1 sierpnia 2018 roku doszło do tragicznego pożaru w hali produkcyjnej zniczy przy ulicy Ściegiennego w Kielcach. Zdarzenie to pochłonęło życie jednej osoby, 37-letniej kielczanki, a także spowodowało poważne straty materialne i zdrowotne.
Przebieg pożaru i akcja ratunkowa
Pożar wybuchł około godziny 9 rano, a kłęby dymu unosiły się wysoko nad miastem, utrudniając widoczność kierowcom na ulicy Ściegiennego. Ogień objął halę o powierzchni około 1600 metrów kwadratowych, w której codziennie odbywała się produkcja świec. W trwającej wiele godzin akcji gaśniczej brało udział prawie 90 strażaków, czyli ponad 20 zastępów Państwowej Straży Pożarnej.

Niestety, po przyjeździe straży, pracownicy zauważyli brak jednej osoby. Rozpoczęto poszukiwania, a policjanci sprawdzali, czy zaginiona kobieta nie wróciła do domu. Jej ciało znaleziono jednak w środku płonącego budynku. Ofiarą ognia okazała się 37-letnia pracownica zakładu, mieszkanka Kielc. Dwie inne osoby zostały ranne: jedna z poparzeniami trafiła na oddział szpitalny, inna zasłabła na miejscu pod wpływem emocji. Pożar ten został odnotowany w statystykach strażackich jako jeden z największych w 2018 roku.
Przyczyny i szacowane straty
Według ustaleń, pożar wybuchł podczas wymiany świetlówki w maszynie lakierniczej. Maszyna ta nie została wówczas odłączona od prądu, a co więcej, była przeróbką wykonaną bez wymaganych prawem atestów. Pierwotnie maszyna z taśmociągiem do malowania farbami wodnymi została przerobiona na maszynę do malowania farbami rozpuszczalnikowymi, co stworzyło w urządzeniu łatwopalne i wybuchowe środowisko. Iskra elektryczna, która przeskoczyła podczas wymiany świetlówki, doprowadziła do wybuchu pożaru.
Katedra - Historia jednego pożaru
Wstępne szacunki strażaków wskazywały, że straty materialne po pożarze mogły sięgnąć około 4 milionów złotych. Stanisław K., właściciel zakładu, oszacował straty na 6,5 miliona złotych. Niedługo po zdarzeniu firma została postawiona w stan likwidacji.
Dochodzenie prokuratury i zarzuty
Sprawą pożaru zajęła się Prokuratura Rejonowa Kielce - Wschód, a następnie Prokuratura Okręgowa w Kielcach. Zebrany materiał dowodowy, obejmujący oględziny miejsca zdarzenia, zeznania świadków, wyniki sekcji zwłok, dokumentację medyczną oraz opinie z zakresu pożarnictwa, BHP i automatyki, pozwolił na ustalenie, że w zakładzie doszło do poważnych zaniedbań. Chodziło o zaniedbania w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy (BHP), a także w utrzymaniu sprawności automatycznej lakierni, która nie była w pełni sprawna technicznie i nie pozwalała na bezpieczne wykonywanie zadań produkcyjnych.
Prokurator Daniel Prokopowicz poinformował o przedstawieniu zarzutów trzem osobom:
- Stanisławowi K. - prezesowi zarządu spółki. Został oskarżony o to, że jako pracodawca, poprzez świadome zaniedbania w zakresie nadzoru nad pracą automatycznej lakierni i odpowiedzialności za BHP, nie dopełnił ciążących na nim obowiązków. W konsekwencji sprowadził pożar hali produkcyjnej, zagrażający życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, w następstwie którego jedna osoba poniosła śmierć, a dwie zostały lekko ranne.
- Justynie P. - kierowniczce produkcji.
- Monice P. - brygadzistce.
Justyna P. i Monika P. usłyszały zarzuty związane z tym, że jako osoby odpowiedzialne w zakładzie za BHP, pomimo posiadanej wiedzy o niesprawności automatycznej lakierni, dopuściły do jej uruchomienia i obsługi. W wyniku tego doszło do pożaru, przez co naraziły pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Podejrzani nie przyznali się do winy, choć Justyna P. i Monika P. złożyły wyjaśnienia. Prokurator zastosował wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono mienie podejrzanych o wartości ponad 900 tysięcy złotych.
Proces sądowy i wyrok
Proces w tej sprawie ruszył w marcu 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Kielcach. 5 czerwca 2023 roku sąd ogłosił wyrok. Sędzia Magdalena Michalewicz, przewodnicząca składu orzekającego, podkreślała w uzasadnieniu, że to prezes spółki Stanisław K. ponosił największą odpowiedzialność za zdarzenie. To na jego polecenie maszynę z taśmociągiem do malowania farbami wodnymi przerobiono na maszynę do malowania farbami rozpuszczalnikowymi, tworząc w ten sposób łatwopalne i wybuchowe środowisko. Jako pracodawca nie dopełnił obowiązku autoryzacji przeróbki, zamontował świetlówki bez zabezpieczeń i dopuścił się karygodnego zaniedbania.
Sąd ustalił, że w czasie zdarzenia jeden z pracowników wymieniał świetlówkę podczas gdy maszyna była podłączona do prądu, co doprowadziło do przeskoczenia iskry elektrycznej i wybuchu pożaru. Mężczyzna doznał poparzeń, między innymi na głowie. Sędzia Michalewicz wyjaśniała, że zachowanie mechanika było kolejnym czynnikiem, który doprowadził do pożaru, podkreślając, że "każdy myślący człowiek przed przystąpieniem do naprawy maszyny czy wymiany elementu odłącza urządzenie od prądu".

Trzecim czynnikiem, w ocenie sądu, były zaniechania osób, które miały kierować pracą innych. Zarówno brygadzistka, jak i kierowniczka produkcji nie upewniły się, że maszyna jest odłączona od prądu. Sąd uznał, że kobiety bezpodstawnie uznały, iż mechanik odłączył maszynę, dlatego też zakwalifikowano ich czyn jako nieumyślne działanie. Co ważne, sąd nie dopatrzył się związku przyczynowego między śmiercią 37-letniej kobiety a odpowiedzialnością osób oskarżonych. Zgodnie z zeznaniami świadków, ofiara opuściła zakład i była widziana na zewnątrz, bezpieczna, jednak w pewnej chwili postanowiła wrócić do środka. Jej śmierć, choć tragiczna, nie została przypisana odpowiedzialności oskarżonych.
Wyrok Sądu Okręgowego
W nieprawomocnym wyroku Sąd Okręgowy w Kielcach skazał prezesa firmy Stanisława K. na karę roku i dwóch miesięcy bezwzględnego więzienia. Oprócz tego ma zapłacić nawiązkę w wysokości 500 złotych dla jednego z poszkodowanych pracowników - mechanika, który wymieniał świetlówkę. Sąd uznał, że Stanisław K. działał nieumyślnie, wskazując, że był to jego zakład pracy, w dodatku nieubezpieczony, co eliminuje motyw celowego uzyskania pieniędzy z pożaru. Kierowniczka produkcji Justyna P. i brygadzistka Monika P. zostały ukarane grzywnami. Oskarżonemu Stanisławowi K. groziła kara do 12 lat więzienia, a kierowniczce produkcji i brygadzistce do pięciu lat.
tags: #kielce #pozar #zakladu #pracujkujacego #znicze