Kabaret polityczno-literacki Pożar w Burdelu, działający w Warszawie od września 2012 roku, przeżywa trudne chwile. Zespół kabaretowy stanął w obliczu poważnych problemów finansowych po nagłym zaginięciu menedżera, który zniknął z pieniędzmi, pozostawiając grupę w długach. Konsekwencją tej sytuacji było m.in. zamknięcie kluboteatru Dzika Strona Wisły, zlokalizowanego przy placu Hallera.
Zaginięcie menedżera i jego konsekwencje
Jak opowiada Andrzej Konopka, odgrywający w Pożarze w Burdelu rolę Burdeltaty, menedżer pracował z zespołem przez trzy lata. „Nasz menedżer zniknął nagle z pieniędzmi, pozostawiając nas w długach. Przepadł jak kamień w wodę” - potwierdza Konopka w rozmowie z „Tygodnikiem Przegląd”. Aktorzy, w tym Andrzej Konopka, dowiedzieli się o rzeczywistej sytuacji finansowej przedsięwzięcia dopiero po zaistnieniu problemu. Zespół zgłosił sprawę na policję.
Kiedy menedżer dowiedział się o zgłoszeniu, prawdopodobnie po zablokowaniu jego kart płatniczych, dał znać, że żyje. Poprosił o wycofanie zgłoszenia o zaginięciu, co też się stało. Obecnie przebywa podobno w Warszawie, ale nie pokazuje się na ulicy. W ramach cięcia kosztów trzeba było zamknąć lokal Dziką Stronę Wisły.

Historia i geneza "Pożaru w Burdelu"
Pożar w Burdelu to polski kabaret polityczno-literacki, który od 2012 do 2018 roku komentował ze sceny początkowo przede wszystkim warszawskie, a później bieżące sprawy ogólnokrajowe. Stworzony przez grupę warszawskich aktorów i aktorek pod przywództwem Burdeltataty (Andrzeja Konopki), kabaret słynął z ironicznej satyry na polską rzeczywistość społeczno-polityczną, przerysowaną i podkręconą na sto pięćdziesiąt procent, z jej męczącym nadmiarem i absurdem.
„Lejdis and dżentelmen, madam i mesje, panie i panowie. Mówią o nas różnie, wesoła trupa, dziwki, dom schadzek, diabła, dom złego prowadzenia się. Albo po prostu - burdel artystyczny le bordel artistique...” - tymi słowami często witana była publiczność na wieczorach artystycznej satyry, podczas których żadne poglądy i postawy z polskiego życia nie umykały ironicznej uwadze twórców.
Ponad trzydzieści odcinków Pożaru w Burdelu (każdy pod innym tytułem) autorstwa Michała Walczaka i Macieja Łubieńskiego portretowało polską rzeczywistość. Artyści wcielali się w osoby z życia publicznego, ale i zwykłych-niezwykłych obywateli, na co dzień próbujących odnaleźć się wśród zalewających ich fal oczekiwań, nakazów, zakazów, patriotycznych wartości, opozycyjnych obowiązków i codziennych dylematów.
Kabaret "POŻAR W BURDELU": pojedynek wyborczy między Joanną Erbel a Ejcz Dzi Dablju
Charakterystyczne postacie i ich role
W burdeltrupie występowali między innymi:
- Dzika Agnes (Agnieszka Przepiórska) - matka samodzielnie wychowująca syna.
- Paula (Monika Babula) - znerwicowana narzeczona Zdzisława, mieszkająca na Wilanowie.
- Etno (Karolina Czarnecka) - córka Burdeltaty, związana z prawicowym aktywistą Podpalaczem Tęczy.
- Podpalacz Tęczy (Mariusz Laskowski) - prawicowy aktywista z Białegostoku, dążący do zaprowadzenia konserwatywnych porządków w stolicy.
- Burdeltata (Andrzej Konopka) - dobrotliwy cwaniak, playboy i karierowicz, lider grupy.
Obok nich pojawiali się także karykatury postaci publicznych, takich jak Hanna Gronkiewicz-Waltz, premier Morawiecki, Minister Kultury, Pierwsza Dama, Krystyna Janda, Leszek Balcerowicz, a także symboliczne figury, jak Pałac Kultury czy Dzika Reprywatyzacja.
Walczak i Łubieński tworzyli postacie, łącząc różne medialne wizerunki, wypowiedzi, decyzje i działania ze społecznymi projekcjami, lękami i problemami. Widzowie oglądali na scenie osoby przetrącone przez docierające do nich treści, zagubione w gąszczu sprzecznych informacji i stereotypów.
Struktura i ewolucja występów
Odcinki miały podobną strukturę: zazwyczaj konkretne miejsce akcji (np. Fabryka Patriotów, Muzeum Wolności, Szpital Nieświętej Rodziny), krótkie sceny przeplatane piosenkami i temat przewodni, wokół którego pojawiały się wątki poboczne, inicjowane przez konkretne postacie. Znajomość ich biografii nie była konieczna, by odnaleźć się w narracji Pożaru…, choć dla wierniejszych widzów stanowiła źródło dodatkowej rozrywki.
Kabaret Pożar w Burdelu początkowo grany był w klubie Chłodna 25 w Warszawie dla kilkudziesięciu osób, gdzie aktorzy tłoczyli się przy mikrofonach na niewielkiej scenie. Wraz ze wzrostem popularności występów burdeltrupy kolejne odcinki grano jako wieloobsadowe spektakle w warszawskich teatrach - Nowym, Studio, Polskim i w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, a także jako finałową Galę Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

Konsekwencje incydentu i przyszłość kabaretu
Po aferze z nieuczciwym menedżerem i zamknięciu Dzikiej Strony Wisły, kabaret Pożar w Burdelu przechodzi w formę przejściową. Nie wiadomo, jak będzie dalej działać, gdyż „każdy z zespołu po prostu poszedł w swoją stronę”. Niemniej jednak, twórcy kabaretu już zapowiadają, że tę historię wykorzystają w jednym ze swoich kolejnych przedstawień. Andrzej Konopka podkreśla, że sytuacja z menedżerem nie spowoduje, że projekt nagle upadnie.
Aktor zastrzega, że zmienia się po prostu taktyka działania, bo dziś trudno zebrać cały zespół, który bardzo się rozrósł. Ponadto, brak właściwego miejsca funkcjonowania (funkcjonowali nie w teatrze, tylko w klubie) stanowi dodatkowe utrudnienie. Michał Walczak i Maciej Łubieński, twórcy projektu, zawsze dawali aktorom i muzykom dużą samodzielność i wolność. Andrzej Konopka, grający Burdeltatę, widzi w historii z menedżerem „temat na opowieść o rozpadzie grupy i wspólnoty, a to coś, co dzieje się także w naszym kraju, więc będzie mogło się stać mocnym komentarzem”.
Personalne refleksje Andrzeja Konopki
Andrzej Konopka dzieli się osobistymi odczuciami związanymi z rolą Burdeltaty, która stała się jego alter ego. „Najpierw myślałem, że to zwykła rola, ale po jakimś czasie zauważyłem, że nie mogę z niej po prostu wyjść. Ludzie na ulicy widzieli we mnie Burdeltatę, nie Andrzeja Konopkę” - wspomina. Czując się uwięziony w tej roli, próbował się z niej uwolnić, jednak Burdeltata okazywał się zbyt silny. „Burdeltata jest wspaniałą postacią, ale jest pułapką, szufladą, w której jest mi coraz ciaśniej” - wyznaje Konopka.
Debiut telewizyjny i kontrowersje wokół "Fabryki Patriotów"
Jednym z kluczowych momentów w historii Pożaru w Burdelu był debiut telewizyjny z odcinkiem „Fabryka Patriotów” wyemitowanym w TVN. Na show spadła „lawina krytyki” i „hejt”, a wielu widzów i komentatorów uznało go za „dno” i „strzał w kolano”. Tomasz Sekielski określił go jako „słabe”, a Zbigniew Hołdys przestał oglądać po 15 minutach.
Twórcy Pożaru w Burdelu w oficjalnym oświadczeniu przyjęli konstruktywną krytykę, podkreślając, że „skala reakcji na »Fabrykę Patriotów« pokazuje, jak potrzebna w telewizji jest ostra rozrywka polityczna, podejmująca tematy, które omija komedia i kabaret”. Uznali, że „Fabryka” jest testem, z którego wyciągną wnioski, rozwijając swój język w teatrze i telewizji.

Opinie krytyków i obrońców spektaklu
Dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska stanęła w obronie spektaklu, doceniając odwagę TVN-u w jego pokazaniu. Jej zdaniem Polacy „pod względem poczucia humoru i poczucia ironii mocno stępieli”, a Pożar w Burdelu obnażył ten narodowy brak wyczucia. Korwin-Piotrowska podkreślała, że kabaret „wali ostro w PiS, PO, ośmiorniczki, Chazana, Janka Pietrzaka, przywala równo wszystkim” i nigdy nie aspirował do bycia masową rozrywką.
Mimo to, przyznała, że realizacja telewizyjna „kulała”. „Najbardziej trzeba popracować nad realizacją telewizyjną. Potrzeba więcej prób z aktorami, więcej pracy z kamerą” - stwierdziła. Wskazała również na problemy z dźwiękiem. Formuła teatralna, oparta na sekwencji skecz-monolog-piosenka, nie była łatwa w odbiorze dla masowej publiczności, a widzowie mieli wrażenie, że artyści grają do zebranej na sali publiczności, a nie do nich.
Tematyka finansowania i miejsca kultury
W Pożarze w Burdelu często powracał temat funkcjonowania oraz finansowania kultury, który jest bardziej hermetyczny i niszowy. W jednym z odcinków wystąpił gościnnie Przemysław Bluszcz w roli menedżera kultury, który z groźnym wzrokiem zapowiadał reorganizację instytucji kultury: „Potrzebuje mendżera cały teatr polski. Potrzebuje go Żebrowski i Krzysiek Mieszkowski”.
Burdeltata w jednej ze scen wspominał o początkach w klubie Chłodna 25: „Wiele lat temu w Warszawie na Chłodnej 25 rozpoczęliśmy wolnorynkową odyseję, poruszając się po cienkiej czerwonej linii między teatrem wspólnoty Jerzego Grotowskiego a teatrem komercji Michała Żebrowskiego, próbowaliśmy pogodzić ideały z kredytem, kasę i szczęście - nie udało się”. To samo doświadczenie problemów finansowych i poszukiwania środków na działalność, które były tematem ich spektakli, ironicznie dotknęło sam kabaret.