Historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Marianowie

Wprowadzenie do Historii Marianowa

Marianowo to miejscowość o przeszło 700-letniej pisanej historii i jeszcze starszym śladzie osadnictwa, opisywana jako położona nad potokiem św. Marii, który dał jej nazwę. W marianowskim krajobrazie kulturowym ważna rola przypadła i co istotne przypada nadal Sydonii, szlachciance z możnego pomorskiego rodu Borcków, dzięki której Marianowo weszło do kanonu pomorskich legend.

Widok historyczny na miejscowość Marianowo lub klasztor cysterek

Dziedzictwo Klasztorne

Początki Marianowa wyznacza lokacja klasztoru cysterek. W długiej, bo liczącej 770 lat historii Marianowa, podobnie jak i całego Pomorza, było wiele momentów przełomowych - wydarzeń, których skutkiem były trwałe i znaczące zmiany. Z dniem 2 listopada 1248 roku zapoczątkowały się dzieje klasztoru cysterek w Marianowie, co zostało potwierdzone na piśmie i przyłożeniem pieczęci przez księcia Barnima. Pierwszą przełożoną klasztoru została jedyna córka księcia Warcisława III, stryja Barnima I.

Po wprowadzeniu reformacji, w roku 1541 pomieszczenia poklasztorne przeznaczono na zakłady i schroniska dla szlacheckich panien, nad którymi władzę sprawował książę. W późniejszych wiekach klasztor borykał się nie raz z zawieruchą polityczną. W 1549 roku historia klasztoru odnotowuje kolejne wydarzenia.

Legenda Sydonii von Borck

Historia Marianowa wiąże się również z postacią szlachcianki - Sydonii von Borck, urodzonej około 300 lat po założeniu klasztoru. Legenda podaje, że była to czarownica, która za swoje niecne występki została ścięta, a jej ciało spalone. Pierwsze „czarownice” pojawiły się w średniowieczu, a w dobie licznych wojen religijnych zrodziła się powszechna niechęć do innowierców, wówczas święta inkwizycja skazywała ich na śmierć. Kościół popierał ściganie domniemanych czarownic, czego dowodem była wydana w 1484 roku przez papieża Innocentego VII bulla Summis desiderantes affectibus. Lęk przed czarownicami w samej tylko Europie pochłonął 750 tysięcy ofiar.

Czarownicami były przede wszystkim kobiety, które oskarżano o kontakty z diabłem i całą szatańską świtą. Przed wiekami pewna „czarownica” mieszkała także w Marianowie - nazywała się Sydonia von Borck. Data jej narodzin nie jest dokładnie znana, mogło to być około roku 1540. Jej rodzicami byli Otto i Anna z domu von Schwicheld, a Sydonia miała siostrę Dorotę i brata Ulricha. Jako najmłodsza córka była rozpieszczana przez rodziców, którzy starali się spełnić każdy kaprys pięknej i dumnej Sydonii.

Na wołogoskim zamku, położonym na sztucznie utworzonej wyspie na Pianie, Sydonia poznała urodziwego księcia Ernesta Ludwika, a młodych połączyło gorące uczucie. Szczęście Sydonii nie trwało długo, ponieważ Ernest Ludwik ożenił się w 1577 roku z Zofią Jadwigą, córką księcia brunszwickiego Juliusza. Urażona i zraniona Sydonia opuściła zamek, rzucając przekleństwo na ród książęcy.

Grafika przedstawiająca Sydonii von Borck lub scenę procesu o czary

Po śmierci rodziców Sydonia i Dorota znalazły się pod opieką brata, jednak jemu nie zależało na szczęściu sióstr, pragnął zdobyć jedynie majątek, jaki dziewczęta odziedziczyły po zmarłych rodzicach. Powoli starzejąca się Sydonia rozpoczęła tułaczkę po całym Pomorzu, zamieszkując w Szczecinie, Stargardzie Szczecińskim, Krępcewie, Chociwlu, Resku i w Marianowie. Wciągana w liczne spory i awantury Sydonia stawała się coraz bardziej agresywna, a rodzina coraz bardziej się od niej odsuwała. Zaczęły krążyć o niej nieżyczliwe osądy, nazywano ją czarownicą.

W roku 1604, na wniosek krewnych, Sydonia została umieszczona w klasztorze zakonu cystersów w Marianowie. Była najstarszą mieszkanką, z racji wieku powierzono jej funkcję zastępczyni przełożonej. Niezrozumiana przez młode zakonnice Sydonia prowokowała liczne konflikty, czując się źle w Marianowie i widząc w koleżankach wrogów. Zakonnice uważały, iż swoim przybyciem Sydonia zatruła im życie. W czasie pobytu w Marianowie, samotna Sydonia rozmawiała ze zwierzętami, a powiernikami jej tajemnic stały się wróble, okoliczne koty i ukochany pies. Ulubioną książką Sydonii była Biblia, czytywała także modlitewniki i interesowała się ziołami, którymi leczyła siebie i innych, przypisując im niezwykłe właściwości. Uważała, że mogą one „odpędzić życie albo śmierć”, znała tajemnice ziół, a ludzie przychodzili do niej po pomoc.

W 1619 roku odbył się kolejny z licznych procesów, tym razem wytoczony Sydonii przez współmieszkanki klasztoru. Appenburg, Stettin i Hebron oskarżyły Sydonię o czarodziejskie praktyki z niejaką Wole. Niepokorna Sydonia oświadczyła wówczas, że nadal będzie uprawiać czary, po czym przewieziono ją do zamku Oderburg w Szczecinie. Oskarżono ją o dokuczanie mieszkańcom klasztoru, o czary powodujące tajemnicze zgony, a w końcu obwiniono o zniszczenie panującego książęcego rodu Gryfitów. W 1592 roku umiera Ernest Ludwik, w 1600 Jan Fryderyk - książę szczeciński, w 1603 Barnim XII - jego następca, w 1605 Kazimierz IX, w 1617 Jerzy III. Wszyscy ci mężczyźni mieli umrzeć w wyniku klątwy, jaką rzuciła Sydonia na ród ukochanego, który ją zdradził. Zarzucano jej spowodowanie śmierci pastora Dawida Lüdeke z Wiechowa, przełożonej Magdaleny Petersdorf, wnuka Ottona von Borck, księcia Filipa czy chorobę służącej Triny Pantels. Sydonia zaprzeczała tym oskarżeniom.

11 stycznia 1620 roku sąd zorganizował przesłuchanie świadków w Marianowie, którzy potwierdzili zarzuty stawiane Sydonii. Sąd oczekiwał, że w obawie przed torturami Sydonia przyzna się do winy, jednak dumna szlachcianka odmówiła. Została wtrącona do celi w zamku Oderburg, gdzie poddawano ją torturom. Sydonia została poddana tzw. łagodniejszym torturom - położona na ławie tortur, rozebrana przez kata i jego pomocnika. Ręce związano jej za plecami i w samej koszuli posadzono na rzemieniach. Następnie włożono jej nogi w dyby, dopiero wówczas Sydonia przyznała się, że potrafi czarować i poprosiła o uwolnienie. W głębi duszy wierzyła, że Bóg ją uwolni, że nie pozwoli jej umrzeć, bo przecież jest niewinna. W połowie sierpnia 1620 roku sąd skazał Sydonię na ścięcie toporem, a następnie spalenie na stosie. Wydarzenie to miało miejsce przed ówczesną Bramą Młyńską w Szczecinie, w okolicy obecnego Muzeum Narodowego przy ulicy Staropolskiej.

Marianowo po II Wojnie Światowej

W długiej historii Marianowa, podobnie jak i całego Pomorza, rok 1945 przyniósł przełomowe zmiany. Było to zdarzenie, którego konsekwencje prowadzą w prostej linii ku współczesności, zmieniające rzeczywistość w sposób gwałtowny i radykalny. Rok 1945 wyznacza granicę pomiędzy tym, co przedwojenne i tym, co powojenne, niemieckie i polskie. To wtedy ta część Europy stała się miejscem ogromnych wędrówek ludności, a wiek XX nazywany jest wiekiem uchodźców. Dla Pomorza rok 1945 przyniósł dramatyczną, całkowitą wymianę narodów i kulturę, exodus i dramat opuszczenia własnych domów, który dotknął zarówno tych, którzy opuszczali swój Heimat, jak i tych, którzy przybywali w nowe dla nich strony.

Historyczna mapa Pomorza z zaznaczeniem Marianowa lub fotografia z 1945 roku

Wkroczenie Armii Czerwonej i Początki Administracji

Koniec niemieckiej wsi nastał wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej. Jak odnotowano w dokumentach sztabowych, 3 marca 1945 roku padał mokry śnieg, ale temperatura oscylowała od 0 do 3 stopni, a wiatr był umiarkowany. Operowały tutaj wszystkie formacje Armii Czerwonej, które znajdowały się na tym terenie, a więc 2. Gwardyjska Armia Pancerna, 3. Armia Uderzeniowa i 61. Armia. Tak wielka koncentracja wojsk nie oznaczała jednak zaciętych walk o każdą miejscowość; wiele z nich zajmowanych było w atmosferze triumfu kilka razy, przez kilka różnych oddziałów Armii Czerwonej. W nierzadkich przypadkach były to miejscowości już opuszczone przez obrońców i nie stawiające najmniejszego oporu.

Tego dnia 2. Gwardyjska Armia Pancerna zajęła Büche (Wiechowo) i Marienfliess (Marianowo), a następnie Schönebeck (Dzwonowo). W pobliżu tej ostatniej miejscowości i kolonii Marianowo operowały formacje z jednego z korpusów wchodzących w skład 3. Armii Uderzeniowej. Jednostki z dwóch kolejnych korpusów strzeleckich - tym razem 61. Armii - działały w bliskości wsi Trampke (Trąbki), Zarnikow (Czarnkowo), Pansin (Pęzino), Marienfliess (Marianowo), Karolinenthal (Sułkowo), Brüsewitz (Brudzewice). Do Marianowa, Wiechowa i Krzywnicy wkroczyła 415. Dywizja Strzelecka tej armii.

W październiku 1945 roku na terenie całego powiatu stargardzkiego (wtedy jeszcze nazywanego starogrodzkim) przeprowadzono spis wojennych mogił: polskich, niemieckich i sowieckich. Dane z gminy Marianowo mówiły o tym, że w Marianowie było 18 mogił sowieckich i 23 niemieckie, w Dalewie - dwie sowieckie, sześć niemieckich, w Wiechowie - dwie sowieckie, cztery niemieckie, a w Głodowie - po dwie niemieckie i sowieckie.

Niestety o samym Marianowie i okolicznych wsiach nie ma przekazów, które pozwoliłyby na odtworzenie czasu pod wyłącznym zarządem Sowietów. Wynika z relacji, że we wsi była placówka NKWD, która miała swój stały punkt w dwóch domach, a sowieckie oddziały były także w pobliskich Trąbkach, na stacji kolejowej oraz w majątku.

Różnego rodzaju szkody, kradzieże, zniszczenia (w tym pożary), wyrządzane przez Armię Czerwoną spisano dość dokładnie w sierpniu 1946 roku. Mieszkańcy gminy Marianowo wskazywali najczęściej zabór różnych zbóż, siana, buraków, maszyn i zwierząt. Do legendarnych już trofeów należały zegarki utracone w wielu wsiach, czy rowery ukradzione w Marianowie i Wiechowie, do typowych choć budzących dzisiaj zdziwienie: okna, drzwi i piece. Czerwonoarmiści nie gardzili też wozami, meblami, a nawet butami, bielizną i ubraniami. Wśród wyrządzonych przez nich szkód wskazywano zniszczenia budynków gospodarczych w Dzwonowie, Wiechowie i Czarnkowie. Wywóz wielu z tych dóbr odbywał się transportem kolejowym. Zniszczenia materialne były jednak mniej dotkliwe niż przestępstwa wobec ludzi.

W lipcu 1945 roku inspekcja osady Marienfliess wykazała zaledwie 10% zniszczenia. Miesiąc później i w kolejnych raportach najczęściej pisano o 30% zniszczeniach. W porównaniu ze stanem zniszczeń w miastach powiatowych nie był to wskaźnik wysoki, na tle innych gmin tutejszego obwodu były to zniszczenia o przeciętnym stopniu, co potencjalnie było znakiem dobrym dla przyszłych osadników.

Tworzenie Polskich Struktur i Osadnictwo

Tworzenie polskich struktur administracyjnych, osadniczych, społecznych i gospodarczych było początkowo „w uśpieniu” przez pierwsze miesiące. Wynikało to z katastrofalnego poziomu bezpieczeństwa i znaczącego wyludnienia tego terenu. Niemców objęła ewakuacja, potem grupowanie początkowo tylko pod nadzorem Armii Czerwonej w zamkniętych obszarach obozów, wydzielonych ulic czy domów. Dość szybko zaludnione zostały wsie wokół Stargardu. Pierwsi osadnicy, którzy sami siebie określali zapomnianym nieco dzisiaj słowem „pionierzy”, z zasady rekrutowali się spośród niedawnych robotników przymusowych, byłych polskich jeńców wojennych, w mniejszym zaś stopniu z więźniów obozów koncentracyjnych. Zdarzały się także sytuacje, jak w Marianowie, że byli to nie tylko przymusowo przesiedleni do Niemiec w czasie wojny, ale i Polacy wywodzący się z dawnych robotników sezonowych, mieszkający tu już od przedwojnia.

Po nich dość szybko, na pewno już w maju, może nawet w kwietniu, pojawili się „poszukiwacze skarbów”, którzy w myśl zasady „niemieckie czyli niczyje” wywozili stąd nie tylko rzeczy wartościowe, ale i zwyczajne, domowe sprzęty. Szaber stał się obok chorób i epidemii, niszczycielskich działań Armii Czerwonej oraz katastrofalnego poziomu bezpieczeństwa kolejną plagą tego czasu, a w wymiarze praktycznym jedną z przyczyn skutecznego zniechęcania osadników do zamieszkania. Początek organizacji polskich władz, poza nielicznymi przykładami wsi, gdzie decyzje podejmował sowiecki komendant wojenny lub pierwsze polskie zarządy miast, stał się możliwy dopiero z chwilą przybycia na ten obszar Grupy Operacyjnej Pełnomocnika Rządu.

Fotografia przedstawiająca pierwszych polskich osadników lub scenę odbudowy po wojnie

W przypadku Marianowa mamy do czynienia z wsią - siedzibą gminy. W pierwszym niedatowanym dokumencie w skład gminy włączono miejscowości: Schönebeck (Dzwonowo), Trampke (Trąbki), Büche (Wiechowo), Goldbeck (Sulino), Kempendorf (Kępy), Dahlow (Dalewo), Zarnikow (Czarnkowo), Wudarge (Odargowo), Barskewitz (Barzkowice), Saatzig (Szadzko). Na dzień 1 sierpnia 1945 roku gmina Marianowo obejmowała siedem wsi: Czarnkowo, Dalewo, Dzwonów, Głodowo, Gołacz, Marianów, Wiechowo. Tajemniczo brzmiące „Głodowo” to niemiecka miejscowość o nazwie Goldbeck, czyli Sulino, zaś Gołacz lub częściej wtedy Gołańcz, to dzisiejsza Golina w gminie Stargard.

10 maja 1945 roku na sesji sołtysów zorganizowanej przez Pełnomocnika na Obwód Starogród, wśród obecnych nie wymieniano jeszcze nikogo z Marianowa. Zapewne pierwszy tutejszy urzędnik został mianowany jeszcze w maju. Z początkiem czerwca w dokumentach archiwalnych znajdziemy nazwisko pierwszego wójta Franciszka Polewki, a dwa tygodnie później także sekretarza gminy Karola Kopytowskiego. Potem wójtem był od 14 lipca 1945 roku Stanisław Ostrowski, a sekretarzem Józef Florek. Po S. Ostrowskim, z dniem 1 listopada 1945 roku Starostwo Powiatowe w Stargardzie mianowało nowego wójta Marianowa, którym został Bronisław Surudo, wyróżniający się wykształceniem prawniczym.

W konsekwencji wojny na Pomorze przyjechali nowi mieszkańcy. Na tym obszarze niemal wszyscy osadnicy byli przybyszami. Dla nich wszystkich był to przyjazd w nieznane i choć kuszono ich gospodarstwami, ziemią i czekającym dobytkiem, to często na miejscu przychodziło rozczarowanie, a wielu nie było w stanie tutaj pozostać. Strach, poczucie obcości i tęsknota za dawnym domem towarzyszyły długo tutejszym mieszkańcom. Ale byli też tacy, dla których mimo wszystko ziemie zachodnie były nadzieją na odmianę własnego losu.

Dane dotyczące liczby nowych mieszkańców są bardzo szczątkowe. Pierwsza liczba mieszkańców dla całej gminy określona została na zaledwie 13 głów. Potem liczba mieszkańców wyniosła 350, na początku lipca 1945 roku 407 osób (w tym 11 osiadłych, 57 Niemców, 339 osób opisywanych jako element napływowy). W sierpniu liczba ta miała wynosić 992 osoby i 63 Niemców i z niewielkimi wahaniami utrzymywała się do końca roku. 1 grudnia 1945 roku odnotowano 1032 osoby (w tym 496 Polek) oraz 46 Niemców (w tym 32 kobiety). W tym samym miesiącu nastąpił odpływ ludności, bo podano, że w gminie mieszkało 986 osób, w tym 46 Niemców. Były wsie, które zaludniały się stosunkowo szybko, a nowi osadnicy chętniej tam zostawali, czując się bezpieczniej, były też takie, które długo były puste, albo zajęte przez Sowietów.

Na marianowskich wsiach mieszkali ludzie z różnych stron. Niemcy, którzy pozostali tutaj po wysiedleniach przeprowadzonych przez polskie wojsko w końcu czerwca - początku lipca 1945 roku, pracowali najczęściej w majątkach zajętych przez Armię Czerwoną albo później prowadzonych przez Państwowe Nieruchomości Ziemskie. W księgach ewidencji ludności w tutejszych wsiach znajdziemy wpisy o przybywających z Niemiec, z Rosji (fala powrotów deportowanych kresowiaków), z dawnych polskich województw kresowych, z Polski Centralnej. Wielu osiedleńców pochodziło z Lubelszczyzny, Wielkopolski, Mazowsza, okolic Włocławka czy Piotrkowa.

Dla powiatu stargardzkiego znaczące było także przybycie ludności ukraińskiej przesiedlonej w ramach akcji „Wisła”. W pierwszym transporcie z czerwca 1947 roku do gminy Marianowo przybyło 37 osób z gmin: Bircza, Rochatyń w powiecie Przemyśl, Ropieńko w pow. Sanok i kilku miejscowości w powiecie Lesko. W kolejnych transportach przyjechali pochodzący z Hrubieszowszczyzny. Przesiedleńcy z akcji „Wisła” trafili do Marianowa, Dzwonowa, Wiechowa, Czarnkowa.

Już z początkiem czerwca 1945 roku Starosta zapowiadał zmianę nazw obwodu i wprowadzenie polskiego nazewnictwa, co było istotną częścią procesu oswajania tego obszaru. W praktyce jeszcze latem 1945 r. w wielu miejscach używano nazw niemieckich. Nazewnictwo wprowadzone w tym czasie nie zawsze utrzymało się do dnia dzisiejszego. Przy fatalnym poziomie bezpieczeństwa, szczególnie odczuwalnych na wsiach, bardzo szybko tworzono milicję lub występowano o zgodę na noszenie broni.

Powstanie i Rozwój Ochotniczej Straży Pożarnej w Marianowie

18 czerwca 1947 roku odbyło się pierwsze spotkanie mieszkańców wsi Marianowo, zorganizowane przez ówczesnego sołtysa, Franciszka Barłoga, celem zorganizowania Ochotniczej Straży Pożarnej w Marianowie. To wydarzenie zapoczątkowało formalną działalność jednostki, która od tego czasu nieprzerwanie służy społeczności.

Strażak-ochotnik, który wzniecił pożary | Dokument kryminalny

W 1960 roku strażacy otrzymali motopompę M 200, a w 1970 roku motopompę typu M800, co znacząco zwiększyło ich możliwości operacyjne. Kolejnym ważnym etapem w rozwoju jednostki była przebudowa strażnicy w 2002 roku, która została zrealizowana w czynie społecznym przez samych druhów z Marianowa.

Jednostka wyposażona jest obecnie w jeden lekki samochód ratowniczo-gaśniczy marki Żuk typu GLM, który do Marianowa trafił w 2003 roku. OSP w Marianowie liczy aktualnie 36 członków, w tym 34 czynnych i 2 honorowych. Aktualnym prezesem Zarządu OSP Marianowo jest Bogusław Grzybek.

Zdjęcie lekkiego samochodu ratowniczo-gaśniczego Żuk GLM należącego do OSP Marianowo

tags: #marianowo #brodowskie #osp