo międzynarodowego uznania, jest w zasadzie nieznany w swoim kraju. Jak wyjaśnia: „Skąd mają nas znać, kiedy nasze filmy nie są w kraju emitowane?”. Jego film „Ballada o białej krowie” miał zaledwie cztery pokazy i został zakazany. Mimo że filmy powstają w Iranie, nie mogą być tam wyświetlane. „Ballada” jest pokazywana w kinach za granicą, co skutkowało procesem sądowym przeciwko twórcom, którzy co miesiąc muszą tłumaczyć się na rozprawach. „Ballada o białej krowie” miała niedawno premierę również w polskich kinach.
Twórczość i symbolika "Ballady o białej krowie"
Behtash Sana’iha spędził dzieciństwo w słynnym Szirazie, mieście poetów. Ojciec, architekt, zaraził go pasją do kina, oglądając razem światową klasykę, w tym filmy polskich reżyserów, Wajdy i Kieślowskiego, których Sana’iha bardzo ceni. Widząc pasję syna, ojciec martwił się, że skończy bez chleba, jak wielu irańskich artystów, i namawiał go na wykształcenie, które zapewni mu byt.

Sana’iha podjął studia architektoniczne, wyjechał do Stambułu, ale tam zrozumiał, co jest mu pisane. Wrócił do kraju i rzucił się w wir pracy - jako aktor, autor scenariuszy, twórca pierwszych komercyjnych nagrań. W Szwecji poznał Marjam Moqaddam, aktorkę, której ojciec został stracony przez irańskie władze. Los jej matki stał się inspiracją do napisania scenariusza do „Ballady o białej krowie”. Nad ostateczną wersją pracowali dziewięć lat, długo czekając na pozwolenia władz Iranu, by rozpocząć produkcję filmu o hańbie i niesprawiedliwości. Nie mogąc liczyć na wsparcie żadnych instytucji państwowych, walczyli o dotacje od prywatnych sponsorów.
Bohaterka, w której rolę wciela się Moqaddam, rozpoczyna bój o prawdę po tym, gdy jej mąż został stracony za zbrodnię, której nie popełnił. Sana’iha wyjaśnił, dlaczego w tytule filmu pojawia się słowo „ballada”: „To dla Irańczyków bliski gatunek. Gra obrazów, nastroju, metafory. Czerpiemy obficie z literatury.” Symbolika „białej krowy” nawiązuje do koranicznej przypowieści zamieszczonej w II surze (al-Baraka „Krowa”), mówiącej o ofierze, jakiej zażądał od wiernych Mojżesz. Będąc najszlachetniejszym spośród wszystkich zwierząt, biała krowa wyobraża z jednej strony to, co człowiek ma najwartościowszego, a z drugiej - niewinność i bezgrzeszność. Złożenie jej w ofierze stanowi zatem wyraz pełnego zawierzenia Wszechmogącemu i jego woli. Równocześnie, jak wynika z tej przypowieści, umożliwia dochodzenie sprawiedliwości w imieniu tego, kto poniósł niezasłużoną śmierć - tak jak mąż głównej bohaterki.
Inne projekty i wyzwania
W czasie kiedy powstawał scenariusz do „Ballady”, Sana’iha ukończył dwa inne filmy: „Możliwe opady kwaśnych deszczów” („Risk of Acid Rain”) i dokument „Niezachwiana dyplomacja pana Naderiego” („The Invincible Diplomacy of Mr Naderi”). W pierwszym z nich, współtworzonym z Marjam Moqaddam, pokazał, że umie jak nikt inny w Iranie opowiedzieć o samotności, na jaką skazani są Irańczycy. Fabuła skupia się na losach emeryta, który po śmierci matki wyrusza z domu w poszukiwaniu swojego jedynego przyjaciela. W Teheranie poznaje młodą dziewczynę uwięzioną w patriarchalnej rzeczywistości, a Sana’iha wciąga widza w psychologiczną grę.
Film ten jest też zapewne odpowiedzią na pytanie, dlaczego reżyser wspólnie ze swoją partnerką życiową i zawodową nie zdecydowali się wciąż na emigrację, która jest marzeniem tak wielu ich rodaków. To napięcie tworzy unikalny ludzki pejzaż, który Sana’iha i Moqaddam rozumieją i potrafią o nim opowiadać. Pragnienie wyczuwalne w Iranie wzmacnia coraz silniejsza obecność wykształconej klasy średniej, gotowej przeniknąć i ośmieszyć poczynania opresyjnej władzy. Mieszkańcy Teheranu, Szirazu czy Isfahanu są złaknieni kultury i sztuki, mimo regularnych przerw w spektaklach teatralnych i zakazów słuchania niepoprawnej muzyki.
"Niezachwiana dyplomacja pana Naderiego"
Sana’iha i Moqaddam zarabiali na życie, tworząc promocyjne klipy. Pewnego razu dotarła do nich informacja, że pewien człowiek chciałby zlecić im reklamówkę o swoich dywanach. Sana’iha pojechał na spotkanie i od razu zrozumiał, że właśnie znalazł bohatera swojego filmu. Pan Naderi, należący do bractwa sufich (muzułmańskich mistyków), utkał dywany przedstawiające z jednej strony portrety amerykańskich prezydentów, z drugiej - amerykańskie banknoty. Robił to od 2000 roku, z jasno sprecyzowanym celem: chciał podarować je amerykańskiemu prezydentowi w imię pokoju i irańsko-amerykańskiej przyjaźni.

Pracując nad filmem, Sana’iha i Moqaddam nakręcili tysiące godzin materiału, z którego wyłaniała się opowieść o specyficznym ludzkim szaleństwie, jakim w Iranie jest pragnienie zgody. Sana’iha przyznał, że praca nad formami dokumentalnymi sprawia mu dużo trudu, bo materiał jest nieprzewidywalny i wymaga żmudnej selekcji. Pan Naderi nie bał się nikogo. Zawiózł dywany reprezentantom irańskich władz, którzy nie mogli uwierzyć własnym oczom. Film został wyemitowany przez BBC Persian i błyskawicznie zdobył popularność w Iranie, ludzie przesyłali go sobie w mediach społecznościowych. „Tu jest żywa kultura mediów społecznościowych, nie kina, wielkich sal” - tłumaczył Sana’iha. Naderi miał potem sporo problemów, ale władze nigdy nie tolerowały sufich, z ich odrębnością i własną wizją wiary.
Sana’iha, pytany o plany na przyszłość, odpowiada, że nieraz spotykał się w Europie z zarzutem, iż kino irańskie, studium zła, staje się coraz bardziej ciężkostrawne. Odpowiedział, że kolejna produkcja, którą współtworzy również z Marjam, będzie opowiadała o kobiecie, która w katastrofalnej sytuacji wytrwale szuka pozytywnych wartości. Jednak na pytanie, jakie filmy kręciłby, gdyby sytuacja w Iranie się zmieniła, odparł: „Na lepsze? Na razie wyłącznie się pogarsza. Sytuacja kobiet również. Ale nawet wtedy kręciłbym to samo. Musimy opowiedzieć ostatnie pół wieku.”
Wywiadu nie udało się dokończyć; Sana’iha wrócił z Paryża do kraju, gdzie zabrano im paszporty i aresztowano kilku jego przyjaciół. Ich życie zaczęło przypominać los bohaterów, o których opowiadali w swoich filmach. Doniesienia o aresztowaniach naukowców i fotografa jedynie potwierdzają napiętą i trudną sytuację twórców w Iranie. Pomimo wszystko, Sana’iha zapewniał, że sytuacja polityczna nigdy nie doprowadzi do autocenzury, choć trudno w to uwierzyć, znając konsekwencje grożące artystom.
Narastające Represje i Cenzura w Iranie
Film „Biała krowa” obnaża niesprawiedliwość systemu, który w założeniu uczestników rewolucji z końca lat 70. XX wieku miał być ucieleśnieniem wspólnotowości i równości, także względem praw opartych na zasadach wiary. Analitycy od dłuższego czasu nie mówią już o rozkładzie obecnego irańskiego systemu teokratycznego, ale o jego powolnej, acz coraz bardziej widocznej ewolucji w stronę dyktatury wojskowej.

Po dłuższym okresie koncyliacyjnej polityki umiarkowanego Hasana Rouhaniego (prezydenta w latach 2013-2021), który doprowadził do podpisania porozumienia nuklearnego w 2015 roku, nastąpił nawrót do ścisłej kontroli państwa nad obywatelami - nad tym, co czytają, oglądają i czego słuchają. Chwilowe ożywienie gospodarki po 2015 roku, dławionej od lat szeregiem sankcji międzynarodowych, skończyło się jej najpoważniejszym od zakończenia wojny iracko-irańskiej w 1988 roku kryzysem, który dotknął właściwie wszystkie dziedziny życia i jeszcze mocniej uzależnił państwo od współpracy z Chinami czy Rosją.
Nawrót do ściślejszej kontroli to pokłosie wygranej w 2021 roku w ósmych wyborach prezydenckich Ebrahima Ra’isiego, reprezentującego konserwatywny Ludowy Front Sił Rewolucji Islamskiej. Przejęcie władzy przez środowiska blisko związane z najwyższym przywódcą (rahbarem) Alim Chamene’im ma jednak posmak pyrrusowego zwycięstwa. Po pierwsze, Ra’isi reprezentuje partię, której jedynym celem było odsunięcie od władzy Rouhaniego i środowisk liberalnych, a która nie posiadała żadnego szczegółowego programu wyprowadzenia gospodarki z zapaści ekonomicznej. Po drugie, został on obrany prezydentem w wyborach o najniższej w historii frekwencji, nieprzekraczającej 50 procent - tak niski wynik najlepiej odzwierciedla nastroje społeczne, co nie mogło umknąć uwadze władz.
Walka z kulturą i represje artystów
Każde publiczne wystąpienie jakiejś grupy społecznej spotyka się z ostrą reakcją. Powodów do wychodzenia na ulicę jest bez liku: od przerw w dostawie wody, po problemy z dostawami dla rolnictwa i przemysłu, do niewydolności publicznej służby zdrowia. Odpowiedź ze strony władz staje się coraz bardziej brutalna: protesty są pacyfikowane przez policję i wojsko, padają strzały, giną ludzie, wielu trafia do więzień. Wszelka krytyka jest rutynowo określana jako inspirowana przez agentów działających na zamówienie zewnętrznych wrogów.
Społeczeństwo, które ostatnimi laty chętniej wyrażało swoje poglądy w fundamentalnych kwestiach jak granice wolności jednostki, ponownie poddano opresyjnemu nadzorowi. Działania aparatu represji wymierzone są w działaczy społecznych i politycznych, a także w środowiska artystyczne. Rozpostarcie na początku lat 80. XX wieku kontroli nad środowiskami artystycznymi oznaczało islamizację sztuki w każdym jej aspekcie. Wiele lat zajęło twórcom zrzucenie części ograniczeń nałożonych w ramach powrotu do „prawdziwych wartości kultury irańskiej”.
Irańczycy widzieli "Dzień Świra". Ten film powinien obejrzeć każdy obcokrajowiec
Choć cenzura i autocenzura są obecne w Iranie, poprzez narzucone obostrzenia wynoszą m.in. irańską kinematografię na wyżyny - historia, którą znamy z lat wielkości polskiego kina powstającego pod cenzurą PRL-u. Na przedstawicieli świata kultury spadają oskarżenia o szkalowanie dobrego imienia państwa, a wysocy urzędnicy wprost mówią o podjęciu odpowiednich kroków celem ukarania każdego, kto pomagał w przygotowywaniu filmów wyświetlanych na festiwalu w Cannes, takich jak „Święty pająk” („Ankabut-e moqaddas”) i „Bracia Lejli” („Baradaran-e Lejla”).
Dochodzi zatem do czasowych aresztowań niezależnych twórców, przeszukań w mieszkaniach reżyserów i aktorów, konfiskowania materiałów, zajmowania kont bankowych i wstrzymywania subsydiów. Wysuwane są oskarżenia o współpracę z organizacjami wspieranymi przez Izrael. Nie dalej jak miesiąc temu Ministerstwo Kultury i Przewodnictwa Muzułmańskiego uznało stowarzyszenie CloseUp wspierające twórczość irańskich dokumentalistów za izraelską agenturę.
Niektórzy z twórców, np. Wahid Zare’zade i Golare Kakawan, autorzy dokumentu „Białe tortury”, którzy zostali zatrzymani i przesłuchiwani przez służby bezpieczeństwa, zdecydowali się na opuszczenie kraju. Podobny exodus ludzi świata kultury miał miejsce w 2009 roku po brutalnie stłumionych protestach. Pokłosiem wydarzeń z 2009 roku i zaostrzenia obecnego kursu władz względem środowisk artystycznych jest przypadek Dża’fara Panahiego, który został w 2010 roku skazany na sześć lat więzienia oraz dwadzieścia lat zakazu działalności zawodowej i podróżowania. Panahi - Złota Palma za film „Biały balonik” („Badbadak-e sefid”) w 1995 roku i Złoty Niedźwiedź za „Taksi” („Taxi”) w 2015 roku - przebywał do tej pory w areszcie domowym, ale został odstawiony do więzienia prosto z biura prokuratora, gdy próbował dowiedzieć się w sprawie innego reżysera, Mohammada Rasulofa, także odbywającego karę pozbawienia wolności.
Teheran utrudnia niezależnym filmowcom działalność, blokuje ich finanse, często ogranicza wolność. Głośne procesy, areszty domowe, filmy kręcone w tajemnicy i przemycane na festiwale, gdzie często zdobywają nagrody, to codzienność irańskiego kina. Zaangażowany politycznie arthouse, który trafia także na ekrany w Polsce, to jednak jedynie część dokonań irańskiej kinematografii.
Tragiczne Początki: Pożar Kina Rex w Abadanie
Początki terroryzmu islamistycznego, jak mówią media zachodnie, należy szukać w osobie Osamy bin Ladena. Tymczasem 19 sierpnia 1978 roku w Abadanie, stolicy irańskiego przemysłu naftowego, popierani przez Zachód „rewolucjoniści”, a tak naprawdę kryminaliści, podpalili kino „Rex”. Było to w czwartkowe popołudnie, przed dniem wolnym, gdy rezerwowano seans dla matek i dzieci. Wszystkie drzwi były z wyrafinowaniem i starannością pozamykane, by nikt nie miał szans na wydostanie się.

Zleceniodawcą tej okrutnej zbrodni był sam Chomeini, który w ekspresowym tempie po tragedii wydał oświadczenie: „Jest pewne, że ten czyn, nieludzki i przeciwny prawom islamu, nie może być przepisywany przeciwnikom szacha.” Według niektórych interpretacji, Chomeini w ten sposób przyznał się krótko po zamachu. Zachodnie media zaczęły mówić o zbrodni SAVAKU, policji bezpieczeństwa Cesarstwa Iranu. Oskarżenie rządzących o tę zbrodnię, w sposób tak głośny było celowe! Dlaczego służby wierne monarsze miałyby kopać sobie dół? Tropy irańskiej policji wskazywały na Chomeiniego. Sprawcy tej zbrodni uciekli do Iraku, gdzie rezydował Chomeini.