W Myjomicach, w powiecie kępińskim (województwo wielkopolskie), doszło do tragicznego pożaru domu jednorodzinnego, w wyniku którego zginęła 38-letnia matka i jej 11-letni niepełnosprawny syn. Dramat rozegrał się 16 stycznia w piątek, przed godziną 15:00, przy ulicy Jeżynowej.

Przebieg Zdarzenia i Akcja Ratunkowa
O godzinie 14:38 służby ratunkowe zostały zadysponowane do pożaru. Policja i straż pożarna zostały zawiadomione, że z domu wydobywają się kłęby dymu. Po przybyciu na miejsce ustalono, że pożar bez płomieni rozpoczął się na poddaszu.
W chwili wybuchu pożaru w budynku znajdowało się pięć osób: rodzice z trojgiem dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. Jeszcze przed przybyciem strażaków, 46-letni mężczyzna (ojciec) ewakuował z budynku dwoje najmłodszych dzieci (roczne i czteroletnie). Kobieta (matka) podjęła heroiczną próbę uratowania kolejnego, 11-letniego niepełnosprawnego dziecka, znajdującego się na poddaszu. W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął.
Po dotarciu na miejsce ratownicy ewakuowali z wnętrza domu kobietę w wieku 38 lat oraz 11-letniego chłopca. Natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Chłopiec zmarł na miejscu. Kobieta została przetransportowana do szpitala, gdzie zmarła w sobotnią noc, wskutek zatrucia się gazami pożarowymi. Na miejscu w kulminacyjnym momencie działań pracowało dziewięć zastępów straży pożarnej.
Pożar pustostanu w Pile. Alarmowo pluton, dojazdy, dowożenie wody. Akcja gaśnicza
Charakterystyka Pożaru i Czynniki Ryzyka
Pożar w Myjomicach był tzw. bezoogniowym pożarem, co oznacza, że przedmioty znajdujące się na poddaszu zaczęły się tlić, wydzielając silnie trujące gazy. St. kpt. Paweł Michalski z PSP w Kępnie przekazał, że w domu nie było zamontowanych czujek dymu. Straż pożarna wyjaśniła, że "pożar rozwijał się niezauważony". Wystarczy parę wdechów gazów pożarowych, które mają silne działanie trujące, żeby stracić przytomność. Kilka wdechów toksycznego dymu z tlących się na poddaszu przedmiotów wystarczyło, by dziecko straciło przytomność.

Śledztwo i Ustalenia Biegłych
Śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Kępnie. W ramach prowadzonych czynności przeprowadzono oględziny miejsca zdarzenia. Uczestniczył w nich biegły z zakresu pożarnictwa, a z czynności sporządzony został protokół. Biegły z zakresu pożarnictwa zakończył prace na terenie domu w sobotę.
Z ustaleń eksperta wynika, że najbardziej prawdopodobną przyczyną tragedii było przegrzanie baterii w dziecięcej zabawce, którą bawiło się jedno z dzieci. Biegły jednoznacznie wykluczył jako potencjalne źródło pożaru zwarcie instalacji elektrycznej, samozapalenie bądź celowe podpalenie. Jednocześnie biegły wskazał, że źródło inicjacji pożaru miało charakter przypadkowy i nie było związane z działaniem człowieka. Początkowo brano pod uwagę awarię instalacji fotowoltaicznej znajdującej się na posesji.
Prokuratura uznała, że było to nieszczęśliwe zdarzenie, w którym nikt nie zawinił. Śledztwo w związku z tym umorzono.
Wsparcie dla Rodziny
Władze Kępna zaoferowały wsparcie rodzinie, obejmujące pomoc psychologiczną oraz pomoc w usuwaniu skutków pożaru.