Najnowsze Incydenty w Kuźni Raciborskiej
Śmiertelny pożar mieszkania przy ulicy Rudzkiej
Policjanci z komisariatu w Kuźni Raciborskiej wyjaśniają okoliczności i przyczyny tragicznego pożaru, do którego doszło wczoraj rano w jednym z mieszkań w bloku przy ulicy Rudzkiej. W wyniku odniesionych obrażeń w pożarze mieszkania zginęła 74-letnia kobieta. Straż pożarną krótko po godzinie 8:00 zaalarmowali mieszkańcy, kiedy płomienie pojawiły się w mieszkaniu przy ulicy Rudzkiej. Ogień objął tylko jedno z pomieszczeń, w którym znaleziono nieprzytomną kobietę. Niestety, pomimo podjętej natychmiast reanimacji, nie udało się jej uratować. Zwłoki kobiety zostały zabezpieczone do dyspozycji prokuratury.

Potrącenie kobiety na ulicy Moniuszki
Kolejna interwencja, odnotowana o godzinie 17:53, miała miejsce na ulicy Moniuszki w Kuźni Raciborskiej, gdzie doszło do potrącenia 30-letniej kobiety. Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia i udzielili pomocy poszkodowanej. Policjanci wstępnie ustalili, że 30-letnia mieszkanka powiatu głubczyckiego przechodziła przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Wówczas potrącił ją kierujący chevroletem 74-letni mieszkaniec powiatu raciborskiego. Kobieta z urazem głowy i złamanymi kończynami trafiła do szpitala. W trakcie zdarzenia miała 2 promile alkoholu w organizmie.

Tragiczny Wielki Pożar Lasu w Kuźni Raciborskiej (1992)
Geneza i Rozwój Katastrofy
Pożar lasu na granicy województw opolskiego i śląskiego, który wybuchł 26 sierpnia 1992 roku, był największym pożarem w powojennej Europie. Tego dnia w całej Polsce panowały ekstremalne upały; żar lał się z nieba, a termometry wskazywały ponad 30 stopni Celsjusza w cieniu, dodatkowo wiał silny wiatr. Las w okolicy Kuźni Raciborskiej był suchy jak wiór, gdyż ostatni deszcz spadł tam w maju. Tuż przed godziną 14:00 nadeszły pierwsze meldunki dotyczące pożaru. Czarny dym unosił się nad sosnowym lasem przy linii kolejowej łączącej Racibórz z Kędzierzynem-Koźlem, na terenie Leśnictwa Kiczowa, Nadleśnictwa Rudy Raciborskie, w pobliżu miejscowości Solarnia. Pożar spowodowała najprawdopodobniej iskra spod kół przejeżdżającego pociągu.
Wysoka temperatura oraz silny wiatr sprawiły, że ogień szybko się rozprzestrzeniał i objął dwa kolejne tereny leśne: Nadleśnictwo Rudziniec i Kędzierzyn. W godzinę od momentu zauważenia pożaru, jego powierzchnia wynosiła 40 ha. Po dwóch godzinach żywioł obejmował już 180 ha lasu. Po upływie czterech godzin płonęło już 600 ha lasu, a po upływie ośmiu godzin od pierwszego meldunku - ponad dwa tysiące hektarów. Według opinii Instytutu Badawczego Leśnictwa z Warszawy, był to rzadki rodzaj pożarów leśnych całkowitych, określany jako pożar "plamisty" lub "cętkowy". Takie zjawiska występują w czasie susz i w ekstremalnych warunkach meteorologicznych, gdzie silne podmuchy powodują przerzuty ognia z pierwotnego ogniska, tworząc nowe punkty zapaleń. Temperatura pożaru wynosiła 900 stopni Celsjusza, a miejscami osiągała nawet 1100 stopni! Żaden ze strażaków nie przypuszczał, że sytuacja wymknie się tak dalece spod kontroli.

Pożar, który zmienił wszystko. 30 lat od tragedii w Kuźni Raciborskiej
Ofiary i Straty
Podczas akcji gaśniczej zginęły trzy osoby: dwóch strażaków i kobieta, potrącona przez jadący na akcję wóz gaśniczy. Około stu osób było rannych lub poparzonych, a 50 osób odwieziono do szpitala, zaś ponad 2 tysiącom udzielono pomocy medycznej na miejscu. Już pierwszego dnia rozprzestrzeniający się w szybkim tempie ogień zamknął drogę ucieczki pięciu samochodom gaśniczym, w których znajdowali się strażacy. Mimo podjętej akcji ratowniczej dwóm z nich - młodszy kapitan Andrzej Kaczyna z jednostki w Raciborzu oraz Andrzej Malinowski z OSP Kłodnica - nie udało się uciec i ponieśli śmierć.
W nocy, jedna z córeczek nieżyjącego od kilku godzin strażaka Malinowskiego nasłuchiwała w radiu komunikatów o płonących w ich okolicy lasach. Potem kilkuletnia dziewczynka usłyszała reporterski, szczegółowy opis zwęglonego ciała strażaka z kłodnickiej OSP. O śmierci dzielnego ochotnika strażaka usłyszała cała Polska. Strażak z Raciborza, kpt. Andrzej Kaczyna, szukając ratunku i uciekając przed ogniem zamknął się w samochodzie. Kierujący tym samochodem strażak, Hubert Dziedzioch, chciał zrobić to samo, co jego dowódca, ale ogień odciął mu drogę. I to go uratowało. Kiedy po chwili udało mu się przedrzeć do samochodu, ten już płonął razem z jego dowódcą. Dziedzioch próbował gasić samochód, ale sam zaczął się palić. Rzucił się do ucieczki, wbiegł do pobliskiego młodnika, upadł w gąszczu wysokich paproci. Temperatura była tak wysoka, że trudno było nabrać powietrza, a ściółka była tak gorąca, że strażaków przestały chronić buty ochronne. Druh Andrzej Malinowski leżał na zwęglonej ziemi, kilkadziesiąt metrów od samochodu, w którym zginął mł. kpt. Akcja gaszenia trwała do 20 września, a całkowite ugaszenie pożaru zajęło strażakom 26 dni. Po pożarze pozostał czarny szmat zwęglonej ziemi i poczucie, że z naturą się nie igra, a często się przegrywa.
Spłonęło ponad 9 tys. hektarów lasu (6,21 tys. ha w ówczesnym województwie katowickim i 2,85 tys. ha w opolskim). W czasie akcji spłonęło 15 wozów gaśniczych i 26 motopomp. Łącznie akcja kosztowała 67 mln złotych, a straty wyniosły 516 mln zł.

Akcja Ratunkowa i Pamięć o Tragedii
Błyskawicznie do walki z rozwijającym się żywiołem ściągnięto jednostki z ówczesnego województwa katowickiego i opolskiego. W sumie stawiło się około 10 tysięcy osób: strażaków, żołnierzy, policjantów, leśników oraz członków obrony cywilnej. W akcji użyto ponad pół tysiąca samochodów gaśniczych, 27 samolotów Dromader, kilku śmigłowców, 50 cystern kolejowych, a także ciężkiego sprzętu, takiego jak pługi, spychacze, a nawet czołgi. Walka z żywiołem trwała prawie przez cały wrzesień, dlatego dzieci z Kuźni Raciborskiej rozpoczęły rok szkolny później od swoich rówieśników. W szkołach zakwaterowani byli strażacy, żołnierze i obrona cywilna. Zorganizowano też szpital polowy dla rannych i poparzonych, warsztat samochodowy, stołówkę; wydano 100 tys. butelek wody.
W pożarze nie ucierpiało żadne domostwo, choć ogień dotarł do samych "płotów", a mieszkańcy byli przygotowani do ewakuacji. Przed ogniem uratowano miejscowości takie jak Łącza, Tworóg Mały, Rudziniec, Rudno, Rachowice, Goszyce, Kotlarnia, Bargłówka, Brantolka, Dziergowice, Stara Kuźnia, Niezdrowice oraz duże zakłady przemysłowe w Kędzierzynie-Koźlu: Zakłady Chemiczne, Zakłady Azotowe i skład paliwowy CPN. Wielu Opolan już nie pamięta upalnej końcówki sierpnia 1992 roku. Ulotnił się z pamięci dławiący dym, który spowijał wsie na pograniczu województw opolskiego i śląskiego, nawet te dalej położone od płonących lasów. Nawet gdyby powszechna pamięć o ofiarach zatarła się, to będą pamiętać strażacy.
- Co roku odbywają się uroczystości przy pomniku, upamiętniającym dwóch strażaków, którzy zginęli podczas gaszenia lasów koło Kuźni Raciborskiej - mówi kpt. Wojciech Żuchora, rzecznik Komendy Powiatowej PSP w Kędzierzynie-Koźlu, który w służbie jest od jedenastu lat. - W tym roku na uroczystościach byli strażacy z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej z Opola, z Katowic i z Komendy Powiatowej PSP z Raciborza. I ochotnicy z OSP, byli też samorządowcy - wymienia kpt. - Każdy młody strażak na początku słyszy o tym pożarze, zaczynając od szkoły o profilu pożarniczym w Sławięcicach - dodaje kpt. Żuchora. - Wtedy nie było takiego sprzętu, nie było takiej wiedzy - tłumaczy kpt. Żuchora.

tags: #kuznia #raciborska #pozar #kobieta #potrocona