Przegląd Działalności Straży Pożarnej i Znaczących Incydentów Ratowniczych

Poniższa artykuł przedstawia szeroki zakres działalności polskiej straży pożarnej, od codziennych spotkań i inwestycji, poprzez uroczystości i awanse, aż po analizę statystyk interwencji oraz szczegółowy opis dramatycznego pożaru na drobnicowcu m/s Reymont w 1979 roku.

Uwaga: Przedstawiony materiał nie zawiera szczegółowych informacji na temat kapitana Marcina Burdy. Skupia się na ogólnej działalności straży pożarnej i opisanych w tekście incydentach.

Spotkania i Inwestycje w PSP

Budowa nowej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Górze Kalwarii jest kluczową inwestycją dla lokalnej społeczności. 22 lutego 2024 roku odbyło się spotkanie przedstawicieli Komendy Wojewódzkiej PSP w Warszawie oraz Komendy Powiatowej PSP w Piasecznie w tej sprawie. Burmistrz miasta i Gminy Góra Kalwaria Arkadiusz Strzyżewski zaznaczył, że Gminie zależy na powstaniu jednostki, widząc w niej szansę dla rozwoju miasta i mieszkańców, oraz zadeklarował pomoc gminy w realizacji projektu. W spotkaniu uczestniczyli m.in. p.o. Zastępca Mazowieckiego Komendanta Wojewódzkiego st. bryg. Piotr Gąska, p.o. Komendant Powiatowy PSP w Piasecznie bryg. Karol Kuras oraz Podinspektor ds. (p.o.) Bartłomiej Wrochna.

Plan zagospodarowania terenu dla nowej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej

Uroczystości i Awanse w Służbie Pożarniczej

Uroczystości Dnia Strażaka

Dzień Strażaka jest coroczną okazją do uhonorowania trudu i poświęcenia strażaków z Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych. Na terenie Polski odbywają się liczne obchody:

  • Łęki Szlacheckie (14 maja 2023 roku): Powiatowe Obchody Dnia Strażaka rozpoczęły się Mszą Świętą w kościele Św. Brata Alberta Chmielowskiego, a następnie odbył się uroczysty apel na boisku sportowym przy urzędzie Gminy. W trakcie uroczystości dokonano aktu poświęcenia dwóch samochodów ratowniczo-gaśniczych z Komendy Miejskiej PSP w Piotrkowie Trybunalskim.
  • Myślenice (21 maja 2025 roku): Powiatowe obchody Dnia Strażaka rozpoczęły się od złożenia meldunku, który przyjął Zastępca Małopolskiego Komendanta Wojewódzkiego st. bryg. Jacek Ryncarz. Szczególnym momentem było uroczyste przyjęcie obowiązków zastępcy Komendanta Powiatowego PSP w Myślenicach przez bryg. Mariusza Leśniakiewicza. Wręczono odznaczenia, akty mianowania na wyższe stopnie służbowe oraz wyróżnienia za szczególne zasługi w służbie pożarniczej.
Zdjęcie grupowe strażaków podczas uroczystego apelu

Awanse i Wyróżnienia

W ramach uroczystości Dnia Strażaka oraz innych wydarzeń honorowane są zasługi strażaków i ich awanse:

  • 4 maja br.: Odbyła się uroczystość rozpoczęta meldunkiem złożonym st. bryg. Tomaszowi Podkańskiemu - Zastępcy Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP w Lublinie. Do stopnia starszego brygadiera awansowano wybrane osoby. Wręczono także Brązową Odznakę „Za Zasługi dla Pożarnictwa”. Nagrodę pieniężną za bardzo duży wkład pracy w pozyskiwanie środków finansowych na zakup sprzętu pożarniczego otrzymał mł. bryg. (nazwisko nie zostało podane w materiale). Na uroczystości zaprezentowano nowy samochód ratowniczo-gaśniczy Renault GBA 3,5/30/4, a akt jego przekazania Komendzie Miejskiej PSP w Białej Podlaskiej został wręczony.
  • W Myślenicach podczas tegorocznych obchodów wręczono odznaczenia, akty mianowania na wyższe stopnie służbowe oraz wyróżnienia za szczególne zasługi w służbie pożarniczej.

Wszystkim odznaczonym, wyróżnionym oraz awansowanym serdecznie gratulujemy. Słowa podziękowania kierowane są także do władz samorządowych, instytucji współpracujących oraz wszystkich partnerów wspierających codzienną działalność straży pożarnej.

Działania Ratowniczo-Gaśnicze: Incydenty i Statystyki

Statystyki Interwencji w Powiecie Myślenickim

Miniony rok 2024 był kolejnym dowodem na ogromne zaangażowanie strażaków w działania ratowniczo-gaśnicze. Na terenie powiatu myślenickiego odnotowano łącznie 1621 zdarzeń, w których interweniowały jednostki PSP i OSP. Wśród miejscowych zagrożeń aż 275 interwencji dotyczyło zdarzeń drogowych. W wyniku wszystkich interwencji na terenie powiatu poszkodowanych zostało 246 osób.

Infografika przedstawiająca statystyki interwencji PSP i OSP w powiecie

Dramat na Morzu: Pożar na Drobnicowcu m/s Reymont w 1979 roku

Pożar na drobnicowcu m/s Reymont w 1979 roku pochłonął na morzu dwie ofiary i pozostawił trwałe piętno na świadkach i uczestnikach zdarzenia.

Wypłynięcie i Dzień Wielkanocny

16 kwietnia 1979 roku, w drugi dzień Wielkanocy, na Wybrzeżu panowała słoneczna pogoda, choć silny wiatr i temperatura około zera stopni przypominały o kończącej się zimie stulecia. Od rana przy nabrzeżu gdyńskiego portu trwały przygotowania do wyjścia w morze drobnicowca m/s Reymont. Był to statek zbudowany w gdańskiej stoczni w 1958 roku jako siódmy z serii 41 jednostek typu B-54. Od początku pływał na linii dalekowschodniej w barwach Chipolbroku, Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego. Podczas ostatniego rejsu doszło do awarii - w Singapurze zalana została ładownia, a cały towar uległ zniszczeniu. Przedłużający się remont i dochodzenie przed Izbą Morską przetrzymały Reymonta cztery miesiące w porcie. Kapitan Kurowski, który przeżył już trzy pożary, kolizje i kilka mniejszych wypadków, był szczęśliwy, że znów wychodzi w morze. Poza kapitanem i 40 członkami załogi na statku znajdowało się jeszcze pięć kobiet - żon marynarzy. Po kontroli paszportów i odprawie celnej, załoga pożegnała urzędników i zrzuciła cumy. Po wypłynięciu z Zatoki Gdańskiej statek skierował się na zachód. Pusty statek szybko osiągnął prędkość morską, ale był lekki i mocno wstrząsały nim fale. Mimo świątecznego dnia marynarze mieli sporo pracy. Około południa załoga zasiadła do uroczystego obiadu, podczas którego, za zgodą kapitana, podano po 200 gramów czerwonego wina na osobę. Obiad zakończył drobny upominek od armatora: tabliczka wedlowskiej czekolady dla każdego.

Historyczne zdjęcie drobnicowca m/s Reymont

Odkrycie i Rozprzestrzenianie się Pożaru

Spokój przerwała popołudniowa wachta rozpoczynająca się o szesnastej, kiedy to na mostku nie pojawił się marynarz Bogusław Swajda. Ostatecznie odnalazł się w kabinie, śpiąc. O godzinie 20 na mostek weszła kolejna wachta. Reymont płynął z prędkością 17 węzłów wzdłuż wybrzeża Bornholmu. Kilka minut później marynarze Henryk Juszczak i Wiktor Faltyński wyczuli spaleniznę. Nagle Faltyński dostrzegł dym wydobywający się z kabiny Mieczysława Walentka. Juszczak zawiadomił pierwszego oficera, po czym we trójkę uchylili drzwi. Na polecenie pierwszego oficera Juszczak przyniósł gaśnicę śniegową, która okazała się zbyt mała. Otwarcie drzwi wywołało przeciąg, a tlący się pożar w kilka chwil wydostał się z kabiny. Marynarze widzieli już żar i pełzające płomienie. Pierwszy oficer wysłał Juszczaka do maszynowni, by mechanicy włączyli pompy pożarowe, Faltyńskiemu kazał zawiadomić mostek, a sam rozciągnął wąż i podłączył go do hydrantu. Kapitan Kurowski, szykując się do wyjścia, odebrał telefon z informacją od Faltyńskiego: „Panie kapitanie, pożar w nadbudówce”. Bez słowa wybiegł na mostek, zdając sobie sprawę, że nie uruchomiono alarmu.

Ewakuacja i Akcja Ratownicza

Na całym statku rozległ się dźwięk dzwonków alarmowych. Korytarze wypełniły się dymem, odcinając drogę kilku osobom, które musiały wydostawać się na pokład przez wąskie bulaje. Uruchamiano kolejne linie wodne, zalewając korytarze i kabiny, ale ogień szybko rozprzestrzeniał się przez ściany wykonane z suchej sklejki. Po kilkunastu minutach kapitan Kurowski uznał sytuację za beznadziejną, zatrzymał statek, przestawiając dźwignię telegrafu na „stop”. Kabina radiostacji została wypełniona dymem, a ogień zbliżał się do sterówki, którą również trzeba było opuścić. Kilku marynarzy, kobiety i kapitan wydostali się z niej przez okno, opuszczając się na pokład po podstawionym sztormtrapie. O 19:28 czasu duńskiego z płonącego statku, płynącego wzdłuż brzegu Bornholmu, strzelił w niebo ogromny słup ognia. Na wyspie ogłoszono alarm, a służby ratunkowe - kuter ratownictwa morskiego, helikopter ratowniczy, śmigłowce wojskowe z Rønne oraz Szwedzi - ruszyły w stronę Reymonta. Informacja o płonącym frachtowcu została nadana przez duńską stację brzegową Rønne Radio, wysyłając sygnał SOS. Pół godziny później wiadomo już było, że to polski drobnicowiec m/s Reymont. Z Ustki i Świnoujścia wyruszyły dwie polskie jednostki ratownicze.

Sytuacja na pokładzie była coraz bardziej dramatyczna. Ocalała załoga zebrała się na dziobie, gdzie silny wiatr i lodowate bryzgi wody, połączone z szalejącym ogniem, stwarzały śmiertelne zagrożenie. Okazało się, że brakuje dwóch ludzi: mechanika Backiela i marynarza Swajdy. Kapitan Kurowski wydał rozkaz ewakuacji. Wzburzone morze nie pozwalało jednostkom ratowniczym podejść do burty, a przedostanie się do dmuchanej tratwy było niezwykle trudne. Pomógł zrzucony z helikoptera płetwonurek, dzięki któremu zaledwie kilku osobom udało się uciec. Dopiero po dwóch godzinach pokład opuściła cała załoga, zdejmowana kolejno przez trzy śmigłowce. Ocaleni natychmiast trafili do szpitala w Rønne, gdzie mimo szoku i wyziębienia stan większości był dobry. Kilkanaście osób miało objawy zatrucia dymem. Kapitan Kurowski został przesłuchany przez policję, a ochmistrz Ryszard Ganowski wyjaśnił, że na Reymoncie było 46 osób, korygując pomyłkę kapitana.

Poszukiwania i ratownictwo morskie - dokumentalny

Gaszenie Wraku i Dochodzenie

Gaszeniem wraku zajęły się polskie jednostki ratownicze Huragan i Sztorm 2. Z pomocą przybyli też doskonale wyposażeni strażacy, których na pokład Reymonta transportował śmigłowiec. Po kilkunastu godzinach ataku działek wodnych ogień ustąpił. Strażacy przeszukujący wnętrze znaleźli resztki dwóch spalonych ciał - zaginionych marynarzy. Pozbawiony napędu wrak ruszył w drogę powrotną do Gdyni, ciągnięty przez holownik Koral.

Rankiem 19 kwietnia Reymont był już w Gdyni. Przez kilkanaście dni wypalony kadłub oglądali specjaliści, biegli, prokuratorzy, milicjanci i strażacy. Na podstawie zeznań załogi i oględzin statku śledczy zwrócili uwagę na kajutę Mieczysława Walentka, gdzie znaleziono ogrzewacz elektryczny i resztki spalonego przedłużacza. Prawdopodobnie tam zaczął się pożar. Sekcja zwłok jednej z ofiar wykazała obecność 0,38 promila alkoholu, co, jak wspomina Ryszard Leszczyński, autor książki „Ginące frachtowce”, stało się przyczyną plotek o pijanej załodze. Kapitan Kurowski podjął współpracę z Izbą Morską, nie szukając usprawiedliwienia, wiedząc, że to on ponosi całą odpowiedzialność.

Wyrok i Jego Konsekwencje

Sprawa pożaru Reymonta trafiła na wokandę Izby Morskiej w Gdyni już w lipcu 1979 roku, budząc ogromne zainteresowanie. Sąd analizował każdą sekundę i decyzję, nie pozostawiając wątpliwości co do odpowiedzialności za utratę statku i śmierć marynarzy. Zachowanie sędziego było dość nietypowe, co potwierdzają akta Izby Morskiej. 21 sierpnia 1979 roku, po dziesięciominutowym odczytaniu sentencji wyroku (kapitan Kurowski stracił prawo wykonywania funkcji kapitańskich na 1,5 roku, ukarano też pierwszego i trzeciego oficera), nastąpiło blisko godzinne uzasadnienie. Sędzia w barwny i pełen metafor sposób opisał wydarzenia, używając słów, które były odbierane jako obraźliwe i drwiące. Kapitan Mirosław Proskurnicki wspominał, że wszyscy byli wstrząśnięci słowami sędziego. Gdy sędzia po raz kolejny przywołał zarzut o brak wiedzy na temat liczby członków załogi, kapitan Kurowski zerwał się z miejsca, krzycząc: „Wysoka izbo! To jest stek bzdur. Ja nie mogę tego dłużej słuchać” i wyszedł z sali. Sędzia zapowiedział konsekwencje za to zachowanie.

Kapitan Kurowski wraz z żoną wrócił do domu. Był spokojny i milczał. Wypił szklankę whisky i zadzwonił do kapitana Romana Hulanickiego, mówiąc: „Panie kapitanie, znam już wyrok. Wiedziałem, że muszę ponieść konsekwencje, nie sądziłem jednak, że podeptana zostanie moja godność. Nie mogę żyć z takim piętnem”. Hulanicki natychmiast ruszył do domu Kurowskich, ale przed klatką stała już karetka. Sanitariusze wynosili ciało kapitana. Żona kapitana Kurowskiego dziś mówi: „Nie chcę już wspominać tego, co się stało. Wiem tylko, że ktoś, kto nie był na płonącym statku, nigdy nie zrozumie zachowania ludzi walczących o życie”.

tags: #kapitan #marcin #burda #strazak