W weekend 17 listopada 2018 roku w czeskich Karkonoszach doszło do rozległego pożaru. Płonęło około 10 hektarów terenu przy schronisku Łabska Bouda (Labská bouda), w okolicach Łabskiego Szczytu i Śnieżnych Kotłów. To wydarzenie, które miało miejsce po czeskiej stronie, zjednoczyło służby ratunkowe obu krajów w walce z żywiołem.

Skala i warunki pożaru
Gigantyczny pożar objął łąki, kosodrzewinę, murawy, torfowiska i borówczyska. Około 8 hektarów traw i kosodrzewiny płonęło po czeskiej stronie granicy. Ogień zajął też około 1 hektar terenu po polskiej stronie, jednak został tam szybko opanowany.
Walka z żywiołem była niezwykle trudna ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe. Pracę strażakom utrudniał silny wiatr, który rozprzestrzeniał ogień, oraz niska temperatura - pomimo zaledwie kilkustopniowego mrozu, odczuwalna temperatura wynosiła aż -15 stopni Celsjusza. Duże zadymienie dodatkowo pogarszało widoczność i warunki pracy. Ogień był widoczny z wielu kilometrów, w tym z Jeleniej Góry i kamery internetowej w Szpindlerowym Młynie, wyglądając jak gigantyczne ognisko na grzbiecie Karkonoszy.
Pracownicy Karkonoskiego Parku Narodowego komentowali widok po ugaszeniu płomieni jako przerażający. Około 10 hektarów spalonych płatów kosówki, muraw, torfowisk i borówczysk przedstawiało straszny obraz, choć "Karkonosze są wszak jedne", jak podkreślano.

Międzynarodowa akcja gaśnicza
W akcji gaśniczej wzięło udział łącznie 19 zastępów straży pożarnej, w tym 9 z Polski. Na pomoc wysłano również jednostki z Jeleniej Góry. Działania były przykładem znakomitej organizacji i dobrej współpracy pomiędzy polskimi i czeskimi strażakami. W walce z żywiołem brał udział między innymi Tomek Trusewicz, ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR, wiceprezes Grupy, przewodnik psa, ratownik medyczny i strażak w randze aspiranta.
Relacja uczestnika akcji
Tomek Trusewicz opisał przebieg wydarzeń z perspektywy ratownika:
- W sobotę o 16:30 Grupa Karkonoska GOPR otrzymała zgłoszenie o pożarze w górach. Czesi poprosili o pomoc w gaszeniu, wskazując na dynamiczną sytuację i rozprzestrzenianie się ognia w kierunku polskiej granicy.
- Ratownicy wyruszyli w ciągu jednej minuty. Zamiast sugerowanej dłuższej trasy przez Harrachov, zdecydowali się na skrót czerwonym szlakiem przez Halę Szrenicką, co pozwoliło zaoszczędzić co najmniej 50 kilometrów.
- Po dotarciu do linii ognia strażacy zastali płomienie sięgające do 4 metrów, które podsycane przez silny wiatr, zamieniały się momentami w ogniste kule. Na szczęście wiatr stopniowo cichł.
- Pierwszy atak wodny pozwolił nieco przygasić ogień, a gdy zabrakło wody, użyto łopat i tłumic. Problemem był brak wody na górze, spowodowany suchym latem. Na szczęście czeskie służby dysponowały zbiornikiem z dużymi zapasami wody, co było kluczowe dla opanowania pożaru.
- Kłopotliwe okazało się dogaszanie, szczególnie w kosodrzewinie, gdzie ogień mógł tlić się w ukrytych miejscach.
- Około godziny 22:00 pożar został zlikwidowany.
Działania strażaków uratowały góry. Gdyby ogień przeszedł na stronę polską, opanowanie pożaru w tych warunkach i przy takim wietrze byłoby niemożliwe, a straty nieobliczalne.

Kontekst turystyczny i ekologiczny
Pożar miał miejsce w rejonie o dużej wartości turystycznej i ekologicznej. Schronisko Łabska Bouda jest usytuowane w pobliżu źródeł Łaby, Łabskiego Szczytu i Śnieżnych Kotłów, co czyni to miejsce wyjątkowo atrakcyjnym dla turystów.
Pojawienie się pożaru traw w górach o tej porze roku, w listopadzie, było zdarzeniem co najmniej dziwnym, wskazując na specyficzne warunki środowiskowe panujące w Karkonoszach, prawdopodobnie po suchym lecie.
Dzięki szybkiej i skoordynowanej akcji udało się zapobiec większej katastrofie i dalszej degradacji przyrody, mimo przerażającego widoku spalonego krajobrazu.