34-letni Marcin Ch. został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności za brutalne zabójstwo swojej żony, Natalii Ch., w marcu 2015 roku. Mężczyzna oblał kobietę łatwopalną substancją i podpalił ją, co doprowadziło do jej śmierci. Sprawa budziła ogromne emocje i przeszła przez wszystkie instancje sądowe, zanim wyrok stał się prawomocny.
Przebieg tragicznych zdarzeń

Do zdarzenia doszło 28 marca 2015 roku we wsi Samociążek (gmina Koronowo, woj. kujawsko-pomorskie), w domu, w którym mieszkał Marcin Ch. z żoną Natalią Ch. Wcześnie rano kobieta i mężczyzna zaczęli się kłócić w kotłowni. Oskarżony miał zarzucać żonie niewierność. Według ustaleń śledczych, 32-letni wówczas Marcin Ch., będący pod wpływem narkotyków, oblał Natalię rozpuszczalnikiem lub benzyną, a następnie podpalił.
Kobieta, płonąc, wybiegła z domu. Sąsiedzi relacjonowali, że wyglądała jak "słup ognia". Świadkowie opisali ją jako "słup ognia", gdy wybiegła z domu i krzyczała, wzywając pomocy. Natalia Ch. miała poparzone 60-70 procent powierzchni ciała. Udzielającym jej pomocy lekarzom, ostatkiem sił powiedziała, że to mąż ją oblał rozpuszczalnikiem i podpalił. Natalia Ch. zmarła w szpitalu specjalistycznym dziewięć dni później, po dziesięciu dniach walki o życie, w Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń i Chirurgii Plastycznej w Gryficach, gdzie została przetransportowana śmigłowcem z Bydgoszczy.
W tym czasie, według sąsiadów, Marcin Ch. siedział na schodach i obserwował całe zdarzenie bez żadnej reakcji, patrząc jak jego żona płonie. Mężczyzna zażył również dopalacz, chodził po domu i bezczynnie siedział na schodach, nie próbując gasić błagającej o pomoc żony.
Motywy czynu
Motywy czynu oskarżonego nie są do końca jasne, ale w tle dramatu był konflikt małżeński. Według prokuratury, oskarżony mógł popełnić przestępstwo z dwóch powodów: żona chciała go zostawić lub, przeciwnie - wbrew żądaniom Marcina Ch. - nie chciała się wyprowadzić z domu.
Postępowanie sądowe
Wyrok Sądu Okręgowego w Bydgoszczy
Prokuratura we Wrocławiu już wydała wyrok ws. posła Brauna | mec. Magdalena Majkowska | PL1.tv
Marcin Ch. po zatrzymaniu najpierw przyznał się do podpalenia żony, a później wycofał zeznania, twierdząc, że jest niewinny. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, zobaczyli ciężko poparzoną kobietę. Zatrzymany Marcin Ch. przyznał, że to on doprowadził do tej sytuacji. Twierdził, że była to jednak sprawa przypadku. Oskarżony wyjaśniał, że jego żona w pewnym momencie przyniosła do piwnicy kilkulitrowy baniak z rozpuszczalnikiem, następnie między obojgiem doszło do szamotaniny, substancja się rozlała, a potem nagle pojawił się ogień. Sam oskarżony wniósł w ostatnim słowie o uniewinnienie, dodając, że "Wszyscy świadkowie w sądzie, w tym moja teściowa, kłamali".
W sierpniu 2016 roku Sąd Okręgowy w Bydgoszczy skazał Marcina Ch. na karę dożywotniego więzienia, uznając, że mężczyzna dokonał zabójstwa żony w sposób celowy i zaplanowany oraz ze szczególnym okrucieństwem. Sąd podkreślił, że zabójstwo zostało dokonane ze szczególnym okrucieństwem i to właśnie w największym stopniu wpłynęło na wysokość orzeczonej kary. W pierwszym procesie prokuratura domagała się dla Marcina Ch. 25 lat więzienia.
Proces apelacyjny przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku
Obrońca Marcina Ch. odwołał się od wyroku, wnosząc o jego uchylenie i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez sąd I instancji. Niemal rok po wydaniu wyroku przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, w maju 2017 roku, odbyła się rozprawa odwoławcza przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku.
Adwokat Antoni Koprowski, obrońca oskarżonego, przekonywał, że w przypadku Marcina Ch. ma miejsce "rażąca niesprawiedliwość orzeczenia". Argumentował, że "Aby orzec karę dożywotniego pozbawienia wolności, postępowanie sądowe musi być krystalicznie czyste". Podkreślał, że zeznania dwóch świadków, według których oskarżony miał siedzieć na schodach i przyglądać się płonącej żonie, były niewiarygodne ze względu na ich położenie. Zdaniem obrońcy, sąd nie dał wiary zeznaniom małoletniej córki ofiary, mówiącej o tym, że rodzice "kłócili się i szarpali", a także, że widziała "mamę poparzoną, ale nie płonącą". Obrońca podważył również fakt, że pokrzywdzona, "będąc słupem ognia, mogła w tym stanie jeszcze dwukrotnie dzwonić do swojej teściowej", wskazując na brak śladów nadpalenia na telefonie.
Prokurator Małgorzata Krzyżanowska wniosła o utrzymanie w mocy kary dożywotniego więzienia. Odrzucając argumenty obrony, prokurator stwierdziła, że "Sąd I instancji prawidłowo ustalił wszystkie okoliczności zdarzenia. O tym, że pokrzywdzona zamieniła się w słup ognia, świadczą nie tylko szczegółowe zeznania świadków, ale również opinia biegłego z zakresu pożarnictwa oraz wyniki sekcji zwłok".
Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok dożywocia dla Marcina Ch. Sędzia Rafał Ryś w ustnym uzasadnieniu wyroku podkreślił, że oskarżony nie kwestionował, iż jego żona płonęła, a jedynie podawał inną przyczynę - że był to "nieszczęśliwy wypadek". Sąd ocenił, że kara dożywocia jest "sprawiedliwa, słuszna, trafna i jedyna, która może się ostać", biorąc pod uwagę brak okoliczności łagodzących i "szczególne udręczenie" ofiary. Sędzia zaznaczył, że ofiara "Paliła się, potem jeszcze przez dłuższy czas umierała, na co w sposób bezrefleksyjny patrzył oskarżony, przyglądał się temu i jeszcze to komentował". Sąd przystał też na wniosek prokuratora, który domagał się uznania męża za niegodnego dziedziczenia po zmarłej żonie.
Matka ofiary, występująca przed sądem jako oskarżyciel posiłkowy, wyraziła swoje oburzenie: "Jestem tak zdenerwowana, że nie mogę mówić. Ona była cała spalona, zrobił to z zimną krwią. Bardzo chcę, żeby sąd utrzymał wyrok w mocy." Pytała też oskarżonego: "Dlaczego to zrobiłeś? Tak odwdzięczyłeś się jej za dobroć i poświęcenie?"
Kasacja do Sądu Najwyższego

Obrona Marcina Ch. złożyła kasację do Sądu Najwyższego. Jednak Sąd Najwyższy oddalił kasację złożoną przez obronę Marcina Ch., uznając ją za bezzasadną. Tym samym, kara dożywotniego pozbawienia wolności dla Marcina Ch. za zabójstwo żony ze szczególnym okrucieństwem stała się ostateczna i prawomocna.