W piątek 23 września 2011 roku, przed południem, doszło do dramatycznego zdarzenia naprzeciwko kancelarii premiera w Warszawie. 49-letni Andrzej Ż. podjął próbę samobójczą, podpalając się. Mężczyzna prawdopodobnie najpierw oblał się rozpuszczalnikiem, co doprowadziło do rozprzestrzenienia się ognia.
Dramatyczne Zdarzenie i Akcja Ratunkowa
Około godziny 11:14 (według innych źródeł 11:20), funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu (BOR) pełniący służbę w pobliżu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) szybko zareagowali na widok płonącego mężczyzny. Przybiegli na miejsce i ugasili ogień, okrywając go kocami. Następnie udzielili mu pierwszej pomocy oraz natychmiast powiadomili pogotowie ratunkowe i policję. Straż Pożarna również otrzymała zgłoszenie około godziny 13:40, wysyłając trzy zespoły na miejsce. Jak relacjonował Wojciech Kapczyński, straż pożarna po przybyciu na miejsce zastała już ugaszonego mężczyznę, prawdopodobnie przez pracowników KPRM lub funkcjonariuszy BOR, a ich działania skupiły się na zabezpieczeniu terenu i dalszej pomocy.

Stan Zdrowia Poszkodowanego
Mężczyzna, pomimo ciężkich obrażeń, był przytomny, gdy zabierano go do szpitala. Jak informował płk Piotr Dąbrowiecki, rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego, stan Andrzeja Ż. był ciężki, ale stabilny. Został on przewieziony na oddział intensywnej terapii i podłączony do respiratora z powodu poparzeń dróg oddechowych. Stwierdzono, że miał poparzone 15% powierzchni ciała, w tym 10% to poparzenia drugiego stopnia, a 5% - trzeciego. Mężczyznę czekały liczne zabiegi chirurgiczne. Na miejscu zdarzenia zabezpieczono butelki po łatwopalnej substancji, którą oblał się desperat.
Tło i Motywy Desperackiego Czynu
Andrzej Ż. zostawił dwa listy: jeden, zaadresowany do premiera ówczesnego rządu, Donalda Tuska, przykleił do ławki w parku łazienkowskim, a drugi, pożegnalny, skierowany do żony. Listy o podobnej treści rozesłał również do kilku redakcji. Z ich treści wynikało, że głównym powodem desperackiego kroku były poważne kłopoty finansowe, długi, problemy z płatnościami oraz komornikiem. Andrzej Ż. pisał: "Jestem zadłużony ponad miarę" i wspominał o przegranej sprawie sądowej, w efekcie której komornik miał "wejść mu na pensję".
Ponadto, w listach mężczyzna opisał domniemaną korupcję w jednym z urzędów skarbowych w Warszawie (Urząd Skarbowy Warszawa-Praga) oraz ogólnie w Polsce. Stracił pracę w urzędzie skarbowym w 2008 roku po tym, jak doniósł do Ministerstwa Finansów o nieprawidłowościach, takich jak niewszczynanie postępowań karnych w sprawach o wykroczenia skarbowe, gdy obwiniony nie stawiał się na wezwania. W jego ocenie, w takich przypadkach czekano na przedawnienie karalności wykroczenia, a przełożony miał mu zabraniać dalszych działań. Z jego listów wynikała również utrata zaufania do państwa i polityków. Jak twierdził, starał się zainteresować swoją sprawą i nieprawidłowościami w urzędzie skarbowym większą liczbę polityków, w tym Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego, jednak bezskutecznie. Wstępnie sprawą zainteresował się jedynie szef SLD.

Przeszłość Andrzeja Ż.
Andrzej Ż. miał za sobą bogatą, choć problematyczną karierę zawodową. W 2006 roku został zwolniony z policji. Wcześniej pracował w urzędzie skarbowym. Po utracie pracy w administracji publicznej zatrudnił się jako ochroniarz w jednym z sieciowych supermarketów. W listach skarżył się, że "trzy lata pracy w ochronie całkiem zniszczyło mi nogi" oraz że pracodawca wymagał od niego coraz więcej za tę samą płacę. Wskazywał również na problemy z chodzeniem i brak zdolności do dalszej pracy. Mężczyzna, pochodzący spoza Warszawy, miał żonę i troje dzieci.
Śledztwo Prokuratury
Tego samego dnia, 23 września 2011 roku, Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wszczęła śledztwo w sprawie tragicznego zdarzenia. Podstawą był artykuł 151 Kodeksu Karnego, który dotyczy doprowadzenia człowieka do targnięcia się na własne życie. W ramach śledztwa przesłuchano funkcjonariuszy BOR oraz policjantów, którzy byli na miejscu. Zabezpieczono również przedmioty znalezione na miejscu oraz nagranie z monitoringu. Ze względu na ciężki stan zdrowia, Andrzeja Ż. nie udało się dotąd przesłuchać. W kwietniu 2011 roku prokuratura umorzyła sprawę zawiadomienia Andrzeja Ż. dotyczącego nieprawidłowości w urzędzie skarbowym Warszawa-Praga. Według doniesień medialnych, za te nieprawidłowości do tamtej pory nikt nie poniósł odpowiedzialności.
Bohaterstwo Funkcjonariuszy BOR
W poniedziałek, w siedzibie BOR, uhonorowano sześciu funkcjonariuszy, którzy brali udział w akcji ratunkowej. Szef Biura, gen. Marian Janicki, podziękował im, podkreślając, że "swoim profesjonalnym działaniem" uratowali mężczyźnie życie. Sami funkcjonariusze BOR skromnie określili swoje działania jako efekt "ludzkiego odruchu". Ppłk Leszek Czubała mówił: "Wiedzieliśmy, że ten człowiek cierpi. Staraliśmy się pomóc mu jak najszybciej". St. chorąży Wojciech Strużyński, przeszkolony z zakresu ratownictwa medycznego, zaznaczył, że w pierwszej kolejności pomocy udzieliło dwóch funkcjonariuszy pełniących służbę na zewnątrz. On sam, po dobiegnięciu na miejsce, starał się utrzymywać kontakt z rannym, aby nie stracił przytomności.
City of Mobile Police Department's Opening Awards Ceremony Oscar-Style Video
Inny Incydent: Zapłon Kurtki przed MSWiA
Niezależnie od opisanego zdarzenia, w środę około godziny 16:00, przed budynkiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) przy ul. Rakowieckiej 2, innemu mężczyźnie w wieku około czterdziestki zapaliła się kurtka. Funkcjonariusze BOR, którzy strzegli wejścia do ministerstwa, pomogli ugasić pożar. Mężczyzna próbował zrzucić z siebie płonącą kurtkę, ponieważ palił się jej rękaw. Policja ustaliła, że mężczyzna nie odniósł żadnych obrażeń, jednak lekarz pogotowia zdecydował o przewiezieniu go do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Okoliczności zdarzenia, w tym to, czy było to samopodpalenie, czy nieszczęśliwy wypadek, były wówczas ustalane.