Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podwyższył wyrok dla Magdaleny K., matki trójki dzieci, które zginęły w pożarze w Piechowicach. Kobieta została skazana na pięć lat bezwzględnego pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie pożaru oraz za wielokrotne narażenie dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.
Okoliczności tragedii w Piechowicach
Do tragicznego pożaru doszło w nocy z 2 na 3 grudnia 2017 roku w mieszkaniu wielorodzinnego budynku przy ulicy Przemysłowej w Piechowicach. Straż pożarna otrzymała zgłoszenie przed godziną 3. Cztery zastępy straży pożarnej szybko ugasiły ogień; w mieszkaniu strażacy znaleźli ciała trojga dzieci.
Ofiary to dwóch chłopców i dziewczynka w wieku 4, 6 i 8 lat. Ich imiona to 4-letni Oskar, 6-letnia Agnieszka i 8-letnia Dominika. W mieszkaniu był również 62-letni dziadek dzieci, któremu udało się opuścić lokal. Matka, Magdalena K., wróciła do domu podczas akcji gaśniczej.

Tuż po tragicznym pożarze policja podała, że przyczyną mogło być zaprószenie ognia z pieca lub świeczki. Zdaniem prokuratury i opinii biegłych z zakresu pożarnictwa oraz budownictwa - instalacji technicznych, przyczyną pożaru było zachowanie oskarżonej. Stwierdzono, że ogień został zaprószony ze świecy zapalonej przez Magdalenę K.
Zarzuty prokuratury
Proces Magdaleny K. rozpoczął się w grudniu 2017 roku. Kobieta została oskarżona o popełnienie dwóch przestępstw.
Pierwszy zarzut polegał, zdaniem prokuratury, na nieumyślnym spowodowaniu pożaru, który zagrażał życiu 26 mieszkańców kamienicy przy ul. Przemysłowej w Piechowicach. W wyniku tego pożaru zginęła trójka dzieci Magdaleny K.
Drugi zarzut dotyczył wielokrotnego narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zdaniem śledczych, matka często pozostawiała je same w mieszkaniu. Były, zdaniem prokuratury, zamykane w pokoju lub pozostawiane w "obecności uzależnionego i pozostającego pod wpływem alkoholu dziadka, cierpiącego na znaczną utratę słuchu". Ten zarzut dotyczył okresu od czerwca 2015 roku do 2 grudnia 2017 roku.
Magdalena K. od grudnia 2017 roku przebywała w areszcie i nie przyznawała się do winy.
Szwajcaria. Pożar w Crans-Montana: zidentyfikowano 24 ofiary
Szczegóły zdarzenia i zaniedbań
Śledztwo wykazało, że w noc tragedii Magdalena K. zostawiła dzieci w pokoju przy zamkniętych oknach w pobliżu źródła ognia. Matka pozostawiła 4-letniego Oskara, 6-letnią Agnieszkę i 8-letnią Dominikę same w pokoju z zapalonymi zniczami, które zostały skradzione z pobliskiego cmentarza. 27-latka nie miała pieniędzy na opłacenie rachunków za prąd, stąd decyzja o używaniu zniczy do oświetlenia mieszkania.
Co więcej, zanim wyszła z domu, wyjęła z okien klamki i zamknęła drzwi, aby dzieci nie mogły opuścić mieszkania bez jej nadzoru. Następnie Magdalena K. wyszła ze swoim partnerem do kasyna. Dzieci miał doglądać głuchy i uzależniony od alkoholu 62-letni dziadek, który jednak nie dostał od matki kluczy do pomieszczenia, w którym zamknęła trójkę swoich dzieci.
Wkłady do zniczy rozstawione były w pokoju dzieci oraz w kuchni. To właśnie od nich zajęły się meble, które wywołały ogromny pożar. Zamknięte w pokoju dzieci nie miały szans wydostać się, również ze względu na brak klamek w oknach. Świadkowie wydarzenia próbowali ratować dzieci, w tym celu wybili okno w ich pokoju, jednak ogień uniemożliwiał im dostanie się do środka.

Zgodnie z zeznaniami świadków i pracowników opieki społecznej (których kobieta nie wpuszczała do domu), Magdalena K. była uzależniona i od lat zaniedbywała swoje obowiązki rodzicielskie.
Proces sądowy I instancji
Prokuratura wnioskowała o karę sześciu lat więzienia, natomiast obrona domagała się uniewinnienia kobiety. W piątek Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze skazał Magdalenę K. na cztery lata pozbawienia wolności bez zawieszenia. Sąd I instancji uznał, że Magdalena K., pozostawiając dzieci pod opieką pijanego i uzależnionego od alkoholu dziadka, naraziła je na niebezpieczeństwo, a pozostawiając zapalone świece, spowodowała pożar.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, prok. Tomasz Czułowski, przekazał, że kobieta została skazana za oba przestępstwa, które jej zarzucono: sprowadzenie pożaru, w wyniku którego zginęła trójka dzieci, oraz narażenie ich na niebezpieczeństwo poprzez niewłaściwą opiekę w dłuższym okresie czasu. Rzecznik poinformował również, że prokuratura rozważy apelację po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.
Wyrok Sądu Apelacyjnego
Od wyroku Sądu Okręgowego odwołała się zarówno prokuratura, która żądała dłuższego więzienia (6 lat i 6 miesięcy), jak i obrona, która wnosiła o uniewinnienie lub złagodzenie kary.
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podwyższył wyrok dla Magdaleny K. z czterech do pięciu lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Sędzia Barbara Kremeris nie miała wątpliwości co do winy Magdaleny K., podkreślając, że kobieta, będąc pod wpływem narkotyków, poszła na cmentarz po wkłady do zniczy, którymi oświetlała mieszkanie z powodu odcięcia prądu za niezapłacone rachunki. Sędzia zaznaczyła, że Magdalena K. powinna była zgasić wszystkie źródła ognia przed wyjściem z domu.
Sąd zwrócił również uwagę na fakt, że kobieta mogła wcześniej rozpocząć walkę ze swoim uzależnieniem od narkotyków. Mimo że Magdalena K. przebywała od dziewięciu miesięcy w otwartym ośrodku dla uzależnionych na własną prośbę, co sąd uznał za okoliczność łagodzącą, nie zmieniono zasadniczo surowości wyroku.
Kobieta zostanie wkrótce przetransportowana z ośrodka do więzienia, gdzie odbędzie karę 5 lat pozbawienia wolności. Wyrok Sądu Apelacyjnego jest prawomocny.