Region świętokrzyski i jego okolice w ostatnim czasie były areną szeregu poważnych incydentów pożarowych. Od dużych kompleksów produkcyjnych, przez budynki gospodarcze, po zabytkowe obiekty, strażacy wielokrotnie stawali w obliczu wyzwań związanych z gaszeniem ognia i ochroną mienia oraz życia ludzkiego. Poniżej przedstawiono szczegóły wybranych zdarzeń, które miały miejsce w różnych miejscowościach, w tym znaczące pożary masarni oraz interwencje w Klimontowie.
Pożar Masarni w Chmielniku: Skala i Działania Straży
W poniedziałek, 21 maja, przed godziną 17:00, w kompleksie budynków masarni Janpol w Chmielniku wybuchł pożar, który objął dach obiektu. O zdarzeniu służby zostały powiadomione po godzinie 17:00. Na miejsce natychmiast ruszyły zastępy zawodowej straży z Chmielnika oraz okoliczne ochotnicze straże pożarne. Łącznie w akcji gaśniczej brało udział 14 zastępów straży pożarnej.

Ogień objął zasięgiem dach nad pomieszczeniami, w których mieściła się ubojnia, a także te, gdzie prowadzona była tak zwana rozbiórka mięsa. Kompleks budynków, ułożony w kształt litery „u” i połączony dachem, znajdował się przy drodze prowadzącej do Pińczowa. Ta konstrukcja sprawiła, że płomienie łatwo i szybko rozprzestrzeniły się na niemal całą powierzchnię zabudowań. Dym płonącego obiektu był widoczny z odległości kilkuset metrów, co świadczyło o ogromnych rozmiarach pożaru.
W momencie przybycia na miejsce pierwszych jednostek strażackich, 60 procent budynku było już zajęte przez ogień. "Obiekt ma podwieszany sufit, co utrudnia gaszenie. Trzeba więc rwać blachodachówkę i lać wodę od góry" - relacjonował Tomasz Piotrowski w trakcie trwania akcji. Przyczyna pożaru w tym momencie nie była jeszcze znana. Akcja ratownicza prowadzona była przez kilka godzin, a strażacy musieli rozebrać nadpaloną więźbę dachową i dokładnie przelać wodą tlące się fragmenty dachu, aby zapobiec ponownemu rozprzestrzenianiu się ognia.
Pożar Dawnej Masarni w Janikowie
Inny znaczący pożar dotknął obiekt w miejscowości Janików, w powiecie kozienickim. Przy drodze krajowej numer 48 doszło do pożaru hali, której budynek był cały w ogniu. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że pożar objął budynek dawnej masarni, która przez długi czas stała pusta. W 2022 roku w tym miejscu znajdował się zakład mięsny. Według wstępnych informacji, w wyniku tego zdarzenia nie odnotowano osób poszkodowanych. W rejonie pożaru występowały utrudnienia w ruchu na DK48, a służby apelowały o ostrożność, przepuszczanie służb ratunkowych i unikanie zadymienia.

Pożary w Klimontowie: Od Garażu po Zabytkowy Dwór
Pożar Garażu i Budynku Gospodarczego
W miejscowości Klimontów również miały miejsce incydenty pożarowe. 14 marca 2022 roku, w godzinach wieczornych, do Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Sandomierzu wpłynęło zgłoszenie o pożarze garażu i budynku gospodarczego. Działania strażaków polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, podaniu czterech prądów wody w natarciu na palące się pomieszczenia oraz dwóch prądów w obronie na zagrożone budynki. Jednocześnie strażacy, zabezpieczeni w sprzęt ochrony układu oddechowego, przeszukali pomieszczenia budynków - nikogo w nich nie znaleziono.
Pożar Zabytkowego Dworu w Klimontowie
W nocy z niedzieli na poniedziałek w Klimontowie spłonął również zabytkowy, drewniany dwór. Zgłoszenie o pożarze obiektu wpłynęło 25 minut po północy, a pierwsze jednostki dotarły na miejsce po sześciu minutach. Kapitan Mariusz Idzik z Komendy Powiatowej PSP w Proszowicach zaznaczył, że gdy strażacy dojechali, praktycznie cały obiekt był już objęty pożarem. Najbardziej intensywnie paliło się na poddaszu budynku, ale ogień objął również parter.

W trwającej kilkanaście godzin akcji gaśniczej brało udział ponad czterdziestu strażaków z 13 jednostek straży zawodowej i OSP. Dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Proszowicach, starszy kapitan Zbigniew Kwinta, podkreślił, że akcja gaśnicza była trudna i niebezpieczna. "Cały czas istniało zagrożenie, że mogą się zawalić stropy, na które intensywnie laliśmy wodę" - wyjaśnił. Dogaszanie pożaru trwało jeszcze przed południem następnego dnia.
Ustalaniem przyczyn pożaru zajmuje się policja, jednak strażacy są przekonani, że powodem jego wybuchu było celowe podpalenie. Zwracają uwagę, że w budynku nie było instalacji elektrycznej, a w grę nie wchodziło również uderzenie pioruna. Wykluczają też ludzką nieostrożność. "Gdyby to było nieumyślne zaprószenie ognia, paliłoby się w jednym miejscu. Ogień mógłby oczywiście objąć w końcu cały obiekt, ale musiałoby minąć dużo czasu. Tymczasem dwór został objęty ogniem bardzo szybko i od razu w całości" - tłumaczył kapitan.
Pożar Bursztynowego Dworu
Dwór w Klimontowie, położony na terenie powiatu proszowickiego, był wyjątkowym obiektem. Został zbudowany w stylu zakopiańskim z modrzewiowego drewna według projektu Stanisława Witkiewicza (ojca Witkacego). Jego ostatnimi przedwojennymi właścicielami była rodzina Dziedzickich. Po wojnie służył m.in. jako szkoła rolnicza, kino i przedszkole, a także odbywały się tam lekcje dla uczniów znajdującej się w sąsiedztwie szkoły podstawowej. W latach 90. rodzina Dziedzickich odzyskała dwór, który wkrótce został sprzedany mieszkańcowi Krakowa. Obecnie jest własnością prywatną osoby zamieszkałej w Słupsku i od dłuższego czasu był wystawiony na sprzedaż. Budynkiem nikt się na co dzień nie zajmował, a jego stan oraz treści napisów na ścianach sugerowały, że służył jako miejsce spotkań towarzyskich. Burmistrz Proszowic, Grzegorz Cichy, ocenił, że dla terenu jest to duża strata, a w jego opinii budynek nadaje się obecnie tylko do rozbiórki.
Inne Zgłoszenia Pożarowe w Klimontowie
W Klimontowie odnotowano również inne incydenty, takie jak nocny pożar oraz groźny pożar w składzie metali. Wiatr w tym drugim przypadku pomógł rozwiać niebezpieczne toksyny, które powstały w czasie pożaru karoserii na wrakach samochodów.
Reakcje i Obserwacje Świadków oraz Władz
W obliczu tak dużych zdarzeń, jak pożar masarni w Chmielniku, zawsze pojawiają się lokalne reakcje. Pierwsi dowódcy, którzy przybyli na miejsce zdarzenia w Chmielniku, otrzymali zapewnienie, że pracownicy ewakuowali się z budynku i nikt nie ucierpiał. Działania strażaków obserwował spory tłum gapiów. Jeden z mężczyzn obawiał się, że ogień z ubojni przejdzie na położony bardzo blisko kompleksu budynków dom, jednak na szczęście nic takiego się nie stało. "Nie wiem, czy strażacy uratują cokolwiek. Wydaje mi się, że przyjechali zbyt późno. Na początku było ich zbyt mało, by podjąć skuteczne działania" - z przerażeniem komentowała jedna z pracujących w ubojni kobiet.

Akcję strażaków obserwował i wspierał również burmistrz Chmielnika Paweł Wójcik, który razem z kilkoma radnymi przyjechał na miejsce zdarzenia wprost z sesji Rady Miejskiej. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem na ogrom pożaru. Emocje były silne - "Prawie płakał mężczyzna w średnim wieku, który nerwowo chodził i z każdej strony doglądał, jak strażacy radzą sobie z ogniem. - Tydzień temu wprowadziłem się ze swoim zakładem do jednego z pomieszczeń tego kompleksu. I od razu pożar!". Na miejscu późnym popołudniem byli także policjanci, którzy torowali drogę kolejnym wozom strażackim, oraz lekarze z karetki pogotowia, co podkreślało powagę sytuacji.