Opis wydarzeń związanych z powstaniami w gettach i obozach zagłady

Artykuł przedstawia szczegółowy opis kluczowych momentów oporu żydowskiego podczas II wojny światowej, koncentrując się na Powstaniu w Getcie Warszawskim oraz Buncie w Treblince II. Oba wydarzenia, choć różne w swojej skali i charakterze, łączy heroiczna walka o godność i wolność w obliczu niemieckiej eksterminacji, często z użyciem ognia jako narzędzia zagłady i symbolu oporu.

Powstanie w Getcie Warszawskim

Przygotowania i Motywacje

Po wielkiej akcji likwidacyjnej z lata 1942 roku, pozostający przy życiu mieszkańcy getta nie mieli już żadnych wątpliwości, że prędzej czy później czeka ich wywózka do Treblinki lub śmierć z rąk Niemców na ulicach Warszawy. Na masową skalę przygotowywali schrony w piwnicach i na wyższych piętrach kamienic. Na jesieni rozwinęły działalność grupy zbrojnego ruchu oporu - Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), której dowódcą został Mordechaj Anielewicz, i Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW), którym dowodził prawdopodobnie Paweł Frenkel.

W styczniu 1943 roku doszło do kolejnej akcji likwidacyjnej, podczas której Niemcy na rozkaz Himmlera chcieli usunąć z getta około 8 tysięcy osób, pozostających tam bez dokumentów o zatrudnieniu. „Nastąpiła akcja styczniowa i wraz z tym nastąpił przełom w psychice getta. Ludzie żyli tylko myślą o oporze” - wspominał Bronisław Mirski (Frydman). - „W owym okresie nie było już żadnej dyskusji o tym, czy należy wystąpić z samoobroną czy też nie. Wszyscy byli przekonani, że musi się zastosować czynny opór przeciwko łajdactwo niemieckim.”

Walther Toebbens, niemiecki przedsiębiorca i właściciel zakładów pracy przymusowej (szopów) w getcie, próbował nakłonić robotników do przesiedlenia do obozów pracy w Trawnikach i Poniatowej. „Na murach getta ukazują się napisy: «Nie deptać Trawników», «Nie dajcie się łapać na lep Niemców»”. Nigdy nie doszło do powołania jednolitego dowództwa sił walczących w getcie. Spór polityczny między ŻOB, złożoną głównie z działaczy partii lewicowych, oraz ŻZW, której członkami byli przede wszystkim działacze prawicowego Betaru, był zbyt silny i wprowadzał wzajemną nieufność. Ogółem przed wybuchem powstania obie organizacje liczyły kilkuset bojowców, miały do dyspozycji 2-3 karabiny maszynowe, nieliczne karabiny, kilkadziesiąt pistoletów, granaty i bomby.

Początek Walk i Pierwsze Zwycięstwa

Dzień 19 kwietnia 1943 roku był wybrany przez Niemców nieprzypadkowo - była to wigilia święta Pesach. Około godziny piątej nad ranem Niemcy weszli na teren getta warszawskiego ulicą Nalewki i od skrzyżowania Gęsiej z Zamenhofa. Zaskoczyły ich strzały powstańców.

Anonimowy świadek wybuchu powstania w getcie opisywał wydarzenia z 19 kwietnia 1943 r. w następujący sposób: „O świcie 19 kwietnia 1943 r. przy skwerze narożnym ulic Gęsiej i Zamenhofa przy starym pałacyku Paca, gdzie ostatnio mieściły się szczątki Rady Żydowskiej, zebrały się niemal wszystkie formacje oprawców hitlerowskich ze słynną ekipą lubelską na czele. Uzbrojeni od stóp do głowy, uśmiechnięci, wydawali ostatnie rozkazy do wymordowania bezbronnej ludności żydowskiej, stłoczonej w podziemiach i bunkrach, pozostałych z dawnego getta domach. O piątej ruszyli. Pierwszy oddział SS, Ukraińców i Łotyszów posuwał się w kierunku ul. Szli radośni, pełni beztroski, wyszukiwali kobiety, starców, mężczyzn, dzieci żydowskie. Nagle z okien narożnych domów przy ul. Zamenhofa i Miłej rzucono granaty zapalające. Nie zdążyli jednak dopaść bram, gdy karabiny maszynowe przygwoździły ich do ziemi.”

„Pierwsze starcie zakończyło się bezapelacyjnym zwycięstwem Żydów: u zbiegu Nalewek i Gęsiej bojowcy obrzucili żołnierzy niemieckich butelkami zapalającymi i granatami. Po dwugodzinnej potyczce Niemcy zostali zmuszeni do odwrotu. W tym samym czasie na skrzyżowaniu Zamenhofa i Miłej inny oddział bojowców spalił niemiecki czołg. Na placu Muranowskim ŻZW ostrzelało Niemców z karabinu maszynowego.”

Mapa Getta Warszawskiego z zaznaczonymi miejscami walk

W pierwszych dniach walk najcięższe boje trwały na rogu Nalewek i Gęsiej oraz na pl. Muranowskim, bronionym przez Żydowski Związek Wojskowy. 20 kwietnia walki rozgorzały także w tzw. szopie szczotkarzy przy ul. Świętojerskiej. Była to wielka trzypodwórzowa kamienica zamieniona na zakład produkujący szczotki. Gdy Niemcy podeszli pod bramę szopu od ul. Wałowej, powstańcy zdetonowali ukrytą bombę - w jej wybuchu zginęło kilkunastu Niemców, było wielu rannych.

Historia getta warszawskiego

Taktyka Niemiecka: Palenie Getta

Chociaż najcięższe walki trwały tylko przez kilka dni, mieszkańcy getta stawiali opór przez miesiąc. Po porażce pierwszego dnia powstania wściekły Himmler odwołał ze stanowiska dowodzącego Ferdinanda von Sammern-Frankenegga - postawił go następnie przed sądem wojskowym. Nowym dowódcą został Jürgen Stroop, który wcześniej zajmował się zwalczaniem partyzantów na Ukrainie oraz organizacją wywózek i eksterminacji Żydów w Galicji.

Po wojnie ten zatwardziały nazista, deklarujący do końca życia wierność Hitlerowi i Himmlerowi, mówił Kazimierzowi Moczarskiemu w więzieniu na Rakowieckiej, że Niemcy byli źle przygotowani do walk ulicznych w getcie, wcześniej nie przeprowadzili rozpoznania, a opór Żydów ich zaskoczył. Obwieszczenie Jürgena Stroopa z czwartego dnia walk w „byłej dzielnicy żydowskiej" informowało o karze śmierci za ukrywanie Żydów. Stroop przystąpił w systematyczny sposób do zadania złamania oporu Żydów. Obawiając się strat własnych, które zresztą starał się tuszować przed zwierzchnikami, wydał rozkaz spalenia całego terenu getta. Wszystkie kamienice miały być wysadzone w powietrze przez saperów lub spalone miotaczami ognia.

„Ja mogę mówić tylko o tym, co się działo drugiego tygodnia powstania, około 25 czy 26 kwietnia. Braliśmy udział w akcjach bojowych, ale tylko w nocy, kiedy już się paliły domy. Rozpoczęło się palenie getta.” Inny świadek wspominał: „We wtorek wieczór kanonada ustała - zaciekawienie wzrasta - powiadamiają nas z II schronu, że na razie można wyjść, wychodzimy - oczom naszym przedstawia się straszliwy widok - wszystkie domy położone w promieniu getta palą się, podpalone przez bomby zapalające rzucone z samolotów. Domy całe - ulice - języki ognia sięgają wprost nieba. Ogień rozszerza się coraz gwałtowniej, chciałbym już odejść, gdyż gorąco gwałtownie bije w twarz, nie mogę jednak oderwać oczu od widoku, którego sobie samemu nie dowierzam, że jest to rzeczywistość.”

Fotografia płonących budynków w getcie warszawskim

Życie w Bunkrach i Opór

W podziemnych kryjówkach niekiedy kilkaset osób przebywało w pomieszczeniu o rozmiarach dużego mieszkania. Panował zaduch i wysoka temperatura, brakowało tlenu. „Pali się! Z ulicy karabin maszynowy strzela do palącego się domu. Ludzie uciekają i padają. Musimy opuścić bunkier. Wybiegamy i puszczamy się biegiem do najbliższego domu na Nalewkach 39. Nie wolno tam chodzić w pozycji prostej, czołgamy się, salwy dookoła nas nie ustają. Dostajemy się do ruin, wśród których znajduje się wejście do suteryny, która nie pali się. Zaraz do piwnicy pada seria kul. Jeden z obecnych tam trafiony został w brzuch i krzyczy z bólu. Miejsce staje się niebezpieczne. Biegniemy dalej. Naprzeciwko, na Nalewkach 38 pali się. Krzyki i rozpacz ludzi nie mają granic, ludzie smażą się żywcem. Ludzie nieprzytomni z bólu biegają tam i z powrotem z wiadrami wody, które napełnili Bóg wie gdzie. Naraz znów salwa strzałów, ludzie padają jeden na drugiego. Wczołgujemy się do bramy domu na Nalewkach 39. Ukrywamy się za olbrzymią kupą gruzu. Na boku stoi mała dziewczynka i płacze: «Chodźcie pomóżcie, mama zeskoczyła z trzeciego piętra, złamała nogę». Słyszymy głośne jęki kobiety.”

Podczas swojego powojennego procesu Jürgen Stroop podkreślał, że aż do wybuchu powstania Niemcy nie wiedzieli o schronach istniejących w getcie. W swoim raporcie z likwidacji getta podawał liczbę 631 zlikwidowanych bunkrów, było ich jednak zapewne o wiele więcej, gdyż do wielu kryjówek Niemcy nie wchodzili z obawy przed pułapkami - niszczyli je miotaczami ognia, wpuszczali do wnętrza gaz, grzebali mieszkańców w ruinach kamienic. Czasami schrony były wydawane przez Żydów, których Niemcy złapali i mamiąc obietnicą darowania życia, zachęcali do zdrady.

Emanuel Ringelblum zanotował rodzenie się legend o getcie, wspominając o bohaterskich kobietach: „Fantazja ludowa widziała też żydowską Joannę d’Arc. Na Świętojerskiej nr 28, w siedzibie szopu szczotkarskiego, który odznaczył się w walkach kwietniowych, widziano piękną osiemnastoletnią dziewczynę w bieli, która niezwykle celnie strzelała z karabinu maszynowego do Niemców, gdy jej nie imały się żadne kule - widocznie nosiła jakiś pancerz - twierdziła fama ludowa.” Dalej Ringelblum pisał: „Znałem te bohaterskie dziewczęta z okresu przed akcją, należące przeważnie do organizacji Haszomer Hacair i Hechaluc. Przez cały czas obecnej wojny pracowały one społecznie z wielkim oddaniem i niezwykłym wprost poświęceniem. Przebrane za aryjki przewoziły po kraju nielegalną literaturę, docierały wszędzie z poleceniami Żydowskiego Komitetu Narodowego, zakupywały i przewoziły broń, wykonywały wyroki śmierci wydawane przez OB, strzelały do żandarmów i SS w czasie akcji styczniowej, w ogóle zapędzały w kozi róg mężczyzn swą odwagą, ruchliwością i walecznością. Sam widziałem kobiety żydowskie strzelające z dachu z karabinu maszynowego. Musiała któraś z tych bohaterskich dziewcząt odznaczyć się w ciężkiej walce, którą OB prowadziła na ul.”

„Konspiracja polska (AK i GL) kilkukrotnie usiłowała dostać się do walczącego getta, by przyjść mu z pomocą” - podaje Janczewska. - „Próby te miały jednak charakter improwizacji i kończyły się fiaskiem.”

Los Powstańców

Według raportu Stroopa, od 19 kwietnia do 16 maja Niemcy zabili lub schwytali w getcie 56 065 osób. Nieznana liczba osób zginęła w pożarach i zawalonych bunkrach. 8 maja Anielewicz i członkowie jego komendy, otoczeni przez Niemców w bunkrze przy ul. Miłej, popełnili zbiorowe samobójstwo. Po tym wydarzeniu pozostających przy życiu członków ŻOB poszukiwał na terenie płonącego, zrujnowanego getta „Kazik” Ratajzer (później Symcha Rotem), któremu pomagali polscy kanalarze i Gwardia Ludowa. 10 maja „Kazik” wyprowadził bojowców kanałami przez właz przy ul. Prostej 10, a podstawione ciężarówki zawiozły ich do podwarszawskich Łomianek. Nie wszystkim udało się uciec - garstka bojowców wyszła z kanałów w rejonie pl. Bankowego, została rozpoznana i zastrzelona przez Niemców. „Spośród kilkuset walczących powstańców żydowskich wojnę przeżyło kilkunastu.” Członkowie ŻZW wyszli z getta tunelem na placu Muranowskim kilka dni po wybuchu powstania. Liczyli na to, że będą mogli kontynuować walkę poza granicami getta. Większość członków tej organizacji zginęła w egzekucjach, w obławach w Warszawie i okolicach lub została schwytana i przewieziona do obozów pracy. Bardzo nieliczni żołnierze tej organizacji przeżyli wojnę, co utrudnia badania historyczne na jej temat.

Zdjęcie ruin Getta Warszawskiego z 1947 roku

Za zakończenie powstania uznaje się 16 maja - tego dnia Stroop wysadził w powietrze Wielką Synagogę na Tłomackiem. Za likwidację getta otrzymał Krzyż Żelazny I klasy - jedno z najwyższych niemieckich odznaczeń bojowych. Uczcił to wydarzenie obfitym bankietem w Łazienkach Królewskich. Jednak na terenie getta wciąż ukrywali się Żydzi, niekiedy przez wiele miesięcy. Powstanie w getcie i całą wojnę przeżyło niewielu mieszkańców getta warszawskiego - najwyżej kilka tysięcy osób z blisko 400 tysięcy zamieszkujących je w 1942 roku. Niektóre z tych osób, jak Jakub Ewinson, Natan Gross, Eugenia Truskier, Bronisław Mirski, przekazały swoje relacje, które należą obecnie do zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Powstanie w Treblince II

Obóz Zagłady Treblinka II

„Treblinka II” to piekło na ziemi. Ta fabryka śmierci funkcjonowała od lipca 1942 roku przez 14 miesięcy. Była przeznaczona do eksterminacji narodu żydowskiego i Romów, którzy także nie odpowiadali narodowosocjalistycznym kryteriom rasowym. Ofiary przywożone tu z terenów okupowanych przez Rzeszę Niemiecką były prowadzone do komór gazowych niemal prosto z wagonów. Wcześniej musiały rozebrać się do naga, a w wypadku kobiet ścinano im włosy, których Niemcy używali do produkcji sienników na okrętach podwodnych, bo nie wchłaniały wilgoci. Dla dużej części ofiar pobyt w obozie trwał kilkadziesiąt minut. W przeciągu godziny martwe lub na wpółmartwe ciała wyrzucano z komór do dołów lub prosto do ognia. To wszystko pośród wrzasków ukraińskich i niemieckich strażników, gwałtów, szczucia psami i bicia zarówno pędzonych na śmierć jak i więźniów zmuszanych do „obsługi” obozu. W powietrzu unosił się odór ciał palonych tysiącami czy to w zimowe mrozy, czy letnie upały. Za najmniejsze niedostosowanie się do regulaminu obozowego lub po prostu do humoru niemieckich i ukraińskich oprawców więźniom groziła chłosta lub śmierć. W „Treblince II” niemieccy naziści zamordowali ponad 800 000 osób. Obóz zagłady był obiektem systematycznej obserwacji wywiadu Armii Krajowej, przede wszystkim przez kompanię AK z Rejonu Kolejowego „Podlasie”. Największe zasługi położył tu zawiadowca stacji Treblinka Franciszek Ząbecki.

Widok na bocznicę kolejową obozu zagłady w Treblince (archiwalne zdjęcie)

Motywacje do Buntu

Uczestnicy buntu przytaczają różne wydarzenia pchające ich do tego heroicznego czynu. Początkowo ciała pomordowanych były zakopywane w masowych mogiłach. W pewnym momencie Niemcy postanowili zacierać ślady zbrodni. Do tego procederu skłoniły ich z pewnością porażki wojenne oraz odkrycie grobów w Katyniu. Więźniowie, którzy byli zmuszani do pracy przy zacieraniu śladów zbrodni stopniowo nabierali pewności, że na końcu zostaną zlikwidowani, jako jej świadkowie. Jankiel Wiernik opisuje, że gdy rozkopywano zbiorowe mogiły, by palić szczątki, zdarzyło się coś niezwykłego: „Przy układaniu trupów na ruszt zauważono rękę, która sterczała wzniesiona do góry. Wszystkie palce były skurczone, tylko wskazujący był sztywny i sterczał wysoko, jakby na sąd Boży wzywał swoich oprawców.”

„Pamiętaj, że jesteś Żydem! Widzisz, co oni z nami robią! Dlatego życzę Ci, abyś przeżył i nas pomścił. Niewinna krew nie zazna spokoju” - powiedziała jedna z kobiet do Jechela Rajchmana, który ścinał jej włosy, zanim została wysłana przez Niemców na śmierć w komorze gazowej. Publicznie do zemsty nawoływał więźniów karany za chowanie złotych monet częstochowski kolega Willenberga - Langer. Nagi, wiszący do góry nogami i bity więzień, zanim został dobity strzałem z pistoletu, zdążył krzyknąć: „Chłopcy, zemścijcie się! Zróbcie bunt, wymordujcie ich! Trzeba to piekło spalić! Oni są mordercami!”

Kluczowym wydarzeniem dla motywacji do buntu był ostatni transport z warszawskiego getta w kwietniu 1943 roku. Jeden z bojowców wysiadając z pociągu zdetonował granat. Zanim wymordowano wynędzniałych świadków powstania, cały obóz dowiedział się o tym bohaterskim zrywie. Wydarzenie to nie przeraziło jednak, ale wzmocniło ducha walki żydowskich więźniów Treblinki II, którzy już od jakiegoś czasu planowali bunt.

Rzeźba Samuela Willenberga przedstawiająca bunt więźniów

Przygotowania do Buntu

„Uciekamy wszyscy albo giniemy wszyscy. Jeśli uda się choć jednemu, będzie to sukces, bo ten jeden powiadomi świat” - powiedział na jednej z narad Marceli Galewski, przywódca spisku. Był inżynierem i pochodził z Łodzi. Niemcy mianowali go starszym obozu, czyli kimś w rodzaju żydowskiego komendanta. Odpowiadał za sprawne działanie więźniów i szykował spisek. Część z nich była świadkami zamordowania tu swojej żony czy dzieci. Z tej racji niektórzy nie chcieli uciekać, a jedynie zniszczyć to miejsce, zemścić się na oprawcach i „połączyć się” z nieżyjącymi już ukochanymi osobami. Tak deklarowali obaj obozowi mechanicy samochodowi Samuel Lichtblau „Standa” z Ostrawy i Lubling z Warszawy, którzy w ramach spisku wzięli na siebie między innymi dystrybucję benzyny do butelek zapalających oraz wysadzenie zbiornika z paliwem.

Poza przywódcami buntu, do których należeli kapo niektórych komand obozowych (brygad więźniów), kluczowymi uczestnikami mieli być byli wojskowi, bo potrafili obchodzić się z bronią. Jej zdobycie było oczywiście podstawowym wyzwaniem spiskowców. Część dostarczyła Armia Krajowa. Zachowała się relacja o przekazywaniu broni przez Adama Przyborowskiego „Przerwę”, dowódcę sekcji sabotażowo-dywersyjnej z Kosowa Lackiego. Do obozu wnosił broń współpracujący z nim żydowski kowal Jabłonowski wyjątkowo zatrudniony przez Niemców w charakterze pracownika. Innym sposobem przemycania pistoletów było ukrywanie ich w elementach konstrukcyjnych wozów konnych, które chłopi musieli podstawiać co jakiś czas pod obóz. Na teren fabryki śmierci wprowadzali je więźniowie pod dozorem ukraińskich wachmanów.

Kolejną okazją do przemytu przede wszystkim jedzenia oraz do komunikacji z więźniami było komando leśne. Więźniowie pracujący w nim często wychodzili do lasu po drewno na opał i po gałęzie do maskowania obozu, którym był utkany kilkumetrowej wysokości płot z drutu kolczastego. Ukraińcy, a nawet Niemcy pilnujący w lesie więźniów, przymykali oko na handel z miejscową ludnością, bo sami byli jego największymi beneficjentami. Jednak najbardziej spektakularną akcją żydowskich więźniów było dorobienie klucza do magazynu broni esesmanów. W ten sposób pozyskano również granaty. Akcję ułatwiła grupa więźniów zwanych „Hofjuden” (Żydzi pałacowi), którzy wykonywali prace porządkowe na terenie zamieszkałym przez Niemców i Ukraińców. Istnieje też wydrukowana jeszcze w czasie wojny w drukarni „Żegoty” relacja Jankiela Wiernika z Warszawy.

Przebieg Buntu

Było kilka dat wyznaczonych na wzniecenie obozowego powstania. Termin z maja 1943 roku udaremniło przybycie nowego kontyngentu esesmanów i Ukraińców, czerwcowy nie wypalił z nieznanego dziś powodu, ten z 12 lipca został uniemożliwiony przez donos więźnia-szpicla. Ostatecznym terminem był 2 sierpnia 1943 roku. Więźniowie kończyli palenie zwłok i zamaskowali już dużą część terenu. Byli coraz mniej potrzebni. Wiedzieli, że nadchodzi moment likwidacji świadków.

2 sierpnia, piękny, słoneczny, upalny poniedziałek, dla uczestników buntu dzień wolności, czy to przez śmierć, czy dzięki ucieczce. Zaczęło się około godziny szesnastej. Bojownicy w pełni wykorzystali efekt zaskoczenia, tym bardziej, że grupa Niemców i Ukraińców wyjechała kąpać się w Bugu, co było z resztą przewidziane. Po pierwszych strzałach większa część zamknęła się w swoich barakach. Powstańcom udało się sprawnie rozdystrybuować broń palną oraz inne narzędzia do walki wręcz i przecinania drutów. Odpowiedzialni za podpalenie budynków szybko uporali się ze swoim zadaniem, zwłaszcza że już wcześniej nasączyli ściany paliwem. Szybko otworzyli bramę. Większość więźniów rzuciła się do ucieczki, także przez druty kolczaste i zasieki przeciwczołgowe. Ci, którzy deklarowali, że zostaną do końca, osłaniali uciekających opóźniając pościg. Jak ustaliła Alicja Gontarek, powstanie zostało skoordynowane z akcją wsparcia przez oddział Kedywu Armii Krajowej, którego żołnierze związali ogniem niemieckich i ukraińskich strażników. 15 września gen. „Bór” Komorowski sygnował sprawozdanie z walki konspiracyjnej za sierpień 1943 roku. Wśród najważniejszych akcji zbrojnych w Polsce tego miesiąca dokument wysłany do Rządu w Londynie wymienia „dokonanie napadu na wartę w obozie żydowskim”.

Rzeźba Samuela Willenberga ukazująca ucieczkę podczas buntu

Komenda Główna AK jasno określiła charakter pomocniczy swojego udziału. Powstanie w Treblince było heroicznym sukcesem żydowskich więźniów. Tego samego miesiąca fabryka śmierci przestała działać. Meldunki AK donoszą o samobójstwie dwóch ukraińskich wartowników, a później o ucieczce innych, prawdopodobnie z obawy przed wysłaniem na front.

Los Uciekinierów

Z około ośmiuset czterdziestu więźniów, dwustu udało się zbiec. Duża część zginęła w czasie ucieczki. Około stu przeżyło wojnę. Richard Goldschmit (Glazar) z Pragi oraz jego towarzysz zostali zatrzymani pod Warszawą przez leśniczego i oddani w ręce granatowej policji. Podali się za czeskich robotników i doczekali końca wojny na przymusowych robotach w Niemczech. Jankiel Wiernik dostał pierwsze schronienie u rodziny Krzywoszewskich, swoich warszawskich znajomych sprzed wojny. Ostatnie dni niemieckiej okupacji przeżył ukrywając się w zburzonej po Powstaniu Warszawie. Samuel Willenberg wymienia osoby, które nie pomogły, ale i te, które zaryzykowały swe życie wyciągając rękę do żydowskiego uciekiniera. On sam wziął udział w konspiracji Polskiej Armii Ludowej oraz w Powstaniu Warszawskim w batalionie AK „Ruczaj”. Już po wielu latach, będąc na emeryturze, wyrzeźbił piętnaście scen z fabryki śmierci w Treblince. Uwiecznił w nich ofiary Zagłady oraz bojowników, którzy chwycili za broń. Te rzeźby oraz spisane wspomnienia są dla nas znakiem przestrogi, ale przede wszystkim znakiem nieśmiertelnej pamięci i nadziei… nadziei, która daje wolność.

tags: #komenda #na #podpalenie #kogos