Krzysztof Osak (38 l.) z Wrocławia, po piętnastu latach służby w straży pożarnej, podjął decyzję o zmianie zawodu, przechodząc ze służby publicznej na "służbę urodzie". Otworzył we Wrocławiu zakład fryzjerski o nazwie „Remiza Hair”, który szybko stał się jednym z najbardziej wyróżniających się miejsc w mieście.
Motywacja do zmiany zawodu
Dawny strażak przyznaje, że w poprzednim zawodzie doświadczył pewnego wypalenia. Codziennie ryzykował życie i widział wiele nieszczęść, co na dłuższą metę było trudne do zniesienia. Zmiana pracy stała się dla niego nieunikniona.
Inspiracją do otwarcia własnego salonu fryzjerskiego była wizyta u znajomych, którzy posiadali taki biznes. Krzysztof Osak wspomina, że plany o własnym salonie snuł jeszcze w poprzedniej pracy. Uważał, że praca fryzjera oferuje kreatywny kontakt z ludźmi w pozytywnych okolicznościach, co stanowiło kontrast do trudnych i często tragicznych sytuacji, z jakimi stykał się jako strażak. Widział ludzi tracących dobytek życia, gdy ogień trawił ich mieszkania, natomiast fryzjerzy mają kontakt z ludźmi w zupełnie innych, pozytywnych momentach.
Dodatkowym czynnikiem, który przyczynił się do tej decyzji, były męczące codzienne dojazdy do pracy w Lubinie, podczas gdy mieszkał już we Wrocławiu. Wrocław, jako miasto otwarte, sprzyjał realizacji nowego pomysłu.

Droga do "Remizy Hair"
Pomysł na salon narodził się w maju ubiegłego roku. Krzysztof Osak czekał niemal do końca swojej służby, a na cztery miesiące przed terminem przejścia na emeryturę zwierzył się ze swojego pomysłu kolegom i przełożonym. Po przejściu na wcześniejszą emeryturę intensywnie przygotowywał się do nowego wyzwania.
Choć nigdy wcześniej nie miał nic wspólnego z fryzjerstwem, zapisał się na kilkutygodniowy, intensywny kurs. Szkolenia odbywały się codziennie po osiem godzin, aby mógł zyskać niezbędne umiejętności do otwarcia salonu i bezpośredniego kontaktu z klientkami. Będzie zajmował się koloryzacją i strzyżeniem pań.
Salon „Remiza Hair&Beauty” planował dzień otwarty 7 sierpnia, a zapisy na zabiegi miały ruszyć 9 sierpnia.
Unikalny koncept i wnętrze salonu
Wizytę w „Remizie” zapamiętać można nie tylko ze względu na obsługę, ale także na klimatyczne wnętrze, które nawiązuje do strażackiej przeszłości właściciela. Na ścianach znalazły się fotografie strażaków bez koszulek, a wystrój obejmuje autentyczne elementy strażackiego ekwipunku.
Koledzy strażacy bardzo wspierali Krzysztofa Osaka, przynosząc zużyte, niepotrzebne elementy strażackie. W salonie można znaleźć odnowioną strażacką drabinę, która była przez wiele lat eksploatowana, a także elementy armatury wodnej, prądownice, węże, syrenę strażacką przy recepcji, kaski i mundury. Istnieją plany, aby w określone dni, na przykład w piątki, personel przyjmował klientki w strażackich mundurach. Współtowarzysze z wozu, w geście atencji dla ryzyka, jakiego podjął się kolega, podarowali mu strażacki ekwipunek, którym umaił wnętrza, akcentując swoje pochodzenie.

Oferta i zespół "Remiza Hair"
Salon "Remiza Hair" zatrudnił wykwalifikowane fryzjerki, ponieważ Krzysztof początkowo nie miał doświadczenia w branży. Z czasem jednak pomyślał, że sam może spróbować sił w fryzjerstwie.
W skład zespołu wchodzą również specjaliści. Kolega Radek jest trychologiem i zajmuje się badaniem skóry głowy. Klientki mogą skorzystać z porady trychologicznej i zbadać skórę głowy specjalną kamerą. Usługa trychologa, mająca na celu kompleksową ocenę stanu włosów, wlicza się w cenę każdej fryzjerskiej usługi, co stanowi nowość na rynku fryzjersko-kosmetycznym.
Salon jest dedykowany przede wszystkim paniom, ale w planach są również „męskie soboty”. Właściciel podkreśla, że ceny muszą być przystępne, ponieważ „straż dobrze się kojarzy i nie możemy zmienić tego wizerunku”.
Dwa światy: strażak i fryzjer
Krzysztof Osak zwraca uwagę na fundamentalne różnice między pracą strażaka a fryzjera. "Praca strażaka i fryzjera bardzo się różnią. Strażacy polegają na swojej sile, fryzjer - na precyzji, i tu nie można się nigdzie spieszyć, a gaszenie pożarów to walka z czasem" - wyjaśnia. Mimo tremy związanej z nowym wyzwaniem, Osak chce nie tylko zaskoczyć oryginalnością, ale przede wszystkim profesjonalnym podejściem do klienta.
ŻYJEMY W EPOCE CIĄGŁYCH ZAKAZÓW! ILE JESZCZE WYTRZYMAMY? | Roman Rogowiecki po swojemu #2
Rodzinne tradycje i wyzwania służby
Zanim Krzysztof Osak został ogniomistrzem, służba w straży pożarnej była rodzinną tradycją. Ze śmiercią igrał także jego tato. Mimo że nigdy spektakularnie nie załamał się nerwowo, z biegiem lat i kumulujących się makabrycznych widoków, wydawał się coraz bardziej milczący. Można było odnieść wrażenie, że stał się "bryłą lodu". Jedyny raz, kiedy wzruszenie dało się wyczuć, był w 1992 roku, gdy przez kilka dni i nocy gasił płonące lasy wokół Kędzierzyna-Koźla, gdzie iskra spod kół hamującego pociągu wywołała największy pożar w Europie Środkowej od czasów II wojny światowej. W pożarze tym zginęło dwóch strażaków i jeden cywil.
Mimo psychicznych skutków ubocznych i niskich zarobków (żona, ekspedientka, dokładała do budżetu znacznie więcej), tato Krzysztofa pchał syna w "bohaterkę". Krzysztof, szykowany na następcę, początkowo wcale nie chciał zostać strażakiem. Uległ jednak namowom i przeszedł długą ścieżkę psychologicznych testów z siły charakteru. Egzamin pisemny zdał celująco, choć raz zbaraniał, gdy podano mu do objaśnienia trudne wyrazy, na przykład słowo "prozelita", z którym zetknął się pierwszy raz w życiu. Wówczas, korzystając z chwilowej nieobecności specjalisty, zadzwonił pod ławką do zaufanej koleżanki.