W nocy z 12 na 13 kwietnia 2009 roku w Kamieniu Pomorskim (województwo zachodniopomorskie) doszło do tragicznego w skutkach pożaru hotelu socjalnego. Zdarzenie to pociągnęło za sobą ofiary śmiertelne i rannych, a także wywołało szeroką dyskusję na temat bezpieczeństwa budynków socjalnych oraz skuteczności działań ratowniczych.

Charakterystyka Budynku i Warunki Zagrożenia
Budynek hotelu socjalnego, zlokalizowany przy ulicy Wolińskiej w Kamieniu Pomorskim, został zaprojektowany i zbudowany na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Pierwotnie był to parterowy betonowy hotel dla pracowników PGNiG. Z czasem dobudowano dwie kondygnacje, wykonane na szkielecie stalowym, z blachy, styropianu i płyt wiórowych. Ściany wypełnione były łatwopalnymi materiałami, takimi jak styropian i pianka poliuretanowa, a także niepalnym azbestem.
Po 2007 roku obiekt został zaadaptowany do celów socjalnych. W momencie wybuchu pożaru zameldowanych było w nim 77 osób, w tym pracownicy Nafty Polskiej oraz osoby kierowane przez opiekę społeczną, takie jak samotne matki z dziećmi czy osoby eksmitowane za zaległości czynszowe.
Zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej, nadbrygadier Janusz Skulich, podkreślił, że warunki techniczno-budowlane budynku nie spełniały norm. W ocenie PSP "konstrukcja oraz wyposażenie, wystrój, czyli przedmioty, które tarasowały drogi ewakuacyjne [m.in. rowery tarasujące klatkę ewakuacyjną], stwarzały stan zagrożenia życia". Korytarze, gdzie według wstępnych ustaleń wybuchł ogień, były zastawione łatwopalnymi meblami.
Gen. Skulich dodał, że budynek hotelu socjalnego to typowy obiekt budowany w latach 70. czy 80., typu "Berlin", stawiany jako dwukondygnacyjny budynek będący zapleczem do obsługi biurowej, np. budów. Pełnił jednak funkcję jako hotel robotniczy, po tym jak dodano do niego kolejne instalacje. Początkowo obiekt był wyposażony częściowo w systemy ostrzegania w sprawie pożaru i rezydował tam portier. Konieczne jest ustalenie, co stało się z tymi urządzeniami po zamianie budynku w hotel socjalny.
Przebieg Pożaru i Akcja Ratunkowa
Pożar prawdopodobnie rozpoczął się około północy. Janusz Skulich potwierdził relację jednego ze świadków, który twierdził, że pożar był już widoczny około północy. Świadek zeznał, że widział, iż się pali, ale nie wezwał straży pożarnej, bo myślał, że ktoś inny to zrobił. Janusz Skulich stwierdził, że "w takim obiekcie pożar szybko się rozprzestrzenia i w tym czasie mógł rzeczywiście opanować cały budynek".
O pożarze poinformowano służby ratownicze dopiero o godzinie 00:32 (inne źródła podają 0:40). Pierwsza jednostka Państwowej Straży Pożarnej dotarła na miejsce zdarzenia po czterech minutach od otrzymania zgłoszenia, czyli o 00:36. Z zapisu w systemie wynika, że Straż Pożarna otrzymała wezwanie o godzinie 0:40. Według komendanta, tak długi czas właściwie przekreślił szanse na podjęcie skutecznej akcji ratunkowej. Przy takiej konstrukcji budynku, jaką miał hotel socjalny w Kamieniu Pomorskim, strażacy powinni być na miejscu zdarzenia maksymalnie 15 minut od wybuchu pożaru. Gen. Skulich dodał, że akcję ratunkową utrudniła ponadto nocna pora pożaru.
Ze względu na bardzo szybkie rozprzestrzenianie się ognia, który objął cały trzykondygnacyjny budynek, akcja ratownicza była bardzo trudna. Niektórzy mieszkańcy ratowali się, wyskakując przez okna. Gen. Wiesław Leśniakiewicz, komendant główny PSP, zaznaczył, że warunki niespełniające współczesnych standardów bezpieczeństwa, brak dróg ewakuacji oraz późne zawiadomienie o pożarze miały zasadniczy wpływ na rozmiar tragedii. W jego ocenie przebieg akcji ratowniczej był zgodny z przyjętymi standardami, a w ciągu 10 minut na miejscu były już cztery jednostki i 16 strażaków.

Straty i Identyfikacja Ofiar
Początkowo informowano o 21 ofiarach śmiertelnych i 21 rannych. Do badań dostarczono 20 ciał i cztery fragmenty szczątków, co do których nie było wiadomo, czy należą do jednej, czy większej liczby osób. Komendant główny policji, gen. insp. Andrzej Matejuk, poinformował, że specjaliści zakończyli już badania szczątków, ale bez dalszych analiz nie da się jednoznacznie określić, do ilu osób należą fragmenty ciał. Dlatego liczba ofiar pożaru mogła przekroczyć 21. "Dzisiaj nie mamy ustalonych 23 osób" - zastrzegł szef policji.
Z pożaru uratowało się przynajmniej 41 osób, a 20 przebywało w szpitalach. Wśród rannych była jedna osoba w stanie ciężkim oraz ośmiomiesięczne niemowlę z poparzeniami ciała, które nadal przebywało na oddziale intensywnej terapii. Wśród obrażeń dominowały złamania kończyn, a także poparzenia i zatrucia dymem. Pomoc poszkodowanym zapewniły szpitale w Kamieniu Pomorskim, Szczecinie i Gryficach. Burmistrz Kamienia Pomorskiego Bronisław Karpiński powołał sztab kryzysowy, a w tamtejszym Hotelu Żeglarskim zorganizowano ośrodek interwencji kryzysowej, w którym przebywała większość ocalałych.
Wstępne Ustalenia i Przyczyny Pożaru
Szef MSWiA Grzegorz Schetyna poinformował, że istnieje przypuszczenie, iż przyczyną pożaru było zaprószenie ognia. Zaznaczył jednocześnie, że ostateczną przyczynę pożaru poznamy w finalnym raporcie, który miał powstać do 31 maja 2009 roku. Janusz Skulich stwierdził, że największe zniszczenia były w rejonie klatki schodowej na pierwszym piętrze - to prawdopodobnie w tej, środkowej części budynku rozpoczął się pożar (pewne jest, że miało to miejsce w północnym segmencie hotelu socjalnego), ale musi to być potwierdzone szczegółowymi badaniami.
Wśród hipotez dotyczących przyczyny pożaru wymieniano zgromadzenie przez mieszkańców dużych ilości spirytusu, co mogło spowodować gwałtowny przebieg katastrofy. Według opinii biegłych, pożar został zaprószony na skutek zwarcia instalacji elektrycznej. Nie udało się jednak ustalić, co było bezpośrednią przyczyną zwarcia.
Fakty TVN - fragment czołówki z 13.04.2009 (pożar w Kamieniu Pomorskim)
Reakcje Władz i Dalsze Działania
Na miejsce tragedii przybyli prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński i prezes Rady Ministrów Donald Tusk. Prezes Rady Ministrów zapowiedział, że hotel zostanie odbudowany. Środki szacowane na około 3,5-4 miliony złotych planowano przeznaczyć z rezerwy specjalnej, a nieruchomość pod budowę, w razie konieczności, miała pochodzić z puli Skarbu Państwa.
Prezydent ogłosił trzydniową żałobę narodową z powodu śmierci osób w pożarze. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie poinformowało prezydenta Lecha Kaczyńskiego o pożarze. Premier Donald Tusk oświadczył, że był zbyt przejęty tragicznym pożarem i "miał na głowie co innego" niż zastanawianie się, kto kogo o nim informuje, dodając, że "do głowy mi nie przyszło, że Kancelaria Prezydenta nie zawiadamia prezydenta w takiej sytuacji". Prezydent Kaczyński ocenił, że to wydarzenie pokazuje, iż "trzeba się zastanowić nad sposobem funkcjonowania naszego państwa", a także sposobem informowania najwyższych władz o tego rodzaju tragediach.
Odwołano zaplanowany na 13 kwietnia ingres nowego metropolity szczecińsko-kamieńskiego, arcybiskupa Andrzeja Dzięgi do konkatedry w Kamieniu Pomorskim. Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso złożył kondolencje na ręce prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, wyrażając "swoje najgłębsze współczucie w stosunku do rodzin ofiar i wszystkich Polaków". Uruchomiono również konto, na które można wpłacać pieniądze w celu pomocy ofiarom pożaru.
Konsekwencje Prawne i Nadzór Budowlany
Śledztwo w sprawie pożaru prowadziła Prokuratura Okręgowa w Szczecinie, a nadzór - Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie. Zespół śledczy składał się z 4 prokuratorów z V Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej oraz 6 policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Pierwsze czynności sprowadzały się do identyfikacji zwłok przy pomocy testów DNA. W grudniu 2010 roku do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko dwóm urzędnikom z Kamienia Pomorskiego, związany z niedopełnieniem przez nich obowiązków zarządu nad budynkiem socjalnym. W budynku nie były przeprowadzane kontrole jego stanu technicznego i instalacji elektrycznej, nie było wyznaczonych dróg ewakuacyjnych.
Rzecznik NIK Paweł Biedziak powiedział, że jeśli potwierdzą się doniesienia o demontażu instalacji alarmowych i czujników przeciwpożarowych, to będziemy mieli do czynienia z całym łańcuchem wydarzeń. Nadzór budowlany w 2006 roku zapewniał, że wszystko jest sprawdzone zgodnie z procedurami. Zdziwienie NIK wzbudziły warunkowo wydawane zezwolenia na użytkowanie niektórych nieruchomości w podobnych sprawach. Biedziak dodał, że jeden z pracowników lokalnego oddziału nadzoru budowlanego nie miał odpowiednich uprawnień do prowadzenia czynności sprawdzających, a "nadzór budowlany jest w Polsce po prostu niedoinwestowany".
Refleksje na Temat Bezpieczeństwa Pożarowego
Nadbrygadier Janusz Skulich, który kierował również zespołem badającym akcję ratowniczą w Kamieniu Pomorskim, zaznaczył: "Jesteśmy tu, by odtworzyć minuta po minucie szczegółowy przebieg działań, skonfrontować relacje świadków, ratowników. W przypadku pożaru zawsze mamy do czynienia z dużą liczbą opinii, często zbieramy cięgi i krytyczne uwagi, a dopiero później z zimną krwią można ocenić co było na miejscu". Odnosząc się do krytyki, stwierdził, że "ludzie zawsze szukają winnego tragedii. Z podobną krytyką działań ratowniczych mieliśmy do czynienia kilka lat temu podczas tragedii w Chorzowie. Strażacy z Kamienia ewakuowali tych, których widzieli w oknach, tych, którzy żyli."