Pożar Jasnej Góry w 1900 roku i Odbudowa Wieży

W nocy z 14 na 15 sierpnia 1900 roku na Jasnej Górze wybuchł tragiczny w skutkach pożar, który dotknął wieżę klasztorną. W tym czasie, jak co roku, na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przybyli liczni pielgrzymi. Zgodnie z utrwalonym zwyczajem urządzono fajerwerki, które, niestety, stały się przyczyną katastrofy.

Historia Wieży Jasnogórskiej i Jej Wcześniejsze Pożary

Jasnogórska wieża, która jest widoczna z odległości kilkunastu kilometrów, powstała dopiero w latach 1617-1622. Nie był to jednak jej pierwszy pożar. Pierwszy raz spłonęła 10 lutego 1654 roku, gdy zaprószono ogień podczas rozgrzewania zamarzniętego zegara. Odbudowano ją szybko i przetrwała oblężenie szwedzkie podczas potopu.

Powtórnie wieża spaliła się w 1690 roku w czasie wielkiego pożaru klasztoru, który wybuchł od wadliwego komina piekarni. Ówczesny pożar bazyliki jasnogórskiej, który można porównać do pożaru katedry Notre-Dame w Paryżu, był szczególnie niszczycielski. Według relacji kronikarskich runęło sklepienie bazyliki, zwłaszcza nad chórem, przez co spłonęły organy. Istniały obawy, czy nie zawali się cała budowla. Do kaplicy nie dostał się ogień, ale sam dym, co sprawiło, że została ona mocno okopcona. Pierwszą przyczyną tego pożaru było bardzo gorące lato w lipcu 1690 roku; wieża i dachy budynków klasztornych były pokryte starym, bardzo suchym drewnem. Po tym zdarzeniu rozebrano mury i wybudowano nową wieżę, ukończoną w 1702 roku. Miała osiem pięter i 160 łokci wysokości (ponad 75 metrów). Pięć pięter wymurowano z kamienia wapiennego i cegły, natomiast ostatnie trzy wykonano z drzewa i obito od strony zewnętrznej blachą miedzianą.

Według starego zwyczaju, w niektóre święta maryjne, władze klasztorne zezwalały pątnikom iluminować wieżę lampkami oraz puszczać z niej rakiety i sztuczne ognie. Przeor Rejman zabronił tych czynności, ale zakaz nie był przestrzegany i często z wieży wystrzeliwano fajerwerki.

Przebieg Katastrofy: Noc z 14 na 15 Sierpnia 1900 roku

12 sierpnia 1900 roku do klasztoru przybyła półtoratysięczna pielgrzymka z Kalisza, prowadzona przez księdza Józefa Pełczyńskiego. W powozie proboszcza wieziono ognie sztuczne, które zapalano przy wchodzeniu do większych miast. W Częstochowie ksiądz Pełczyński zaznajomił się z aptekarzem Zygmuntem Snowadzkim i dał mu pieniądze na kupno dodatkowych fajerwerków. Aptekarz miał je zapalić 15 sierpnia.

W feralnym dniu, na krótko przed wyjściem procesji, kaliski ksiądz chciał uzyskać zgodę ojca Rejmana na puszczanie ogni z wieży. Gdy nie znalazł przeora, wymusił na słudze klaszbornym otwarcie wieży. Z fajerwerkami weszli aptekarz Snowadzki z pomocnikiem oraz trzech kaliszan i klucznik. Na ostatnim, murowanym piętrze złożono sztuczne ognie i zaczęto przygotowywać się do odpalania. Snowadzki, nie zważając na protesty klucznika, udał się do części drewnianej wieży i stamtąd wystrzelił rakietę. Jednocześnie na dolnym piętrze zapalono ogniste koło.

Jak pisano w "Przeglądzie Katolickim" z 1900 roku: "Od iskier rozrzucanych przez młynek wkrótce zapalił się pozostały fajerwerk, złożony nieostrożnie na wysokości wzrosku ludzkiego na gzymsie wieży, w miejscu dosięganym przez iskry z młynka, które zasypywały ogniem i popiołem całe ósme piętro wieży, w części i siódme. Tam wśród mnóstwa materiału budowlanego stanowiącego wiązania wieży, gnieździło się mnóstwo wron i kawek w dużych gniazdach uwitych z dużych ilości suchych gałązek, słomy, pakuł itp., łatwo palących się materiałów".

Przerażeni uczestnicy ognistych atrakcji zaczęli gasić pożar i zrzucać na dziedziniec klasztorny palące się fajerwerki. Około godziny 22:00 zeszli na dół, nie mając możliwości dokładnego obejrzenia wnętrza i ugaszenia tlących się materiałów. W kilkadziesiąt minut później wieża stała w płomieniach.

Jasna Góra w ogniu - płonąca wieża klasztorna podczas pożaru w 1900 roku, w tle sylwetki modlących się pielgrzymów

Akcja Ratunkowa i Ofiary Pożaru

Generał Marian Żegota-Januszajtis wspominał we "Wspomnieniach": "...usłyszałem bicie dzwonów jasnogórskich. Była wtedy godzina dziesiąta lub jedenasta wieczorem. Wybiegliśmy wszyscy w przerażeniu przed ganek i zobaczyliśmy wieżę palącą się jak zapałka. Wśród ciszy nocnej słychać było tylko to bicie dzwonów, gwar setek tysięcy pielgrzymów koczujących pod klasztorem i głosy przerażonych ludzi biegnących na ratunek. Dzwony biły bez przerwy przez całą noc i dzień. Biły i biły, a wieża wciąż się paliła. Dzwony biły tak długo, że aż z Piotrkowa i Łodzi zdążyły przybyć straże pożarne; straż z Warszawy nawet wyruszyła, ale dojechała tylko do Piotrkowa, bo już nie miała po co dalej spieszyć".

Dzwony jasnogórskie wzywały do ratowania klasztoru. Jednocześnie przeor Rejman wysłał telegramy do straży ogniowych w Łodzi, Radomsku, Piotrkowie i Warszawie, by przybywały na ratunek. "Zaalarmowane straże od Piotrkowa po Sosnowiec w sile 27 jednostek przybyły, kiedy ogień już dogasał" - napisano w wydaniu jubileuszowym na 90-lecie OSP w Częstochowie - "cały ciężar musiał z konieczności spaść na Straż Częstochowską i ona też poniosła największe straty. Z odniesionych ran zmarł pierwszy strażak Andrzej Popiński, a następnie po dłuższej chorobie Konstanty Szyma. Ciężkie uszkodzenia cielesne odnieśli; Aleksander Rampold, Stanisław Wiesiołowski, Alfons Tomala, Ignacy Szmagier, Jan Pikuła, Edward Szypuła, Aleksander Lewański, Zygmunt Gotz, Franciszek Materek, Ciepart, Krans i inni".

Sucha, drewniana konstrukcja wieży paliła się gwałtownie, rozsypując snopy iskier i płonących głowni. Do środka wpadła najwyższa część, a w chwilę później runęła tam konstrukcja siódmego i szóstego piętra. Gaszący pożar ratowali dachy klasztoru, obawiając się, by nie spadły na nie płonące, modrzewiowe kolumny, bo wtedy mogłyby przebić sklepienia i spowodować pożar całego klasztoru.

Zniszczenia wieży Jasnogórskiej po pożarze w 1900 roku, widoczne stopione dzwony i spalone konstrukcje

Skutki Pożaru i Natychmiastowa Decyzja o Odbudowie

Przeor Rejman podczas poświęcenia nowej wieży powiedział: "Już więc nie o wieży w czasie trzeciego pożaru myślano, lecz o kościele wielkim i kaplicy, czy spadająca wieża oraz cztery płonące olbrzymie kolumny modrzewiowe, podpierające kondygnacje drewniane, nie dokonają zniszczenia reszty - tymczasem ku zdumieniu wszystkich, jakby ręka niewidzialna przenosiła wielkie, palące się części wieży szczytowe i owe cztery kolumny na jedno miejsce, nie zawadzając wcale o kościół ani kaplicę." Spadające kolumny nie spowodowały znacznych szkód, ale nadal istniała obawa, że mogą runąć przepalone mury górnych pięter. Do tej tragedii jednak nie doszło, a pożar udało się opanować.

Spaliła się drewniana część wieży aż do kamiennej podstawy. Temperatura była tak wysoka, że stopiły się dzwony wewnątrz wieży, a drogi zegar, zawieszony tam rok wcześniej, został zniszczony. Uszkodzeniu uległy także dachy na kruchcie i kaplicy św. Pawła oraz pokoje królewskie. Komisja śledcza, powołana przez Generalnego Gubernatora, po przeanalizowaniu zeznań uczestników zdarzeń ustaliła, że "nie ma żadnej zasady do podejrzewania tu umyślnego podpalenia; jedyną przyczyną pożaru było niepomyślne spalenie ogni sztucznych na wieży klasztornej".

Wielka Odbudowa Wieży: Projekt i Realizacja

Niemal natychmiast po pożarze przystąpiono do odbudowy wieży. Jeszcze dymiły zgliszcza, a już wyjednano zgodę u Generalnego Gubernatora na zbieranie funduszy. Do klasztoru zaczęły napływać pierwsze ofiary składane przez wiernych, a do ofiarności wzywały prawie wszystkie czasopisma polskie wychodzące w trzech zaborach. W nich też drukowano nazwiska ofiarodawców i wysokość datków. Pięć tysięcy rubli złożył w ofierze nawet car Mikołaj II z małżonką, a jego brat, wielki książę Michał Aleksandrowicz, przysłał 500 rubli.

Jednocześnie władze carskie, obawiając się, by nowa wieża nie była zbyt okazała, określiły wysokość zbieranych funduszy do 150 000 rubli, a pieniądze te miały wpływać nie do kasy klasztornej, lecz do banku. Budową kierował znany architekt Stefan Szyller, który wraz z architektem Józefem Dziekońskim wykonał projekt nowej wieży. W pierwszej kolejności należało rozebrać przepalone piętra, w których kamień popękał od żaru, a cegła uległa stopieniu. Do klasztoru zaczęto zwozić piaskowiec szydłowiecki, granit szwedzki, cement, stal konstrukcyjną, cegłę, wapno i piasek.

Jak pisał po latach w memoriale przeor Rejman: "Gdy zaledwie świtało, setki wozów z ludźmi, jeden za drugim, ciągnionych przez konie, które gratisowo spieszyły do sanktuarium. Gdy przyjechali pozostawali do dyspozycji, aby kopać czy wozić piasek, kamienie czy inne materiały, wywozić gruzy starej wieży. W ten sposób wykorzystano setki tysięcy wozów. Pomoc ta była nioceniona, gdyż w żaden inny sposób nie można było wykonać tak kolosalnych prac".

W 1901 roku rozpoczęto prace wstępne od zbadania fundamentów. Okazało się, że front starej wieży posadowiono na dawnej studni. Fundament wzmocniono, zalewając siedmiometrowy otwór betonem. Z kolei tylne filary wieży spoczywały na glinie. W "Albumie pamiątkowym" wydanym z okazji odbudowy wieży pisano: "Mając o łokieć głębiej rodowitą skałę i mając możność stanąć na tak pewnej podstawie, wznoszono na przygotowanym byle jak fundamencie kolosalną budowę w sposób wprost zuchwały". Po umocnieniu fundamentów przystąpiono do rozbiórki murów wystających ponad dach bazyliki. Pozostałą część murów obłożono blokami z piaskowca szydłowieckiego. Łączono je ze sobą żelaznymi klamrami, a ze starym murem metalowymi sztabami. Autorzy Albumu podawali, że "przeszło dwieście pięćdziesiąt wagonów wchłonęła w siebie wieża kamienna". Odkładkę rozpoczęto oczywiście od dołu, a jak w tym wypadku, od górnej części cokołu, wykonanego z czerwonego granitu szwedzkiego.

Część wznoszącą się ponad dach bazyliki zbudowano z cegły na zaprawie cementowej, obłożonej również piaskowcem. Cztery pięciometrowe kolumny wykonano z labradoru szwedzkiego, a piedestał i kapitele z czerwonego granitu. Górną część wieży wykonano z żelaza w warszawskiej fabryce Gostyńskiego według projektu inżyniera Piątkowskiego. Szyller wprowadził wiele ulepszeń, przede wszystkim podwyższając wieżę do wysokości 106 metrów (o 17 metrów więcej niż poprzednia), co było niepisanym zwyczajem przy każdym remoncie. Do budowy zużyto ponad półtora miliona sztuk cegły, duże ilości cementu i wapna oraz drewna na rusztowania, które wykonał mistrz ciesielski Michał Grott. Z zebranych pieniędzy zakupiono w Belgii zegar z 35 dzwonami do dzwonienia i wygrywania religijnych melodii.

Obecnie wieża mierzy 106,3 metra i jest odchylona od pionu o 78 cm. Jej podstawa pochodzi z 1714 roku, a resztę dobudowano w 1906 roku. Pod jej podstawą znajduje się zasypana średniowieczna studnia.

Schemat budowy wieży jasnogórskiej, ukazujący zastosowane materiały i konstrukcje architektoniczne

Uroczyste Poświęcenie Nowej Wieży w 1906 roku

Uroczystość poświęcenia wieży wyznaczono na 15 sierpnia 1906 roku. Już kilka dni wcześniej do klasztoru zaczęły przybywać pielgrzymki, choć nie wszystkie docierały do Częstochowy bez przeszkód. Poznaniakom odebrano na granicy zaboru rosyjskiego chorągwie narodowe wraz ze sztandarami, przez co musieli po drodze sporządzić nowe. Z dworca pielgrzymi zdążali do klasztoru.

Korespondent "Tygodnika Ilustrowanego" pisał: "Pomimo nieprzeliczone tłumy, które ze wszystkich dzielnic ziemi polskiej ściągnęły na uroczystość poświęcenia wieży - wzorowy spokój i porządek panował w obrębie klasztoru i na olbrzymim placu wokoło. Stało się to dzięki gronu miejscowych obywateli, którzy pod przewodnictwem o. Rejmana imponująco wprost zorganizowali straż obywatelską, złożoną przeważnie z ludu i robotników. Wojsko i policja całkowicie usunięte zostały". Porządku pilnowało 2000 osób, podzielonych na trzy oddziały, ponieważ obawiano się prowokacji ze strony żołnierzy rosyjskich lub przekupionych przez ochranę różnowierców.

"Dawno już Częstochowa nie miała tak licznego napływu pobożnych, jak w środę 15 sierpnia" - informował "Dzwonek częstochowski" z 1906 roku. - "Dnia tego, śmiało możemy powiedzieć, u stóp Jasnej Góry zebrało się z górą pół miliona pobożnych. Uroczystość rozpoczęła się od pochodu kompanii przybyłych na Jasną Górę, które około godziny 8 rano zgromadziły się na ul. Dojazd i uszykowały w pochód. Na czele szli sokoli warszawscy połączeni z tutejszymi, a za nimi postępowały kompanie, każda ze swym kapłanem, sztandarami narodowymi, chorągwiami religijnymi, feretronami i orkiestrami. Przed oczyma naszemi przeciągnął długi, różnobarwny tłum uczestników; widzieliśmy więc surduty, kapoty, świtki, dawne stroje polskie i mieszczańskie, białe komże i wzorzyste kapy kapłańskie, a ponadtem wszystkiem powiewały to sztandary z Białem Orłem, to wizerunki Świętych, to krzyż jaśniał w słońcu. Szli krakowiacy, księżacy, lubelczanie, mazury, podlasianie, wszyscy w pięknych strojach ludowych, przedzielani białymi grupami dziewcząt w wiankach na głowach". Idąc, śpiewano pieśń "Boże coś Polskę", a gdy pieśń cichła, odzywały się liczne orkiestry. Uroczysty przemarsz pod wały klasztorne trwał półtorej godziny.

Na uroczystość przybyło także duchowieństwo ze wszystkich zaborów oraz biskupi: metropolita warszawski Wincenty Chościak Popiel z sufraganem Kazimierzem Ruszkiewiczem i Stanisław Zdzitowiecki - biskup kujawsko-kaliski. Ci biskupi, którym władze carskie zabroniły udziału, przysłali telegramy. Biskupi, poprzedzani orszakiem kapłanów, stanęli obok wieży. Przeor Rejman wygłosił mowę, w której przedstawił dzieje klasztoru na tle historii kraju i podziękował wszystkim uczestnikom odbudowy. Po przemowie przeora arcybiskup Popiel z wysokości pierwszej galerii poświęcił wieżę, a następnie po wałach przeszła procesja.

"Gdy pochód ten przybył przed zewnętrzny ołtarz Matki Boskiej na szczycie kaplicy z cudownym Obrazem - pisał >Przegląd Katolicki< w sprawozdaniu z uroczystości - wszyscy trzej Najdostojniejsi Biskupi weszli na umyślnie przygotowane wzniesienie, z którego Jego Arcypasterska Mość udzielił uroczystego błogosławieństwa. Tu radosne uniesienie ludu dosięgnęło najwyższego napięcia". Rozległy się wiwaty wiernych na cześć biskupów, klasztoru i narodu. Po zakończeniu procesji, przed wielkim ołtarzem bazyliki odprawił sumę biskup K. Ruszkiewicz, natomiast przed szczytem biskup St. Zdzitowiecki, a kanonicy kapituły włocławskiej i warszawskiej wygłosili kazania.

W tym samym dniu podano do publicznej wiadomości dekret papieski ustanawiający święto Matki Boskiej Częstochowskiej. Po południu w refektarzu klasztornym na obiedzie zebrało się ponad 300 osób. Odczytano nadesłane telegramy, wygłoszono okolicznościowe mowy i wzniesiono toasty. "Częstochowie tylko zawdzięcza lud Śląska, że pozostał polskim" - zanotował reporter "Przeglądu Katolickiego" wypowiedź redaktora pisma katolickiego z Bytomia. - "Ja sam jestem Polakiem odrodzonym dopiero od chwili, gdy jako 15-letnie chłopię przybyłem z rodzicami na Jasną Górę".

Symbolika Odbudowy dla Narodu Polskiego

Ksiądz Chełmicki powiedział do wiernych przed szczytem: "...w ciągu ostatnich lat czterdziestu, gdy imię Polski usiłowano wykreślić z kart dziejów współczesnych - to Jasna Góra stała się ostoją wszystkiego co katolickie i polskie, źródłem ufności w lepszą przyszłość, płynącą z miłosierdzia Bożego. I spełniło się orędownictwo Maryi, bo oto lepsza jutrzenka świta w naszej przyszłości. Jako świadectwo tego, widzę rozpostarte przede mną znaki polskie i słyszę ze wszech stron brzmiącą pieśń polską..."

Tygodnik "Ziarno" z 24 sierpnia napisał: "Oby ta wieża stała się symbolem Polski! Oby Polska, obalona i zdruzgotana niesprawiedliwością ludzką, podniosła się z gruzów i wzniosła jak wieża Jasnogórska, wysoko i stała się jak wieża wspaniałą i pełną chwały. I może w tem powstaniu z gruzów wieży jasnogórskiej zawiera się dobra dla Polski wróżba". Odbudowa wieży po pożarze w 1900 roku stała się zatem nie tylko aktem przywrócenia zabytku, ale i potężnym symbolem odradzającej się polskiej tożsamości narodowej w czasach zaborów.

tags: #jasna #gora #pozar #1900 #popinski